Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 10 Liga
Skończył się okres wakacyjny dla zawodników Ligi Fanów. W pierwszej kolejce przy Grenady doszło do spotkania drużyn rezerw obu zespołów, co jest nowością na boiskach rozgrywek. Mecz nie miał zdecydowanego faworyta, bo nikt nie miał pojęcia, czego można spodziewać się po tych drużynach. Przez pierwsze minuty zawodnicy łapali tempo gry i zapoznawali się z możliwościami, które niosą za sobą wymiary boiska na Grenady. Pomimo tego, że to goście mieli więcej klarownych sytuacji do zdobycia bramki, to gospodarze wyszli jako pierwsi na prowadzenie po trafieniu Mateusza Piotrowskiego. Goście nie spuszczali z tempa i cały czas gościli pod polem karnym rywala. Jednak brakowało im szczęścia i piłka jedynie obijała słupki i poprzeczkę bramki przeciwnika. W drugiej części pierwszej połowy Piotrowski ponownie odnalazł się przy polu karnym rywala i oddał strzał, po którym piłka odbiła się od zawodnika gospodarzy przez co zmyliła bramkarza. Druga połowa rozpoczęła się przełamaniem Fuszerki. Zawodnicy gości wyszli z kontrą, której rezultatem była bramka kontaktowa Roberta Wiechetka. Jednak Borowiki szybko spacyfikowały radość rywali strzelając na 3:1. Goście wiedzieli, że tworzą dużo okazji do zdobywania bramek, dlatego pewnie nacierali na rywali. Całkowicie przejęli inicjatywę gry i ponownie złapali kontakt. Tym razem po trafieniu Jakuba Lejmana. Kolejne minuty konsekwentnej gry przyniosły dwie bramki Marka Malenki, po których goście wyszli po raz pierwszy na prowadzenie w tym spotkaniu. Emocji nie brakowało do końca. W ostatnich minutach meczu Fuszerka spuściła z tonu i zostawiała więcej miejsca dla rywala. Niestety skutkowało to dwoma trafieniami Dawida Bilskiego, które pozbawiły rezerwy Fuszerki wszystkich punktów.
W dziesiątej lidze nie ma już słabych przeciwników. Niewiele meczów było tak wyrównanych w pierwszej kolejce jak pojedynek Jordanka z Predicą. Strzelanie rozpoczęli ci pierwsi w bardzo efektownym stylu - po szybkiej klepce Wojtyczek uderzył pod poprzeczkę niczym Mahir Emreli w meczu z Rakowem. Później na pustą nie trafiła Predica, a że niewykorzystane okazje lubią się mścić to Herman wyprowadził swoją drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Po przerwie Wojtyczek podwyższył wynik na 3:0, choć obrońcy rywala próbowali wszystkiego by zablokować ten strzał (włącznie z usiłowaniem zablokowania piłki ręką w stylu Luisa Suareza z Ghaną). To co się stało między 32, a 36 minutą zaskoczyło wszystkich. Najpierw Czernecki uderzył z półwoleja, później Kacperski dwa razy pokonał zdezorientowanego golkipera rywali, a na końcu popis piłkarskich umiejętności dali Detko i Czernecki. Ten pierwszy zastawił się tak dobrze, że obrońca stracił równowagę, więc w spokoju mógł oddać techniczny strzał w kierunku długiego słupka, a ten drugi przeprowadził rajd przez całe boisko i wystawił koledze na pustą bramkę. Efekt? Z 0:3 na 5:3 dla Prediki! W ostatnich minutach Wojtyczek skompletował hat-tricka, strzelając bramkę kontaktową (bramkarz przeciwnika rozluźnił się i niczym Hugo Lloris w finale MŚ stracił piłkę na rzecz pressującego napastnika rywali), ale na myśl o powrocie było już za późno. Predica zgarnęła trzy punkty, dokonując jednego z najlepszych powrotów pierwszej kolejki nowego sezonu.
Bardzo ciekawe spotkanie zainaugurowało rozgrywki 10. ligi - debiutujące Smoki podejmowały FC Alliance, który dotychczas prezentował się nam tylko na boiskach w rundzie wiosennej. Pierwsze minuty zdecydowanie należały do drużyny gości, którzy już w siódmej minucie prowadzili aż 0:3. Pierwsze skrzypce w atakach FC Alliance grał Ilya Shyla, który już wtedy miał na koncie dwie asysty i trafienie. Na szczęście na pierwsze trafienie gospodarzy nie musieliśmy długo czekać - już w ósmej minucie, Daniel Filipowicz zdobył pierwszą w historii bramkę dla Wólczańskich Smoków. Później jednak ponownie do głosu doszli goście i odskoczyli aż na 1:5 - wynik, który wiele drużyn z pewnością by załamał. Na szczęście gospodarze pod koniec się podnieśli i niespodziewanie, jeszcze przed przerwą zdobyli aż trzy bramki, które nie były dziełem przypadku. Najpierw Daniel Filipowicz wykorzystał dobre podanie Sebastiana Uzarskiego, a potem bracia Piórkowscy odnotowali trafienia przy stałych fragmentach gry - 4:5. Mało tego, jeszcze przed przerwą mogliśmy być świadkami bramki wyrównania, jednak strzał Mateusza Nagraby okazał się nieskuteczny. Ostatecznie na przerwę goście schodzili z jednobramkową przewagą, a wynik meczu, mimo długich okresów przewagi FC Alliance, wydawał się być otwarty. Goście w drugiej połowie szybko pozbawili wszystkich złudzeń, kto wyjedzie dziś z Tarchomina z kompletem punktów. Najpierw po solowej akcji Ilya Shyla strzelił na 4:6, a później goście punktowali przeciwnika z akcji własnych oraz kontrataków. Szczególnie w tej odsłonie brylował Mykola Sadowiec, który zdobył łącznie 4 bramki, ostatecznie rozbijając obronę debiutantów. Ostateczny wynik spotkania wyniósł 4:12.
Spotkanie 10 ligi rozpoczęło się z opóźnieniem, bo pomimo próśb gracze Awantury nie wzięli pod uwagę niestety panujących warunków drogowych i maratonu, który destabilizował tego dnia cały ruch w Warszawie. Mimo to, uniknęliśmy walkowera, więc dobrze, że ten mecz w ogóle się odbył. Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla rezerw FFK, bo do siatki rywali trafił Marcin Kosson. W odpowiedzi dla Awantury trafił Bastian Giroud i zrobiło się 1:1. Ostatnie zdanie w tej połowie należało jednak do gości, a Darek Filipek wyprowadził ich na prowadzenie 1:2. Do przerwy spotkanie było bardzo wyrównane, ale niestety po przerwie czegoś Awanturnikom zabrakło. Gra się nie kleiła, obrona popełniała błędy, a FFK nie czekało długo, żeby je wykorzystać. Niefrasobliwość Awanturników została wykorzystana, a w oczy rzucała się gra Marcina Kossona i Marcina Bonio. Obaj walnie przyczynili się do tego, że rezerwy FFK Oldboys w meczu rezerw wygrały aż 1:6. To zwycięstwo pokazuje, że Pomarańczowi mają naprawdę spore aspiracje w 10 lidze, a Awanturnicy muszą się wziąć w garść, bo po raz kolejny obserwujemy u nich problemy ze składem.
Spotkanie z Polskim Drewnem było dla ekipy FC Warsaw Wilanów debiutem w rozgrywkach Ligi Fanów. Już na starcie ekipa Kuby Świtalskiego dostała wymagającego przeciwnika, bo gospodarze mają sporo doświadczenia w ligowych starciach, a Maciej Zarod już nie raz pokazywał, że jest wyjątkowo skutecznym napastnikiem. Maciej już w 7 minucie meczu zaskoczył obrońców z Wilanowa i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Oba teamy nie podkręcały tempa i na drugą bramkę musieliśmy poczekać aż do 20 minuty – kapitan gości Kuba Świtalski wykorzystał podanie Mariusza Jaskóły i mieliśmy remis. Gol ten podziałał na Polskie Drewno jak płachta na byka i gospodarze bardzo szybko odpowiedzieli dwoma trafieniami. Najpierw Maciej Zarod przebiegł pół boiska, minął trzech obrońców i nie dał szans bramkarzowi Wilanowa, a po chwili Krzysztof Gajos popisał się pięknym golem strzelonym z dystansu i Polskie Drewno schodziło na przerwę z bezpiecznym prowadzeniem 3:1. Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego trafienia ze strony gospodarzy i tym razem Paweł Szydziak dołożył swoją cegiełką do zwycięstwa i przy stanie 4:1 wydawało się, że Drewniaki kontrolują już to spotkanie. Gospodarze nie poszli jednak za ciosem i z każdą minutą tracili wypracowaną przewagę. Gol Marcina Sieradzkiego dodał odwagi zawodnikom FC Warsaw Wilanów, a po chwili Marcin dołożył kolejne trafienie i zrobiło się 4:3. Dosłownie akcję później obrońcy Polskiego Drewna zupełnie stracili koncentrację i Piotr Tabęcki zdobył bramkę wyrównującą. Obie drużyny chyba pogodziły się, że remis będzie tutaj najsprawiedliwszym wynikiem i mecz zakończył się przy stanie 4:4.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)