Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 4 Liga
Na Grenady w niedzielny poranek stanęły naprzeciw siebie ekipy Virtualnych i Iglicy Warszawa. Sytuacja w czwartej lidze jest o tyle ciekawa, że praktycznie wszystkie drużyny mają szanse na walkę o podium. Dlatego każde punkty są niezwykle cenne i mogą mieć znaczenie na koniec sezonu. Początek spotkania niezwykle intensywny i oglądaliśmy sporo sytuacji bramkowych z obu stron. Długo jednak nie padały bramki i dopiero stały fragment gry dał nam pierwszego gola w tym spotkaniu. Szymon Kolasa precyzyjnie uderzył z rzutu wolnego i gospodarze wyszli na prowadzenie. Po chwili było już 2:0 dla ekipy Marka Giełczewskiego. Ponownie napastnik Virtualnych po rzucie wolnym niemal z tego samego miejsca pokonał golkipera gości. Te dwa trafienia dodały pewności siebie graczom w zielonych trykotach i jeszcze przed przerwą udało się dwa razy pokonać Bogdana Stefańczuka. Wszystkie bramki zdobył niezawodny Szymon Kolasa. Do przerwy mieliśmy wynik 4:0 i wydawało się, że gospodarze mają mecz pod kontrolą. Iglica jednak nie zamierzała rezygnować i z animuszem przystąpiła do drugiej połowy. Ataki gości były coraz groźniejsze, ale świetnie w bramce tego dnia spisywał się Jerzy Modzelewski i nawet w trudnych sytuacjach wychodził z nich obronną ręką. Po okresie przewagi teamu Radka Sówki , Virtualni ponownie zaczęli trafiać do bramki rywali. Szczególnie aktywny był duet Kolasa-Chrzanowski, który świetnie współpracował w ofensywie. Efektem tego były kolejne bramki i w pewnym momencie widać już było rezygnację i niemoc rywali, którym tego dnia nic nie wychodziło. Przy stanie 8:0 udało się w końcówce zdobyć gola honorowego i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 8:1. Gospodarze dają sygnał, że będą walczyć o chociażby najniższy szczebel podium. Goście po słabszym początku rundy i dwóch porażkach muszą w kolejnych meczach postarać się o punkty, bo reszta stawki w takim wypadku może szybko odskoczyć w ligowej tabeli.
Spotkanie między Byczkami ze Starych Babic, a Awanturą Warszawa zapowiadało się jako bardzo atrakcyjne i o dużym ciężarze gatunkowym. W przypadku zwycięstwa Byczków, Awantura traciłaby taką liczbę punktów, że ciężko byłoby to odrobić i walczyć o awans. Piorunujący początek meczu zaliczyli zawodnicy ze Starych Babic, którzy już w pierwszej akcji meczu objęli prowadzenie. Mogło się wydawać, że po takim początku meczu Byczki będą w stanie już w pierwszej połowie rozstrzygnąć wynik spotkania i spokojnie kontrolować mecz. Niestety, ale w grze gospodarzy zaczęło pojawiać się… więcej „byczków”, niż w Pampelunie podczas corridy ulicami miasta, i mamy tu na myśli błędy w defensywie, a nie szaleńcze ataki na rywali. Awantura nogami Grzegorza Himkowskiego jeszcze w pierwszej połowie nie dość, że odrobiła straty to jeszcze wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Byczki w końcu wzięły się w garść i starały się groźniej zaatakować bramkę gości, lecz ciągle brakowało albo wykończenia, albo dokładności, lub po prostu szczęścia. Pierwszą połowę wynikiem 3-1 wygrali Awanturnicy. W przerwie w zespole gospodarzy słychać było głośne słowa mobilizacji i z dużą dawką niecierpliwości czekaliśmy na drugą odsłonę meczu. Faktycznie, druga połowa była bardzo zacięta, akcje przenosiły się spod jednego pola karnego pod drugie, akcje było nawet groźne, tylko brakowało przysłowiowej kropki nad „I”. W ostatnich 10 minutach meczu sprawę w swoje ręce wzięli Awanturnicy, którym udało się zdobyć jeszcze dwie bramki ustalając wynik meczu na 5-1. Po zwycięstwie Awantury, jak mawiał klasyk, Liga będzie ciekawsza i większość drużyn z tabeli ma szanse wywalczyć sobie miejsce premiujące awansem do wyższej ligi.
“(...) A raczej gospodarzy nie czeka w tym starciu spacerek. W pierwszym meczu co prawda wygrali dość wyraźnie 5:1, ale naszym zdaniem te zespoły prezentują podobny poziom. Margerita jeżeli chce się włączyć do walki o medale, musi ten mecz wygrać. My stawiamy, że goście są w stanie coś ugrać w rywalizacji z vice-liderem.” Czy tu trzeba coś dodawać? Ponownie nasze prognozy się sprawdziły, bo mecz był niezwykle wyrównany z delikatnym wskazaniem na Margerita Team. Czy wpływ na to mogły mieć drobne problemy kadrowe FC Popalonych Styków, którzy zespół skompletowali na kilka chwil przed pierwszym gwizdkiem? Być może, choć nie chcemy niczego odbierać gościom, którzy zaprezentowali wysoki poziom piłkarski. Jak inaczej nazwać sprytny strzał z rzutu wolnego, który przelatuje między nogami bramkarza rywali? Tak właśnie wynik otworzyli zawodnicy Margerity za sprawą Gabriela Ciepiela. Przechytrzony bramkarz FCPS sprawiał wrażenie podwójnie zmotywowanego, by jego zespół szybko doprowadził do wyrównania. To w dużej mierze dzięki niemu udało się strzelić gola na 1:1, bo jego daleki wyrzut otworzył Kamilowi Paszkowi drogę do bramki rywala. Euforia nie trwała jednak długo, bo Michał Mystkowski jeszcze przed przerwą dał Margericie jednobramkowe prowadzenie. W drugiej części meczu spotkanie było jeszcze bardziej wyrównane. Dowodem na to niech będzie tylko jedno trafienie w ciągu 25 minut! Na nieszczęście gospodarzy, był to gol ustanawiający wynik 1:3 - autorem Rogaliński, który wykorzystał sprytnie rozegrany stały fragment gry.
W zapowiedziach przedmeczowych typowaliśmy zwycięstwo Radlera i choć dystans jaki dzieli oba zespoły w tabeli jest dość spory, to samo spotkanie nie do końca odzwierciedlało tej różnicy. Właściwie mecz miał bardzo podobny przebieg do tego, który widzieliśmy jesienią. Wierny próbował rozciągnąć obronę rywala, przerzucając piłkę z jednej strony na drugą. Radler wyczekiwał na błąd oponenta czy jakieś niedokładane podanie i parę razy udało im się wyjść w tym meczu z kontrą po przejęciu piłki. Tak właśnie padła pierwsza bramka dla gości. Przejęli zbyt krótkie podanie z rzutu rożnego i za sprawą Macieja Juszczyńskiego, po podaniu Adriana Romańczyka, wyszli na prowadzenie 0:1. Wierny próbował odrobić starty, ale był zbyt nieskuteczny w wykańczaniu akcji. Czasem brakowało zagrania w odpowiednie tempo, czasem zawodnik zbyt długo zwlekał z podaniem. Swoje też zrobił bramkarz Radlera, który parę razy dobrze interweniował. W drugiej części udało się Wiernemu doprowadzić do remisu. Piotr Gratkowski nieczysto trafił w piłkę, a bramkarz Radlera myśląc, że piłka wyjdzie poza boisko, nie interweniował, a ku zdziwieniu wszystkich piłka jednak wpadła do siatki. Przy stanie 1:1 mieliśmy jedną kontrowersję, kiedy to bramkarz Wiernego, zdaniem rywala, dotknął piłki rękoma już poza polem karnym. Sędzia uznał, że piłka miała jeszcze styczność z linią i puścił grę. Parę sekund po tej akcji padła bramka na 2:1 dla gospodarzy i goście mieli sporo pretensji o tę sytuację. Wciąż pozostawało jednak około 15 minut do końca spotkania, a wynik pozostawał sprawą otwartą. Ostatecznie Wierny dołożył jeszcze jedną bramkę i mecz zakończył się wygraną ekipy ze Służewca 3:1. Na pewno nie był to spacerek dla Wiernego, Radler postawił wymagające warunki, ale z perspektywy całego spotkania gospodarze raczej wygrali zasłużenie.
Bardzo ciekawie zapowiadało się starcie zespołów LTM Warsaw z Oldboys Derby. Gospodarze pewnie punktują i zajmują pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Goście natomiast mimo remisu w poprzedniej kolejce mają bardzo realne szanse na miejsce na podium. Początek spotkania lepiej rozpoczęli Oldboje, którzy już w czwartej minucie wyszli na prowadzenie. Kolejne minuty to bardzo dobra gra w defensywie gości, którzy nie dawali szans na przedostanie się pod swoją bramkę rywalom. Pierwszy błąd w obronie popełnili po upływie 10 minut spotkania i został on doskonale wykorzystany przez zawodnika LTM-u, który doprowadził do wyrównania. Kilka chwil później powinno być już prowadzenie gospodarzy, ale piłka po ich strzale wylądowała na poprzeczce. W pierwszej części meczu nic więcej wartego odnotowania się nie działo i drużyny schodziły na przerwę z wynikiem 1-1. Początek drugiej części spotkania ponownie należał do gości, którzy po raz drugi wyszli na prowadzenie. Niestety dla nich drugi i trzeci bieg włączył Krzysztof Kulibski, którego 5 trafień w ostatnim kwadransie spotkania ustaliły losy meczu. Dodatkowo jeszcze jedną bramkę zdobył jego kolega z drużyny ustalając wynik spotkania na 7:2. Zawodnicy Oldboys Derby przez większość spotkania stawiali mocny opór swoim rywalom, jednak pod koniec spotkania zabrakło sił i z boiska schodzili w kiepskich humorach. LTM Warsaw po ciężkim spotkaniu zdobywa cenne trzy punkty, dzięki którym powiększają swoją przewagę nad drugim miejscem do czterech punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)