Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Starcie pomiędzy LTM Warsaw, a Oldboys Derby przykuło uwagę wielu postronnych osób i zapowiadało się na bardzo wyrównane widowisko. Jednak dość szybko inicjatywę przejęli goście, kiedy po podaniu Jacka Pryjomskiego do piłki dopadł Marcin Wiktoruk i już w czwartej minucie spotkania otworzył wynik. Jakby tego było mało kilka minut później ogromnego pecha miał Artur Jędrych, gdyż piłka po strzale jednego z przeciwników odbiła się od niego i wpadła do własnej bramki. Niefortunna akcja wyraźnie podłamała graczy gospodarzy, którzy ewidentnie rozluźnili szeregi defensywy. Tę sytuację wykorzystali odpowiednio Jacek Pryjomski oraz Michał Kurowski, którzy wpisali się na listę strzelców doprowadzając do stanu 0:4. Do przerwy obejrzeliśmy jeszcze po jednej bramce z obu stron, a wśród nich rehabilitację Artura Jędrycha, który po podaniu Grześka Bogdańskiego tym razem zapisał bramkę dla swojego zespołu. Pierwsza odsłona zakończyła się przy stanie 1:5 i raczej nikt nie spodziewał się powrotu LTM do walki o punkty. Na chwilę udało im się przejąć inicjatywę, jednak wysokie obroty odpalił Michał Kurowski, który tylko w drugiej części spotkania aż trzykrotnie pokonywał bramkarza przeciwnej drużyny. Golkiper LTM-u, Grzegorz Augustyniak nie ukrywał złości, ale trzeba przyznać, że blok defensywny gospodarzy pozostawiał wiele do życzenia. Ostatecznie to weterani z Oldboys Derby wygrali to spotkanie 3:8 i trzeba przyznać, że wynik dość dobitnie odzwierciedlił przewagę, jako na boisku stworzyli goście. Świetne zawody w obronie “Oldbojów” rozegrał Krzysiek Mamiński, który został wybrany zawodnikiem spotkania.
W ramach drugiej kolejki Compatibl podejmował Perłę Eksport. Dla Gości był to wymagający dzień, ponieważ musieli rozegrać kilka godzin później zaległy mecz. Dlatego musieli dobrze zarządzać siłami na boisku. Od pierwszych minut Perła bardzo aktywnie weszła w mecz narzucając tym samym wysokie tempo rozgrywania akcji. W połączeniu z częstą wymiennością na pozycjach szybko przedostawali się w pole karne rywali. W 4 minucie spotkania po jednej z takich akcji Kamil Saif na wślizgu umieścił piłkę w siatce. Perła starała się cały czas prowadzić grę i nie dać Gospodarzom szans na swobodne rozgrywanie. Kluczem do utrzymania wysokiej intensywności były częste rotacje z ławką rezerwowych. Gospodarze bronili dostępu do bramki skutecznie niczym twierdzy. W 23 minucie Andrey Ivanov doprowadził do wyrównania stanu meczu budząc na nowo nadzieje u kolegów z zespołu przed drugą połową. Po wznowieniu gry jednak to gracze Perły ponownie przejęli inicjatywę, a od utraty bramki Compatibl bronił jedynie ich bramkarz, który popisał się trzema świetnymi paradami. Nie wystarczyły jednak one do utrzymania korzystnego rezultatu i w 34 minucie Szymon Holaczuk zapewnił Perle prowadzenie. Goście kontrolowali grę i coraz częściej gościli w polu karnym rywala. W odstępie pięciu minut udało się im podwyższyć wynik na 1:3 po trafieniu Konrada Konika. Wynik spotkania dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry na 1:4 ustalił Kamil Saif.
W drugiej kolejce czwartej ligi zmierzyły się ze sobą ekipy Tartaka oraz FFK Oldboys. Obydwie drużyny należą do grona beniaminków na tym poziomie rozgrywkowym. W zeszłym tygodniu udało nam się poznać potencjał gości, którzy zdołali wygrać jedną bramką z Mobilisem. Mecz gospodarzy został jednak przełożony, przez co wszelkie spekulacje na temat wyniku mijały się z celem. Zawodnicy pod wodzą Luca Kończala zaliczyli w zeszłym roku bardzo dobry sezon, będąc nawet liderem do piętnastej kolejki, kończąc rundę w dość miernym stylu gubiąc po drodze punkty. Jak powszechnie wiadomo nowy sezon to nowe aspiracje, dzięki czemu spodziewać mogliśmy się zaciętej rywalizacji. Scenariusz spełnił się jednakże tylko w pierwszej odsłonie spotkania. Bramka Konrada Podpirko oraz trafienie kapitalnego tego dnia Vitalija Yakovenki dodały kolorytu temu spotkaniu. Niestety dla Tartaka druga połowa okazała się znacznie gorsza. Mowa tu o okresie kary, która podyktowana była faulem kapitana. Żółta kartka, a co za tym idzie czasowe osłabienie spowodowały widoczną różnice na boisku. Zawodnicy FFK skrzętnie wykorzystali tą okazję wychodząc na prowadzenie. Trafienia Łukasza Gaby, Kamila Kurka oraz strzelecka kanonada Yakovenki spowodowały, że na tablicy wyników mieliśmy w pewnym momencie aż czterobramkową przewagę gości. Mimo tego gospodarze nie złożyli broni, próbując do końca wywalczyć jak najlepszy rezultat. Ambicja jednak nie wystarczyła i to ekipa w pomarańczowych strojach odniosła kolejne, tym razem dwubramkowe zwycięstwo.
Bez dwóch zdań możemy napisać, że spotkanie Mobilisu z Fuszerką było starciem dwóch godnych siebie rywali. Już od pierwszych minut było widać, że wynik będzie ważył się do ostatnich minut. W 4 minucie świetnym strzałem w długi róg popisał się Maciej Chrzanowski i to Fuszerka objęła prowadzenie. Na skuteczną odpowiedź rywala musieliśmy poczekać aż do 10 minuty, kiedy to Kuba Grunas wykorzystał podanie Alka Janiszewskiego. Zbyt długo gospodarze nie cieszyli się z remisu, bo już minutę później popełnili kardynalny błąd w obronie wystawiając jak na tacy piłkę przeciwnikowi tuż przed polem karnym, a z prezentu skrzętnie skorzystał Michał Chochowski. Parę minut później było już 1:3 po golu Rafała Papiernika, ale też o dużym pechu mogą mówić gracze Mobilisu. W międzyczasie stworzyli sobie dogodną sytuację, skierowali nawet piłkę do siatki, ale niestety, na murawę wpadła piłka z drugiego boiska niemal dublując się w polu karnym Fuszerki i sędzia gola, mimo protestów, nie uznał. Jednak co się odwlecze… Jeszcze w pierwszej części Mobilis zdołał doprowadzić do wyrównania. Najpierw Mikołaj Zakrent dobił odbitą przez bramkarza piłkę po mocnym strzale z dystansu Alka Janiszewskiego, a następnie ten sam zawodnik wykorzystał podanie Daniela Czerwonki i mieliśmy remis 3:3. Nie utrzymał się jednak do końca pierwszej części. W końcówce dobrą akcję przeprowadzili Maciej Chrzanowski i Mati Musaev i szczególnie zimna krew tego drugiego robiła wrażenie. Gdy wydawało się, że już nie ma czasu i będzie strzelał, on jeszcze dojrzał kolegę, któremu nie pozostało nic innego jak przyłożyć nogę i wyprowadzić Fuszerkę na prowadzenie 3:4. W drugiej części w 30 minucie Daniel Czerwonka doprowadził do kolejnego remisu. Wraz z upływającymi minutami stawało się jasne, że 3 pkt zgarnie ten, kto jako pierwszy w tamtym momencie zdobędzie gola. Fuszerka miała utrudnione zadanie, bo przez pewien czas musiała grać w osłabieniu po żółtej kartce dla swojego zawodnika, ale udało im się przetrwać ten okres. Dopiero w 44 minucie Rafał Duda zdobył gola na 5:4 i jak się okazało, było to trafienie na wagę zwycięstwa. Swoje też robił bramkarz Mobilisu Łukasz Kulesza, który w końcówce parę razy dobrze interweniował. Mobilis wygrał minimalnie, ale z przebiegu meczu remis nikogo by tutaj nie skrzywdził.
Co się odwlecze to nie uciecze. Takimi słowami można określić pierwszą kolejkę w ramach zmagań w czwartej lidze. Drużyna Luca Kończala niestety nie mogła rozegrać swojego inauguracyjnego spotkania, przez co w minioną niedziele przyszło im się zmierzyć z ekipą Perły Eksport. Warto podkreślić, że gospodarze mieli już w nogach mecz z FFK, przez co ich potencjał wydolnościowy mógł być ograniczony. Mimo tego utrudnienia twardo postawili się rywalom. Świadczy o tym chociażby pierwsza połowa, w której to zremisowali w stosunku 3:3. Niestety dla nich, druga odsłona meczu była już znacznie gorsza. Gracze gości co chwila pokazywali, że ich umiejętności są na kapitalnym poziomie. Niebywałe zgranie oraz schematyczna gra, okazały się przysłowiowym gwoździem do trumny dla Tartaka. Trzy kolejne bramki dla drużyny w czarnych strojach bezapelacyjnie podcięły skrzydła rywalom, jednakże jak doskonale wiemy, mecze gra się do końca. Po raz kolejny należy pochwalić dziewiątą drużynę ligi za ambicję i wolę walki. Niestety dla nich znowu (tak samo jak w przypadku meczu z FFK) okazało się to niewystarczające. Jesteśmy jednak zdania, że jeżeli Tartak poprawi skuteczność w formacji ofensywnej oraz defensywnej, to dużo może się jeszcze zmienić. Mamy nadzieję, że drobne personalne zmiany nie pokrzyżują planów tej ekipie, która wkrótce wyjdzie na prostą i zacznie regularnie punktować.
Spotkaniem, które kończyło ligową batalię na czwartym szczeblu rozgrywkowym był mecz pomiędzy ekipami Virtualnego Ń oraz Cosmosu United. Drużyny Szymona Kolasy oraz Salvadora de Fenixa rozpoczęły sezon w zgoła odmiennym stylu. Gospodarze niedzielnego meczu ulegli wyraźnie w pierwszej kolejce Fuszerce. Goście natomiast w kapitalnym stylu wygrali z pierwszym zespołem OldBoys Derby. Tym samym do miana faworytów należałoby zaliczać biało-niebieskich. Mimo, że pierwsza połowa spotkania wskazywałaby na to dzięki prowadzeniu 2:4, druga odsłona wyprowadziła nas z błędu. Mimo początkowego podwyższenia prowadzenia do aż czterech bramek różnicy, Virtualne Ń nie poddało się, a do głosu doszedł ich etatowy snajper Szymon Kolasa. Pięć kolejnych trafień spowodowało, że w pewnym momencie sytuacja odmieniła się o 180 stopni, a co za tym idzie - na prowadzeniu oglądać mogliśmy gospodarzy. Niezwykle pasjonująco oglądało się tę szaloną pogoń, a sam scenariusz wyglądał wprost bajkowo. Niestety dla gospodarzy, Cosmos United zdołał finalnie zdobyć bramkę na wagę remisu. Jesteśmy jednak zdania, że wynik należy uznać za sprawiedliwy, ponieważ obydwie ekipy zaprezentowały zbliżony do siebie poziom. Dzięki temu z niecierpliwością czekamy na rundę rewanżową, w której przyjdzie nam cieszyć się (mamy nadzieje) zbliżonym, jak nie lepszym widowiskiem. Tymczasem przed Virtualnymi spotkanie z czerwoną latarnią ligi, czyli CompatibL. Cosmos natomiast zmierzy się z dziewiątym Tartakiem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)