Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 10 Liga
Wiele mogliśmy się spodziewać po tym meczu, bo wydawało nam się, że może to być całkiem wyrównane spotkanie. Owszem, od początku spodziewaliśmy się, że to rezerwy Fuszerki będą faworytem tego spotkania, ale w życiu nie spodziewaliśmy się, że gospodarze zakończą mecz z czystym kontem... po stronie bramek strzelonych. Nie wiemy co się stało z Predicą w ostatnim czasie, ale mamy nadzieję, że przerwa w rozgrywkach znacząco wpłynie na poprawę sytuacji, gospodarze znajdą sposób na lepszą grę i zdobycz punktową. Sam mecz nie należał do najciekawszych, bo od początku spotkania to Fuszerka II dominowała na boisku. Świetnie prezentowała się cała drużyna, ale na szczególne uznanie zasługuje duet Damian Słojkowski – Marek Malenka. Obaj byli motorami napędowymi swojego zespołu, a zdobycz w punktacji kanadyjskiej dobitnie to potwierdza. Już do przerwy goście prowadzili 0:4, a to na pewno nie podziałało motywująco na Predicę w przerwie. W drugiej połowie nie przeszkodził gościom nawet przestrzelony rzut karny. Fuszerka dominowała i ostatecznie wygrała całe spotkanie 11:0. Gościom gratulujemy tak okazale zdobytych 3 punktów, a gospodarzom kibicujemy, żeby znaleźli sposób na poprawę swojej gry.
Po wyniku można by było wywnioskować, że mecz był absolutnie jednostronny. Drużyny jednak podzieliły to spotkanie między siebie – pierwsza połowa należała zdecydowanie do Awantury, jednak druga część padła łupem Jordanka. Pierwsze trzy bramki strzelił Bastien Giroud zaczynając spotkanie od hat-tricka. Był to pokaz umiejętności tego zawodnika o znanym, francuskim nazwisku. Zaliczył on aż cztery bramki wraz z asystą i został wybrany jako MVP kolejki. Zdecydowanie zasłużył na ten tytuł swoją postawą na boisku. Kolejne bramki Awantury padały z łatwością i można było dostrzec, że czują się oni jak na treningu, szczególnie, że słoneczna aura tylko ich uskrzydlała. Świetnie współpracowali w ofensywie i zdobywali kolejne gole. Do przerwy gospodarze prowadzili już 7:0 i z uśmiechem schodzili z murawy. Nieco inaczej sytuacja wyglądała u gości. Tutaj wynik nie napawał optymizmem, dlatego gracze zmotywowali się nawzajem podczas przerwy i wyszli na drugą część spotkania z większą odwagą. W drugiej części meczu Awantura nie strzeliła żadnego gola, natomiast FC Jordanek zdobył ich aż dwa. Dokonał tego Dominik Trojan-Zakrzewski. Awantura z trzema punktami plasuje się na trzecim miejscu w tabeli. Z jej drugiej strony znajduje się Jordanek, który w tym sezonie nie zdobył jeszcze żadnego punktu.
Dwie równe połowy w wykonaniu FFK Oldboys II oraz nieobecność kluczowych zawodników – Ilyii oraz Ivana Shyla – w szeregach FC Alliance sprawiły, że spotkanie było znacznie mniej wyrównane, niż tego oczekiwaliśmy. Trzeba także dodać, że wśród gości zabrakło także nominalnego bramkarza, a więc byli oni dość mocno osłabieni. Ku zaskoczeniu gospodarzy, bardzo dobrze bronili się oni w pierwszym kwadransie meczu i nie pozwolili sobie wbić bramki. Co więcej, po potężnym strzale z dystansu Mykoli Sadowca objęli prowadzenie 0:1. Musiało to mocno zagrać na nerwach weteranom z FFK II, gdyż do końca pierwszej odsłony inicjatywa była zdecydowanie po ich stronie. Ostatnie pięć minut tej części gry było w ich wykonaniu piorunujące. Dwa trafienia Vitalija Yakovenki oraz bramka Jakuba Błaszczyka w zaledwie cztery minuty sprawiły, że wynik przed zmianą stron brzmiał 3:1. Druga połowa również zaczęła się od trafienia gości. Po nieprzepisowym zagraniu w polu karnym jednego z graczy FFK II, „wapno" na gola zamienił pewnie Volodymyr Sawin, dając kontakt 3:2. Przez większość czasu gra toczyła się głownie w środkowej strefie boiska, aczkolwiek więcej okazji na polepszeniu stanu swojego konta mieli „Oldboje". Udało się to Vitalijowi Yakovenko, który po indywidualnej akcji podwyższył na 4:2. Ten sam zawodnik był autorem trafienia na 5:2, kiedy to wykorzystał świetne podanie Piotrka Domańskiego. Kapitan drugiego zespołu FFK nie poprzestał na asystowaniu i sam postanowił wpisać się na listę strzelców, kiedy po akcji typu „klepka" nie zmarnował doskonałego dogrania Marcina Bonio i ustalił wynik meczu na 6:2. Wynik sprawiedliwy, jednak gdyby FC Alliance przyszło w pełnym składzie, mecz mógł się potoczyć zgoła inaczej, niemniej, gdybanie zostawimy filozofom.
Borowiki II po trzech kolejkach bez zwycięstwa utrzymują dalej swoją złą passę. Niestety i w tym meczu nie dokonali przełamania i zanotowali kolejną porażkę. Początek meczu przyniósł fenomenalną paradę bramkarza Polskiego Drewna – Roberta Sadrena. W drugiej minucie strzelać rozpoczęli goście, a dokładniej Michał Trzciński. Trafił on wspaniałego gola z dystansu, a piłka wpadła tuż za kołnierz bramkarza. Mecz był poniekąd jednostronny, natomiast nie można odmówić Borowikom waleczności i odwagi. Próbowali oni zatrzymać Macieja Zaroda swoją defensywą, mimo to, był on nieustraszony i walczył o swoje. Jego dorobek w tym meczu to pięć bramek. Po ostatnim spotkaniu suma strzelonych goli czyni go najskuteczniejszym snajperem w 10 lidze z dorobkiem aż szesnastu bramek. Kolejną fantastyczną bramką był gol z dystansu na 2:4 właśnie w wykonaniu wyżej wspomnianego strzelca Polskiego Drewna. Na uwagę zasługuje również świetna gra Bartłomieja Folca, który strzelił pierwszą bramkę dla Borowików. Pod koniec spotkania musiał niestety opuścić boisko z powodu kontuzji. Mimo poświęcenia kostki Bartka nie pozwoliło to Borowikom na odrobienie strat i wynik finalnie wyniósł 3:7. Po 4 kolejce z dorobkiem 10 punktów Polskie Drewno znajduje się na najniższym szczeblu podium, natomiast Borowiki plasują się na przedostatnim miejscu z tylko trzema punktami.
Wólczańskie Smoki nie przestają zadziwiać wysoką formą, od kiedy w spektakularnych okolicznościach wywalczyli pierwszy komplet punktów w tym sezonie. Z kolei FC Warsaw Wilanów cały czas pracują nad ustabilizowaniem formy, jednak przede wszystkim dobrze się bawią, grając niedzielami w piłkę nożną. Od początku mieliśmy wrażenie, że to Smokom bardziej zależy na wygranej, gdyż to oni zdecydowanie odważnej ruszyli do ataku. Na efekty trzeba było co prawda chwilę poczekać, jednak to właśnie ich zawodnik, Janusz Grzybowski jako pierwszy skierował piłkę do siatki, po celnym podaniu Krzyśka Rogulskiego. Pochodzący z dalekiego południa Warszawy goście dzielnie się bronili, jednak w obliczu naporu ich bramkarz, jeszcze w pierwszej połowie, musiał po raz drugi sięgać po piłkę z bramki, a strzelcem bramki ustalającej wynik pierwszej połowy na 2:0 był Daniel Filipowicz. Zmiana stron przyniosła nieco inny obraz gry, gdyż to zawodnicy Wilanowa jakby przypomnieli sobie, że potrafią grać w piłkę znacznie lepiej, niż to prezentowali w pierwszej odsłonie. Bramkę kontaktową, po dokładnym dograniu Jakuba Świtalskiego, zdobył pewnym strzałem Karol Kowalski. Na boisku zrobiło się bardzo ciekawie, kiedy z kreatora poprzedniej akcji w rolę egzekutora wcielił się Kuba Świtalski, a dobrym dograniem w tej akcji mógł się pochwalić Jakub Wysocki i mieliśmy 2:2. Gospodarze jednak ocknęli się po tych dwóch ciosach i do końca meczu raczej pewnie prowadzili grę. O swoim kunszcie strzeleckim przypomniał wszystkim Krzysiek Rogulski, którego bramka wyprowadziła Smoki na prowadzenie 3:2. Przysłowiową „kropkę nad i" w tym starciu postawił Daniel Filipowicz, który skutecznym strzałem podziękował za dobre podanie od swojego bramkarza, Mateusza Wiśniewskiego, tym samym ustalając wynik meczu na 4:2. Smoki w gazie, a ekipa z Wilanowa ma o czym pomyśleć, gdyż drzemie w nich znacznie większy potencjał, niż pokazali w tym meczu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)