Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 10 Liga
WKS Bęgal w roli gospodarza podejmowali jako gości drużynę ADS Scorpions II. Gospodarze to nowa ekipa w Lidze Fanów, która ma aspiracje na awans do wyższej klasy rozgrywkowej i która pokazała w tym meczu, że będzie walczyć o "pudło". Skorpiony natomiast to niestety czerwona latarnia i każdy zdobyty przez nich punkcik jest na wagę złota. Niestety Bęgale nie pozwolili na dużo ekipie gości i dosyć mocno ich zdominowali. Bramki zdobyte w 8, 11 i 15 minucie pierwszej połowy tylko to potwierdziły. Dosyć szybkie 3-0 zdeprymowało mocno przegrywających, którzy nie byli w stanie się podnieść już do końca meczu. Skorpiony to nie są nowicjusze w naszej lidze, jednak brak zdobywanych punktów coraz bardziej negatywnie wpływa na ich losy w 10 lidze. Widać było że w tym meczu goście naprawdę chcieli zdobyć swoje 3 punkty, lecz Bęgal to były za wysokie progi na ich nogi. Pierwsza połowa którą mogliśmy oglądać to duża przewaga gospodarzy. Fajniejszy pomysł na grę, lepsze realizowanie założeń taktycznych oraz dominacja w środku pola pokazały kto rządził i dzielił w tym spotkaniu. Faktycznie może i Skorpiony trafili na 3-1 w 18 minucie, ale było to ich jedyne trafienie w premierowej odsłonie. Gospodarze podrażnieni straconą bramką trafili jeszcze dwa razy w tej połówce i wynik 5-1 do przerwy pokazał kto był lepszy tego dnia na placu boju. Druga połowa to nadal dominacja Bęgali oraz duża ilość strat Skorpionów w środku pola. W pewnym momencie gospodarze delikatnie się cofnęli i kontrolowali to spotkanie a goście ze wszystkich sił próbowali zdobyć swoje bramki. Udało im się to w 35 minucie, lecz to było wszystko na co było ich stać tego dnia. Mieliśmy więc w tym momencie wynik 5-2. Nie można oczywiście odmówić obu ekipom charakteru, obie też mocno biły się o każdą piłkę, lecz to gospodarze okazali się skuteczniejsi w tej batalii. Spotkanie zakończyło się wynikiem 5-2 dla WKS Bęgal i wydaje się, że panowie będą bić się o pudło w tym sezonie. Skorpiony natomiast muszą dużo zmienić w swoim graniu, inaczej mogą nie wyjść ze strefy spadkowej.
Wynik tego nie pokazuje, ale FC MokryWilly Cartel pokazał kawał dobrego futbolu w starciu z hegemonem 10 ligi - Deluxe Barbershop. Patrząc w tabelę nikt nie podejrzewałby, że goście przez długie fragmenty pierwszej połowy będą prowadzić (1:0, a później 2:1), by w drugiej połowie przez większość czasu przegrywać zaledwie dwoma trafieniami. Strzelanie rozpoczął Adrian Rutkowski, który wykorzystał dobre podanie Igora Mućki. Mało tego, goście po chwili mogli podwyższyć, jednak Łukasz Kobus trafił w słupek. Wtedy też wreszcie obudzili się najlepsi zawodnicy Deluxe Barbershop - Emil Hasanzada i Isa Veysov, którzy dwójkowymi akcjami rozmontowywali obronę przeciwników. W pierwszej połowie ostatecznie obaj zanotowali po 3 punkty w kanadyjczyku - Emil odnotowując hat-tricka, natomiast Isa dzięki asystom. Odsłona ta zakończyła się wynikiem 5:3, jednak mógł on być jeszcze wyższy - z jednej strony świetnie w bramce gospodarzy sprawował się Aziz Latifov, natomiast w przypadku FC MokryWilly Cartel bohaterem był Igor Mućka, który wybił piłkę z linii bramkowej. Druga połowa zaczęła się od kontaktowego trafienia gości na 5:4, więc emocji było co niemiara. Jednak gospodarze cały czas byli nieuchwytni. Za każdym razem odskakiwali na bezpieczny dystans, najpierw trafiając na 6:4 i 7:4, by potem przy wyniku 7:5 długo pilnować korzystnego rezultatu. W końcu jednak rozwiązał się worek z bramkami, gdy po 40 minucie Deluxe Barbershop wypunktował przeciwnika. Wygrana gospodarzy była jak najbardziej zasłużona, szczególnie ze względu na fantastyczny występ Emila Hasanzady. Jednak aż 6 bramek różnicy wydaje się być trochę zbyt wysokim wymiarem kary dla gości - walczyli dzielnie do ostatnich minut, ale zabrakło im skuteczności i odrobiny sportowego szczęścia.
FC Warsaw Wilanów w meczu z Kozicami musiał liczyć się z tym, że ich rywale złapali drugi oddech i po wygranej tydzień temu 10:0 będą piekielnie groźni. Od pierwszych minut akcje były konstruowane bardzo szybko, oba zespoły były w ciągłym ruchu. Goście mogli błyskawicznie otworzyć wynik, ale spudłowali z odległości 3 metrów, by chwilę później z asysty kolegi skorzystał Kamil Napora, strzelając przy słupku. Kozice ewidentnie pozytywnie zareagowali na prowadzenie, podkręcili tempo, natomiast Wilanów prowadził raczej atak pozycyjny. Kolejny napór gości w ładnej dwójkowej okazji z klepki i piłka minęła słupek rywala. Goście po raz kolejny wykreowali bardzo groźną okazję, ale w miejsce bramkarza pojawił się Pietruczuk i uchronił swoim ciałem od utraty bramki. Warto również przy tej okazji docenić dyspozycję, jaką miał Dobrowolski. Do przerwy wynik się nie zmienił, 0:1. Po zmianie trochę siadło tempo, mimo że gospodarze po przechwycie odrobili straty. Kolejne minuty to strzały z obydwu stron, jednak zdarzały się straty, mało składne akcje, które psuły widowisko. Po raz kolejny Kozice zaczęły kontrolować przebieg spotkania, szeroka ławka powodowała, że mogli biegać od pola karnego, do pola karnego. Czasami zbyt koronkowo chcieli zamknąć akcję, ale Dobrowolski były na tyle pewny siebie i wiedział jak się ustawić, że to nie robiło na nim wrażenia. W końcówce obydwa zespoły wykreowały sobie sytuacje, ale to Kozice dwukrotnie skutecznie zakończyły akcje, w których mieli mimo wszystko trochę szczęścia. Na bazie całego meczu zasługiwali w tym wypadku na komplet 3 punktów. Ostateczni Wilanów przegrał 1:3.
Chcąca pozostać w bliskim kontakcie do pierwszej dwójki zajmująca trzecią pozycję w ligowej tabeli drużyna Piwo Po Meczu FC mierzyła się z wiceliderem, który do tej pory tylko raz poniósł porażkę wygrywając pozostałe swoje mecze. Grająca bez zmian ekipa gospodarzy miała przed sobą nie lada wyzwanie, gdyż jej rywal przyszedł na to spotkanie w pełnym składzie. Mecz rozpoczął się dość spokojnie, lecz z każdą upływającą minutą zawodnicy Na2Nóżkę przyspieszali tempo chcąc szybko zmęczyć zawodników rywala, którzy „szanowali” piłkę. Defensywny styl gry gospodarza przeplatany kontratakami został przełamany dopiero w 8 minucie, a jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Wiktor Sląz. Po stracie drugiego gola Piwo Po Meczu zdołało zmniejszyć stratę, lecz do końca tej połowy rywal jeszcze dwukrotnie umieścił piłkę w siatce i na przerwę mieliśmy trzybramkową różnicę. Trzy minuty po rozpoczęciu drugiej połowy zmęczeni zawodnicy Piwa musieli dać z siebie jeszcze więcej, gdyż ich zawodnik został ukarany żółtą kartką. Zapał i determinacja, jaką prezentowali na boisku zasługuje na podziw. Grając w osłabieniu nie stracili bramki a po powrocie „kary” mieli okazję na zdobycie gola. Sztuka ta nie powiodła, a zespół N2N powiększył swoje prowadzenie. Pomimo narastającej przewagi na boisku goście stracili drugą bramkę, lecz odpowiedzieli zdobywając na cztery minuty przed końcem kolejne dwie. Kiedy było już wiadomo, że nie ma szans na odwrócenie losów spotkania, jako ostatni na listę strzelców wpisał się Jakub Królik ustalając wynik meczu. Porażka Piwo Po Meczu oddaliła ich od dwóch pierwszych miejsc i teraz muszą się skupić na obronie trzeciej pozycji w ligowej tabeli, gdyż ich przewaga nad szóstą drużyną to tylko trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)