Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 14 Liga
Niedzielnego popołudnia wciąż niepokonany lider, LeoDream, podejmował ekipę FFK Oldboys II, która zamyka tabelę w 14.lidze. W spotkaniu obyło się bez żadnych niespodzianek, bo od pierwszego gwizdka widać było różnicę klas. Piłkarze gości byli bardziej aktywni oraz kreatywni w swoich poczynaniach ofensywnych. Wynik meczu otworzył Vitali Alizarovich. Patrząc na przebieg meczu i ilość stworzonych okazji przez LeoDream, to wynik na koniec pierwszej połowy wynosił zaledwie 1:4, co dawało jeszcze nadzieję gospodarzom na odrobienie strat i sprawienie sensacji. Tak się jednak nie stało. Druga połowa to totalna deklasacja ze strony graczy w czarnych strojach. Zawodnicy Old Boysów co i rusz próbowali się odgryzać, lecz ich ataki były błyskawicznie neutralizowane. Ponadto piętą achillesową okazała się kondycja, co bezlitośnie wykorzystywała ekipa zajmująca fotel lidera. Raz po raz napierali oni na bramkę przeciwników, tym samym powiększając przewagę oraz pokazując wyższość sportową nad rywalem. Tego dnia aż trzech graczy w zespole LeoDream ustrzeliło hattricka, a Maksim Khikhol zdobył nawet 4 bramki, co pokazuje wyjątkowo jednostronny pojedynek. Spotkanie to zakończyło się rezultatem 3:13, co umacnia pozycję graczy w czarnych trykotach, jak również komplikuje sytuację w tabeli FFK Oldboys II.
Santiago Remberteu do spotkania z drużyną FC Cały Czas Bomba przystępowali zmotywowani faktem, iż gospodarze przystąpili do tej rywalizacji bez zmian. Natomiast team z Rembertowa skompletował całkiem solidne zestawienie, dlatego miał nadzieję na walkę o ligowe punkty. Już na starcie obie ekipy strzeliły po dwie bramki. Od tego momentu zaznaczała się jednak przewaga gospodarzy, którą udokumentowali ją trafieniami Wiktora Wieczorka oraz Władka Kozyala. Od tego momentu w grze drużyny Cały Czas Bomba dało się zauważyć spore zmęczenie, a brak zmienników powodował coraz większe luki w obronie. Goście wyraźnie dostrzegli chwilową zadyszkę przeciwnika i włączyli drugi bieg. Przed przerwą zdołali odrobić straty, a w samej końcówce pierwszej połowy Michał Syrnyk dał gościom jednobramkowe prowadzenie. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4-5. W przerwie gospodarze mobilizowali się do odrabiania strat, jednak szczelna obrona Santiago Remberteu nie dawała zbyt wielu okazji strzeleckich a kontry w wykonaniu Michała Syrnyka były zabójcze. Goście szybko odskoczyli z wynikiem i było wiadomo, że w tym meczu żadnej niespodzianki nie będzie. Ekipa Bomby w drugiej połowie opadła całkowicie z sił i wynik rósł z każdą akcją. Ostatecznie mecz zakończył się przy stanie 6-14. Gospodarze w ofensywie wyglądali nieźle, ale widać było spore zmęczenie i brak powrotów do obrony, co z zimną krwią wykorzystali zawodnicy Santiago. Drużyna z Rembertowa dzięki wygranej dopisuje na swoje konto całą pulę i do swoich dzisiejszych rywali traci już tylko trzy oczka.
Partyzant przystępował do tego spotkania podbudowany wygraną nad FFK Oldboys II, Boiskowy Folklor z kolei z meczu na mecz się rozkręca i osiąga coraz lepsze wyniki. W pierwszym pojedynku tych zespołów nieco lepsi okazali się goście i to oni przystępowali w roli faworyta tej rywalizacji. I potwierdzili swoją pozycję, bo jeszcze mecz na dobre się nie zaczął, a już prowadzili po trafieniu Adriana Fontańskiego. Szybkie otwarcie wyniku zwiastowało nam wysoki rezultat i to się sprawdziło, choć worek z bramkami na dobre rozwiązał się dopiero w dalszej części spotkania. Do 10 minuty utrzymywał się wynik 0:2, w dużej mierze dzięki determinacji w obronie gospodarzy. Gracze Partyzanta byli zepchnięci do defensywy, bo właściwie od pierwszej do ostatniej minuty przeważał Boiskowy Folklor, ale póki gospodarze mieli siły, jeszcze potrafili doskoczyć do rywala, ofiarnie wyblokować strzał czy też ogólnie postawić się faworytowi. Sporo zrobił też między słupkami Piotrek Arendt, ale wszystko ma swój kres. Grający bez zmian Partyzant sukcesywnie opadał z sił, za to licznik strzelonych przez gości bramek stale rósł. Do przerwy Boiskowy Folklor wygrywał 2:8. Po zmianie stron Damian Leśniak trafił na 3:8, ale potem w głównej mierze trafiali rywale, choć przez pewien czas samobój był drugim najlepszym strzelcem gości, bo gracze Partyzanta aż trzykrotnie trafili do własnej bramki. Druga część to już pełna dominacja Boiskowego Folkloru, właściwie każdy zawodnik tej ekipy zaliczył gola lub asystę, co w sumie nie było trudne, bo łącznie zdobyli aż 25 bramek, a byłoby tego znacznie więcej, gdyby nie golkiper Partyzanta. Gospodarze natomiast trafili do siatki rywala pięciokrotnie. Boiskowy Folklor umocnił się na drugim miejscu, Partyzant natomiast musi szukać szczęścia w innych spotkaniach, ale przede wszystkim musi zadbać o szerszą kadrę, bo póki miał siły, to wcale nie wyglądało tak źle.







)
)
)
)
)
)