Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Młodzieżowców od FC Patriot dzieliły w tabeli zaledwie dwa punkty. To nie wydawało się dużo i w bezpośrednim spotkaniu zapowiadało bardzo wyrównaną potyczkę, która miała potencjał by zakończyć się gdzieś w okolicach remisu. Tylko że te zapowiedzi mogły się błyskawicznie zdezaktualizować, albowiem już po kilku minutach niedzielnej potyczki Młodzieżowcy wyrobili sobie dwubramkową przewagę. Trafienia Tomka Krzyżańskiego dawały duży komfort jego ekipie a jednocześnie miały spory wpływ na początkową postawę Patriotów, którzy nie przypominali siebie z ostatnich meczów. Ale gdy minuty upływały, to zespół z Ukrainy zaczął się prezentować coraz lepiej. Odważniej grał też bramkarz tej ekipy Eduard Vakhidov, który swoimi wyjściami powodował małe zamieszanie w szeregach oponentów, chociaż do przerwy nie przyniosło to większych efektów. Ale w drugiej połowie bramka dla FC Patriot wciąż wisiała w powietrzy i gdy wreszcie padła, to zrobiło się jeszcze ciekawiej. Goniący narzucili naprawdę wysokie tempo i defensywa Młodzieżowców miała tutaj co robić. W wielu sytuacjach broniła się dzielnie lub świetnie wspomagał ją bramkarz Wiktor Sławiński. No ale w końcu twierdza tej ekipy padła i na kilka minut przed końcem spotkania mieliśmy wynik 2:2. W końcówce Patrioci byli blisko gola dającego komplet punktów, jednak skuteczne interwencje golkipera rywali storpedowały ich plany o całej puli. I wydaje się, że dobrze się stało, bo remis był tutaj wynikiem zasłużonym. Pierwsza połowa dla Młodzieżowców, druga dla ich przeciwników, chociaż wydaje się, że gdyby ta potyczka jeszcze trochę potrwała, to Patrioci zrobiliby z tego użytek. Jest to dla nich nauczka, że skoncentrowani muszą być od pierwszych minut, natomiast w przypadku Młodzieżowców potwierdziła się teza jak bardzo niebezpiecznym wynikiem potrafi być 2:0...
W piątej kolejce Ligi Fanów doszło do spotkania pomiędzy drużynami Warsaw Hunters i After Wola. Pierwsza połowa meczu była bardzo wyrównana. Obie drużyny starały się atakować, jednak próby strzałów kończyły się niecelnie lub były skutecznie zatrzymywane przez bramkarzy. Dopiero w ostatnich pięciu minutach przed przerwą padły pierwsze bramki. W 19 minucie Warsaw Hunters otworzyli wynik, gdy Olejniczak strzałem ze skraju pola karnego pokonał bramkarza przeciwników. Krótko po tym, po ładnej wrzutce, Swatowski zanotował trafienie na 2:0 dla swojej drużyny. Przed przerwą, After Wola zdobyła bramkę, ale sędzia nie uznał jej ponieważ wcześniej, pechowo dla gości odgwizdał faul na rzecz właśnie zawodników z Woli. Wynik do przerwy wynosił więc 2:0 na korzyść Warsaw Hunters. Druga połowa rozpoczęła się wyrównaną grą obu drużyn. Jedni i drudzy próbowali strzałów z dystansu, ale bramkarze byli dobrze przygotowani i skutecznie bronili swoich świątyń. W końcu piłkarze After Wola jako pierwsi umieścili piłkę w siatce, ale to był już drugi nieuznany gol dla nich w tym meczu. Kilka chwil później jednak to Swatowski zdobył swoją drugą bramkę, ustalając wynik na 3:0 na korzyść Warsaw Hunters. Goście nie poddawali się, ale dopiero w 43. minucie udało im się zainkasować trafienie kontaktowe, zmniejszając wynik na 3:1. Napięcie rosło, a mecz wciąż mógł poddać się różnym zwrotom akcji. Minutę przed końcem, po rzucie rożnym, bramkarz Jakub Cygan zdobył mocnym strzałem z dystansu bramkę, ustalając wynik końcowy na 3:2. W szeregach Warsaw Hunters wyróżniał się Swatowski, który zdobył dwie bramki i miał duży wpływ na przebieg meczu. Z kolei po stronie After Woli, bramkarz Jakub Cygan był najjaśniejszą gwiazdą, broniąc skutecznie swojej bramki i zdobywając jednego z goli dla swojej drużyny.
Lider 2 ligi letniej Ligi Fanów East Crew podejmowali czwartą w tabeli ekipę Korsarzy. Goście już w 2 minucie zaskoczyli przeciwnika. Patryk Orzeł wykorzystał prostopadłe podanie bramkarza Damiana Zalewskiego i bez problemu pokonał golkipera przeciwnej ekipy. Gospodarze podrażnieni takim obrotem spraw szybko zabrali się do odrabiania strat i 4 minuty później trafili na 1-1. Valerii Handiak otrzymał ładne podanie "górą" od swojego bramkarza i bez najmniejszych problemów zanotował trafienie. Rozpędzone East Crew nie odpuszczało i mocno naciskało Korsarzy, czego efektem była zdobyta bramka na 2-1. Jurii Rubashnyi wykorzystał sprytne dośrodkowanie Martsina Roshchyka i gospodarze prowadzili. Jednak Korsarze nie bez powodu plasują się tuż za czołówką tabeli, więc starali się naciskać przeciwnika coraz mocniej. Efektem tego była zdobyta bramka na 2-2. Bartłomiej Kowalewski celnie dośrodkował w pole karne a Beniaminowi Chrapowickiemu nie pozostało nic innego, jak tylko dołożyć nogę. Mieliśmy więc 2-2 i obraz zaciętego oraz opartego o sportową rywalizację spotkania. Arbiter miał już kończyć pierwszą połowę meczu, gdy nagle bardzo aktywny tego dnia Jurii Rubashnyi zgrał ładnie klepką do dobrze ustawionego Valeriego Handiaka a ten drugi bez problemu trafił do sieci, zdobywając tym samym swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Po tej akcji sędzia zarządził przerwę. Na drugą odsłonę meczu obydwie drużyny wyszły bardzo mocno zmotywowane. Efektem tego była zdobyta przez gości bramka na remis. Korsarze wykreowali ładną kontrę, Loic Bonnet przytomnie uruchomił wychodzącego na czystą pozycję Bartłomieja Kowalewskiego i ten drugi sprytnym strzałem pokonał bramkarza East Crew. Rozpędzeni goście nie oddawali pola i coraz mocniej naciskali, co przyniosło wymierny efekt w postaci trafienia na 4-3. Po zamieszaniu w polu karnym gospodarzy najchłodniejszą głowę zachował w tej sytuacji Patryk Orzeł i sprytnym strzałem trafił do siatki rywala. Jednak East Crew to nie piłkarze z pierwszej łapanki, więc szybko podnieśli się po straconych bramkach i wyrównali na 4-4. Jurii Rubashnyi wykorzystał bez problemu podanie od Maksyma Shpytsji i plasowanym strzałem pokonał bramkarza Korsarzy. Po tym trafieniu Korsarze jakby delikatnie opadli z sił, co skrzętnie wykorzystała ekipa East Crew. Najpierw na 5-4 trafił Nazar Diadyk po crossowym podaniu ze skrzydła od Valeriego Handiaka. Chwilę później festiwal strzelecki swojej ekipy zakończył atomowym strzałem Bohdan Havryliv, który bez problemu wykorzystał podanie od bardzo aktywnego Juriego Rubashnyjia. East Crew zostaje na miejscu lidera 2 ligi, z kolei Korsarze pozostają w grze o pudło, chociaż czeka ich jeszcze sporo pracy, by faktycznie na koniec sezonu znaleźć się w TOP 3.
W spotkaniu 2.ligi mogliśmy obejrzeć pojedynek Dawida z Goliatem gdzie to drużyna Sante była istnym niszczycielem bramki Virualnego Ń. Ciężko się opisuje takie mecze, kiedy dominuje jedna drużyna i już pierwszą połowę kończy dwucyfrówką. Wynik spotkania goście otworzyli już w 7 minucie, gdy został odgwizdany dla nich rzut karny. Do "jedenastki" podszedł Paweł Kowalski, który pewnie wykorzystał wapno dając swojej drużynie prowadzenie. Po kilku sekundach ten sam napastnik podwyższył stan posiadania. W 10 i 11 minucie dwie kolejne bramki dla Sante strzelił Piotr Bruśniak. Minutę później kontakt złapali gospodarze po bramce Michała Burakowskiego po strzale w okienko bramki z około szesnastu metrów. To jednak nie zatrzymało czarnych trykotów, ponieważ po upływie kwadransa praktycznie w trzy minuty gospodarze dostają cztery mocne ciosy po bramkach Adama Lewandowskiego, Michała Aleksandrowicza, Piotra Bruśniaka i Tomasza Cacko. W ostatnich dwóch minutach pierwszej połowy bramkę nr 10 i 11 dla Sante strzelili Albert Piórkowski i Paweł Kowalski, gdzie drugi z nich już w tym momencie mógł pochwalić się zdobytym hattrickiem. Druga część spotkania nie różniła się wiele od pierwszej. Dalej drużyną dominującą pozostawało Sante, a egzekutorami dla rywali byli Paweł Kowalski (który w tej części zdobył dwie bramki i dwie asysty), ale również Michał Aleksandrowicz - zdobywca czterech asyst i jednego trafienia, za ro oponenci wyróżnili go potem mianem MVP. Goście robili z rywalami co chcieli i przegrani pewnie chcieliby jak najszybciej zapomnieć o tym, co się tutaj wydarzyło. Mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Sante w stosunku 20:3. Dzięki wysokiej wygranej goście zajmują trzecie miejsce w tabeli 2.ligi i chyba poczuli, że mogą spokojnie powalczyć o medale w tegorocznej kampanii.
Bardzo ładne dla kibicowskiego oka spotkanie mieliśmy okazję oglądać przy okazji meczu ostatniej ekipy 2 ligi KK Wataha Warszawa a lidera tego szczebla rozgrywek Playboys Warszawa. Murowanym faworytem do wygrania tego meczu byli oczywiście goście. Jednak outsiderzy nie zamierzali tanio sprzedać swojej skóry. Pierwsi bramkę zdobyli gospodarze. Wojciech Buraś wykorzystał ładne podanie Miłosza Czerneckiego i bez problemu trafił na 1-0. Chwilę później wyrównali goście za sprawą Piotra Sadowskiego. Na 2-1 ponownie trafili gospodarze. Jan Bieniek otrzymał ładne podanie od Macieja Kiełpsza i bez problemu pokonał golkipera gości. Playboys nie czekali długo z odpowiedzią i najbardziej aktywny tego dnia w ich drużynie Piotr Sadowski trafił na 2-2, zdobywając bramkę po sprytnym podaniu Mikołaja Kosieradzkiego. Mecz walki trwał w najlepsze, co bardzo cieszyło zebranych kibiców. Na 3-2 dla gospodarzy trafił Wojciech Wolny po dwójkowej akcji z Maciejem Kiełpszem. 5 minut później Playboys wyrównali po raz trzeci w tej połowie. Piotr Sadowski bardzo ładnie uruchomił Mateusza Szymczaka i ten drugi bez problemu trafił do siatki. Strzelanie w pierwszej połowie zakończył Jakub Detka, ustalając jej wynik na 4:3 dla gości. Na drugą odsłonę obydwie ekipy wyszły żądne krwi przeciwnika. Ponownie mogliśmy obserwować festiwal strzelecki. Na 5-3 dla gości trafił Krystian Kozik po ładnym crossowym podaniu ze skrzydła Mateusza Szymczaka. Gospodarze podrażnieni takim obrotem wydarzeń szybko jednak zniwelowali rosnącą przewagę. Bramkę kontaktową zanotował Miłosz Czernecki, który bez problemu wykorzystał podanie Wojciecha Burasia. Po krótkiej chwili na remis trafił wcześniej asystujący Wojciech Buraś i zrobiło się 5-5! Playboys wrzucili piąty bieg i szybko ponownie objęli prowadzenie. Niezawodny tego dnia w szeregach gości Piotr Sadowski umieścił futbolówkę w bramce rywala wykorzystując sprytne podanie klepką Mikołaja Kosieradzkiego. Mieliśmy więc 6-5 dla gości, ale sytuacja nadal zmieniała się jak w kalejdoskopie. Wataha czując zbliżający się koniec spotkania nacisnęła jeszcze raz i lada moment znów mieliśmy remis! Autorem tego ważnego trafienia był Wojciech Wolny. Arbiter już miał kończyć ten piękny mecz, ale Playboys zdążyli jeszcze postawić na swoim. Mateusz Szymczak wykorzystał bardzo ładne podanie od Piotra Sadowskiego i bez problemu umieścił piłkę w siatce rywala. Dla takich meczów warto oglądać Ligę Fanów. Outsider, KK Wataha Warszawa narobili ładnego zamieszania w szeregach faworytów i niewiele brakowało aby zgarnęli tutaj jakieś punkty, sprawiając tym samym dużą niespodziankę. O to chodzi Panowie! Jedna i druga ekipa zasłużyła na wielkie brawa!







)
)
)
)
)
)
)
)
)