Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 10 Liga
Mecz WKS Bęgal z Piwo Po Meczu FC był bezpośrednim starciem o najniższy stopień podium w 10 lidze. O ile gościom wystarczyłby remis, aby utrzymać się na trzecim miejscu, o tyle gospodarze musieli wygrać, aby przeskoczyć swoich rywali. Bardzo szybko okazało się, że obie drużyny podeszły do tego spotkania bardzo ambitnie i oglądaliśmy walkę do samego końca. Pierwsze minuty pokazały również, że spotkały się drużyny o bardzo podobnym charakterze i wynik otworzył się dopiero po trzynastu minutach, kiedy po rzucie rożnym bramkarz PPMu wypiąstkował piłkę, a ta spadła pod nogi Ernesta Iwana, który nie dał szans golkiperowi gości. Bęgal zbyt długo nie nacieszył się prowadzeniem, bo nie minęła minuta, a było już 1:2 po bramkach Piotra Zakrzewskiego. Przewagę gości w 20 minucie podwyższył Jan Majecki, ale jeszcze przed przerwą Bęgal złapał kontakt w postaci trafienia Łukasza Krawczyka. Warto tu wspomnieć o tym, że Piwo Po Meczu stawiło się na placu z zaledwie jedną zmianą i w przerwie chłopaki podjęli dość zaskakującą, ale jak się potem okazało kolosalnie istotną decyzję. W drugiej połowie Michał Izydorczyk podmienił Karol Brążkiewicza w roli bramkarza i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Chwilę po rozpoczęciu gry Karol podwyższył na 2:4 i wniósł sporo nowych sił do swojego zespołu. Gospodarze nie próżnowali i zripostowali golem Macieja Wittmeyera, ale PPM odjechał na 3:6 po kolejnej bramce Karola oraz trafieniu Michała Kukulskiego. Na kwadrans przed końcem było 4:6 i kanonada goli uspokoiła się, ale sama końcówka meczu okazała się dramatyczną wymianą ciosów. W 46 minucie Karol Brążkiewicz skompletował hat-tricka, ale chwila nieuwagi skończyła się dwoma błyskawicznymi golami Ernesta Iwana i Kuby Szabłowskiego. Przy stanie 6:7 gospodarze byli zdecydowanie w natarciu i w pewnym momencie tylko słupek uchronił Piwo przed utratą gola. Fortuna była tego dnia zdecydowanie po stronie gości, bo nie tylko nie dopuścili do remisu, to na dodatek w ostatniej minucie meczu przeprowadzili akcję, która skończyła się dla Bęgala golem samobójczym, który ustalił wynik na 6:8.
Mecz o sześć punktów - tak śmiało możemy określić spotkanie pomiędzy zespołami Kozice Warszawa a A.D.S. Scorpion's II. Gospodarze z trzema oczkami na koncie zajmują dolne rejony tabeli. Ich rywal spisuje się jeszcze słabiej, ponieważ wszystkie poprzednie spotkania kończyły się ich porażką. Obydwie drużyny mecz rozpoczęły bardzo spokojne, główną uwagę koncentrując na obronie. Pierwszy błąd przytrafił się zespołowi gości co skrupulatnie wykorzystali rywale i otworzyli wynik spotkania. Chwilę później mieli doskonałą okazję na podwyższenie prowadzenia, ale piłka po ich strzale trafiła w słupek. Jak to często bywa w piłce niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak też było w tym przypadku. Samobójcze trafienie golkipera gospodarzy dało bramkę wyrównującą. Zdobyte trafienie dodało wiatru w żagle zespołowi gości czego efektem były kolejne dwa gole. W pierwszej połowie obydwie drużyny obiły słupek bramki rywali i z wynikiem 1:3 schodziły na zasłużoną przerwę. Początek drugiej części meczu to dominacja zespołu gości, którzy mimo licznych sytuacji bramkowych tylko raz pokonali golkipera przeciwników. W kolejnych minutach gra toczyła się w środkowej części boiska i mimo kilku klarownych sytuacji wynik spotkania pozostawał bez zmian. W ostatnich fragmentach meczu mieliśmy do czynienia z seriami trafień - najpierw trzy bramki zdobyli goście, podwyższając swoje prowadzenie na 7:1. Ostatnie pięć minut to pogoń zespołu gospodarzy, którym udało się cztery razy pokonać bramkarza rywali. Ostatecznie po bardzo interesującym meczu stojącym na wysokim poziomie pierwsze trzy punkty zdobywa zespół A.D.S. Scorpions II. Kozice Warszawa pomimo bardzo dobrej końcówki mecz kończą z zerowym dorobkiem punktowym.
Po czterech kolejkach Deluxe Barbershop i Na2Nóżkę miały na swoich kontach po cztery zwycięstwa. Bezpośrednie starcie lidera i wicelidera mogło zadecydować o tym, która z drużyn spędzi najbliższe tygodnie na pierwszym miejscu w tabeli. Nie warto wybiegać za daleko w przyszłość, ale przekonujące zwycięstwo którejś z drużyn mogłoby już teraz pozwolić jej odważniej marzyć o mistrzostwie na koniec sezonu. Do serca wzięli to sobie zawodnicy z Azerbejdżanu, którzy od samego początku chcieli udowodnić swoją jakość. Intensywna gra, wysoki pressing i żarliwy doping zza linii bocznej boiska pozwoliły gospodarzom zdominować pierwsze minuty spotkania. Dość szybko zdobyli pierwszą bramkę, trafiając do siatki po strzale głową. Niedługo później padł drugi gol. Pomocnik zespołu Deluxe Barbershop oddał strzał, który został skontrowany przez jego kolegę z drużyny, a zaskoczony bramkarz nie miał szans, by interweniować. Obie bramki padły bardzo szybko po rozpoczęciu spotkania, ale później poziom się wyrównał. Do przerwy żaden z golkiperów nie musiał już wyciągać piłki z siatki, mimo licznych ataków obu drużyn. W drugiej części meczu sytuacja wyglądała podobnie. Piłkarze Barbershopu tworzyli piękne akcje (raz klepali w stylu tiki-taka, innym razem uderzali z przewrotki), ale nie było z tego goli. Bramkarze w dalszym ciągu świetnie się spisywali, ale ostatecznie DB podwyższyli prowadzenie (dwukrotnie!). Emil Hasanzada zaliczył asystę przy trzeciej bramce, a później sam trafił do siatki. Goście wiedzieli, że czwarta bramka pogrzebie ich nadzieje na dobry rezultat, więc za wszelką cenę próbowali powstrzymać napastnika gospodarzy, ale ten mimo ciągnięcia za koszulkę urwał się obrońcom i zmienił wynik na 4:0. Gola na pocieszenie zdobył też zawodnik Na2Nóżkę, po uderzeniu z rzutu karnego. Na niewiele się to jednak zdało, bo Hasanzada chwilę później zdobył ładną bramkę, gdy wykorzystał błędne ustawienie bramkarza i uderzył w krótki róg. Pod koniec padł jeszcze gol na 6:1 i takim wynikiem zakończyło się to spotkanie.
Zarówno zespół FC Warsaw Wilanów jak i FC Mokrywilly Cartel nie za specjalnie rozpoczęły ten sezon wygrywając tylko jedno spotkanie. W trochę lepszej sytuacji był zespół gospodarzy, który uzyskując remis w jednym z poprzednich meczów zdobył oczko więcej od swoich przeciwników. Jednak to goście lepiej rozpoczęli spotkanie wychodząc w 10 minucie na prowadzenie. Na ripostę gospodarzy czekaliśmy niecałe 60 sekund a do wyrównania doprowadził Karol Kowalski. Kolejne minuty wyraźnie należały do zespołu gości, którym dwukrotnie udało się pokonać golkipera oponentów. Ostatnie słowo w tej części meczu należało jednak do zespołu z Wilanowa, którzy zdobywając bramkę ustalili wynik pierwszej połowy na 2:3. Początek drugiej połowy to bardzo otwarta gra obydwu drużyn, dzięki której mieliśmy dużo akcji zakończonych bramką. W 32 minucie strzelając gola na 5:4 pierwszy raz na prowadzenie wyszli gospodarze. Jak się później okazało - tego prowadzenia już nie oddali aż do końca spotkania. Chwilę później zdołali ponownie pokonać bramkarza gości, jednak odpowiedź ich rywali było natychmiastowa. W kolejnych minutach trwała wymiana ciosów z obydwu stron, z której lepiej wyszli gospodarze. Po bardzo ciekawym spotkaniu, w którym byliśmy świadkami dużej ilości sytuacji bramkowych 10:7 wygrywa zespół FC Warsaw Wilanów. Bohaterami drużyny zwycięskiej byli Michał Supiat oraz Piotr Wdowiński, którzy strzelając po hat-tricku mocno przyczynili się do trzypunktowej zdobyczy swojej ekipy. W drużynie FC Mokrywilly Cartel dwoił się i troił Łukasz Kobus, ale jego wysiłki poszły na marne a jego drużyna ponosi kolejną porażkę w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)