Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 7 Liga
Mecz Interu z BRD Young Warriors zapowiadał się na jedno z ciekawszych starć tej kolejki 7. ligi. Inter, po sensacyjnym ograniu Dynama Wołomin, chciał udowodnić, że nie był to przypadek. BRD miało natomiast jasno określony cel – zwyciężyć i praktycznie zapewnić sobie miejsce w pierwszej trójce na koniec sezonu.
Spotkanie rozpoczęło się od szybkiego prowadzenia gości – po dobitce piłkę do siatki skierował Paweł Naszkiewicz. Chwilę później wyrównał Serhii Shevelev, sprytnie blokując wybicie bramkarza. Mateusz Adamiec szybko jednak się zrehabilitował – kapitalnym podaniem przez całe boisko obsłużył Macieja Karczewskiego, który mocnym strzałem dał BRD prowadzenie 1:2. Końcówka pierwszej połowy to wymiana ciosów i bramki z obu stron. Do przerwy było 3:3 – wynik oddający wyrównany przebieg gry.
Po zmianie stron gospodarze zaczęli nieco lepiej, ale to BRD było skuteczniejsze. Goście szybko wyszli na prowadzenie 3:4, a następnie 3:5, kontrolując sytuację. Inter zdobył bramkę kontaktową, lecz nadzieje gospodarzy zgasił Marcin Bińko, ustalając wynik meczu na 4:6.
Kluczową postacią spotkania był bez wątpienia Mateusz Adamiec – bramkarz BRD popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami i dołożył aż trzy asysty, co jak na jego pozycję jest wyczynem wyjątkowym. Dzięki jego świetnej dyspozycji oraz skuteczności kolegów BRD zrobiło ogromny krok w stronę podium Ligi Letniej.
To miał być mecz, w którym Heavyweight Heroes spróbują odkupić winy po niespodziewanym remisie z Lisami Bez Polisy. Problem w tym, że trafili na rywala, który nie miał najmniejszej ochoty na taryfę ulgową. Iglica Warszawa pokazała pełnię swojego potencjału i po raz kolejny potwierdziła, że nieprzypadkowo jest głównym kandydatem do wygrania 7. Ligi.
Początek spotkania dawał Herosom jeszcze cień nadziei. Grali ambitnie, szukali gry kombinacyjnej i przez chwilę potrafili dotrzymać kroku faworytowi. Do przerwy przegrywali jedynie 2:3, a sam mecz wciąż wydawał się otwarty.
Po zmianie stron zobaczyliśmy jednak zupełnie inną historię – jednostronną, szybką i momentami wręcz bezlitosną. Iglica wrzuciła wyższy bieg i zaczęła systematycznie rozmontowywać defensywę przeciwnika. Jej ofensywne trio – Kacper Kubiszer, Sebastian Szczygielski i Krystian Sobierajski – siało spustoszenie przy każdej akcji. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Kubiszer, autor hat-tricka i trzech asyst, bezsprzeczny MVP tego meczu.
Herosom zabrakło przede wszystkim szybkości i lepszej organizacji w tyłach. Choć zdobyli jeszcze dwa gole, końcowy wynik 10:4 jasno pokazuje różnicę między obiema drużynami. Iglica Warszawa dominuje, pewnie zmierzając po mistrzostwo i nie pozostawiając złudzeń, kto rządzi w tej lidze.
W meczu 5. kolejki 7. ligi naprzeciw siebie stanęły drużyny z dwóch biegunów tabeli – walczące o mistrzostwo Dynamo Wołomin oraz zamykające stawkę Lisy Bez Polisy. Różnica pozycji bardzo szybko znalazła odzwierciedlenie na boisku, bo od pierwszego gwizdka to gospodarze przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami.
Dobrze konstruowane akcje zespołowe Dynamo przynosiły szybkie efekty. Wynik otworzył Michał Matyja, a chwilę później na 2:0 podwyższył Mikołaj Matera. Choć wydawało się, że kolejne gole to tylko kwestia czasu, Lisy zdobyły bramkę kontaktową – Dawid Gierada przywrócił gościom nadzieję. Dynamo odpowiedziało jednak w najlepszy możliwy sposób: jeszcze przed przerwą, po kolejnej składnej akcji, po raz drugi trafił Michał Matyja, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:1.
Po zmianie stron gospodarze kontynuowali dominację. Jakub Łukasiewicz popisał się najpierw efektownym uderzeniem z dystansu, a następnie podwyższył prowadzenie na 5:1. Niestety, w tej części meczu kontuzji doznał jeden z liderów Dynamo – Adam Domidowicz – i musiał opuścić boisko. Lisy mogły jeszcze wrócić do gry po podyktowanym rzucie karnym, lecz Piotr Plewa nie wykorzystał jedenastki. Ostatnie słowo należało do Dynamo – wynik na 6:1 ustalił Tomasz Dzięcioł.
Zwycięstwo umacnia Dynamo Wołomin w czołówce tabeli i podtrzymuje ich nadzieje na końcowy triumf. Lisy Bez Polisy wciąż pozostają bez wygranej, w oczekiwaniu na swój przełomowy moment w sezonie.
W 5. kolejce 7. ligi zmierzyły się drużyny, które dotychczasowej rywalizacji w letnich rozgrywkach nie mogą zaliczyć do szczególnie udanych – Warsaw Pistons i Niedzielni. Obie ekipy miały tego wieczoru coś do udowodnienia.
Spotkanie rozpoczęło się w dość nietypowych okolicznościach – gospodarze zaczęli mecz w osłabieniu, co od razu wykorzystali zawodnicy Niedzielnych. Daniel Czekaj szybko otworzył wynik spotkania. Po uzupełnieniu składu przez Pistons gra stała się bardziej wyrównana, jednak goście nadal byli w natarciu. Najpierw Jan Wójcik wykończył efektowną akcję zespołową, a chwilę później głową podwyższył prowadzenie na 0:3. Gospodarze starali się odpowiadać groźnymi strzałami, lecz w bramce Niedzielnych świetnie spisywał się Marcin Aksamitowski. Bliski gola z rzutu wolnego był także Kuba Rogulski, ale piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę.
Niewykorzystane sytuacje nie zniechęciły Pistons – wręcz przeciwnie. Przełamanie przyszło po bramce Kuby Rogulskiego, a chwilę później Krzysztof Chodziński zmniejszył straty. Gol Romanowskiego dał remis, a tuż przed przerwą ponownie Chodziński trafił do siatki, kompletując imponujący comeback z 0:3 na 4:3!
Po przerwie Warsaw Pistons kontynuowali świetną grę, wykorzystując chaos i narastającą frustrację w szeregach Niedzielnych. Gospodarze sukcesywnie powiększali przewagę, prowadząc w pewnym momencie aż 9:5. Choć goście w końcówce zdobyli jeszcze dwa gole, nie zdołali odrobić strat.
Mecz zakończył się wynikiem 9:7 dla Warsaw Pistons, którzy pokazali, że nawet gra w osłabieniu nie odbiera im determinacji. To był prawdziwy rollercoaster, finalnie zakończony efektownym zwycięstwem gospodarzy.







)
)
)
)
)
)
)
)