Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 4 Liga
To spotkanie od pierwszych minut miało w sobie wszystko, co kibice kochają w lidze, czyli tempo, emocje i dramaturgię. Lepiej rozpoczął Team Ivulin, który już w pierwszych chwilach objął prowadzenie po szybkim trafieniu Rutkouskiego. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo zaledwie minutę później wyrównał Paweł Groszkowski, a 60 sekund po tym znów znalazł się w świetnej sytuacji. Tym razem jednak bohaterem okazał się bramkarz Ivulina, Isayenia, który doskonale wyczuł intencje strzelca i obronił rzut karny.
Po chwili obraz gry się odwrócił. Zakapiory zaczęły przejmować inicjatywę, a ich pewność rosła z każdą akcją. Najpierw Łukasz Figura popisał się efektownym lobem głową, po którym piłka wpadła do bramki nad bezradnym golkiperem. Chwilę później Krzysztof Westenholtz zachwycił pięknym strzałem z dystansu – uderzył piłkę z tzw. „martwą rotacją”, a ta po idealnej trajektorii wpadła do siatki. W 22. minucie Ivulin złapał kontakt po dublecie Rutkouskiego, jednak goście znów szybko odpowiedzieli. Jeszcze przed przerwą, w 24. minucie, Smoliński wykorzystał zamieszanie pod bramką i podwyższył wynik na 2:4.
Druga połowa nie zwolniła tempa. W 44. minucie gospodarze zdobyli bramkę kontaktową i znów wróciła nadzieja na odwrócenie losów spotkania. Jednak Zakapiory nie dali się złamać. Na trzy minuty przed końcem zadali decydujący cios, ustalając wynik na 3:5.
Spotkanie było niezwykle żywe i emocjonujące. Zawodnicy obu drużyn walczyli z pełnym zaangażowaniem, często wchodząc w potyczki słowne i nie odpuszczając żadnej piłki. To była prawdziwa futbolowa wymiana ciosów. Zakapiory pokazały klasę i charakter, a Team Ivulin serce do gry. Naprawdę dobrze się to oglądało.
Spotkanie między Hetmanem a Bulls zapowiadało się jako jedno z najciekawszych w tej kolejce i dokładnie takie było. Stawką były nie tylko trzy punkty, ale także pozycja w czołówce tabeli. Zwycięstwo Bulls pozwoliłoby im zrównać się punktami z Hetmanem i wskoczyć do TOP 3, natomiast triumf Hetmana umacniałby ich pozycję lidera.
Przez pierwsze dwie trzecie meczu oglądaliśmy piłkę na bardzo wysokim poziomie – dużo walki, taktycznej dyscypliny i groźnych sytuacji po obu stronach. Żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć rywalowi choćby na dwa gole, a wynik zmieniał się kilkukrotnie. W pierwszej połowie to Bulls częściej prowadzili – 1:0, 2:1 – jednak końcówka należała do Hetmana, który tuż przed przerwą przechylił szalę na swoją korzyść i schodził do szatni z prowadzeniem 3:2.
Po zmianie stron Byki szybko odrobili straty i ponownie wyszli na prowadzenie 4:3, ale w tym momencie coś w ich grze się załamało. Hetman zaczął dominować, konsekwentnie wykorzystywał błędy rywala i raz po raz trafiał do siatki. Z wyniku 3:4 zrobiło się 7:4, a w końcówce obie drużyny jeszcze wymieniły się trafieniami. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:5 dla Hetmana, który utrzymał miano niepokonanego lidera – choć tym razem zwycięstwo nie przyszło łatwo.
Kluczową postacią spotkania był Kacper Urban, który zanotował 2 bramki i 4 asysty. Imponujący wynik jak na tak wymagający mecz. Nie zawiedli również liderzy zespołu – Filip Motoczyński i Damian Kucharczyk – którzy dopisali po trzy punkty do klasyfikacji kanadyjskiej. W zespole Bulls wyróżnili się Vadym Churiukanov (3 asysty i gol), a także Maks Hololobov i Ilya Grunchak, którzy obaj zdobyli po dwa trafienia.
Dzięki temu zwycięstwu Hetman umocnił się na pierwszym miejscu, kontynuując serię meczów bez porażki. Bulls natomiast muszą pogodzić się z utratą dystansu do czołówki, jednak TOP 3 pozostaje w zasięgu – zaledwie trzy punkty różnicy sprawiają, że w walce o medale nadal wszystko jest możliwe.
Po doskonałym początku sezonu Boca Seniors przystąpiło do rywalizacji z BJM Development z chęcią ogrania kolejnych rywali i dotrzymania kroku Hetmanowi, który godzinę wcześniej wygrał swój mecz. Dla BJMu był to mecz prawdy – w przypadku zwycięstwa zespół mógł wciąż realnie wierzyć w walkę o podium, natomiast porażka mocno skomplikowałaby sytuację w tabeli.
Spotkanie obie ekipy rozpoczęły z wysokiego „C”. Najpierw gospodarze wyszli na prowadzenie po trafieniu Banasiewicza, ale już w pierwszej akcji po wznowieniu gry BJM doprowadził do wyrównania. Pierwsza połowa to był zdecydowanie mecz walki – obie drużyny grały twardo, nie odstawiały nogi, ale nie brakowało też jakości i technicznego futbolu. Boca Seniors próbowała zaskoczyć, z konieczności występującego na bramce Filipa Odolińskiego, strzałami z dystansu, lecz ten spisywał się znakomicie – to prawdziwy fachowiec między słupkami i trudno go pokonać. Z kolei BJM starał się zagrażać bramce Damiana Dąbrowskiego bardziej kombinacyjną grą, ale mimo starań Bartków Bąka i Grzybowskiego do przerwy utrzymał się remis.
Po zmianie stron zobaczyliśmy więcej bramek. Gospodarze ponownie objęli prowadzenie, lecz – podobnie jak w pierwszej połowie – szybko je stracili. W końcówce role się odwróciły: Oliwier Aleksander wyprowadził swój zespół na prowadzenie, jednak chwilę później Łukasz Pruszyński precyzyjnym strzałem ponownie doprowadził do remisu.
Ostatnie słowo należało jednak do BJM Development, które w końcowych minutach przeprowadziło dwa skuteczne ataki, zapewniając sobie niezwykle ważne trzy punkty. Dzięki temu zwycięstwu goście znacząco poprawili swoją pozycję w tabeli, natomiast Boca Seniors straciło kontakt z liderującym Hetmanem. Już w najbliższą niedzielę jednak nadarzy się okazja do rewanżu i zrównania się punktami – w bezpośrednim starciu zapowiadającym się niezwykle emocjonująco.
Było to starcie drużyn o płomiennych charakterach, a obie ekipy weszły na wysokie obroty już po pierwszym gwizdku sędziego. Otwierająca mecz akcja Furduncio zakończyła się trafieniem w słupek, a w 7. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po golu Bruno Martinsa, który minutę później podwyższył wynik na 2:0.
Rezultat ten utrzymał się do przerwy, ale o nudzie nie mogło być mowy. Nie brakowało twardej walki w środku pola, a gra toczyła się od bramki do bramki – choć inicjatywa była nieco po stronie Brazylijczyków. W ostatniej akcji pierwszej połowy Bad Boys byli blisko zdobycia gola kontaktowego, jednak kapitalną interwencją popisał się Adam Czerwiński.
Po zmianie stron Bad Boys dość szybko zapunktowali – na listę strzelców wpisał się Krystian Stępień. Niestety chwilowe rozluźnienie w obronie sprawiło, że Furduncio błyskawicznie zripostowało, a gola zdobył Rafael Andrade. W 37. minucie gospodarze otrzymali prezent w postaci rzutu karnego, lecz całkiem dobry strzał Jeremiego Szymańskiego fenomenalnie obronił Igor Gozdecki. Napór Furduncio jednak nie zelżał i na 4:1 trafił w końcu Ismilay Maya. Bad Boys zamiast skupić się na grze, zaczęli zbyt często komentować decyzje sędziego, co zakończyło się żółtą kartką dla jednego z rezerwowych i koniecznością gry w osłabieniu. Tego prezentu gospodarze już nie zmarnowali – na 5:1 podwyższył Eduardo Kanela.
Niestety w samej końcówce frustracja całkowicie opanowała zawodników Bad Boys, którzy zapomnieli o zasadach fair play i... po prostu opuścili plac gry przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Mamy nadzieję, że była to jedynie chwilowa utrata rozsądku w szeregach Bad Boys, i że w kolejnym meczu wrócą zmotywowani do zdobywania bramek a nie do strzelania fochów.
Kto powiedział, że starcie dwóch ekip zamykających stawkę 4. Ligi musi być nudne? Bo mecz z udziałem Ukraine United oraz Warszawskiej Ferajny kompletnie się w ten szablon nie wpisywał.
Otwarcie wyniku nastąpiło w sposób nad wyraz kuriozalny – Dmytro Kuźmin, zagrywając piłkę do bramkarza, nie spodziewał się, że ten będzie źle ustawiony, przez co podanie powędrowało prosto do własnej bramki.
Zarówno jedni, jak i drudzy doskonale wyglądali z piłką przy nodze, lecz to, co imponowało najbardziej, to świetna organizacja gry po stronie Warszawskiej Ferajny – nie tylko w posiadaniu piłki, ale także w fazie obronnej. Mądre ataki i szybkie powroty po stracie skutecznie powstrzymywały ofensywne zapędy gospodarzy, a ponadto wybitne zawody rozgrywał w bramce Daniel Antoniewicz. W pewnym momencie Ferajna prowadziła już 0:3 po golach Wiktora Kozłowskiego, który dobił swoją wcześniejszą próbę, oraz Bartosza Panasiuka, który spadającą, bezpańską piłkę umieścił w siatce efektownym strzałem z powietrza.
W drugiej połowie coraz częściej do głosu dochodzili Ukraińcy – Kyrylo Pustovit dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a przewaga gości nie była już tak okazała. Jednak czujność piłkarzy grających na czerwono wciąż pozwalała im trzymać rywali na dystans, nawet jeśli już niewielki. Gdy po przechwycie na bramkę samodzielnie pognał Franciszek Pogłód, zdobywając gola na 2:4, mecz zaczął przypominać prawdziwą wymianę „cios za cios”. Co Ukraine United zmniejszało przewagę rywala do jednego gola, to Ferajna odpowiadała kolejnym – i tak oto spotkanie zakończyło się na stykowym 4:5.
Dla Warszawskiej Ferajny było to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Jak ważne? Żeby to zrozumieć, wystarczyło zobaczyć radość i celebrację jej zawodników po końcowym gwizdku. Tymczasem Ukraine United wciąż pozostaje bez punktów w ligowej tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)