Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 8 Liga
Absolutny hit wśród wszystkich spotkań rozegranych minionej niedzieli na Arenie Picassa! Sportowe Zakapiory, bez swojego kapitana w bramce – Patryka Kowalczyka – podejmowały napakowany talentem i potencjałem zespół DECCO Team. Pierwsza połowa to absolutna dominacja gry przez zespół gości oraz towarzyszący temu po drugiej stronie boiska chaos, szereg nieporozumień i wzajemne kłótnie Zakapiorów. Młodzi gracze DECCO dosłownie zmiatali rywali z boiska, trafiając coraz ładniejsze bramki. Najpierw Jakub Piotrowski, po rzucie rożnym wykonywanym przez Tomka Lipkę, otwiera wynik spotkania strzałem od słupka. Następnie popisuje się fantastyczną asystą piętą, której nie marnuje Janek Srebro i mamy 0:2. Świetna dwójkowa akcji braci Piotrowskich dała efekt w postaci bramki Adama na 0:3. Kiedy po podaniu Antka Gałkowskiego pięknym strzałem z woleja popisał się Tymek Dyjeciński głowy gospodarzy były spuszczone w dół. Było już 0:4, a gracze DECCO bawili się dalej w najlepsze. Trafienie na 0:5 to świetne rozeznanie pola przez Tymka Dyjecińskiego, który dostrzegł dobrze ustawionego Michała Janika, a ten pewnie pokonał golkipera rywali podwyższając na 0:5. Kiedy po kolejnym błędzie w defensywie Zakapiorów piłka znalazła się pod nogami Tomka Lipki, czekaliśmy tylko na dopełnienie formalności w postaci gola na 0:6 – i tak się też stało. Ciężko przy takim stanie bramkowym znaleźć motywację do walki. Nie dla Michała Podleckiego, który zaskoczył wszystkich na boisku, trafiając bezpośrednio z rzutu rożnego. To trafienie ustaliło wynik pierwszej połowy na 1:6. Przewaga gości nadal ogromna, a w szeregach gospodarzy bardzo męska wymiana zdań. Musiała przynieść efekt, gdyż od pierwszych minut drugiej połowy ruszyli do ataku. W międzyczasie w ich bramce stanął Daniel Lasota, co dodatkowo uwolniło Kamila Anczewskiego do gry w polu. Było to kluczowe zdarzenie w tym meczu, gdyż gra Zakapiorów zaczęła zupełnie inaczej wyglądać. Mądre rozgrywanie, spokój, precyzja. Efekt? „Klepka" Krzyśka Westenholza oraz Piotrka Brzywczego zakończona trafieniem drugiego z Panów. Następnie doskonałe dogranie Kamila Lepianki i fantastyczny wolej Łukasza Warchoła na 3:6. Ten sam zawodnik, bo dobrym podaniu Michała Podleckiego wbija bramkę na 4:6. Okupił to niestety kontuzją, co miało w efekcie podwójnie szkodliwy efekt. Po pierwsze, Łukasz musiał zostać opatrzony przez pracownika organizacji, który podczas udzielania pomocy nie zauważył, że na boisku pojawił się omyłkowo gracz, który z uwagi na otrzymanie dwóch żółtych kartek nie powinien już wracać na murawę. Skończyło się to karą błędnej zmiany i dodatkową minutą gry w osłabieniu. Zakapiory jednak dzielnie się wybroniły i co więcej, zdołały przeprowadzić kontrę, po której piłkę w siatce umieścił Kamil Anczewski. Było już tylko 5:6! Od historycznej remontady gospodarzy dzieliło jedno trafienie. Faul przed polem karnym DECCO. Do piłki pochodzi świetny tego dnia Michał Podlecki i rewelacyjnym strzałem pokonuje Staszka Korzeba! To, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Od stanu 0:6 Sportowe Zakapiory doprowadziły do wyniku 6:6 i ostatecznie nastąpił podział punktów. Jeden z największych come-backów przeszedł do historii!
Orły Białe przystępowały do niedzielnego spotkania z zerowym dorobkiem punktowym, ale ich gra do tej pory powinna jednak jakąś zdobycz przynieść. Elitarni do meczu podchodzili w zupełnie innych nastrojach, bo z pozycji na podium. Mecz rozpoczął się tak, jak większość meczów Orłów, czyli od zmasowanych ataków opierających się na Danielu Trzaskomie i dużej nieskuteczności całego zespołu. Elitarni skutecznie odpierali zapędy gospodarzy, głównie dzięki świetniej postawie swojego bramkarza Marcina Głębockiego. Goście zaczęli dochodzić do głosu i ostatecznie udało im się wyjść na prowadzenie za sprawą najlepszego zawodnika w tym spotkaniu Jacka Wójtowicza, który zdobył dwa szalenie istotne gole. Zawodnikom spod szyldu Godła Polski udało się w całym meczu odpowiedzieć tylko jedną bramkę, potwierdzając to, o czym pisaliśmy w zapowiedziach przedmeczowych, że skuteczność to raczej nie jest ich najmocniejsza strona. Mecz zakończył się zwycięstwem Elitarnych 2:1 dzięki czemu potwierdzili, że w tym sezonie chcą włączyć się do walki o mistrzostwo ligi, a Orły pozostają bez punktów co, patrząc ogólnie na ich grę, jest sporym zawodem, ale jesteśmy pewni, ze w końcu zapunktują. Najważniejsze, to się nie poddawać i walczyć do końca, więc drogie Orły – DO BOJU!
W meczu piątej kolejki ósmej ligi drużyna FC Po Nalewce podejmowała Junaka. Spotkanie to było niewątpliwie emocjonujące zważywszy na sąsiedztwo w ligowej tabeli. Ogrom doświadczenia i pokłady spokoju świadczyły natomiast, że mecz ten przypominać będzie bardziej piłkarskie szachy niż otwartą gonitwę z obydwu stron. Po raz kolejny dzięki kapitalnej postawie Sławomira Ogorzelskiego i Marcina Wiktoruka (obydwaj Panowie mają po 11 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej), który to występował tym razem na bramce, gracze FC Po Nalewce mogą świętować wysokie zwycięstwo 7:3. Mimo remisowej pierwszej połowy zakończonej przy stanie 2:2 - gościom zabrakło chyba pomysłów i sił na drugą odsłonę rywalizacji – co bezlitośnie wykorzystali gospodarze regularnie punktując. Mimo wszystko nie ma co jeszcze ferować, kto z tej dwójki ma większe szanse na finalny sukces- czyli miejsca od pierwszego do trzeciego. Sytuacja w czubie tabeli prezentuje się niezwykle wyrównanie i tak naprawdę tylko i wyłącznie dyspozycja dnia w meczu pomiędzy ekipami z góry może mieć decydujący czynnik przy finalnym rezultacie. Mimo wszystko na koniec dnia po ostatniej kolejce to właśnie gracze FC Po Nalewce mogą cieszyć się z dogonienia trzeciej Tsubasy Ozora - tracąc do pierwszych Sportowych Zakapiorów zaledwie trzy oczka. Junak natomiast niech nie traci nadziei, ponieważ wszystko jeszcze jest w ich nogach.
Trzeci mecz z rzędu, w którym Tsubasa strzela co najmniej trzynaście goli! Cóż za forma! Najlepsza ofensywa ligi ma już 45 zdobytych bramek, dzięki czemu mogą pochwalić się również niezwykle imponującym bilansem (+25). Mimo tego faworyta niedzielnego spotkania upatrywano w drużynie Skorpionów. Ich największym atutem miała być szeroka kadra, ale niestety problemy zdrowotne sprawiły, że na 5. kolejkę zebrali aż czterech piłkarzy mniej niż rywale. Tsubasa wykorzystała to w bezlitosny sposób. Już od samego początku napierała na rywali, ale skuteczne interwencje Kuby Rudnika sprawiały, że ADS pozostawali w grze. Z biegiem czasu rosła jednak przewaga drużyny fanów japońskiej mangi. Kolejne oblężenia bramki rywali poskutkowały wieloma trafieniami. Aż pięć goli zdobył Paweł Niemirski, a Rafał Urbanowicz, wicelider w walce o koronę króla strzelców i lider jeśli chodzi o asysty, zaliczył podwójnego hat-tricka - trzykrotnie wystawiał piłkę kolegom i trzykrotnie sam pokonywał bramkarza rywali. Kłopotów defensywie Tsubasy przysporzył natomiast duet Bartłomiej Filip + Aleksander Wawrowski, ale dobra forma bramkarza gości - Filipa Izdebskiego sprawiła, że reszta zawodników mogła spokojnie korzystać z uroków niedzielnego popołudnia na Arenie Picassa. Fantastyczne dryblingi zakończone skutecznymi podaniami Mateusza Wodnickiego skutkowały kolejnymi trafieniami trzeciej siły ligi. W końcówce swoje debiutanckie trafienie na boiskach Ligi Fanów zdobył Igor Borkowski, więc można było kończyć. Rezultat 3:13 to prawdziwy pokaz siły Tsubasy, która może powoli zacząć myśleć o awansie. Z drugiej strony w końcówce sezonu, czekają ich trudne spotkania, więc jeszcze będą emocje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)