Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 6 Liga
Pierwsza drużyna Scorpionów miała za zadanie zaprezentować się o wiele lepiej niż „dwójka”. I miała ku temu bardzo dobre warunki, bo gdy rozbrzmiewał gwizdek na placu było jedynie… czterech przeciwników. Reszta spóźnialskich dochodziła już w trakcie spotkania. O dziwo gospodarze całkiem dobrze wytrwali w podwójnym osłabieniu i nawet próbowali stwarzać zagrożenie pod bramką rywala. Po około 4-5 minutach pojawił się piąty zawodnik, a chwilę później Popalone Styki grały już w komplecie. I wciąż utrzymywał się bezbramkowy remis! Taki stan rzeczy trwał dość długo i pierwszego gola zobaczyliśmy dopiero około 20 minuty. W tym czasie obie ekipy miały swoje szanse, nawet lepsze były Popalone Styki, ale bardzo dobrze bronił Konrad Dudek. Wracając do pierwszej bramki. W 20 minucie na prowadzenie wyszły Skorpiony, choć radość nie trwała zbyt długo, bo chwilę później mieliśmy już 1:1 i z takim rezultatem obie ekipy schodziły na przerwę. W drugiej części inicjatywę coraz częściej zaczęli przejmować gospodarze. To oni wyszli na prowadzenie 2:1, a następnie byli o krok od podwyższenia rezultatu, kiedy to piłka odbiła się jedynie od słupka. Goście byli w odwrocie i nie pomogła im nawet żółta kartka dla rywala. Co gorsza, grając w przewadze stracili dodatkowo gola na 3:1! Nadzieję na korzystny rezultat dał jeszcze Maciej Boguszewski trafiając na 3:2, ale chyba tego dnia nie dane było wygrać Skorpionom. Po faulu w polu karnym sędzia podyktował „jedenastkę” dla Styków, którą pewnie wykorzystał Krzysztof Kądzioła. Kropkę nad i postawił bramkarz gospodarzy, który zapędził się z akcją ofensywną, skutecznie ją wykańczając, co pozwoliło ustalić wynik na 5:2. Styki pokazały charakter wygrywając spotkanie pomimo takich przeciwności losu. Z drugiej strony, to ewidentnie nie był dzień Skorpionów i co by się nie działo, chyba i tak nie byliby w stanie tego meczu wygrać.
Teoretycznie faworytem tego spotkania pomiędzy FC Łazarskim a Dzikami z Lasu byli goście, jako że w dwóch pierwszych spotkaniach nie zaznali smaku porażki, a ich przeciwnicy wręcz przeciwnie – wciąż czekali na pierwsze punkty. Jednak w praktyce byliśmy pewni, że będzie to bardzo wyrównane i pełne walki spotkanie. Oba zespoły tworzą bardzo młodzi, atletyczni gracze z ogromnymi ambicjami, a do tego obie ekipy stawiły się licznie, zatem o tempo również mogliśmy być raczej spokojni. Mecz lepiej rozpoczął się dla gospodarzy, którzy po płaskim strzale na długi słupek Atahana Subutaya wyszli na prowadzenie. Odpowiedź była jednak dość szybka i piorunująca, kiedy to po strzale jednego z „Dzików” do piłki dopadł Konrad Adamczyk i potężnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans golkiperowi rywali. Ostatnie słowo w pierwszej części spotkania należało jednak do ekipy Łazarskiego, kiedy to po niepewnej interwencji bramkarza gości, piłkę do bramki skierował, po raz drugi tego dnia, Atahan Subutay i do przerwy mieliśmy wynik 2:1. Po zmianie stron oglądaliśmy sporo twardej gry, na szczęście w granicach przepisów. Do niesamowitej sytuacji doszło, gdy bramkarz Dzików z Lasu, Kacper Rozbicki, jakimś cudem zdołał wybronić silny strzał z metra. Musimy przyznać, że ta interwencja śmiało mogłaby kandydować do obrony roku! Widząc poświecenie kolegi stojącego między słupkami, do odrabiania strat wziął się duet Konrad Adamczyk & Michał Makowski. Panowie bardzo zgrabnie rozmontowali „klepką” obronę rywali, a dzieło wykończył Michał Makowski, dając swojej ekipie wyrównanie. Akcja na 2:3 to świetna decyzja arbitra, który mimo faulu puścił grę, dzięki czemu po asyście Konrada Adamczyka w korzystnej sytuacji znalazł się Tymek Kuroczko i po raz pierwszy tego dnia wyprowadził gości na prowadzenie. Gospodarze jednak zdołali jeszcze wyrównać, kiedy podaniem przez całe boisko popisał się ich bramkarz, Michał Durański, a świetnej okazji nie zmarnował Atahan Subutay, kompletując tym samym hat-tricka. Ostatnie słowo należało jednak do pierwszoplanowego aktora tego spektaklu – Konrada Adamczyka. Po niesamowitym rajdzie oraz dryblingu, na który recepty nie byli w stanie znaleźć obrońcy gospodarzy, piłka znalazła drogę do bramki, a trafienie to ustaliło wynik spotkania na 3:4. Doskonały mecz, mnóstwo emocji i komplet punktów dla Dzików z Lasu!
Historia meczów między ADP Wolską Ferajną a FC Radlerem Świętokrzyski była zdecydowanie po stronie gości. Jak wiadomo historia na boisko nie wybiega i w niedzielne po południe na boisku AWF liczyliśmy na dobre widowisko. ADP Wolska Ferajna przyszła na mecz wszystkimi swoimi siłami, goście też mieli kilka zmian, więc na braki kadrowe żadna z drużyn nie mogła narzekać. Mecz był taki, jak sobie wyobrażaliśmy, czyli wyrównany, dużo gry w środku pola, ale z czasem zarysowywała się delikatna przewaga zawodników z Woli. Nic z tego jednak nie wynikało, dobrze w bramce gości spisywał się Tomasz Niemyjski. W okolicy 15 minuty w polu karnym został sfaulowany postrach każdej defensywy Daniel Guba, ale wywalczony rzut karny to była jedyna pozytywna informacja dla tego zawodnika. Daniel z grymasem bólu udał się prosto do wykwalifikowanego medyka, który starał się udzielić pomocy na miejscu, jednak kontuzja okazała się na tyle poważna, że popularny Dida nie wrócił już na boisko. Do rzutu karnego podszedł Oskar Nieskórski, który pewnym krokiem zbliżył się do piłki, ale na wysokości zadania stanął Tomasz Niemyjski który obronił ten strzał. W pierwszej połowie nie zobaczyliśmy bramek, druga połowa również zaczęła się z delikatną przewagą ADP i pojedynczymi kontrami Radlera Świętokrzyskiego gdzie najgroźniejszy był Maciej Lis, ale i jemu nie udało się znaleźć drogi do bramki. Już wydawało nam się, że drugie spotkanie tego dnia zakończy się bezbramkowym remisem. Wtedy jednak dał o sobie znać Mateusz Nejman. Najpierw w 44 i później w 45 minucie spotkania pokonał bramkarza rywali, ustalając wynik meczu. ADP Wolska Ferajna w końcu znalazła patent na Radler Świętokrzyski i po bardzo wyrównanym spotkaniu wygrała 2:0.
Drużyna Slavic Warszawa bardzo słabo rozpoczęła jesienne zmagania na boiskach Ligi Fanów ponosząc porażki w dwóch pierwszych spotkaniach. Ich rywal, zespół Saskiej Kępy pierwsze swoje punkty zdobył tydzień temu pewnie pokonując swoich przeciwników. Mecz rozpoczął się od bardzo miłego akcentu, ponieważ pierwsze kopnięcie było wykonane przez siedmioletniego Karola - syna Korneliusza Troszczyńskiego, kapitana drużyny Saskiej Kępy. Chwilę po rozpoczęciu spotkania goście objęli prowadzenie, z którego cieszyli się tylko kilka minut. Dwie akcje zespołu gospodarzy przyniosły bramki i to właśnie oni objęli prowadzenie. Kolejne minuty to akcje z obydwu stron boiska zakończone dwoma bramkami - po jednej dla każdej drużyny. Kluczowym momentem dla losów spotkania była sytuacja z 19 minuty, kiedy to zawodnik gości obronił strzał ręką i sędzia był zmuszony pokazać mu czerwony kartonik. Gospodarze bardzo dobrze wykorzystali grę w przewadze i w pierwszej części meczu zdołali dwukrotnie pokonać bramkarza rywali. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:2 dla zespołu Slavic. W drugiej części spotkania grający w osłabieniu goście stracili kolejne dwie bramki i ich sytuacja zrobiła się bardzo trudna. Kolejne dwa trafienia były autorstwa zawodników gości, jednak szybko odpowiedzieli na nie rywale, w pełni kontrolując przebieg tego spotkania. Ostatecznie zawodnicy Slavic Warszawa wygrali 9:6 i zdobyli pierwsze punkty w tym sezonie. Zawodnicy Saskiej Kępy jedną sytuacją skomplikowali sobie drogę do zdobycia punktów w tym meczu i po raz drugi w tym sezonie schodzą z boiska jako pokonani.
Trzecią kolejkę sezonu 2022/23 zakończyliśmy starciem Perły WWA z Tornado Squad. Mecz zapowiadał się ciekawie i taki też był. Mimo późnej pory nikt nawet na moment nie myślał o powrocie do domu. Lepiej! Gdyby była możliwość rozegrania dogrywki z pewnością zawodnicy i zgromadzeni obserwatorzy skorzystaliby z takiego rozwiązania. Spotkanie mijało w ekspresowym tempie (było również rozgrywane na niezwykle wysokiej intensywności), a gdy zabrzmiał końcowy gwizdek, opuściliśmy boisko z poczuciem dobrze spędzonego czasu. W pierwszej połowie błyszczeli golkiperzy, bo mimo licznych ataków obu drużyn, oglądaliśmy tylko jedną bramkę. Autorem okazał się Oliwer Tetkowski, który płaskim strzałem z dystansu pokonał dobrze spisującego się Sebastiana Szajkowskiego. Jeszcze lepiej między słupkami zachowywał się Bartek Czajka, czyli “jedynka” Perły WWA. Na początku drugiej części meczu miał sporo szczęścia, bo od utraty gola uchronił go słupek po uderzeniu z dystansu. Później jednak nic nie mogło zatrzymać ofensywy Tornado - ani szczęście, ani obrońcy Perły. Piotrek Markiewicz przeprowadził indywidualną akcję, a swój wspaniały rajd, zakończył golem na 1:1. Niedługo później padła również druga bramka dla Tornado, dzięki czemu goście znaleźli się na prowadzeniu. W tym momencie piłkarze wrzucili szósty bieg, atakując “akcja za akcję”. Co chwila podziwialiśmy kolejne strzały, interwencje defensorów i szaloną walkę w środku pola. Jeszcze goręcej zrobiło się, gdy Tetkowski zdobył swoją drugą bramkę potężnym uderzeniem zza pola karnego. Emocje sięgały zenitu, a żadna z drużyn nie chciała zakończyć tego spotkania remisem. W samej końcówce Perła otrzymała rzut wolny, z którego nie zdecydowali się na bezpośrednie uderzenie. Tetkowski sprytnie wystawił piłkę koledze, który zdobył zwycięską bramkę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)