Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 3 Liga
Mecze jak ten między East Team a Kanonierami sprowadzają się do stwierdzenia, że „futbol dlatego jest piękny, bo jest nieprzewidywalny”. Jeśli bowiem mamy do czynienia z zespołami, gdzie jeden walczy o medale, a drugi o to, żeby się utrzymać i w drugiej połowie wynik brzmi 5:2 dla faworyta, to wszystko wydaje się być rozstrzygnięte. No właśnie – wydaje się! To starcie miało nieprawdopodobną wręcz historię, ale sprowadza się do znanego piłkarskiego powiedzenia – „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. East Team miał tutaj wszystko w swoich rękach. Mimo, że na początku spotkanie było raczej wyrównane, to z każdą minutą zarysowywała się przewaga drużyny ze Wschodu, która regularnie powiększała swoje prowadzenie i do przerwy miała bezpieczny bufor trzech goli. Kanonierzy zdawali sobie sprawę, że tę różnicę ciężko będzie zniwelować, tym bardziej, że przez 20 minut pierwszej połowy musieli sobie radzić bez zmian – dopiero wtedy na boisku pojawił się Łukasz Racis, co dało drużynie możliwość złapania oddechu. W przebiegu gry niewiele to jednak zmieniło. East Team dominował, miał mnóstwo okazji, tyle że nie potrafił zadać decydującego ciosu. I Kanonierzy powoli zaczęli to wykorzystywać. W pewnym momencie doszli oponentów na odległość tylko jednej bramki, ale gdy East Team ostudził ich zapały trafieniem na 6:4, było po meczu. A przynajmniej tak wydawało się faworytom. Ich nonszalancja w obronie spowodowała, że wynik znowu zrobił się niebezpieczny. Kanonierzy, gdzie prym wiódł Czarek Petasz, najpierw zmienili rezultat na 5:6, a potem doprowadzili do wyrównania! I wtedy zaczął się najbardziej spektakularny moment meczu. Tuż przed końcem spotkania grający daleko od własnej bramki Oliwier Dołęgowski dostał od sędziego żółtą kartkę, bo nie chcąc dopuścić do szybkiego kontrataku przeciwników, nie zamierzał oddać piłki. To oznaczało, że już do końca potyczki Kanonierzy musieli grać o jednego mniej. I gdy wszyscy myśleli, że East Team musi to wykorzystać, fatalny błąd popełnił Zhasulan Kamantay, który stracił piłkę w newralgicznej strefie i pozwolił Czarkowi Petaszowi na zdobycie zwycięskiego gola! Sztuką było w takim meczu nie zdobyć choćby jednego punktu. Gracze ze Wschodu spokojnie mogli zwyciężyć różnicą kilku goli, ale sposób w jaki rozegrali końcówkę spotkania mógłby stanowić poradnik pt. „jak przegrać wygrany mecz”. Szkoda, bo patrząc zupełnie obiektywnie – byli lepsi, natomiast nie umieli zabić spotkania, a poza tym - o ile do przodu grali przyjemnie dla oka, to defensywa wyglądała marnie. Kanonierzy to wykorzystali i chwała im, że do samego końca wierzyli w możliwość odwrócenia losów spotkania. Co prawda rywal trochę im pomógł, ale tę pomocną dłoń trzeba było potrafić wykorzystać. Oni to zrobili i po dość kiepskiej całej rundzie, taki mecz i takie zwycięstwo na pewno było dla nich mega przyjemnym akcentem na koniec piłkarskiej jesieni.
W meczu pomiędzy FC Freedom a AFC Goodfellas faworytem meczu byli goście, którzy po serii zwycięstw w ostatniej kolejce musieli uznać wyższość rywali. Gospodarze notują słaby sezon i o ligowe punkty muszą walczyć w każdym spotkaniu. Już pierwsze minuty pokazały, że goście są bardzo zdeterminowani. Dość szybko po dwójkowej akcji Maksym Hluschenko wyprowadził swój zespół na prowadzenie. FC Freedom jakby jeszcze nie weszli dobrze w spotkanie, a już musieli gonić wynik. Kilka kolejnych akcji zaczepnych gospodarzy, ale dobrze grała cała defensywa zespołu Goodfellas. W 21 minucie meczu goście wychodzą na dwubramkowe prowadzenie. Tym razem po szybkiej kontrze i akcji dwóch na jednego, goście pewnie rozgrywając piłkę pokonali bezradnego bramkarza gospodarzy. Do przerwy było 0:2 i z przebiegu meczu nic nie wskazywało na to, że gospodarze mogą w jakikolwiek sposób zagrozić oponentom. Po zmianie stron AFC Goodfellas jeszcze aktywniej zagrażali bramce przeciwników. Szczególnie niebezpieczne były ataki Kiryla Sememenko oraz Maksyma Hluschenko, którzy kilka razy zmuszali do ogromnego wysiłku bramkarza gospodarzy. Kolejne bramki były tylko kwestią czasu, gola na 0-3 płaskim strzałem zdobył Hluschenko a po kilku minutach indywidualną akcją wynik podwyższył Oleksandr Targomin. W 40 minucie piątą bramkę dla gości zanotował Sememenko, który wykorzystał rzut wolny i fatalne ustawienie zawodników w murze. W samej końcówce meczu goście jakby trochę uśpieni wysokim prowadzeniem, popełniali coraz więcej błędów. Po jednym z nich gospodarze zdobywają bramkę honorową a po chwili sędzia zakończył mecz. AFC Goodfellas zasłużenie wygrywa to spotkanie 1:5 i może dopisać sobie kolejne 3 punkty w ostatniej kolejce tej rundy.
Spotkanie Old Eagles Koło i Wierny Służewiec było starciem o środek tabeli 3 ligi. Walka o dominację w środku pola trwała w najlepsze, ale zaznaczyć trzeba że była to walka mocno fizyczna i typowo sportowa, lecz nieprzekraczająca dopuszczalnego poziomu. Pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy Wiernego. Tomasz Krzyżański wykorzystał sytuację sam na sam i goście prowadzili. Kilka minut później, po faulu przed polem karnym, arbiter spotkania podyktował rzut wolny dla gości, do piłki podszedł Adam Biegaj i bardzo mocnym strzałem nie dał żadnych szans bramkarzowi Orłów. Wierni prowadzili już 2-0 i delikatnie się cofnęli. Była to woda na młyn dla ekipy gospodarzy. Orły z osiedla Koło to ekipa mocno "charakterna", która nigdy się nie poddaje. Zaczęli więc coraz mocniej naciskać i po jednej z akcji też mieli szansę na zdobycie bramki z rzutu wolnego. Do piłki podszedł Piotr Parol i atomowym strzałem w okienko pokonał dobrze broniącego golkipera gości. Bramka kontaktowa tylko nakręciła obie ekipy i mogliśmy oglądać dobre, piłkarskie widowisko. Zmiany tempa, przerzuty i zmiany stron, udane i nieudane dryblingi, duże poświecenie w obronie - takie akcje kochają kibice. Nagle w 21 minucie Tomasz Krzyżański uruchomił ładnym podaniem bardzo aktywnego Adama Biegaja i ten drugi bez problemu pokonał golkipera rywali. Na przerwę obie ekipy schodziły więc z wynikiem 3-1 dla Wiernych. Druga połowa rozpoczęła się z wysokiego C, ponownie trwała walka o prym w środku boiska i zebrani kibicie mogli tylko się cieszyć z tego co przyszło im obserwować. Do 28 minuty wynik pozostawał nietknięty, gdy nagle padł samobój. Po zamieszaniu pod bramką Wiernych, jeden z ich zawodników niestety wbił piłkę do swojej bramki. Tak się czasami zdarza przy mocnej walce. Wierny prowadził więc już tylko 3-2 a Orzełki rzucili się do mocnych ataków. Bardzo aktywny Piotr Parol, ładnym podaniem uruchomił Pawła Lewandowskiego i ten drugi sprytnym strzałem po długim słupku zaskoczył bramkarza gości. Na tablicy wyników było więc już 3-3 i mecz zaczynał się od początku. Goście chyba trochę zaskoczeni przebiegiem spotkania coraz mocniej przegrywali środek pola, co szybko wykorzystali wyjadacze z Koła. Najpierw w 42 minucie Piotr Parol wykorzystał podanie kolegi i zdobył bramkę na 4-3, by pod sam koniec spotkania w 49 minucie przypieczętować zwycięstwo swojej ekipy bramką na 5-3. Mecz zakończył się więc takim wynikiem i był bardzo ładnym dla kibicowskiego oka spotkaniem. Nie wiadomo jakby się historia potoczyła, gdyby obecny był najlepszy strzelec Wiernego, Marcin Kowalski, wszak zdobył on przecież w tej rundzie już 20 bramek! Obie ekipy po tym spotkaniu umocniły się na swoich pozycjach w lidze i na wiosnę na pewno dostarczą nam jeszcze wielu sportowych emocji.
Opis meczu Wilanowskie Wilki – Smocza Furioza to nie będzie miłe doświadczenie dla przedstawicieli tej drugiej ekipy. Aleksander Janiszewski i spółka pewnie spodziewali się, że to spotkanie będzie dla nich bardzo trudne, ale na pewno nie przypuszczali, że skończy się tak źle. Trzeba powiedzieć sobie wprost – to była demolka. Wilanowskie Wilki przejechały się walcem po Furiozie, po czym zawróciły i przejechały się jeszcze raz. 22:0 – to wynik końcowy tej potyczki, która być może była najbardziej jednostronną, jakie widzieliśmy w ostatnim czasie. A przecież w obozie przegranych nie brakowało ludzi. Owszem, skład nie był może idealny, ale są tutaj zawodnicy, którzy wiedzą o co chodzi w piłce, tymczasem nie mieli oni tutaj nic do powiedzenia. Rywale od samego początku zastosowali pressing, błyskawicznie odbierali piłkę i kreowali własne okazje. I tak naprawdę, to gdyby zdobyli tutaj z 30 bramek, to również wielkiego zdziwienia by nie było. Ataki Smoczej Furiozy można z kolei policzyć na palcach jednej ręki. Bramkarz Wilków był kompletnie bezrobotny i być może nawet nie poczuł, że bierze udział w spotkaniu ligowym. I chyba na tym ten opis zakończymy, bo nie ma sensu znęcać się nad przegranymi. Szkoda jedynie, że w ten sposób pożegnali rundę jesienną w rozgrywkach, ale takie mecze też się zdarzają. Inna sprawa, że z tak grającymi Wilkami, problemy miałoby wiele ekip z wyższych klas rozgrywkowych. I to każe postawić pytanie, czy ta 3.liga to nie jest dla nich za nisko i czy nie tracą tutaj czasu. Bo takie spotkania jak to, chyba nikomu nie służą…
Spotkanie zamykające rundę jesienną w trzeciej lidze toczyło się pomiędzy drugą w tabeli Awanturą Warszawa, a trzecią FC Ballers. Stawka meczu była wysoka, gdyż gwarantowała spokojną zimę na fotelu wicelidera i odskoczenie od pozostałych zespołów goniących czołówkę. Mecz rozpoczął się od szybko zdobytej bramki, bo już w 2 minucie przez zawodnika gospodarzy, Vitaliy’ego Gayduchik’a. Niewielka ofensywna przewaga Ballersów na boisku nie była w stanie znacząco powiększyć prowadzenia w konfrontacji z dobrą grą defensywną Awantury. Druga bramka w tej części spotkania padła dopiero na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy i była ona autorstwa Maksima Vrublevkiya z drużyny gospodarzy, którzy na przerwę schodzili z dwubramkową przewagą i brakiem strat po własnej stronie. Dalsza odsłona meczu dawała szanse gościom na zbliżenie się do rywala, a bramka kontaktowa z 30 minuty podkręciła tempo meczu. Trzy minuty później Michał Karaś podał do Kiryla Fursaua i gospodarza znów prowadzili dwoma golami. Więcej bramek już nie oglądaliśmy. Narastające napięcie i chęć pogoni za dobrym wynikiem udzieliło się po obydwu stronach, co zaowocowało przyznanymi dwiema żółtymi kartkami. FC Ballers dzięki wygranej awansowało na drugą pozycję spychając piętro niżej swojego rywala, który musi uważać, gdyż ma tylko jeden punkt przewagi nad czwartą drużyną.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)