Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 4 Liga
W bramkarzach siła! Pojedynek Iglicy z Radlerem z pozoru mógł się wydawać dość jednostronny, ale w rzeczywistości emocji w nim było co niemiara. Przewidywaliśmy, że Iglica zwycięży i to właśnie ona rozpoczęła strzelanie w meczu 3. kolejki. Najpierw trafił Fejcher, ładnym uderzeniem od słupka. Chwilę później było już 2:0, ale to co wydarzyło się później miało odmienić losy tego spotkania. Kamil Wojciechowski, bramkarz faworytów, powstrzymał swojego rywala, ale... poza polem karnym. Sędzia podjął jedyną słuszną decyzję, pokazując golkiperowi żółtą kartkę i zmuszając Iglicę do gry w piątkę. Szczęśliwie z ławki rezerwowych szybko podniósł się Jakub Zieliński, który został absolutnym bohaterem tego meczu (ale do tego jeszcze dojdziemy). Co istotne Radler nie wykorzystał przewagi i nie zdobył bramki kontaktowej. Ba, nie dość, że nie wykorzystał przewagi, to jeszcze oddalił się od korzystnego wyniku. Mateusz Pietrusiński przeprowadził zabójczą kontrę, a po podwyższeniu wyniku na 3:0 zaprezentował cieszynkę w stylu Krzysztofa Piątka - wślizg na kolanach i odpalone pistolety. Kolejnym bramkom Iglicy słusznie zapobiegał Daniel Kosiński. Bramkarz drugiej drużyny również prezentował imponujące umiejętności, kilkukrotnie broniąc z najbliższej odległości (m.in. po strzałach głową). DK dwoił się i troił, ale w końcu Fejcher pokonał go po raz drugi w tym meczu i było już 4:0. Mecz zamknięty? Niekoniecznie! Radler zdobył przed przerwą dwie piękne bramki (z rzutu wolnego i po uderzeniu w okienko), dając sobie nadzieję na lepszy wynik. Swoje starania kontynuowali również po przerwie i byli na dobrej drodze, żeby wywieźć z tego meczu jakieś punkty. I tu zaczyna się magia. W drugiej połowie na bramkę Iglicy wrócił Jakub Zieliński i rozegrał jeden z najlepszych bramkarskich występów jakie na boiskach Ligi Fanów widzieliśmy. Radler napierał, a Zieliński bronił - tak wyglądała cała druga połowa. Nie bez przyczyny został on wybrany zawodnikiem meczu, mimo, że Fejcher skompletował później hat-tricka, a po jeszcze innej z kontr Iglica wyszła na czterobramkowe prowadzenie. Całość skończyła się zatem 6:2, ale prawdziwym bohaterem został bramkarz drużyny zwycięskiej.
W meczu LTM Warsaw z Margerita Team mieliśmy okazję zobaczyć, ile dla drużyny Irka Webera znaczy obecność w ataku Krzysztofa Kulibskiego. Brak supersnajpera gospodarzy okazał się wyjątkowo dotkliwy, dodatkowo menadżer LTMu ma w tym sezonie spore kłopoty z obsadzeniem pozycji bramkarza i tym razem eksperymentalnie wystawił w tej roli Kamila Kuczewskiego. Z drugiej strony drużyna Aleksandra Celucha wykazała się zarówno świetną frekwencją jak i wyjątkowym zaangażowaniem, bo tak solidnie grającej Margerity nie widzieliśmy już od jakiegoś czasu. Wynik już w 3 minucie otworzył Olek Celuch, a po dwóch minutach było już 0:2 po fatalnym błędzie i samobóju Kamila Kuczewskiego. Goście chyba nie spodziewali się aż tak dobrego wejścia w mecz, ale nie ustawali w atakach i po golu Jana Dytkowskiego i kolejnym trafieniu Aleksandra Celucha zrobiło się 0:4. LTM nie składał broni, a Kamil Kuczewski szukając rehabilitacji za błędy w obronie wypracował sytuację strzelecką Maciejowi Kościelewskiemu, a ten nie dał szans bramkarzowi Margerity. Goście odpowiedzieli błyskawicznie i już po kolejnej akcji było 2:5, a przed przerwą zapunktował jeszcze Piotr Pielak i Margerita schodziła na przerwę ze znaczną przewagą. W drugiej połowie Irek Weber wcielił się w rolę golkipera, a Kamil Kuczewski wchodząc w pole dodał nieco polotu do gry LTMu, a przede wszystkim uruchomił nieco osamotnionego w ofensywnie Michała Dryńskiego. W 32 minucie Margerita dostała rzut karny, ale strzał Mateusza Baki obronił Irek Weber, a jego paradzie należą się wyrazy uznania. Po chwili Michał Dryński zdobył gola na 3:6, ale Margerita uspokoiła sytuację, a festiwal strzelecki urządzili sobie Gabriel Ciepiel, Mateusz Baka i Aleksander Celuch. LTMowi zabrakło zdecydowania i skutecznego wykończenia akcji, za to gościom wychodziło niemalże wszystko i mecz zakończył się wymownym wynikiem 4:12. Dzięki temu zwycięstwu LTM został zdetronizowany z podium, a Margerita Team wskoczyła na fotel lidera 4 ligi.
Ostre strzelanie urządziły sobie na koniec dnia na Arenie Grenady drużyny Wiernego Służewca i Virtualnego Ń. Na samym początku meczu to gospodarze mieli niezłe sytuacje do strzelenia bramki, lecz to rywale jako pierwsi zapisali się w protokole meczowym po stronie strzelców. Dwukrotnie do bramki trafił Szymon Kolasa, o którym wiadomo było, że trzeba zwrócić na niego szczególną uwagę. Jednak jest to taki zawodnik, któremu wystarczy trochę miejsca i odpowiednia sytuacja strzelecka, by skutecznie zamienił to na bramkę. Do tego jedno trafienie dołożył Michał Burakowski i zrobiło się 0:3 dla Virtualnych. Przebieg meczu wskazywał na to, że goście będą konsekwentnie powiększali swoją przewagę i tak właśnie było. Na bramkę Michała Komorowskiego na 1:3 Virtualni odpowiedzieli kolejnymi trzema trafieniami i do przerwy wynik wyniósł 1:6. Nic nie wskazywało na to, co stanie się w drugiej części. Raczej spodziewaliśmy się kolejnych bramek Virtualnych, bo przewaga tej ekipy w pierwszej części była bezdyskusyjna. Tymczasem Wierny po zmianie stron dwoma trafieniami Piotra Gratkowskiego doprowadził do stanu 3:6. Przy tym wyniku doszło do dość niecodziennej sytuacji, kiedy to obrońca Wiernego, po starciu z rywalem w swoim polu karnym, padł na murawę i zagarnął piłkę rękoma będąc pewnym, że sędzia odgwiżdże faul. Sędzia wskazał na „piątkę" uznając, że piłka wyszła zanim zawodnik zagrał piłkę ręką. Jednak gracze Wiernego przyznali się, że futbolówka nie opuściła placu i arbiter, skoro nie było faulu w ofensywie, zmuszony był podyktować rzut karny dla Virtualnych. Tego na bramkę zamienił Szymon Kolasa, a chwilę później Virtualni strzelili na 3:8. Mecz praktycznie był już zamknięty, ale... Wierny zaczął seryjnie zdobywać bramki i gonić wynik. Tuż przed końcowym gwizdkiem doprowadził do remisu 8:8 i wynik stał się kwestią otwartą. Obie ekipy miały sytuacje, które mogły dać 3 pkt, ale rezultat już się nie zmienił. Goście raczej byli lepsi w tym spotkaniu, ale gonitwa Wiernego zasługuje na uznanie!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)