Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 3 Liga
Wysoka wygrana w pierwszej kolejce nad FC Kanonierzy wywalczona przez Wilanowskie Wilki stawiała tę drużynę w roli faworyta przeciwko FC Ballers, którzy również wyszli zwycięsko ze swojej pierwszej potyczki w tej rundzie, wygrywając z FC Freedom zaledwie jedną bramką. Szybko zdobyta dwubramkowa przewaga przez gospodarzy rozkręciła i tak już szybkie tempo gry. Wilanowskie Wilki, które przez większość czasu narzucały warunki gry nie potrafiły skutecznie zagrozić bramce rywala. Dopiero w piętnastej minucie, aż dwukrotnie umieścili piłkę w świątyni strzeżonej przez Maksima Linnika doprowadzając do wyrównania. Mimo, że goście dyktowali warunki, to drużyna FC Ballers zdołała wyjść na prowadzenie, którego nie oddała do końca pierwszej połowy. Tuż przed końcem tej części gry, Wilki mogły wyrównać, lecz silny strzał ich napastnika dwukrotnie obił słupek i piłka nie przekroczyła linii bramkowej. Druga odsłona tego widowiska rozpoczęła się od szybko zdobytej bramki wyrównującej i była już bardziej zacięta, a naprzemienna gra z kontry po obu stronach i poszanowanie piłki przez konkurujące zespoły rozbudzało emocje tego wydarzenia. Dalszy etap gry obfitował w podobne doznania. Szybka zmiana prowadzenia, zażarta walka o boiskową dominację oraz ambicjonalny charakter boiskowych poczynań – to zaledwie kilka określeń, którymi możemy w skromny sposób podsumować ten pasjonujący mecz. Finalnie zaledwie cztery minuty przed końcem wynik ustalił kapitalny tego dnia Borys Ostapenko, dając swojej drużynie bezcenny remis i podział punktów.
Meczem właściwie do jednej bramki okazał się pojedynek Old Eagles z ekipą Kanonierów. Goście przystąpili do meczu bez ani jednej zmiany, do tego skład był chyba zbierany na ostatnią chwilę, więc raczej zbyt wiele nie można było się po nich spodziewać. Nie było więc zaskoczeniem, że to ekipa z Koła objęła prowadzenie po golu Mariusza Żywka. Kanonierzy popełniali też trochę błędów w obronie, ale przynajmniej w pierwszej fazie meczu obyło się bez większych konsekwencji. Orzełki przeważały, miały kontrolę nad spotkaniem, Kanonierzy próbowali pojedynczych indywidualnych zrywów, ale za chwilę przy zawodnikach w czerwonych trykotach pojawiało się dwóch, trzech rywali i kończyło się zazwyczaj przejęciem piłki przez gospodarzy. Do przerwy mieliśmy zaledwie 3:0, a bramkarz Orzełków był praktycznie bezrobotny w pierwszych 25 minutach. W drugiej części właściwie obraz gry się nie zmienił. Orzełki wciąż przeważały, kreując kolejne sytuacje strzeleckie. Dopiero przy stanie 6:0 Kanonierzy oddali dwa naprawdę groźne strzały, które zmusiły do wysiłku Sebastiana Nowakowskiego. W końcu udało się gościom strzelić bramkę honorową, po wykorzystaniu sytuacji sam na sam Czarka Petasza. Na nic więcej nie było stać tego dnia ekipy Artura Baradzieja – Szczęśniaka, a końcówka to już właściwie zabawa pod polem karnym Kanonierów. Nie sposób zliczyć niewykorzystanych szans Orzełków, ale koniec końców udało im się dobić do 10 strzelonych bramek. Mecz bez większej historii, pewna wygrana Orzełków, którzy po dwóch kolejkach zajmują miejsce w czołówce, natomiast ich rywale okupują ostatnie miejsce w tabeli.
Smocza Furioza vs FC Freedom, już nazwy zespołów elektryzowały i zapowiadały ogromne emocje. Szczególnie, że obie ekipy miały coś do udowodnienia po występach w pierwszej kolejce. Pierwsze minuty to pokaz dynamiki, okrzyków, bardzo dużej motywacji ze strony kolegów będących w sektorach rezerwowych. Rozpoczęcie meczu na tak wysokich obrotach mogło w pewnym momencie odbić się brakiem tlenu - czy tak się stało? Atak na atak, kontra na kontrę. Cały czas gospodarze i ich rywale praktykowali krótki i jasny komunikat - egzekucja! Wynik meczu rozpoczął Aleks Janiszewski, który przeprowadził świetny rajd lewą flanką i huknął pod poprzeczkę. Odpowiedź była szybka, skuteczna po drugiej próbie ligowców Freedom, którzy przejęli inicjatywę i wywierali większą presję na rywalach. To było widać zarówno w sposobie konstruowania akcji, jak również tempie poruszania się po boisku. Do przerwy wynik remisowy 1:1. Po zmianie stron tempo nie ustało, wręcz odwrotnie. Początek drugiej połowy to zmasowany atak Freedom, którzy operowali piłką po murawie, grając drużynowo. To przerodziło się w akcje podbramkowe, dwukrotnie zakończone bramką. W szeregach Furiozy szybko zdołał bramką przywrócić swój zespół do gry Aleksander Janiszewski, po prostu lider. Goście jakby nie wzruszeni szybko znowu odskoczyli, ale w końcówce ewidentnie brakowało sił obydwu drużynom. Freedom cofnął się i szukał swoich szans z kontry, a gospodarze atakowali jak 'szaleni'. W końcu zdołali przełamać impas i grając w przewadze strzelili bramkę kontaktową, by w ostatniej minucie meczu wynik spotkania ustalił Gregory, który wykorzystał doskonałe podanie Janiszewskiego. To był bardzo dobre widowisko zakończone remisem 4:4. Po meczu ligowcy mimo pewnego rozczarowania koleżeńsko podziękowali sobie za solidny występ, który kosztował ich mnóstwo energii.
Spotkanie pomiędzy AFC Goodfellas a drużyną Wierny Służewiec było starciem ekip, które przegrały swoje pierwsze mecze w tym sezonie. Gospodarze to młoda ekipa, lecz mająca w swoich szeregach bardzo dobrze wyszkolonych zawodników. Natomiast Wierny Służewiec to drużyna bardzo doświadczona mająca już na swoim koncie wiele sukcesów na warszawskich boiskach. Od pierwszych minut tempo spotkania było bardzo wysokie, a optyczną przewagę zdobyli goście, którzy już po kilku pierwszych minutach gry cieszyli się z bramki. Po dokładnym podaniu Marcina Kowalskiego do piłki dobiegł Tomasz Krzyżański i mieliśmy 0:1. Autorem trafienia na 0:2 był Patryk Truszkowski. Można powiedzieć, że obie akcje były bliźniaczo podobne - świetne zachowanie napastnika w polu karnym, popularna gra na „ścianę” przynosiła pozytywne rezultaty. Kilka minut później mieliśmy już 0:3, kiedy to po kapitalnie rozegranym rzucie rożnym piłkę do bramki gospodarzy wpakował Marcin Kowalski. Gospodarze długo nie mogli dojść do siebie, często grali chaotycznie, brakowało dokładności. Dopiero w samej końcówce pierwszej połowy udało im się zdobyć bramkę na 1:3, gdy mocnym strzałem po ziemi popisał się Yan Galecki. Druga odsłona meczu zapowiadała się bardzo ciekawie. O ile o kondycję gospodarzy byliśmy spokojni o tyle Wierny z wąską ławką rezerwowych w końcówce spotkania mógł mieć wiele problemów kondycyjnych. Początki drugiej części meczu, to zdecydowane ataki młodych zawodników z Ukrainy. Obudzona z marazmu drużyna gospodarzy odnalazła swoje boiskowe DNA. Szybko odrobione straty pozwoliły realnie patrzeć na wygraną w tym meczu. Ekipa ze Służewca ewidentnie szukała swoje drugiego oddechu, ich ataki nie były już tak dokładne a co za tym idzie często brakowało wykończenia akcji. Dwa kolejne gole duetu Michaliuk - Sycheuski wyprowadziły gospodarzy na dwubramkową przewagę. W kolejnych minutach spotkania do głosu po chwili oddechu ponownie zaczęli dochodzić goście. Najpierw skuteczną „jedenastką” popisuje się Kowalski i na tablicy wyników mieliśmy 5:4. Kolejne minuty to już szalona gra ofensywna obu ekip. Bramki padały raz z jednej raz z drugiej strony boiska, obie ekipy skupiły się bardziej na grze ofensywnej często zapominając o grze w obronie. W końcówce meczu do remisu 7:7 doprowadził Piotr Gratkowski i gdy wszyscy myśleli, że spotkanie zakończy się podziałem punktów Pawel Michaliuk rozstrzyga przebieg tej rywalizacji. AFC Goodfellas w samej końcówce wygrywa to spotkanie 8:7 i zdobywa swoje pierwsze punkty w Lidze Fanów. Wierny Służewiec z zerowym dorobkiem punktowym aktualnie zajmuje miejsce w strefie spadkowej. Obserwując jednak ten mecz, wolę walki i nieustępliwość jaką prezentowali na boisku jesteśmy pewni, że zawodnicy ze Służewca pokażą na co ich stać i urwą punkty jeszcze niejednej ekipie.
Dość jednostronnym widowiskiem okazał się pojedynek East Teamu i Awantury Warszawa. Pierwsze minuty zapowiadały nam raczej wyrównane spotkanie z dużą ilością bramek. Po 8 minutach mieliśmy 1:2 po dwóch bramkach Damiana Sawickiego dla gości i Alikhana Kamaladdina dla gospodarzy. Swoja drogą w pierwszych minutach, jak i w całym meczu, z przyjemnością patrzyło się na duet Grzesiek Himkowski – Damian Sawicki. Ci dwaj zawodnicy szukali się na boisku, a ich współpraca przekuwała się na zdobycze bramkowe. Grzegorz w tym duecie był głównie asystentem, Damian egzekutorem. Mimo sytuacji z jednej i drugiej strony wynik do przerwy się nie zmienił, wciąż pozostawało 1:2. W drugiej części znów o sobie dał znać wspomniany duet Himkowski – Sawicki, gdzie ten ostatni podwyższył na 1:3. Chwilę później dostał długi przerzut od Artura Dębskiego i ani się obejrzeliśmy mieliśmy już 1:4. W 34 minucie uaktywnił się Sebastian Dominiak – wyprzedził rywala na środku boiska, odebrał mu piłkę i mocnym precyzyjnym strzałem z dystansu podwyższył prowadzenie. Następnie Sebastian Dydecki również chciał wpisać się na listę strzelców i miał ku temu świetną okazję. To on podszedł do podyktowanego dla Awantury rzutu karnego, ale pojedynek wygrał bramkarz East Teamu Takunda Saidi. Swoją drogą widzieliśmy już na BOS Cup, że ten golkiper co jak co, ale „jedenastki” potrafi bronić. Na szczęście dla niedoszłego strzelca – Sebastian zrehabilitował się dosłownie chwilę później, trafiając już do siatki z akcji. Następnie Grzesiek Himkowski z asystenta zamienił się w egzekutora – jego dwie bramki dały odpowiednio wynik 1:7 i 1:8. Awantura wrzuciła wyższy bieg i znowu druga połowa należała właśnie do gości. Gospodarze zdołali jeszcze zmniejszyć straty na 2:8, ale niewiele mogło to zmienić na boisku, gdzie rządziła Awantura, a kolejne 3 bramki tylko to potwierdziły. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:11. Awantura zagrała bardzo dobre spotkanie i znów każdy z zawodników zagrał na równym poziomie, co jak widać przekłada się na wynik. East Team musi przełknąć gorzką pigułkę, ale już za tydzień będą mieli szansę na rehabilitację.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)