Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 1 Liga
Spotkanie Brygady Progres z Energią było wyrównanym starciem o wyjście ze strefy spadkowej pierwszej ligi. Wynik już w 2 minucie otworzył Michał Królikiewicz, po podaniu Marcina Zakrzewskiego, a trzy minuty później Energia wyrównuje wynik po strzale Vasyla Ivaniuka. W 10 minucie ponownie Krolikiewicz wyprowadza Brygadę na prowadzenie przy asyście Grzegorza Pietrzykowskiego. Utrata bramki nakręciła gości, lecz ich każdy mocny strzał sprzed pola karnego pewnie sparował Mateusz Krysiński. Po upływie kwadransa świetną indywidualną akcją popisał się Dmytro Solomiichuk i było 3:1. Minutę później bramkę straty do Brygady zapewnił Heorhii Parnitskii. Przed końcem pierwszej części wynik spotkania wyrównał Vasyl Ivaniuk po podaniu Oleksandra Yakubiaka. Po przerwie a dokładnie w 35 minucie obrońca Brygady dotknął piłki ręką w polu karnym i arbiter był zmuszony podyktować jedenastkę dla Energii. Podchodzący do wapna bramkarz gości Yevgen Caruk oddał strzał w lewy dolny róg, co pewnie to wyczytał bramkarz Brygady - Mateusz Krysiński. Zachwyt z wybronionego karnego nie trwał długo, ponieważ dobitkę wykorzystał Parnitskii, a goście dzięki temu wyszli na prowadzenie. Dwie minuty później ponownie mogliśmy widzieć wynik remisowy, dzięki Michałowi Stolarskiemu, który oddał dobry, mocny strzał z rzutu wolnego. Jego wyczyn powtórzył w 40 minucie Solomichuk który również mocnym strzałem z rzutu wolnego wyprowadził gości na prowadzenie, a po kilku sekundach ponownie Dima zaliczając hattricka zapewnił swojej drużynie dwubramkową przewagę. Sześć minut przed końcem ponownie wynik wyrównali goście za sprawą dwóch trafień Igora Petlyaka, który również zaliczył w tym starciu hattricka. Ostatnie minuty należały do Brygady, która swoją wolą walki i dzięki Dmytrowi wyszła zwycięsko z tej potyczki. Ostateczny wynik meczu to 10-7, co dało gospodarzom wyjście ze strefy spadkowej.
Od początku spotkania Narodowego Śródmieścia z Dream Team Warsaw mogliśmy oglądać bardzo wysoką intensywność, ligowcy często wymieniali się podaniami, rozgrywali piłkę cierpliwie od linii defensywnej, ale gdy nadarzała się okazja szukali wolnych przestrzeni. Jednak to gospodarze byli o krok szybsi, sprytniejsi, skuteczniejsi. Dwie bramki spowodowały, że poczuli względny spokój, dzięki czemu mogli skupiać się na spokojnym konstruowaniu akcji. W odpowiedzi bramkarz Dream Team mógł strzelić w zaskakujących okolicznościach gola, wykorzystując wyjście golkipera rywali, ale piłka przeszła ponad bramkę. Następnie odpowiedź, jednak w słupek Narodowego i pobudka Dream Team, ale strzał w mur i brak szczęścia w tym fragmencie gry mimo przejęcia inicjatywy, w skutek czego Narodowe do przerwy prowadziło 3:0. Po zmianie stron Oskar Górecki przejął piłkę i trafił do pustej bramki już na otwarcie drugiej połowy. Narodowe było w opałach, mogli stracić drugą bramkę, ale obrońca wybił piłkę. Gospodarze mieli szczęście, bo gdyby Dream Team zanotował trafienie kontaktowe, to mecz mógł mieć inny scenariusz. Gol na 4:1 zabił mecz i od tej pory wkradło się trochę nerwowości u gości, którzy w prostych sytuacji jak np podanie na „pustaka” jakimś cudem nie wykorzystywali, ale takie sytuacje zdarzają się najlepszym. Ponadto Dream Team mieli okazje i to wiele, ale w otwartej grze wykazał się wtedy bramkarz Narodowego Śródmieścia, który był nieomylny. Podsumowując - mecz był bardzo intensywny, rozgrywany zgodnie z zasadami fair play i przede wszystkim atrakcyjny przez liczbę bramek. W końcówce bramkarz gospodarzy został ukarany żółta kartką, ale goście nie zdobyli już gola. Ostatnią szansą na bramkę był rzut wolny, ale zawodnik Dream Team trafił tylko w poprzeczkę. Ostateczny wynik to 7:1 dla Narodowego Śródmieścia.
Już od pierwszych minut starcie Kebavity z Prykarpattią było zaskakującym widowiskiem. Doświadczeni gospodarze byli oczywiście stawiani w roli faworyta, ale fatalnie weszli w ten mecz i już w 1 minucie stracili gola po dynamicznej akcji Ivana Kosovycha. Nie minęły trzy minuty a podwyższył Andrii Dutchak, a sytuacja zrobiła się lekko szokująca, kiedy w 11 minucie Konstantyn Zosimov strzelił przez całe boisko i trafiając do pustej bramki podwyższył na 0:3. Wprawdzie po chwili gola kontaktowego strzelił Azamat Qutdpiddinov, jednak ekipa Buraka Cana popełniała mnóstwo błędów i zawodziła tak w obronie, jak i ataku. Gra z wysoko wysuniętym bramkarzem powinna spowodować rozciągnięcie defensywy przeciwnika i wywarcie presji na zawodnikach Prykarpatii, ale akcje Kebavity były anemiczne i pozbawione precyzji. W rezultacie nisko broniąca Prykarpattia wykorzystywała każde drobne potknięcie gospodarzy. W 17 minucie Konstantyn Zosimov ponownie przerzucił piłkę przez cały plac i trafił do pustej bramki, a jeszcze przed przerwą goście zapunktowali dwukrotnie trafieniami Andrija Dutchaka i sensacyjny wynik 1:6 stał się faktem. Jak wspomnieliśmy na początku Kebavita jest bardzo doświadczonym zespołem i potrafiła wracać w podobnych sytuacjach, ale zdecydowanie nie był to dzień dla podopiecznych Buraka Cana. Wprawdzie w drugiej połowie gospodarze zdecydowanie ożywili się i atakowali coraz śmielej, ale wciąż nie byli w stanie dogonić wyniku. W 30 minucie Vladyslav Budz zdobył gola na 2:7 i dał kolegom sygnał do ataku, ale już dwie minuty później zapunktował Vitalii Knish. Coraz bardziej sfrustrowani gospodarze rzucili wszystkie siły do ataku i w krótkim czasie golami Azamata Qutpiddinova i Vladyslava Budza nieco podgonili wynik. Przy stanie 5:8 wydawało się, że Kebavita ma szansę odrobić straty, jednak drużyna Yaroslava Nykyforaka miała tego dnia patent na Kebavitę. Przede wszystkim bardzo ciasna i czujna obrona nie pozwalała na pełne wykorzystanie atutu gry z wysuniętym Bartkiem Gwoździem, a na dodatek defensorzy Prykarpatti potrafili umiejętnie doskakiwać do atakujących i mimo zmęczenia wciąż stwarzali zagrożenie kontratakiem. Warto tu również wspomnieć o fenomenalnej formie bramkarza Prykarpatti Sergieja Drozdyka, który momentami wyczyniał istne cuda między słupkami swojej bramki, broniąc piłki, które powinny wylądować w siatce. W efekcie gospodarze zamknęli Ukraińców na ich połowie, ale nie byli w stanie rozmontować defensywy, a dwie szybkie kontry spowodowały, że Prykarpattia znów odjechała z wynikiem i ostatecznie to goście wyszli z tego spotkania zwycięsko.
Contra w meczu z Ogniem Bielany to był prawdziwy hit 1 ligi. Początek spotkania bezwzględnie zdominowany przez gospodarzy, którzy z minuty na minutę konstruowali kolejne to ataki, dzieląc się piłką, wymieniając się pozycjami, egzekwując raz za razem celne podania kolegów z drużyny. W efekcie tego Ogień Bielany był zepchnięty do maksymalnej obrony, która była rozmontowana. Na specjalne wyróżnienie zasługuje w tej części gry Tomasz Zagórski oraz Maciej Kurpias. Od stanu 3:0 stało się coś zaskakującego. Lider gości, Kacper Cetlin strzelił bramkę z rzutu wolnego, czym dał bardzo mocny impuls kolegom z drużyny. W efekcie tego Bielany znów zapłonęły ogniem i do przerwy wyrównali stan na 3:3. Po zmianie stron gra stała się bardzo wyrównana, mieliśmy akcję za akcję. Mimo chwilowych nerwów sam mecz stawał na wysokim poziomie i zgodnie z duchem fair play. Contra była momentalnie bardzo zepchnięta do defensywy i mimo skutecznej obrony oraz ogromnej determinacji, zdarzały się błędy. Finalnie mecz kolejki i powrót ze stanu 3:0 zakończył się wygraną gości 5:7. Wielkie gratulacje dla obydwu drużyn, ale tym razem konsekwencja i skuteczność była minimalnie po stronie gości. No i mieli MVP spotkania, mimo że nie został on wskazany przez gospodarzy - to Kacper Cetlin, autor czterech bramek i jednej asysty.







)
)
)
)
)
)
)
)