Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 7 Liga
Bardzo ciekawe spotkanie obejrzeliśmy w starciu Heavyweight Heroes z Interem. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando HH, którzy długo nie potrafili przekuć przewagi na gola. Dopiero po 13 minutach oczekiwania Płonowski ruszył skrzydłem, zagrał wzdłuż pola karnego, a Cheba spokojnie wykończył akcję płaskim strzałem w przeciwległy róg.
Ale… radość gości trwała zaledwie 15 sekund. Inter wykorzystał brak koncentracji rywala, szybko wznowił grę ze środka, a Shevelev fenomenalnym strzałem zewnętrzną częścią stopy posłał piłkę w dalszy róg bramki – 1:1. W grze dominowało tempo i ofensywa – Hersoi mieli przewagę, trzykrotnie trafili w poprzeczkę, ale Inter również potrafił odpowiedzieć groźnymi kontrami.
Druga połowa to już prawdziwy rollercoaster. Zaczęło się od trafień Włodkowskiego i Płonowskiego, na co Inter szybko odpowiedział bramką Danko. Chwilę później Heavyweight otrzymali rzut karny – idealna szansa, by odskoczyć rywalowi, jednak Zaridze obronił strzał Płonowskiego! I wtedy mecz wywrócił się do góry nogami. Inter poczuł krew i w ciągu jednej minuty zdobył dwie bramki – ponownie Danko oraz Kolianovskyi.
Herosi jednak się nie poddali – bramkę zdobył Włodkowski i na tablicy było 4:4, na pięć minut przed końcem. Wtedy sędzia po raz drugi podyktował rzut karny dla HH! Kolejna stuprocentowa szansa – i znów bez gola. Tym razem przeszkodą okazała się poprzeczka. Mimo czterech trafień w obramowanie, dwóch zmarnowanych jedenastek i wielu niewykorzystanych okazji, Heavyweight Heroes dopięli swego – w ostatnich minutach zwycięskiego gola zdobył Cheba i trzy punkty zostały po stronie Heroes.
Podopieczni Daniela Dudzińskiego wygrali zasłużenie, ale muszą poprawić skuteczność – w innym meczu takie błędy mogą ich sporo kosztować. Inter, mimo porażki, pokazał charakter i pomysł na grę. Choć punktowo start sezonu nie jest dla nich udany, wszystkie mecze były bardzo wyrównane – a potencjał na zwycięstwa z pewnością w nich drzemie.
Mecz Niedzielnych z KS Iglicą okazał się najbardziej jednostronnym spotkaniem 3. kolejki w najniższej lidze. Już od początku drużyna Iglicy narzuciła swoje ofensywne warunki rywalom za sprawą Kacpra Kubiszera oraz Sebastiana Szczygielskiego. Obaj bezlitośnie wykorzystywali swoje szanse, a w międzyczasie z dystansu, po koźle, dla gości trafił Daniel Czekaj. Iglica nie zwolniła tempa i dorzuciła dwa kolejne gole. Do przerwy wynik brzmiał 1:5.
W finałowej odsłonie goście znów nękali swoimi atakami przeciwników i szybko odskoczyli do siódmej bramki. Najbardziej okazały worek z bramkami otworzył się w 43. minucie, ponieważ w przeciągu kilku minut zobaczyliśmy aż sześć trafień. Zdecydowaną ozdobą spotkania był gol z dystansu Kuby Zająca – idealne uderzenie zza pola karnego!
Rozkład bramek na zawodników w tym spotkaniu był bardzo zróżnicowany. Każdy gracz ekipy gości dołożył swoją cegiełkę do tego przekonującego zwycięstwa, co niemal doskonale odzwierciedlają statystyki. Najbardziej jednak zapunktowali: Kubiszer (3G, 2A) oraz Szczygielski (3G, 1A).
Tą deklasacją Iglica pokazuje, jak silną drużyną jest na warunki 7. Ligi. W trzech kolejkach zdobyli aż 35 bramek i są na czele jako główny faworyt do wygrania trofeum. Niedzielni, z trzema punktami, znajdują się na 5. miejscu, ale ich gra długą piłką może jeszcze sprawić wiele niespodzianek.
Lisy Bez Polisy miały nadzieję na pierwsze punkty tego lata, ale trafiły na ekipę BRD, która po pechowej porażce w poprzedniej kolejce była wyjątkowo zdeterminowana. Początek meczu dawał gospodarzom nadzieję, jednak druga część spotkania okazała się kluczowa.
Mecz rozpoczął się spokojnie, ale po około dziesięciu minutach gospodarze objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Docha. BRD szukało swojej okazji na odpowiedź i znalazło ją – Adamiec również pewnie wykończył jedenastkę. Obie drużyny atakowały, ale więcej konkretów mieli goście. Tuż przed przerwą Wojciechowski odnalazł się w polu karnym i strzelił między nogami rywala, dając swojej drużynie prowadzenie 1:2.
Dominacja BRD rozpoczęła się po zmianie stron. Najpierw samobójcze trafienie Jarosza dało im dwubramkową zaliczkę, a potem Bieniek wykończył składną, zespołową akcję. Niestety, w drugiej połowie gra stała się coraz bardziej agresywna, pojawiały się nieczyste zagrania. W końcu zawodnik Lisów otrzymał czerwoną kartkę, co zmusiło jego zespół do kończenia meczu w osłabieniu. Mimo prób ataku ze strony Lisów, tylko BRD strzelało do końca meczu. Finalnie zanotowali aż pięć bramek: po jednej zdobyli Naszkiewicz i Adamiec, a hat-trickiem popisał się Bieniek. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:9.
BRD pokazało swoją wyższość i w pełni zasłużenie sięgnęło po komplet punktów. Lisy natomiast pogrążają się w letnim kryzysie i wciąż czekają na pierwszą wygraną.
Ostatnim spotkaniem rozgrywanym w 7. lidze w ramach 3. kolejki Ligi Fanów był pojedynek zespołu Dynamo Wołomin z drużyną Warsaw Pistons. Faworytem tego meczu byli gospodarze, którzy w dwóch pierwszych kolejkach zgromadzili komplet punktów. Goście natomiast rozpoczęli sezon letni słabo – zaledwie jeden punkt plasował ich w dolnej części tabeli.
Niedzielne spotkanie rozpoczęło się dość niespodziewanie, ponieważ to Warsaw Pistons wyraźnie przeważali na boisku. Od początku pierwszej połowy narzucili swój styl gry i z każdą kolejną akcją zbliżali się do zdobycia bramki. Pierwsze trafienie w tym meczu padło z rzutu karnego – pewnym strzałem na 0:1 popisał się Kacper Romanowski. W następnych fragmentach dało się zauważyć coraz śmielsze ataki Dynamo Wołomin. Gospodarze, po bardzo słabym początku, przebudzili się i zaczęli z większym animuszem atakować bramkę rywala. To szybko przyniosło efekty – bramkę wyrównującą zdobył Adam Domidowicz. Chwilę później gospodarze strzelili na 2:1 i wydawało się, że drużyna Macieja Kosińskiego przejmuje inicjatywę. Goście co prawda doprowadzili jeszcze do remisu 2:2, ale końcówka pierwszej połowy należała już tylko do faworytów. W ciągu zaledwie pięciu minut zdobyli trzy bramki, rozbijając rywala i wychodząc na prowadzenie 5:2. Jeszcze przed przerwą stratę zmniejszył Kuba Zubkowicz, dając Warsaw Pistons nutkę optymizmu na drugą połowę.
Po zmianie stron spotkanie w pełni kontrolowała drużyna w białych strojach. Zawodnicy świetnie ustawiali się na boisku, przewidywali ruchy rywala i dominowali w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. W tej odsłonie wyróżniał się Mikołaj Matera, na którym opierała się gra ofensywna Dynama. Gospodarze byli na fali, zmuszając gości do rozpaczliwej gry w obronie. Bramkę na 6:3 zdobył Marcin Kubik, który wykorzystał doskonałe podanie od kolegi z drużyny. Choć Warsaw Pistons zdołali odpowiedzieć kolejnym trafieniem, był to jedynie chwilowy zryw. Dynamo do końca meczu grało swoje, a ich przewaga rosła z każdą minutą. W końcówce spotkania, ponownie dzięki wysokiej formie Mikołaja Matery, gospodarze zdobyli jeszcze dwie bramki, ustalając wynik na 8:4.
Dla triumfatorów to trzecia wygrana z rzędu, która pozwala im zająć wysoką, drugą pozycję na półmetku zmagań. Najważniejsze spotkania sezonu jeszcze przed nimi, ale w takiej formie stają się poważnym kandydatem do końcowego triumfu. Z kolei Warsaw Pistons, z zaledwie jednym punktem na koncie, zajmują przedostatnie miejsce w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)