Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 2 Liga
East Crew z kompletem zwycięstw wydawał się murowanym faworytem do zgarnięcia kolejnych 3 pkt, ale lekceważenie FC Patriot może nikomu nie wyjść na dobre. Szczególnie, że po słabym początku sezonu goście niespodziewanie pokonali Korsarzy i wydaje się, że nareszcie wchodzą na właściwe tory. W końcu w zespole Patriotów grają dobrze obeznani z ligą i doświadczeni zawodnicy. Początek należał właśnie do zespołu gości – dwie bramki Ivana Markovycha i jedna Oleksandra Kovala wyprowadziły FC Patriot na szybkie prowadzenie. Przy stanie 0:3 można było odnieść wrażenie, że będzie łatwo i przyjemnie, a zdezorientowany po pierwszych ciosach East Crew może mieć problem z nawiązaniem rywalizacji, szczególnie w sytuacji, w której rywale powiększyliby jeszcze swoją przewagę. Tu jednak wyszło doświadczenie gospodarzy. Nie dali się rozpędzić rywalowi, uspokoili grę i gdy przetrwali ten kluczowy moment zabrali się za odrabianie strat. Najpierw świetnym strzałem z dystansu popisał się Nazar Skazko, a jeszcze przed końcem pierwszej części Marian Melnyk zdobył bramkę kontaktową i na przerwę drużyny udawały się przy stanie 2:3. W drugą część znów lepiej weszli zawodnicy Patriot, wychodząc na dwubramkowe prowadzenie. Długo East Crew nie mogło się wstrzelić i może sensacja to za mocne słowo, ale na pewno mała niespodzianka wisiała w powietrzu. Na około 5 minut przed końcem sygnał do odrabiania strat ponownie dał Nazar Skazko, a chwilę później mieliśmy już remis 4:4. Do wyrównania doszło w niecodziennych okolicznościach, bo gracz Patriotów tak niefortunnie, choć przede wszystkim niecelnie, odgrywał piłkę do swojego bramkarza, że ta minęła golkipera i wpadła do siatki. Goście rzucili się do ataków, ale wynik już do samego końca nie uległ zmianie. W pojedynku ukraińskich drużyn padł remis, choć podział punktów pewnie nikogo tu nie zadowolił.
Absolutnie najciekawsze, najbardziej zacięte i trzymające w napięciu do ostatnich sekund spotkanie miało miejsce w starciu Sante z KK Watahą Warszawa. Już od pierwszych minut z bardzo dobrej strony prezentował się Maciek Kiełpsz, którego trafienie otworzyło wynik spotkania. Jednak po stronie gospodarzy również był zawodnik, którego upilnowanie graniczyło tego wieczora z cudem. Mowa o Michale Aleksandrowiczu, który po wyłuskaniu piłki od bramkarza przeciwników doprowadził do stanu 1:1. Kolejne dwie akcje to świetny przegląd pola Bartka Salamona, którego podania otworzyły drogę do bramki odpowiednio Maćkowi Kiełpszowi oraz Jankowi Bieńkowi i mieliśmy 1:3. W odpowiedzi gracze gospodarzy przeprowadzili skuteczną kontrę, w której Tomek Kawalec wypuścił piłkę do Piotrka Bruśniaka, a ten pewnie pokonał Michała Woźniaka, skracając dystans do stanu 2:3. Goście odskoczyli w pierwszej połowie jeszcze raz na dwie bramki, gdy przy trafieniu na 2:4, piłkę na raty do bramki rywali wbijał Miłosz Czernecki. Wynik tej części starcia na 3:4, po skutecznym wykonaniu „wapna” ustalił Adrian Piórkowski. Jednobramkowe prowadzenie w tego typu starciach o niczym absolutnie nie świadczy, więc byliśmy pewni, że po zmianie stron emocje nie opadną. Mieliśmy rację. Druga połowa to istny thriller z kilkoma zwrotami akcji. Zaczęło się od bramki na 4:4 autorstwa Piotrka Kowalskiego, który po podaniu Michała Aleksandrowicza posłał piłkę, sprytnym strzałem, w samo okienko bramki! Odpowiedź Watahy była jednak błyskawiczna i bolesna, gdyż po trafieniach Maćka Kiełpsza oraz Miłosza Czerneckiego goście znów odskoczyli z wynikiem na dwie bramki, tym razem do stanu 4:6. Determinacja i wola walki po stronie Sante nie umarła, a bardzo aktywny tego dnia Michał Aleksandrowicz dwoił się i troił, aby utrzymać swój zespół w walce o punkty. To właśnie jego dwie świetne akcje otworzyły drogę do bramek, które doprowadziły do stanu 6:6. Na listę strzelców wpisywało się kolejno dwóch Piotrków: Kowalski oraz Bruśniak. Wataha jednak nie załamywała się straconymi golami i po raz kolejny za sprawą duetu Bartek Salamon i Maciek Kiełpsz zmusiła golkipera rywali do kapitulacji, a miało to miejsce po świetnej kontrze i potężnym, celnym strzale drugiego z wymienionych Panów. Czy Sante miało odpowiedź na taką akcję? Tak! Oczywiście do takich zadań tego dnia był, nie kto inny jak Michał Aleksandrowicz! Najpierw po strzale kolegi dobił toczącą się, bezpańską piłkę, doprowadzając do stanu 7:7, a następnie, po dokładnym podaniu Piotrka Kowalskiego, ku radości całej ekipy, wyprowadził Sante na pierwsze tego dnia prowadzenie 8:7! Końcówka meczu na ogół oznacza pełne skupienie, jednak czasem i nieco szczęścia, bo o takim trzeba mówić w przypadku rzutu wolnego wykonywanego przez Maćka Kiełpsza. Piłka uderzona płasko po ziemi z własnej połowy minęła chyba wszystkich graczy obu drużyn i ostatecznie wpadła do bramki obok zdezorientowanego Leszka Piotrowskiego. Mieliśmy wynik 8:8 i wszystko wskazywało na podział punktów. Wtedy jednak sprytnym podaniem do kolegi z zespołu popisał się Adam Lewandowski, a piłkę do bramki, potężnym strzałem w ostatniej minucie meczu, skierował… tak jest, Michał Aleksandrowicz ! Absolutny bohater meczu, zdobywca pięciu goli, w tym tego, który zadecydował o końcowym sukcesie Sante. Dorzucił do tego trzy asysty, a więc brał udział przy 8 z 9 trafień swojej drużyny. Mówimy to z pełną odpowiedzialnością – Sante wygrało dzięki niemu!
Niezwykłych emocji dostarczyło nam starcie Korsarzy z Virtualnym Ń. W poprzedniej kolejce jedni i drudzy musieli przełknąć gorycz porażki. Naturalną koleją rzeczy była chęć rehabilitacji i zgarnięcie kompletu punktów przez obie ekipy. Jako pierwsi cios w 4 minucie za sprawą Szymona Kolasy zadali Virtualni. Dwie kolejne minuty, to kolejne dwa sierpowe gości. Korsarze po zaledwie 6 minutach gry przegrywali już trzema bramkami i nasuwało się pytanie, czy zobaczymy w tym spotkaniu szybki nokaut. Drużyna Korsarzy nie zamierzała jednak załamywać rąk i wzięła się do odrabiania strat. Kilka minut później Loïc Bonnet ładnie przymierzył zza pola karnego i strzałem pod poprzeczkę zdobył bramkę na 1:3. Tym trafienie. natchnął wiarą w piłkarskie umiejętności swoją drużynę, która najpierw doprowadziła do remisu, a następnie na przerwę schodziła z jednobramkową przewagą. Cóż za comeback! Początek drugiej połowy był bardzo wyrównany. Zarówno Korsarze, jak i Virtualne Ń, kontynuowali ofensywne ataki, stwarzając zagrożenie pod bramką rywali. Jako pierwsi po przerwie gola zdobyli gospodarze. Po celnym uderzeniu Bonnet wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Pięć minut później odpowiedzieli goście na 6:5 za sprawą duetu Kolasa-Zych. Obie ekipy wymieniały się bramką za bramkę. Sprawiało to, że mecz był jeszcze bardziej ekscytujący. Kiedy jedna drużyna zdobywała bramkę, druga odpowiadała, utrzymując rezultat w stałej równowadze. Mecz zakończył się wynikiem 7:6, oznaczająca dla Virtualnych trzecią porażkę z rzędu, co na pewno nie napawa ich optymizmem. W zupełnie innych nastrojach mogą być Korsarze, którzy za tydzień zawalczą o fotel lidera z EAST CREW.
Mecz 2 ligi letniej pomiędzy drużynami Playboys Warszawa i Warsaw Hunters był ważnym starciem dla obu zespołów. Jedni i drudzy przed rozpoczęciem meczu mieli po 6 punktów i zajmowali sąsiednie pozycje w ligowej tabeli, co dodatkowo podgrzewało atmosferę rywalizacji. Wynik już w 2 minucie meczu otworzył Adrian Swatowski, zdobywając bramkę mocnym strzałem po ziemi z dystansu. Podrażnieni Playboysi od razu rzucili się do odrabiania strat i w ciągu kolejnej minuty aż trzykrotnie zmusili do interwencji Marka Reszczyńskiego. Mimo niepowodzeń dalej prowadzili ofensywną grę i w 6 minucie meczu Piotr Sadowski zabrał się z piłką w strefie środkowej i oddał celny strzał z dystansu tuż przy prawym słupku, nie dając szans bramkarzowi i doprowadzając do remisu. Obie ekipy przed przerwą dołożyły jeszcze po jednej bramce, przy czym gra była bardzo wyrównana i zacięta. Wynik do przerwy wynosił 2:2, co pokazywało, że żadna ze stron nie zamierzała ustąpić. W drugiej połowie Playboys Warszawa podnieśli jakość w ofensywie, a to zaowocowało zdobyciem pięciu bramek w dziesięć minut. Warsaw Hunters po obiecującej pierwszej połowie na pewno inaczej wyobrażali sobie wejście w mecz po przerwie. Gospodarze zdominowali przeciwników, ich taktyka była poukładana, a świetnie zakładany pressing skutecznie wywierał presję na gościach. Jednak w końcówce rozluźnienie w szeregach Playboysów skutecznie wykorzystali „Łowcy”, zmniejszając rozmiary porażki. Warsaw Hunters przegrywa trudny mecz, ale jesteśmy pewni, że już w przyszłym tygodniu zrobią wszystko żeby poprawić swoją sytuację w lidze. Dzięki zwycięstwu w tym meczu drużyna Playboys Warszawa zdobyła cenne 3 punkty, które pozwoliły jej umocnić się w czołówce ligowej tabeli. Jak udało nam się ustalić, w ostatnich meczach doszło do zmiany sztabu szkoleniowego. I jak widać po ostatnich wynikach - pozytywnie wpłynęło to na zawodników.
Młodzieżowcy w 4 kolejce 2 ligi letnich rozgrywek Ligi Fanów podejmowali drużynę After Wola. 2 liga w tym momencie jest bardzo wyrównana i tak naprawdę 7 a być może i 9 ekip ma szanse na awans do wyższej ligi. Każde zdobyte punkty są więc na wagę złota. Sygnał do ataku dał swoim kolegom z Młodzieżowców Michał Kowalski, który już w 2 minucie zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Mieliśmy więc na tablicy wyników 1-0 i coraz bardziej zauważalna była przewaga gospodarzy. Co prawda goście oczywiście się nie poddawali, ale to rywale byli aż o 8 trafień lepsi w tej połowie. Wspomniany na początku Michał Kowalski, ale i Adrian Krzyżański oraz Kamil Mata dzielili i rządzili w tej odsłonie meczu. Szybkie i odważne ataki, dynamiczne kontry oraz skuteczność w obronie, to wszystko decydowało o bardzo wyraźnej przewadze faworytów. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 8-0. Druga odsłona to od początku ponowna przewaga gospodarzy. Mimo tego że oponenci trafili raz do bramki rywala to widać było, że mecz jest pod kontrolą gospodarzy. Od 30 minuty i wyniku 9-1 Młodzieżowcy delikatnie spuścili z tonu, co skrzętnie zaczęła wykorzystywać ekipa z dzielnicy Wola. Zaczęli oni coraz śmielej atakować i siać większe zamieszanie w szeregach gospodarzy. W 38 minucie kibice mogli zobaczyć na tablicy wynik 10-5, co świadczyło o tym że goście są mocno rozpędzeni. Jednak After Wola nie mogli tak do końca przebić się przez szeregi obronne gospodarzy, którzy ponownie wzięli się mocno do roboty. Ze stanu 10-5 szybko zrobiło się 14-7 i gospodarze na spokojnie prowadzili "swoją" grę. Wynik ten nie zmienił się już do końca spotkania. Dzięki temu gospodarze umocnili się na 5 miejscu w lidze i coraz mocniej patrzą z nadzieją w przyszłość. Goście natomiast lądują na 7 miejscu i są tuż tuż nad miejscem spadkowym. Tak jak wspomnieliśmy na początku, 2.liga jest bardzo wyrównana i tak naprawdę może się wydarzyć jeszcze wiele na tym szczeblu rozgrywkowym. Jest to bardzo dobra informacja dla kibiców i powinna być mocno motywująca dla drużyn biorących w niej udział.







)
)
)
)
)
)
)
)
)