Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 11 Liga
O godzinie 8:00 na sektorze A rozpoczął się mecz Force Fusion FC z FC Astana. Z racji na formę i grę, jaką prezentowała drużyna Astany choćby w Lidze Letniej, wydawało się że to oni wyjdą zwycięsko w tym spotkaniu, jednak brak ich najlepszego zawodnika Iliasa Aydarbeka okazał się bardzo znaczący. Zespół gości, mimo że oponenci zablokowali kilka ich strzałów, wreszcie wyszedł na prowadzenie. W końcu jednak do głosu doszli gracze Force Fusion, którzy początkowo zupełnie nie mogli się wstrzelić, ale wreszcie udało się udowodnić również wynikiem, że są tutaj zespołem lepszym. Oleh Leshchyshyn przełamał w końcu nieskuteczność swojej drużyny, strzelając aż 4 bramki! W ostatniej minucie pierwszej połowy zostaje podyktowany rzut karny, który pewnie wykorzystuje Ruslan Yakubiv. Do przerwy wynik brzmiał 5:1. Po zmianie stron mecz za wiele się nie zmienił. Cały czas wszystko pod kontrolą miała drużyna gospodarzy. Na ostatnie minuty Astana powraca i zaczyna strzelać bramki. Niestety, ale to wszystko dzieje się za późno, nawet jeśli w szeregach faworytów wdało się zbyt duże rozluźnienie. Mecz zakończył się finalnie wynikiem 8:4.
W starciu Legionu UA z Shitable nieznacznym faworytem wydawali się ci drudzy. O ile gospodarzy mogliśmy oglądać podczas letnich rozgrywek, o tyle większym doświadczeniem na naszych boiskach mogli pochwalić się goście, dla których jest to trzeci sezon w Lidze Fanów. Początek, zgodnie z przewidywaniami, należał do Shitable, które atakowało głównie za sprawą Stanislaua Krayeuskiego i to właśnie ten zawodnik był autorem pierwszej bramki w tym meczu. Legion UA nie pozostawał jednak dłużny i nie dość, że udało mu się wyrównać, to jeszcze w niedługim czasie to gospodarze wyszli na prowadzenie. Mecz stał się mocno zacięty i trudno było wskazać drużynę, która przejęłaby w pełni inicjatywę w tym spotkaniu. W premierowych 25 minutach zobaczyliśmy jeszcze trzy gole. Najpierw obrońca Legionu dość nieszczęśliwie interweniował w taki sposób, że skierował piłkę do własnej bramki, a następnie po jednym trafieniu zaliczył każdy z zespołów i pierwsza część zakończyła się remisem 3:3. Po zmianie stron liczyliśmy na równie zacięty pojedynek i tak pewnie by było, gdyby nie czerwona kartka dla gospodarzy. Lecącą w światło bramki piłkę ręką wybił Bohdan Batiuk, który nie dał wyboru arbitrowi tego meczu. Gra przez 10 minut w osłabieniu nie pozwoliła Legionowi na nawiązanie równorzędnej walki. Shitable zdobyło kolejne trzy bramki, nie tracąc przy tym żadnej i zainkasowało pierwsze 3 punkty w sezonie. Można już tylko gdybać, co by było, gdyby zawodnik gospodarzy pozwolił piłce trafić do siatki, bo Legion na tle Shitable zaprezentował się naprawdę solidnie…
Przed tym spotkaniem zapowiadaliśmy, że to drużyna Lisów będzie miała większe szanse na zdobycie trzech punktów na boisku AWF-u. Jednak spekulacje to jedno, a rzeczywistość na boisku – drugie. Jak zawsze, to mecz zweryfikował wszystkie przewidywania. Nic nie ożywia tak, jak poranna dawka emocji związanych z piłką nożną. Zmotywowani zawodnicy obu drużyn stawili się na boisku, a pierwszy gwizdek sędziego o godzinie 8:00 zainaugurował starcie w 11 Lidze Fanów. Lisy Bez Polisy szybko objęły prowadzenie. Robert Prządka wrzucił piłkę z autu głęboko w pole karne, a Kamil Jarosz precyzyjną główką wykończył akcję, otwierając wynik. Joga Bonito nie poddała się po stracie bramki i natychmiast odpowiedziała. Dwie minuty później Karol Klimaszewski, po świetnym podaniu bardzo aktywnego w tym meczu Mateusza Hnatio, doprowadził do wyrównania. W 15. minucie ponownie to goście wyszli na prowadzenie, jednak Joga Bonito ponownie pokazała charakter i równie szybko doprowadziła do remisu. Choć reszta pierwszej połowy oraz cała druga odsłona upłynęły pod znakiem zażartej walki, żadna z drużyn nie zdołała zdobyć kolejnej bramki. Lisy Bez Polisy miały więcej klarownych sytuacji, ale bohaterem Jogi Bonito wielokrotnie okazywał się bramkarz Patryk Wąsowski, ratując swój zespół w niemal beznadziejnych momentach. Na inaugurację ligowych zmagań obie drużyny podzieliły się punktami, zostawiając lekki niedosyt. Będą jednak miały okazję poprawić swój bilans już w przyszłą niedzielę, w drugiej kolejce Ligi Fanów.
W niedzielny poranek swoje zmagania w 11 lidze rozpoczął Boiskowy Folklor, który podejmował ograne już na naszych boiskach Borowiki. Od początku meczu przewagę w posiadaniu piłki, oraz okazjach strzeleckich wypracował sobie zespół gości, ale nie udawało się tego zwieńczyć zdobyczą bramkową. Boiskowy Folklor miał problemy, żeby przedostać się w okolica pola karnego rywali, a na domiar złego w 7 minucie żółtą kartką został ukarany Patryk Dzięgielewski. Paradoksalnie w osłabieniu gospodarze zaczęli grać lepiej, ale mieli zbyt mało argumentów pod bramką Borowików, żeby wyjść na prowadzenie. Po upływie pierwszego kwadransa gry goście w końcu byli o gola z przodu, a już w kolejnej akcji podwyższyli wynik. Warto zaznaczyć, że bardzo dobre zawody rozgrywał w pierwszej połowie bramkarz gospodarzy Damian Urbaczewski i tylko dzięki jego kilku doskonałym interwencjom Folklor nie przegrywał wyżej. W końcu przegrywającym udało się zdobyć bramkę kontaktową, ale już po chwili Łukasza Wrona zaskoczył swoich rywali wykonując stały fragment gry bez czekania na gwizdek arbitra i skierował piłkę do siatki. Borowiki do przerwy prowadziły 3:1. Druga połowa podlegała już zdecydowanie pod dyktando faworytów, którzy raz za razem zdobywali następne bramki i choć dwoił się i troił w zespole gospodarzy Ariel Kucharski, to było zdecydowanie za mało na dobrze, zespołowo grających Borowików, którzy wysoko pokonali swoich oponentów 13:4.
Zdecydowanie nie był to dzień Canarinhos. Grająca godzinę wcześniej pierwsza ekipa Brazylijczyków musiała uznać wyższość Na2Nóżkę, a drugi skład Furduncio minimalnie uległ debiutującym w Lidze Fanów Dżentelmenom Futbolu, choć trzeba przyznać, że goście musieli srogo się napracować, aby wyrwać gospodarzom zwycięstwo. Właściwie obie połowy meczu wyglądały bardzo podobnie – mnóstwo walki w środku boiska i niewykorzystanych sytuacji, a o ostatecznym wyniku zadecydowały detale. W pierwszej połowie wyraźnie aktywniejszy był napad gospodarzy i Piotr Iglantowicz broniący bramki Dżentelmenów miał co robić, a w 18 minucie popisał się fenomenalnym refleksem broniąc rzut karny. Pierwszy gol padł dopiero w 20 minucie i to goście otworzyli wynik, a konkretnie Karol Oleszczuk. Furduncio wyrównało jeszcze przed przerwą a gola do szatni zapakował Carlitos Moreira. Po zmianie stron znów długo musieliśmy czekać na gole i mecz rozstrzygnął się w samej końcówce. W 43 minucie Elio Silva był bliski przechylenia szali zwycięstwa na stronę Brazylijczyków, ale skończyło się obiciem słupka. Za to w 47 minucie na 1:2 trafił Marcin Parda i to Dżentelmeni Futbolu wyszli na prowadzenie. Gospodarze to ekipa, która zawsze walczy do samego końca i chwila nieuwagi w defensywie gości skończyła się drugim golem Carlitosa Moreiry. I kiedy wydawało się, że mecz zakończy się remisem Michał Kurowski postanowił napisać inne zakończenie i w praktycznie ostatniej akcji spotkania strzelił gola na 2:3! W ten sposób Dżentelmeni Futbolu zdobyli swoje pierwsze ligowe trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)