Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 2 Liga
Niewiele zabrakło, aby do małej sensacji doszło w spotkaniu Zjednoczonej Ochoty z Saską Kępą. Zespół z Ochoty zapewnił sobie tytuł mistrzowski już w zeszłym tygodniu i teoretycznie mógł nieco odpuścić końcówkę sezonu, ale widać, że team Daniela Gałązki jest na to zbyt ambitny. Drużyna Korneliusza Troszczyńskiego trapiona problemami kadrowymi tym razem zaskoczyła i stawiła się na placu w całkiem solidnym składzie. Zjednoczona chyba nie spodziewała się takiej dyspozycji Saskiej Kępy, bo z początku to goście byli w ofensywie. Zieloni wyprowadzili dwie groźne akcje i golkiper Ochoty Aleksander Gęściak musiał ratować swój zespół przed utratą gola. Koledzy z napadu wzięli się do pracy i w 4 minucie Rafał Popis wyłożył piłkę Oskarowi Góreckiemu, a ten otworzył wynik spotkania. Saska błyskawicznie odpowiedziała golem z rzutu wolnego – Mariusz Zgórzak strzelił, a Kacper Krzyżanowski sprytnie zmienił tor lotu piłki piętą. Po tej bramce Saska Kępa zaczęła dyktować swoje warunki. Ciekawy był to obrazek, bo ekipa Korneliusza Troszczyńskiego wyglądała momentami jak za „starych, dobrych czasów”. Zjednoczona Ochota musiała srogo się napracować, aby nie stracić bramki, a mimo to w 17 minucie goście niespodziewanie wyszli na prowadzenie po golu Łukasza Kryczki. Po chwili mogłoby być nawet 1:3, ale strzał Kacpra Krzyżanowskiego sięgnął golkiper Zjednoczonej. Zamiast tego to goście zdobyli bramkę wyrównującą autorstwa Rafała Popisa. Saska Kępa nie odpuszczała i w 22 minucie Marek Kwiatkowski dośrodkował, a precyzyjnym strzałem głową popisał się Adam Zgórzak. Druga połowa rozpoczęła się od ofensywy gospodarzy i Oskar Górecki trafił w słupek. Ochota napierała, ale to Saska Kępa wykorzystała kontratak i strzałem na długi róg Marek Kwiatkowski podwyższył na 2:4. Sensacja wisiała w powietrzu, bo goście rozgrywali świetne spotkanie, ale Zjednoczona Ochota nie została mistrzem z byle powodu. Gospodarze nie raz pokazywali charakter w trudnych sytuacjach i tak było i tym razem. Poukładali grę w środku pola, przycisnęli w napadzie i zaczęli odrabiać straty. W 37 minucie trafił Rafał Popis, a do remisu doprowadził Oskar Górecki. Końcówka meczu była niezwykle emocjonująca. Saska Kępa atakowała, ale brakowało trochę szczęścia. Dwie wyśmienite okazje zmarnował Korneliusz Troszczyński, który dwukrotnie dostał długie podanie od kolegów, ale nie był w stanie opanować piłki i oddać celnego strzału. Niewiele zabrakło, aby goście dowieźli remis, ale niewzruszonym spokojem wykazał się Kamil Kuczewski, który na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem wypracował okazję strzelecką, której Oskar Górecki nie zmarnował. Powietrze zeszło z Saskiej Kępy, duet Kuczewski-Górecki dołożył jeszcze jednego gola i Zjednoczona Ochota wygrała 6:4. Mimo przegranej drużyna ze wschodniej części Warszawy pokazała się z naprawdę dobrej strony i po cichu liczymy na to, że w ostatniej kolejce będzie jeszcze lepiej.
Będące w dobrej dyspozycji w rundzie wiosennej Orzeły Stolicy stanęły w szranki z pogrążonym w delikatnym kryzysie zawodnikami Black Eagles Warszawa. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Orzełów, których ataki oglądało się z dużą satysfakcją. Dokładność podań, szybkość i pomysłowość budziły grozę w szeregach obrony Black Eagles. W pierwszym kwadransie goście zdobyli dwie bramki samemu tracąc jedną, ale z samego przebiegu gry powinni zdobyć ich więcej. Jeszcze w końcówce pierwszej odsłony w odstępie dwóch minut Szymon Pluta wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie i każdy z zawodników gości myślał, że już jest po zawodach. Inne zdanie w tej kwestii miał Olek Lewicki. Napastnik gospodarzy rozruszał całą grę ofensywną swojego zespołu. W pewnym momencie mógł zdobyć bramkę kontaktową, po tym gdy udało mu się strzelić bramkę na 2:4 podszedł do rzutu karnego. Karnego nie udało mu się wykorzystać, bo cudowną interwencją popisał się Jan Ławcewicz, a chwile po tym Orzeły znów odskoczyły na trzy bramki różnicy. Jednoosobowa armia w postaci Olka Lewickiego jednak nie dawała za wygraną i byliśmy świadkami rzeczy niespotykanej zbyt często. Olek w odstępie 2/3 minut dwukrotnie podchodził do rzutu wolnego, dwukrotnie posłał piłkę w długi róg bramki i dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Jednak to było za mało. Orzeły dowiozły prowadzenie do końca meczu i mogą cieszyć się z kolejnych 3 punktów.
Na zakończenie zmagań na arenie Światowida byliśmy świadkami bardzo ciekawego spotkania pomiędzy ekipami FC Górka oraz Warszawska Ferajna. Obie ekipy zajmują odpowiednio drugie i trzecie miejsce, bezpośrednie starcie obu drużyn mogło zdecydować o końcowej klasyfikacji na koniec sezonu. Mecz od początku przebiegał pod dyktando drużyny przyjezdnej, goście wyraźnie dominowali w ataku i w grze obronnej. Gracze z Tarchomina grając na swoim domowym obiekcie, nie potrafili odnaleźć właściwego dla siebie rytmu gry. Grali chaotycznie i często tracili piłkę. W pierwszej połowie oba zespoły długo nie potrafiły znaleźć drogi do bramki rywala. Pierwszego gola zobaczyliśmy dopiero w 17 minucie meczu, pięknym strzałem popisał się Patryk Stefaniak. Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od interweniującego obrońcy i wpadła w same okienko bramki graczy z Tarchomina. W pierwszej połowie gospodarze nie mieli wiele okazji do zdobycia bramki, a te które udało im się wypracować często kończyły się niecelnymi strzałami lub dobrze interweniował bramkarz Ferajny. W końcówce pierwszej połowy FC Górka miała jeszcze rzut rożny, niestety po fatalnie rozegranej akcji piłkę pewnie złapał goalkeeper gości i szybko wyprowadził skuteczny kontratak. Po szybkiej akcji piękną bramkę zdobywa Konrad Pietrzak. W drugiej połowie FC Górka zmieniła taktykę i do bramki wszedł Konrad Litwiniuk, gra z lotnym bramkarzem na dużym boisku przynosiła efekty. Gra gospodarzy zdecydowanie się poprawiła i to gracze z Tarchomina przejęli inicjatywę w tej części meczu. Często stwarzali sobie sytuacje, jednak brakowało wykończenia. To co nie udawało się gospodarzom, udało się graczom Kacpra Domańskiego - bramkę na 0:3 zdobył Michał Wójcik. Górka nie mając nic do stracenia otworzyła się zdecydowanie bardziej. Efektem tego była bramka, po zespołowej akcji całego zespołu piłkę do bramki skierował Marcin Godlewski i mieliśmy 1:3. Warszawska Ferajna grała mądrze i szybko dostosowała się do gry przeciwników z lotnym bramkarzem. W 41 minucie marzenia o korzystnym wyniku gospodarzom odebrał kapitan gości Kacper Domański. W samej końcówce meczu obie ekipy zdołały jeszcze strzelić po jednej bramce i spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 2:5. Górka spada na trzecie miejsce w tabeli i do ostatniej kolejki musi walczyć o podium drugiej ligi. Warszawska Ferajna przeskakuje gospodarzy w tabeli i melduje się na drugim miejscu. Ostatnia kolejka w drugiej lidze zapowiada się pasjonująco, cztery ekipy będą rywalizowały o drugie i trzecie miejsce na koniec sezonu.
Spotkanie to, gdyby nie fakt, że Explo Team dołączyło do rozgrywek od rundy wiosennej byłoby prawdopodobnie spotkaniem na szczycie. Gospodarze bowiem odkąd rozpoczęli przygodę z Ligą Fanów, w 7 meczach zdobyli 18 punktów, ulegając tylko po bardzo wyrównanym spotkaniu mistrzowi 2 ligi Zjednoczonej Ochocie. Eternis natomiast dzięki kapitalnej grze w końcówce sezonu ma realne szanse na to aby w przyszłej rundzie zagrać w wyższej klasie rozgrywkowej. Pierwsze kilkanaście minut spotkania to zmarnowane szanse z obu stron. U gospodarzy aktywny był zwłaszcza Piotr Żuk, gości standardowo napędzał Igor Petlyak w duecie z Damianem Rudym. Pierwszy cios wyprowadził Explo Team. W 15 minucie meczu po podaniu od swojego bramkarza i poprowadzeniu piłki kilka metrów gola strzałem z dystansu zdobył Piotr Żuk. Kiedy wszyscy myśleli, że do przerwy padnie tylko 1 gol, to niezawodny Petlyak doprowadził do wyrównania. W drugich 25 minutach mecz wyglądał podobnie. Bardzo dużo sytuacji podbramkowych z jednej i drugiej strony. Pierwsi na bramkę zamienili je ponownie gospodarze i ponownie Piotr Żuk. Goście bardzo szybko odpowiedzieli, a konkretnie znowu Igor Petlyak i mieliśmy 2:2. Kilka minut później Eternis wyszedł na prowadzenie, kiedy to gola zdobył Damian Rudy. Sześćdziesiąt sekund później mieliśmy już dwubramkowe prowadzenie, bo Bendkowski po podaniu świetnie dysponowanego tego dnia Pawła Oziomka pokonał Mateusza Włudarskiego. Niezbyt długo trwała radość prowadzących, bo zaraz później ich przeciwnicy złapali kontakt, znowu za sprawą Żuka. Ostatnie słowo należało jednak do gości, bo gola na 3 minuty przed końcem zdobył Ozimek przypieczętowując zwycięstwo swojej ekipy 5:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)