Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 14 Liga
Mecz zamykający dolną część tabeli okazał się zaskakująco widowiskowy. Nieuchwytni, którzy już wcześniej stracili matematyczne szanse na utrzymanie, chcieli zakończyć sezon z honorem – i zagrali jedno z lepszych spotkań tej rundy.
Już w pierwszej minucie Kyselov przejął niedokładne podanie i ruszył w solowy rajd, kończąc go pewnym uderzeniem na 1:0. Zaruby odpowiedziały błyskawicznie – po dobitce Gutowskiego zrobiło się 1:1, a chwilę później Młynarczuk wykorzystał przechwyt i trafił praktycznie do pustej bramki. Po żółtej kartce dla jednego z graczy Zarub za faul taktyczny tempo nieco siadło, ale Zakariadze zdołał jeszcze podwyższyć na 1:3. Goście mieli wrażenie, że kontrolują mecz, ale Nieuchwytni nie odpuszczali – Kyselov znów dał o sobie znać, huknął z dystansu i do przerwy zrobiło się 2:3.
Druga połowa to już pokaz siły gospodarzy. Najpierw Gaworski wyrównał po dobitce z linii pola karnego, potem Kyselov znów ruszył indywidualnie, a piłkę do siatki dobił Zhukov. Gospodarze złapali wiatr w żagle – Wiśniewski błyskawicznie wznowił z rzutu wolnego, podał do Yukhymuka i było już 5:3. Zaruby próbowały wrócić do gry, ale to Nieuchwytni byli w tej części spotkania drużyną bardziej konkretną. Kropkę nad "i" postawił – a jakże – Kyselov. Precyzyjny strzał w dolny róg dał mu hat-tricka i ustalił wynik meczu na 6:3.
Zaruby będą musiały jeszcze powalczyć o utrzymanie, ale Nieuchwytni – choć spadają – żegnają się z ligą w naprawdę dobrym stylu.
Sokil nie zwalnia tempa i dalej pewnym krokiem zmierza po mistrzostwo. Gospodarze wygrali 8:4, choć – trzeba uczciwie przyznać – w pierwszej połowie pozwolili rezerwom FC Vikersonn II na zdecydowanie zbyt wiele.
Już w pierwszych pięciu minutach powinni prowadzić dwoma, trzema bramkami, ale na konkrety trzeba było chwilę poczekać. Wynik otworzył Serhii Pavlov, chwilę później podwyższył Ihor Lesiuk i wydawało się, że Sokil zaraz odjedzie. Tymczasem żółta kartka dla Stepana Bialkovskiego dała gościom oddech, z którego skorzystali do maksimum – najpierw Kirill Pshuk wykorzystał przewagę, a potem Ivan Vovk dołożył drugiego gola i było 2:2. Mozolnie budowana przewaga Sokila zniknęła w kilka minut. Na szczęście dla gospodarzy, w odpowiednim momencie pojawił się Viacheslav Tkachuk – najpierw uratował zespół, wybijając piłkę z linii bramkowej, a potem huknął z dystansu i dał swojej drużynie prowadzenie 3:2 do przerwy.
Po zmianie stron Sokil wrócił na boisko mocno zmotywowany. Szybko dorzucili dwa gole, odskakując na 5:2. I znów – zamiast domknąć mecz, lekko odpuścili. Vikersonn poczuł krew – trafili Kononchuk i Androsiuk, a po strzale Vovka piłka obiła oba słupki. Gdyby tam padło wyrównanie, mogło być naprawdę gorąco. Ale to było jak zimny prysznic dla gospodarzy. W końcówce znowu włączyli tryb „dominacja”, a szczególnie błyszczał Dmytro Petriianchuk – zaliczył bramkę i asystę w kluczowych momentach, zamykając temat.
8:4 i pełna kontrola nad własnym losem. Za tydzień absolutny hit 14. ligi – Sokil kontra Synowie Księdza. Mecz, który zdecyduje o mistrzostwie. I sądząc po formie gospodarzy, Sokoły będą gotowe.
W 16. kolejce 14. ligi gospodarze mierzyli się z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, jednak ten mecz zdecydowanie nie przypominał łatwej przeprawy.
Początkowo wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem – po trafieniu Macieja Cendrowskiego Synowie szybko objęli prowadzenie i przez pierwszy kwadrans spokojnie kontrolowali grę. A potem... wszystko się posypało. Goście zaskoczyli wszystkich, a przede wszystkim gospodarzy. Show skradł Jurabek, który dwukrotnie pokonał bramkarza i wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie 1:3. Do przerwy zrobiło się 3:3, ale humory w szatni Synów raczej minorowe – zamiast spokojnego prowadzenia, był remis i frustracja.
Po zmianie stron sytuacja wcale nie uległa poprawie. Obrona dalej była dziurawa jak sito i rywale znów wyszli na prowadzenie. Dopiero wtedy w gospodarzach coś się odblokowało. Im bliżej końca, tym bardziej grali na ambicji. Zmęczenie? Było. Nerwy? Też. Ale walka? Do upadłego.
Końcówka to już pełna dominacja Synów – odpalili ofensywne działa i przechylili szalę na swoją stronę. Ostatecznie 7:5, komplet punktów zostaje u siebie. Można odetchnąć, choć styl daleki od ideału.
Defensywa do poprawy, ale charakter i ofensywa zrobiły robotę. Synowie wciąż są w grze i jeśli chcą walczyć o coś więcej, to mecze te – mimo wszystko – muszą rozgrywać zupełnie inaczej.
Mecz Cockpit Country z Turkmensami miał być dla gospodarzy formalnością, a dla gości ostatnią szansą na przedłużenie marzeń o Pucharze Ligi. Emocji jednak nie brakowało, bo mimo spokojnego początku, po 17 minutach worek z bramkami otworzył się na dobre.
Pierwszy gol padł przypadkowo – piłka odbiła się od Hofmana i wpadła do siatki. Od tego momentu gra nabrała tempa. Chwilę później Turayev popisał się świetną akcją indywidualną, po której wyrównał stan meczu, a niedługo potem Nodirbek dał prowadzenie Turkmensom. Cockpit odpowiedział błyskawicznie – najpierw Gorzkowski huknął pod poprzeczkę, a potem Hofman wykorzystał błąd rywali w polu karnym i do przerwy było 3:2 dla gospodarzy.
Po zmianie stron inicjatywa przeszła na stronę gości. Turayev ponownie doprowadził do remisu, a Bakhram w efektownym stylu przebiegł niemal całe boisko i trafił na 3:4 – bramkarz Cockpitu nie zdołał złapać piłki, która wpadła między jego rękami. Gospodarze jeszcze raz odpowiedzieli – Pociej głową wykorzystał wrzut z autu i zrobiło się 4:4. Końcówka jednak należała już wyraźnie do Turkmensów. Bakhram znów pokazał siłę fizyczną i skuteczność, osłaniając piłkę i trafiając w dolny róg. W ostatnich minutach, po sporym zamieszaniu w polu karnym, Gurbanov ustalił wynik na 4:6.
Turkmens wygrywają po zaciętym meczu i zachowują cień nadziei na utrzymanie.







)
)
)
)
)
)
)
)