reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Do pojedynku na Arenie AWF stanęły naprzeciw siebie ekipy z zupełnie odmiennymi celami na ten sezon. FC Pers był zdecydowanym faworytem, który realnie myśli o mistrzostwie. Będący po drugiej stronie WKS Bęgal ma jesienią swoje problemy, przez które walczy o wyjście ze strefy spadkowej. Bęgalczycy ostatnimi czasy mają problem z frekwencją na meczach i tak samo było w tej kolejce. Stawili się w zaledwie 6-osobowym składzie, bez zmian w starciu z wyżej notowanym rywalem. To już przed gwizdkiem zwiastowało problemy. W pierwszych minutach jednak to goście wyszli na prowadzenie za sprawą gola zdobytego przez Ernesta Iwana. Po straconej bramce FC Pers rzucił się do odrobienia straty. Pod bramką Emila Łebskiego trwało prawdziwe oblężenie, wiele strzałów udało mu się obronić, ale będąc pod takim ostrzałem, jego kapitulacja była kwestią czasu. Gospodarze najpierw wyrównali, a później wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Przeważali na boisku, a ich akcje były bardziej składne niż gości. WKS Bęgal ku zaskoczeniu zdołał na moment doprowadzić do wyniku 4:4. Kilka sekund przed przerwą gospodarze strzelili jednak kolejną bramkę, dającą im wynik 5:4 i odrobinę komfortu przed drugą częścią gry. Po zmianie stron Persowie w dalszym ciągu przeważali. Zaraz po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę stwarzali sobie dużo sytuacji, ale ich strzały mijały światło bramki. W 34 minucie podwyższyli wynik na 6:4, a minutę później Bęgal wyprowadził skuteczną kontrę, po której złapali kontakt na 6:5. Stracony gol podziałał na Persów motywująco. Emil Łebski dwoił się i troił, żeby utrzymać swoją ekipę w grze, ale na niezwykle skuteczny duet Kamol Obidov i Sharifjon Obidov to nie wystarczyło. FC Pers ostatecznie zwyciężył 11:6 i dzięki wygranej wskoczył na fotel lidera. WKS Bęgal natomiast spada na samo dno 10 ligi i wszystko wskazuje na to, że zimę spędzi w strefie spadkowej.

2
13:00

Hiszpański Galeon udowodnił, że ich reputacja jednej z najlepszych defensyw w lidze nie jest przypadkowa. Dzięki cierpliwej i skutecznej grze pokonali Gambę Veloce 4:2, przesuwając się na drugie miejsce w tabeli i spychając rywali na trzecią pozycję. Mecz rozpoczął się od bramki Strobela, który dobił strzał kolegi z zespołu. Choć Gamba szybko odpowiedziała golem Filipa Wolskiego po kontrze, ich ofensywa miała trudności ze sforsowaniem świetnie zorganizowanej defensywy Galeonu. Z drugiej strony wyróżnił się Alan Długołęcki, obrońca Gamby, który popisał się kilkoma doskonałymi interwencjami, w tym podwójną paradą na linii bramkowej. Kluczowym momentem był gol Jury Lunio, który bezpośrednio z rzutu wolnego wywalczył prowadzenie na 2:1. Decyzja, by zrezygnować z przywileju korzyści i wykonywać wolnego, okazała się (dosłownie) strzałem w dziesiątkę. Chwilę później Podgórski podwyższył na 3:1, wykorzystując trudne warunki atmosferyczne – śliską piłkę i deszcz. Strzałem z dystansu zaskoczył bramkarza Gamby. Ów golkiper, Jan Schmidt, naprawił później swój błąd i sam zapisał się w protokole, asystując przy golu Dybowskiego na 4:2. Było jednak już za późno na odwrócenie losów meczu. Gamba taktycznie "nie dojechała" – Wolski, ich lider ofensywy, zbyt często cofał się do obrony, co odbiło się na kreowaniu akcji z przodu. Hiszpański Galeon pokazał, że potrafi grać skutecznie i cierpliwie, co dało im nie tylko zwycięstwo, ale też miejsce w czołówce tabeli. Dla Gamby Veloce to mecz do zapomnienia i materiał do analizy na kolejne spotkania.

3
14:00

Zespół FC Astra bardzo dobrze rozpoczął sezon, wygrywając pięć pierwszych spotkań. W kolejnych trzech, po bardzo zaciętej walce, przegrywał jedną bramką. Bielany Legends grają natomiast w kratkę i znajdują się w środkowych rejonach tabeli. Od początku inicjatywę przejęli gospodarze, którzy w 4 minucie objęli prowadzenie. Po tej bramce ich rywale ruszyli do ataków i jeden z nich zakończył się sukcesem. Kolejne minuty to bardzo dobra gra obydwu bramkarzy, którzy w kilku sytuacjach popisali się doskonałymi interwencjami. Właśnie m.in. dzięki nim, wynik w pierwszej połowie nie uległ już zmianie i drużyny schodziły na przerwę przy stanie 1:1. Drugą połowę ponownie lepiej rozpoczęli gospodarze i po podaniu, które finalnie zamieniło się w strzał, objęli prowadzenie. To spowodowało, że prowadzący zwrócili uwagę przede wszystkim na defensywę, przez co rywale nie mieli dużo sytuacji i ciężko było im odwrócić losy potyczki. W ostatnich fragmentach goście dążąc do remisu poluzowali szyki defensywne a rywale to wykorzystali, bo tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego trafili do siatki dwukrotnie. To były ostatnie gole w tym meczu i ostatecznie FC Astra pokonała Bielany Legends 4:1. Triumfatorzy przerwali serię trzech porażek z rzędu i wrócili na zwycięską ścieżkę. Drużyna gości długimi fragmentami grała jak równy z równym, ale na końcu została z niczym.

4
15:30

W meczu pomiędzy Essing Gorillaz a Asap Vegas FC ciężko było wskazać, kto będzie faworytem i ze wszystkimi predykcjami należało się wstrzymać do rozpoczęcia meczu. Od początku to jednak goście udowodniali, kto po 50 minutach wyjedzie z Areny Grenady z kompletem punktów. Rzadko kiedy widzimy sytuację, że drużyna wygrywając zachowuje czyste konto, a ta sztuka udała się piłkarzom Asapu. Od pierwszego do ostatniego gwizdka kontrolowali przebieg meczu, neutralizując każdą akcje przeciwnika już w zarodku. Nie dali żadnego pola do manewru reprezentantom gospodarzy. Już po 25 minutach prowadzili spokojnym wynikiem 0:4, przez co nic nie wskazywało na to, że tutaj może się coś zmienić. Druga połowa była bliźniaczo podobna do pierwszej. Pełna dominacja gości. Na szczególne słowa uznania zasługuje dyspozycja Norberta Kupisza oraz Sebastiana Walczaka, którzy byli wyróżniającymi się postaciami w swojej drużynie. Ostatecznie triumfatorzy wygrali aż 0:8, wyprzedzając w tabeli swoich niedzielnych rywali.

5
18:30
( 1 : 4 )
6 : 5
Raport

W ostatnią niedzielę, w ramach rozgrywek 10 ligi, miały okazję zmierzyć się ze sobą ekipy z dołu tabeli. Były to Compatibl i MWSP. Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęli goście. Od początku byli stroną dominującą i mecz toczył się pod ich dyktando. Z przebiegu jasno wynikało, że kwestią czasu są kolejne bramki w wykonaniu MWSP. Na koniec pierwszej połowy tablica wyników wskazywała 1:4. Ten mecz jest dobitnym dowodem na to, że gra toczy się do ostatniego gwizdka. Gdy wydawało się, że drużyna Macieja Wrotniaka odniesie pewne zwycięstwo i opuści boiska przy ul. Grenady z kompletem punktów, do głosu doszli oponenci. Obraz względem poprzednich 25 minut zmienił się diametralnie, wręcz o 180 stopni. Nie dość, że przegrywający odrobili trzybramkową stratę z pierwszej połowy, to dodatkowo w ostatniej minucie meczu zdołali strzelić gola na 6:5, który dał im 3 punkty. Głównym bohaterem zespołu Compatibl był Anton Klymak, który zdobył tego dnia aż 4 bramki, tym samym znacząco przyczyniając się do triumfu swojej drużyny oraz mocno komplikując sytuację rywala, patrząc na zajmowane przez nich miejsce w tabeli.

Reklama