Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 8 Liga
Spotkanie Junaka z A.D.S Scorpion’s od początku było niezwykle intensywne. Obie ekipy miały solidne składy i mimo, że termin rozgrywania meczu nie był na pewno dogodny, postarały się o szeroką kadrę. Po okresie wyrównanej gry w pierwszych dziesięciu minutach coraz częściej gorąco robiło się pod bramką Jakuba Rudnika. Gospodarze starali się dokładnie operować piłką i czekali na dogodne okazje. Wynik otworzył Aleksy Sałajczyk po składnej akcji całego zespołu. Po chwili Paweł Groszkowski podwyższył prowadzenie i goście musieli odrabiać straty. Co chwila słychać było mobilizację i podpowiedzi trenera Artura Kałuskiego. Gdy wydawało się, że wynikiem 2:0 zakończy się pierwsza połowa to znakomitą kombinację zaprezentowały Skorpiony. Całą akcję przewrotką wykończył Paweł Poniatowski i dał gola kontaktowego dającego nadzieję na odwrócenie wyniku. Niestety sekundy po bramce na 2:1 błąd w obronie wykorzystał Kacper Chimczuk i do przerwy było 3:1. W drugich 25 minutach goście ruszyli do odrabiania strat. Mieli kilka znakomitych okazji. Słupek, poprzeczka i akcje sam na sam z Andrzejem Gorzkowskim nie przyniosły jednak oczekiwanych goli. Za to Junak kontrował ze znakomitą skutecznością. Adam Rakowski podwyższył na 4:1, a kapitan Krzysiek Krzewiński pięknym soczystym strzałem ustalił wynik spotkania na 5:1. Doświadczenie i wyrachowanie wzięło górę w tym pojedynku choć trzeba przyznać , że gościom zabrakło skuteczności, bo mieli szczególnie w drugiej odsłonie sporo sytuacji. Tego dnia byli niestety bardzo nieporadni pod bramką rywali i muszą w następnych meczach poprawić ten element gry.
Jeśliby spojrzeć na tabelę, Decco Team był zdecydowanym faworytem w tym spotkaniu. Zgodnie z oczekiwaniami, w pierwszych minutach gospodarze prowadzili grę, jednak niewiele z tego wynikało, ponieważ goście dość dobrze się bronili, a nawet wyprowadzali kontrataki. Jednak najsilniejszą bronią Borowików były stałe fragmenty gry, w których brylował przede wszystkim Aleksandr Anishchenkov. Dobrze zbudowany napastnik gości dwukrotnie zaskoczył Stanisława Korzeba, najpierw wykazując się intuicją w polu karnym, a później świetnie uderzając główką po rzucie rożnym - 0:2. Później jednak gospodarze przebudzili się i wyrównali dzięki trafieniom Macieja Kucy i Oskara Lipki - 2:2. W końcowych minutach Decco Team miało jeszcze co najmniej trzy szansę na poprawę wyniku, jednakże za każdym razem obronną ręką z opresji wychodził Daniel Suska. W drugiej połowie gospodarze kontynuowali dobrą grę z końcówki pierwszej odsłony. Dość szybko odskoczyli na bezpieczne, trzybramkowe prowadzenie - 5:2. Borowiki jednak nie odpuszczały i walczyły cały czas. Dzięki trafieniom Adama Kolanowskiego i Aleksandra Anishchenkova wrócili oni do gry, a wynik 5:4 dawał nadzieję na urwanie chociażby oczka faworytom. Szybko na ziemię ściągnął ich jednak Tomasz Lipka, który ładnie zszedł z piłką z prawego skrzydła i uderzył precyzyjnie po ziemi od słupka - 6:4. Borowiki jednak nie odpuszczały aż do końcowego gwizdka a ich ciężka praca na boisku została symbolicznie doceniona bramką Huberta Jakoniuka na 6:5. Gościom pozostał niedosyt, a nam pytanie, co by było, gdyby mecz potrwał jeszcze kilka minut - być może w 60 minutowym spotkaniu zwycięzca byłby inny.
Seria - ten wyraz łączył obydwie drużyny przed starciem we wtorkowe popołudnie. Dla jednych ten wyraz wywoływał uśmiech na twarzy, na drugich trochę gorszy humor. Sportowe Zakapiory przed spotkaniem odniosły dwie porażki z rzędu, natomiast ich rywal Elitarni Gocław mogą się pochwalić czterema zwycięstwami z rzędu. Ostatnie wyniki sprawiły, że więcej szans na zwycięstwo miał zespół gości, ale to gospodarze jako pierwsi mieli doskonałą sytuację na objęcie prowadzenia. Po składnej akcji i niezłym strzale piłka wylądowała na słupku. Kolejne minuty to bardzo szarpana gra z obydwóch stron, która sprawiła że większość czasu piłka znajdowała się w środkowej strefie boiska. Ostatnie minuty pierwszej połowy zdecydowanie należały do gospodarzy, którym dwukrotnie zabrakło kilku centymetrów do pokonania bramkarza przeciwników. Pierwszy ich strzał trafił w poprzeczkę a chwilę później wylądował na słupku. Więcej rzeczy wartych odnotowania już w tej połowie nie widzieliśmy i zespoły drugą połowę rozpoczynały z wynikiem bezbramkowym. Już pierwsza minuta tej części sprawiła, że w protokole meczowym pojawiło się pierwsze nazwisko. Na listę strzelców wpisał się Łukasz Eljasiak, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Chwilę później zrobiło się już 0-2 a drugą asystę zanotował Marcin Branowski. Ostatnia bramka w tym meczu padła w 40 minucie i było trzecie trafienie zespołu gości, którzy po ciężkim spotkaniu zdobywają kolejne trzy punkty. Zespół Sportowych Zakapiorów przedłużył serię swoich porażek, ale pierwsza połowa napawa optymizmem i jest dla nich światełkiem w tunelu w kolejnych spotkaniach.
Kiepsko rozpoczęła się ta runda dla zawodników Tsubasy. Zespół ten to wciąż drużyna, która w 8. lidze może się pochwalić największą ilością zdobytych bramek (70), ale w tym roku tylko czterokrotnie pokonywali bramkarzy rywali! Czy dobra runda jesienna wystarczy, aby utrzymać się w lidze? Ekstraklasowy przykład PGE FKS Stali Mielec pokazuje, że nieraz tak może to wyglądać (podopieczni trenera Majewskiego imponowali na początku sezonu, ale po świętach stracili kilku kluczowych zawodników i zawodzą formą - mimo to najprawdopodobniej utrzymają się na najwyższym szczeblu rozgrywkowym). Bracia Jankowscy również wystawiają w bieżącej edycji zupełnie inny skład i póki co nie ma to przełożenia na punkty. Sytuacja mogła się zmienić w spotkaniu z trzecią siłą ligowej tabeli, drużyną FC Po Nalewce. Starcie obu zespołów należy określić mianem niezwykle wyrównanego. W pierwszej połowie padła tylko jedna bramka, którą w dwudziestej minucie zdobył Rudnik. Goście trafiali jedynie w obramowanie bramki, w skutek czego zeszli na przerwę z wynikiem 1:0. W drugiej części meczu niewiele się zmieniło. Tsubasa prowadziła atak pozycyjny, ale oprócz strzałów z dystansu, nic z niego nie wynikało. Bezlitośni gracze w błękitnych koszulkach przeprowadzali natomiast skuteczne kontry, a jedną z nich zamienili na bramkę. Zaledwie po dwóch minutach goście zdołali zdobyć gola kontaktowego, więc wciąż sprawa ostatecznego rozstrzygnięcia pozostawała otwarta. Wiedzieli o tym gracze Tsubasy, którzy w końcówce wrzucili jeszcze wyższy bieg. W 45. minucie trafili w słupek, a w 47. minucie uderzyli w poprzeczkę tak mocno, że piłka odbiła się od linii bramkowej i wróciła na boisko. Jako, że niewykorzystane okazje lubią się mścić, w samej końcówce stracili trzecią bramkę i tym samym szansę na jakiekolwiek punkty w tym meczu. Mateusz Rudnik dobił rywali i pomógł swojej drużynie utrzymać się na miejscu, promującym do awansu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)