Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Spotkanie pomiędzy FC Bulls a Furduncio Brasil F.C. zapowiadało się jako hit kolejki i rzeczywiście dostarczyło sporo emocji. Gospodarze przystępowali do meczu z 3. miejsca w tabeli, natomiast goście zajmowali 2. lokatę, co tylko podkreślało rangę tego starcia.
Od pierwszego gwizdka było widać, że żadna z drużyn nie zamierza odpuszczać. Gra była bardzo wyrównana, a sytuacji podbramkowych nie oglądaliśmy zbyt wiele. Jeśli już się pojawiały, to brakowało skuteczności. Przełamanie nastąpiło dopiero w 11. minucie, kiedy Szymański otworzył wynik spotkania. Kolejne fragmenty pierwszej połowy wyglądały podobnie – było dużo walki w środku pola i niewiele klarownych okazji. Tuż przed przerwą sędzia podyktował rzut wolny, który na bramkę zamienił Hololobov, doprowadzając do wyrównania.
Druga połowa należała już jednak wyraźnie do FC Bulls. W 30. minucie Churiukanov wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a chwilę później samobójcze trafienie Kaneli podwyższyło wynik. Cztery minuty później ponownie do siatki trafił Churiukanov, dając swojej drużynie komfortową przewagę. Goście próbowali wrócić do gry, a samobójczy gol Markovycha na 4:2 na moment przywrócił emocje.
Końcówka należała jednak do gospodarzy. Najpierw Datskiv podwyższył na 5:2, a następnie Kozenko ustalił wynik na 6:2. Furduncio Brasil odpowiedziało jeszcze trafieniem Chiaradii, ale ostatecznie to FC Bulls zwyciężyli 6:3, umacniając swoją pozycję w czołówce tabeli.
Spotkanie lidera tabeli z ostatnią drużyną zapowiadało się jako formalność dla Hetmana, jednak mecz przyniósł więcej emocji, niż można było się spodziewać. Od pierwszych minut gospodarze przejęli inicjatywę i szybko udokumentowali swoją przewagę. Kapitalnie funkcjonował duet Damian Kucharczyk-Filip Motoczyński, który raz po raz rozrywał defensywę rywali. Motoczyński świetnie dogrywał piłki, a Kucharczyk pewnie je wykorzystywał. Do przerwy Hetman prowadził 2:0 i w pełni kontrolował przebieg spotkania. Po zmianie stron gospodarze nie zwalniali tempa i zdobyli trzecią bramkę, jeszcze bardziej przybliżając się do zwycięstwa. Wtedy jednak Team Ivulin niespodziewanie odpowiedział. Goście zaczęli grać odważniej, poprawili pressing i skuteczność, co szybko przyniosło efekty. W krótkim czasie odrobili straty i doprowadzili do wyrównania, czym zaskoczyli wszystkich obecnych. Końcówka należała jednak do Hetmana. Duet Kucharczyk – Motoczyński ponownie przejął kontrolę nad wydarzeniami na boisku i całkowicie rozmontował defensywę przeciwnika. Seria skutecznych akcji przesądziła o wyniku. Ostatecznie Hetman wygrał 8:4, udowadniając, że wcześniejsza porażka była tylko wypadkiem przy pracy i wrócił na zwycięską ścieżkę.
Spotkanie Boca Seniors z S04 było starciem drużyny pogrążonej w kryzysie z zespołem, który w ostatnich tygodniach wyraźnie nabrał rozpędu. Początek meczu pokazał jednak zupełnie inne oblicze Boca Seniors. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, a zawodnicy tej drużyny przypomnieli sobie najlepsze fragmenty swojej gry z początku sezonu. Dużą rolę odegrał również Damian Bartodziej, którego głośne i konkretne wskazówki z ławki rezerwowych wyraźnie napędzały zespół. Boca grała odważnie, tworzyła sytuacje i w końcu dopięła swego, Dawid Pigiel wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Niestety dla Boca Seniors, jak się później okazało, było to ich jedyne trafienie w tym meczu. Mimo wielu dogodnych okazji nie potrafili ponownie znaleźć drogi do siatki. Nieskuteczność szybko się zemściła. S04 zaczęło grać coraz pewniej, z dużą swobodą i fantazją. Widać było wysokie umiejętności techniczne tego zespołu oraz rosnącą pewność siebie. Jeszcze przed przerwą zdołali odwrócić losy spotkania i prowadzili 2:1. Druga połowa to już pełna dominacja S04. Drużyna kontrolowała tempo gry, była skuteczna i bezlitosna dla rywali. Boca Seniors całkowicie się posypało, a przeciwnicy raz po raz wykorzystywali ich błędy. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:1, co tylko potwierdziło, jak głęboki kryzys przechodzi Boca Seniors oraz jak dużym potencjałem dysponuje S04.
To, co na wiosnę wyprawia ekipa gości, przeczy jakiejkolwiek logice. Kiedy prognozujemy im przed meczem kolokwialne „ciężary”, ci zarzucony bagaż piłkarskich kilogramów dźwigają jak superbohaterowie kina akcji (7:0 Boca Seniors, 7:4 BM Development). Kiedy jednak Warszawską Ferajnę stawiamy w roli faworyta (Bad Boys 2:4), ci zawodzą. Ekipa Kacpra Domańskiego na wiosnę jest jak pogoda za oknem - nie przewidzisz jej następnego ruchu.
Przechodząc już do samego spotkania, na szali wisiało naprawdę dużo. Dla gości był to ostatni dzwonek w kontekście utrzymania. W przypadku porażki moglibyśmy mówić o ostatnim gwoździu wbitym do ich trumny z podpisem „spadek”, a resztki nadziei na cokolwiek więcej zostałyby doszczętnie pogrzebane. Z kolei dla gospodarzy trzy potencjalne oczka były bezcenne w kontekście gry nawet o wicemistrzostwo. Patrząc na ich ostatnią formę oraz cele, jakie przed nimi stoją, wydawało się, że to oni zainkasują kolejną wygraną.
I z początku wszystko szło zgodnie z planem. To gospodarze wyszli na prowadzenie 1:0. Ich szczęście nie trwało jednak długo, gdyż Ferajna zdołała szybko odwrócić wynik na 2:1, a po chwili nawet podwyższyć na 3:1. Przed przerwą BM zdobyło bramkę kontaktową na 2:3, co zwiastowało jeszcze większe emocje w drugiej odsłonie spotkania. Te jednak Ferajna, świetnie tego dnia dysponowana, błyskawicznie wygasiła, zdobywając bramki na 2:4, 2:5 i 2:6. Z czasem temperatura spotkania – zważywszy na dużą różnicę w golach – znacząco opadła. Finalny wynik to 7:4 dla Warszawskiej Ferajny, który przedłuża ich szanse na utrzymanie się w lidze. Choć dystans nadal jest spory, tym bardziej że S04 jest na tę chwilę nieomylne, nie jest to cel nieosiągalny, zwłaszcza przy takiej grze jak w ostatnią niedzielę.
Z kolei dla BM jeszcze nic straconego – podium, choć lekko się oddaliło, nie odjechało bezpowrotnie. Natomiast margines błędów został już wyczerpany.







)
)
)
)
)
)
)
)
)