Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 11 Liga
Aktualny lider 11. ligi, FC Astana, stanął przed konkretnym wyzwaniem, mierząc się z zespołem Lisy bez Polisy. Od samego początku było widać, że lider nie zamierza zostawiać złudzeń – narzucił swoje tempo gry i praktycznie w każdym aspekcie dominował nad rywalem.
Mecz rozpoczął się pechowo dla Lisów – od samobójczego gola autorstwa Siulkowskiego. Goście jednak cierpliwie budowali kolejne akcje ofensywne i stopniowo powiększali przewagę. Lisy próbowały się odgryzać długimi podaniami do napastników, ale te próby były łatwe do zatrzymania. Do przerwy Astana prowadziła już trzema bramkami, a mimo solidnego wyniku nie myślała o zwolnieniu tempa.
Trudno wyróżnić jednego zawodnika, bo cała drużyna gości zaprezentowała świetny, zespołowy futbol – dokładne podania, wymienność pozycji i konsekwencja w grze robiły różnicę. Druga połowa wyglądała podobnie – Lisy próbowały atakować, ale brakowało im szybkości i kondycji, podczas gdy Astana grała swoje, kontrolując przebieg meczu od początku do końca.
Ostateczny wynik 9:4 na korzyść lidera nie powinien dziwić nikogo – to była zasłużona wygrana drużyny, która pewnie zmierza po mistrzostwo.
Mecz pomiędzy Shitable a Borowikami zakończył się wynikiem 8:3, choć po pierwszej połowie nic nie zapowiadało takiego scenariusza. Goście delikatnie przeważali w pierwszych 25 minutach i na przerwę schodzili z prowadzeniem 2:1, ale gra była wyrównana i żadna z drużyn nie miała wyraźnej przewagi.
Druga połowa to już zupełnie inna historia. Shitable wyszło z szatni z ogromną determinacją i kompletnie zdominowało rywali. Szybkie wyrównanie tylko podkręciło tempo, a potem oglądaliśmy prawdziwą deklasację – gospodarze całkowicie przejęli inicjatywę i nie dali przeciwnikom żadnych szans.
Największym bohaterem meczu był bez wątpienia Fedir Ivanchenko. Był absolutnie wszędzie – harował zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, a jego wkład w zwycięstwo trudno przecenić. Cztery strzelone bramki i dwie asysty mówią same za siebie – tego dnia to on był architektem sukcesu swojej drużyny.
Podsumowując, druga połowa całkowicie odmieniła obraz meczu i nie pozostawiła złudzeń – Shitable pewnie sięgnęło po komplet punktów, zwyciężając 8:3.
Mający na swoim koncie serię porażek Dżentelmeni szukali przełamania w meczu z Boiskowym Folklorem, dla którego każdy punkt jest na wagę złota. Od początku było widać duże skupienie i determinację gospodarzy, którzy chcieli zgarnąć pełną pulę.
Wynik spotkania otworzył Michał Tymoszuk, a chwilę później prowadzenie podwyższył Kacper Miriuk. Dżentelmeni odpowiedzieli trafieniem bardzo aktywnego tego dnia Michała Kurowskiego, jednak ta bramka niewiele zmieniła – Boiskowy Folklor szybko wrócił do swojej ofensywy, zdobywając kolejne gole. Do przerwy gospodarze prowadzili już 5:2, w pełni kontrolując wydarzenia na boisku.
Po zmianie stron goście szybko zdobyli bramkę, która dała im jeszcze cień nadziei na odwrócenie losów meczu. Mimo ambitnej postawy, przewaga Boiskowego Folkloru była wyraźna – gospodarze grali konsekwentnie, raz po raz zagrażając bramce rywali. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:5 na korzyść Boiskowego Folkloru, który dzięki temu zwycięstwu utrzymuje się nad strefą spadkową.
Dżentelmeni natomiast znaleźli się w bardzo trudnym położeniu – ich szanse na utrzymanie wydają się już marginalne i tylko niespodziewany zwrot akcji mógłby odwrócić ten trend.
Gospodarze byli faworytami tego spotkania i zagrali jak przystało na pretendentów do tytułu. Dość powiedzieć, że Force Fusion FC nie przegrywało ani przez chwilę, choć FC Legion UA w pierwszej połowie postawił naprawdę trudne warunki. Już w 3. minucie gospodarze otworzyli wynik – Ruslan Yakubiv trafił bezpośrednio z rzutu wolnego. Później oglądaliśmy walkę cios za cios. Obie drużyny momentami były nieskuteczne, ale gdy już złapały rytm, w ciągu 10 minut padły aż cztery gole. Za każdym razem, gdy goście doprowadzali do remisu, Force Fusion FC natychmiast odzyskiwało prowadzenie. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:2, a mimo minimalnej przewagi gospodarzy nie można było skreślać Legionu UA.
Po przerwie goście mieli kilka okazji, by wyrównać. W najlepszej z nich, z najbliższej odległości, nie zdołali jednak pokonać Volodymyra Antoshki. Z drugiej strony Ruslan Yakubiv wysłał FC Legion UA pierwszy sygnał ostrzegawczy, marnując sytuację sam na sam z Bartkiem Klimczakiem. Chwilę później gospodarze bezlitośnie rozstrzygnęli losy meczu. Force Fusion FC podkręciło tempo, strzelając trzy bramki z kontrataków, nie tracąc przy tym żadnej.
Bohaterem drugiej połowy był Ruslan Yakubiv, który dołożył dwie bramki i asystę. Warto również docenić Oleha Leshchyshyna – najpierw mocnym uderzeniem zdobył gola na 4:2, a przy trafieniu na 5:2 to właśnie jego wybicie piłki zamieniło się w asystę.
Ostatecznie Force Fusion FC wygrało 6:2 i nadal znajduje się tylko punkt za liderem. FC Legion UA musi teraz skupić się na obronie miejsca premiowanego awansem do Pucharu Ligi Fanów – strata do trzeciego Shitable wynosi już pięć punktów, a Lisy Bez Polisy i Borowiki tylko czekają na potknięcie Legionu.
W 11. lidze doszło do pojedynku dwóch ekip z dołu tabeli – ostatnie Furduncio Brasil II podejmowało Jogę Bonito. Trudno było wskazać wyraźnego faworyta, co zapowiadało emocjonujący i wyrównany pojedynek do samego końca.
Zdecydowanie lepiej spotkanie rozpoczęli zawodnicy Karola Klimaszewskiego, którzy od pierwszych minut narzucili swój styl gry. Joga prezentowała się lepiej – grali dokładniej i z większym pomysłem, a w ataku wyróżniał się Gracjan Rybiński, imponujący techniką na tle Brazylijczyków. Pomimo przewagi długo utrzymywał się wynik bezbramkowy. Gospodarze również starali się konstruować akcje, jednak brakowało im precyzji i zgrania. W końcu to goście otworzyli wynik – po świetnej akcji Rybińskiego wyszli na jednobramkowe prowadzenie, które utrzymali do przerwy.
Po zmianie stron gra nabrała rumieńców. Szczególnie Furduncio Brasil poprawiło swoją grę – stali się bardziej dokładni i zespołowi, co zaczęło przynosić zagrożenie pod bramką Patryka Wąsowskiego. W 37. minucie gospodarze wyrównali po trafieniu weterana Luciano Santany i zrobiło się 1:1. Taki rozwój wydarzeń podziałał mobilizująco na Jogę. Ponownie wyróżniał się Rybiński, który był motorem napędowym akcji ofensywnych. W 40. minucie zdobył swoją drugą bramkę, dając Jogom ponowne prowadzenie. Gospodarze do końca starali się jeszcze wyrównać, ale brakowało im cierpliwości w decydujących momentach. Warto podkreślić też świetny występ bramkarza Patryka Wąsowskiego, który kilkukrotnie ratował swój zespół.
Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie – Joga Bonito wygrała 2:1, potwierdzając swoją wyższość i pokazując determinację w walce o utrzymanie w 11. lidze. Furduncio Brasil, choć momentami pokazało niezłą jakość, musi jeszcze popracować nad zgraniem i skutecznością, jeśli chce zacząć regularnie punktować w nadchodzących kolejkach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)