Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 10 Liga
W ramach 2 kolejki Fuszerka II podejmowała drużynę FC Alliance na Arenie Picassa. Po ubiegłej kolejce na faworyta tego spotkania wykrystalizował się zespół gości, którzy zagrali bardzo dobre spotkanie. Na pewno w tym meczu zawodnikom obu ekip, którzy nie mieli lanków, utrudniała grę poranna rosa, przez którą zaliczali akrobacje jak w tańcu na lodzie. Od pierwszego gwizdka rezerwy Fuszerki ruszyły pewnie na przeciwnika, który potrzebował czasu, aby dobrze wejść w spotkanie. Początkowo niepewność w grze u graczy FC Alliance przyczyniła się do straty piłka przy ich polu karnym, które później na bramkę zamienił Rafał Spoder schodząc niczym Arjen Robben do środka i oddając mocny strzał. Utrata bramki podziałała mobilizująco na zawodników FC Alliance, którzy niezwłocznie ruszyli do odrabiania strat. Po jednej z akcji Mykola Sadowiec oddał strzał z bardzo ostrego kąta i zmieścił piłkę przy krótkim słupku doprowadzając do wyrównania stanu meczu. Z minuty na minutę rosła przewaga gości, ale gospodarzom towarzyszyło sporo szczęścia, gdy piłka odbijała się od poprzeczki i słupka ich bramki. Gracze rezerw Fuszerki mieli doskonałe sytuacje do objęcia prowadzenia, ale ich próby zatrzymał Mykola Gaidar. Przed końcem pierwszej odsłony spotkania podanie od Ilya Shyla wykorzystał Oleksiv Stefanovich wyprowadzając drużynę na prowadzenie. W drugiej części spotkania gospodarze mieli bardzo dobrze ułożoną grę w ofensywie, ale w szeregach defensywy popełniali zbyt dużo prostych błędów. Natomiast goście mieli dwóch głównych aktorów. Jednym z nich był Ivan Shyla, który prezentował ogromną skuteczność i umiał odnaleźć się w polu karnym rywala. Natomiast drugim był Oleksiv Stefanovich, który zawsze umiał znaleźć przestrzeń na boisku, aby dograć do Shyla. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:9 i po dwóch kolejkach goście mają komplet punktów utrzymując pozycję lidera w tabeli.
Dla drużyny FC Warsaw Wilanów było to pierwsze starcie na arenie Picassa. Było to widać od pierwszych minut spotkania, kiedy musieli przystosować się do rozmiarów boiska, które różnią się od tych na Grenady. Oba zespoły nie forsowały sił i spokojnie rozgrywały piłkę szukając wolnych przestrzeni do oddania strzału. Niestety, niektóre zagrania kończyły się stratą piłki przez nieodpowiednie obuwie zawodników względem panujących warunków. Z biegiem czasu goście zaczęli zakładać rywalom wysoki pressing. Przyczyniło się to do straty piłki przez jednego z defensorów Jordanka, który na bramkę zamienił Karol Kowalski. Kilka minut później miał rewelacyjną okazję do podwyższenia wyniku, ale zmarnował sytuację sam na sam. Druga połowa meczu była już bardzo jednostronna. Pomimo, że gracze gospodarzy walczyli o każdą piłkę i nie brakowało im chęci do gry to nie umieli tego przenieść na zdobywanie bramek. Natomiast goście spokojnie rozgrywali piłkę po ziemi i często gościli w polu karnym rywala. FC Warsaw Wilanów bezlitośnie rozklepywał przeciwników, a jego napastnicy z zimną krwią pakowali piłkę do siatki. Większość bramek zdobywał duet Świtalski i Kowalski. Zespół FC Jordanek nie składał broni i dalej starał się o zdobycie przynajmniej honorowego trafienia. Ta sztuka udała się Janowi Wojtyczek, który wykorzystał zagranie od Michała Szeniewskiego. FC Warsaw Wilanów odniósł pewne zwycięstwo i dokłada kolejne punkty do tabeli.
Po porażce Wólczańskich Smoków w ostatni weekend, zawodnicy z ogromną determinacją wyszli na boisko by przeciwstawić się drugiej drużynie FFK Oldboys. Słoneczna aura, która towarzyszyła meczowi motywowała obie drużyny do strzelania goli, których w tym meczu padło aż 11. Jako pierwszy drogę do siatki znalazł Daniel Filipowicz, któremu asystował Mateusz Wiśniewski. Kolejna bramka Mirosława Pisarka doprowadziła do prowadzenia Smoków 2:0. W tym momencie Oldboysi postanowili nie zostawać w tyle i po dwóch golach Yakovenki doprowadzili do remisu. Podczas przerwy zawodnicy naładowali swoje akumulatory i ze zdwojoną mocą ruszyli na drugą połowę. Kolejna część spotkania była zdecydowanie bardziej dynamiczna, a bramki dla jednej i drugiej drużyny tuż po przerwie padły ekspresowo. Trzecią i czwartą bramkę dla Smoków zdobył Krzysztof Roguski, natomiast dla FFK Oldboys - Jarek Michnowski. Doprowadziło to do remisu 4:4, a emocje z każdą minutą się zwiększały. Drużyny strzeliły przed końcem jeszcze po jednej bramce, a wynik rozstrzygnął się podyktowanym karnym, który wykonywał Vitalii Yakovenko. Spotkanie zakończyło się wynikiem 5:6. Mecz był niezwykle wyrównany, co pokazuje wynik, który przez całe spotkanie oscylował wokół remisu.
W starciach pomiędzy Dawidem, a Goliatem niezwykle ciężko jest przewidzieć triumfatora. Nie chodzi nam oczywiście o potencjał obydwu ekip. Sprawa, do której nawiązujemy tą biblijną opowieścią tyczy się wielkości, a konkretniej ilości osób na ławce. Zespół Predici pojawił się na obiektach przy Grenady 16 aż w dwanaście osób. W praktyce oznacza to, że mogli oni wystawić dwie kompletnie różne meczowe szóstki, gdy ich rywale z Polskiego Drewna dysponowali zaledwie dwiema zmianami. Mecz ten jest przykładem, że nie ilość, a jakość zmian może mieć decydujący wpływ na wynik rywalizacji. W drużynie ubranej na biało widać było sporą dezorganizacje – pochodzącą jeszcze z braku zgrania. Mimo wysokiej porażki 1:5, to właśnie oni rozpoczęli strzelanie. Drużynę na prowadzenie po podaniu Miłosza Czerneckiego wyprowadził Tomasz Januszkiewicz. Niestety dla nich był to jedyny moment, w którym mogli pozwolić sobie na radość. Goście tego spotkania już przed przerwą zdołali odrobić straty – wychodząc przy tym jeszcze na skromne, jednobramkowe prowadzenie. Sposób na rywala w drugiej połowie znalazł nowy gracz Polskiego Drewna Piotr Kruszyński. To właśnie jego postać, naszym zdaniem odegrała kluczową rolę, będąc zamieszana w większość boiskowych sytuacji. Koledzy z drużyny mogli na nim polegać – w kluczowych momentach oddając mu futbolówkę z pełnym spokojem. Dzięki temu gracze w zielonych strojach mogą ze spokojem czekać na przyszłotygodniową rywalizację z FC Jordanek, która będzie dla nich szansą na odskoczenie grupie pościgowej.
Kapitalne połączenie ofensywnej i skutecznej gry z bezbłędną obroną – te słowa idealnie oddają rywalizacje z 10 ligi, w której w meczu stanęły naprzeciwko siebie drużyny rezerw Borowików i Awantury Warszawa. Już od początku spotkania widać było kto będzie prowadził tego wieczora grę. Kapitalny Francuz Bastian Giroud, którego gra mogłaby być wzorem dla mniej rozpoznawalnego przy Grenady dalekiego kuzyna, oraz fantastyczne parady Marcina Kabańskiego dały Awanturze trzy punkty. Zwycięstwo 0:6 może, a nawet powinno cieszyć zawodników, gdyż występ ten przywraca im nadzieje po blamażu z pierwszej kolejki. Wszystko jak widać stoi jeszcze przed nimi otwarte, a spotkanie to jest dla nich jedynie okazją na podbudowanie się przed bezpośrednim starciem z liderującą drużyną FC Alliance. Będzie to zdecydowanie ciężki pojedynek, ale jak widać chłopaki w piłkę grać potrafią. Wiadomo również, że nie wszystko jest „zero jedynkowe" – z tego powodu musimy zachować obiektywizm i wypośrodkować trochę boiskową rzeczywistość. Drużyna gospodarzy mimo miernego wyniku zasługuje na pochwałę. Mowa tu konkretnie o Bartłomieju Folcu, który dwoił się i troił aby wynik nie ulegał drastycznym zmianom.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)