reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:30
( 1 : 0 )
3 : 1
Raport

W przedmeczowej zapowiedzi typowaliśmy przełamanie Borowików. Do tej pory zawodzili, ale była nadzieja, że zaskoczą i pokonają wyżej notowanych rywali. Musiały jednak zostać spełnione dwa warunki. Po pierwsze w dobrej formie musiał być Mykola Senkiv, a po drugie trzeba było liczyć na frekwencyjne kłopoty Elitarnych. Co się okazało w niedzielę? Niestety Mykola Senkiv jest nieobecny, a gospodarze mają przewagę kadrową. Tym samym, przynajmniej na papierze, Elitarni mieli większe szanse jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. W trakcie meczu również to udowadniali, chociaż Borowiki broni ani na moment nie złożyły. Do przerwy pojedynek był piekielnie wyrównany. Obserwowaliśmy multum akcji obu ekip i fantastyczne parady bramkarzy. Finalnie to EG schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem, zdobywając tę bramkę po efektownej klepce. Początek drugiej połowy był wyjątkowo otwarty, a ilość stuprocentowych sytuacji jednej i drugiej drużyny była szokująco duża. Skuteczniejsi okazali się Elitarni, którzy zdobyli w końcu drugą bramkę - strzelcem ponownie Eljasiak. Z drugiej strony Grzybki dalej atakowały, a nagroda SuperStar dla bramkarza Gocławian - Marcina Głębockiego, była jak najbardziej zasłużona. W końcu Borowiki skupiły się w pełni na pościgu wyniku i Elitarni zdobyli trzeciego gola, wybijając piłkę golkiperowi rywali. Trafienie Ułasiuka na 3:1 można nazwać bramką pocieszenia, bo tak się ten mecz zakończył. Wychodzi na to, że skuteczna defensywa potrafi być kluczem do sukcesu.

2
10:00

Spotkanie Junaka ze Sportowymi Zakapiorami miało dwa odmienne oblicza. Obie ekipy chciały koniecznie zdobyć punkty, a od pierwszych minut na boisku oglądaliśmy sporo walki. Dobrze jednak grały obie defensywy, a bramkarze w trudnych sytuacjach świetnie interweniowali. Dopiero w dziesiątej minucie na prowadzenie wyszli goście. Po solowej akcji Łukasz Warchoł minął dwóch rywali i precyzyjnym strzałem dał prowadzenie swojej ekipie. Radość z wyniku 0:1 trwała dosłownie minutę i po kapitalnym krosie Andrzeja Groszkowskiego, Paweł Groszkowski głową zmienił kierunek piłki i nie dał szans na interwencję Patrykowi Kowalczykowi. Mieliśmy zatem remis 1:1. Junak poszedł za ciosem i po rzucie wolnym na prowadzenie ekipę z Pragi wyprowadził kapitan Krzysiek Krzewiński. Goście starali się odrobić straty, ale brakowało wykończenia akcji i często zamiast zajmować się grą mieli do siebie pretensje o zmarnowane okazje. Wynik 2:1 utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze szybko dołożyli dwa trafienia. Najpierw Yuriy Trush, a chwilę później Adam Rakowski podwyższyli wynik spotkania. Sportowe Zakapiory starali się odmienić losy meczu i groźnie atakowali. Jednak Junak mądrze się bronił i miał w bramce jak zawsze kapitalnie dysponowanego Andrzeja Groszkowskiego. Goście nie byli wstanie wykorzystać nawet okresu przewagi po karze dla gospodarzy. Do tego w końcówce po kontrze stracili piątą bramkę. Po końcowym gwizdku mieliśmy wynik 5:1 i trzeba przyznać, że w pełni zasłużony. Junak zagrał skutecznie i konsekwentnie i to dało efekty. Sportowe Zakapiory niestety mimo, że mają spory potencjał to muszą grać bardziej zespołowo. bo za dużo było gry indywidualnej, która na dłuższą metę w piłce nie przynosi efektów.

3
12:30

Pojedynek na dnie ligowej tabeli. Oba zespoły przegrały dotychczas wszystkie swoje spotkania, więc dla obu był to mecz o sześć punktów - kluczowy moment w walce o utrzymanie. Faworyta upatrywaliśmy w Orłach, między innymi ze względu na szerszą kadrę. I ta różnica faktycznie była widoczna. Gospodarze mieli niemalże dwukrotnie dłuższą ławkę, dzięki czemu ich przewaga była odczuwalna również na boisku. Dość sprawnie Szymański i Trzaskoma otworzyli wynik spotkania. Nadzieję ekipie NAF dał Zakaszewski, ale nie na długo, bo przed przerwą strzelił drugiego gola - tym razem do swojej bramki. 4:1 i drugie 25 minut? Wciąż można powalczyć. Z takim przekonaniem ruszyli reprezentanci NAF Genduś, szybko zmniejszając stratę do dwóch goli. Niestety Orły wzięły to sobie do serca i zaczęły masowe strzelanie. Znów aktywni pod bramką byli Szymański z Trzaskomą, wykorzystując błędy bramkarza rywali i doprowadzając do wyniku 7:2. Później Groszyk wykorzystał jeszcze rzut karny dla NAF-u, ale to Orły miały ambicję, by udowodnić swoją przewagę - odpowiedzieli golem z innego stałego fragmentu gry, rzutu wolnego. Pod koniec ekipy wymieniały się kolejnością strzelania goli. Na 9:3 trafił Piłczyński, na 9:4 Klimaszewski, a na 10:4 Wiśniewski. Więcej bramek w tym meczu nie oglądaliśmy, ale na ich ilość nie możemy przecież narzekać. Orły Białe wracają z nadzieją, a NAF Genduś ze sporymi kłopotami.

4
13:30

Działo się! Tsubasa przystępowała do tego meczu po serii efektownych triumfów. Decco natomiast miało w pamięci zeszłotygodniowe zamieszanie sportowo-dyscyplinarne. Obie ekipy musiały jednak zapomnieć o przeszłości i skupić się na aktualnych wydarzeniach, bo mecz ten był niezwykle istotny dla układu tabeli. Początek zdecydowanie należał do Tsubasy. Weszli w mecz z dużą energią i koncentracją, dzięki czemu szybko wyszli na prowadzenie. Najpierw Niemirski ładnie okiwał obrońcę i pokonał bramkarza Decco. Później natomiast, jeden z lepszych duetów odpowiedzialnych za kreację, czyli Wodnicki + B. Pawlak, przygotowali Rafałowi Urbanowiczowi świetną okazję do zdobycia bramki na 2:0. Później kilka ofiarnych interwencji zaprezentował bramkarz Tsubasy, Jacek Romak, ale przy uderzeniu zza pola Piotrowskiego, nie miał nic do powiedzenia. Końcówka pierwszej połowy i początek drugiej również należały do gospodarzy, co zaowocowało ładną bramką Gutkowskiego. Później jednak coś się zepsuło. Zarówno w formie drużyny wygrywającej, jak i całym wyglądzie spotkania. Zawodnikom udzieliły się emocje, posypało się kilka żółtych kartek, padło parę ostrych słów i finalnie, wyróżniający się, Wodnicki doznał kontuzji po jednym z fauli. W całym tym zamieszaniu lepiej odnaleźli się jednak gracze Decco Team. Młodzi zawodnicy przejęli inicjatywę, dzięki nieprzeciętnym umiejętnościom, ale przede wszystkim doskonałej kondycji. Udało im się zabiegać zespół Tsubasy i finalnie dokonać imponującego powrotu. Kuca, Lipka i Piotrowski wzięli sprawy w swoje ręce - były gole z bliska i uderzenia z dystansu. Ostatecznie udało im się doprowadzić do przewagi 5:3, a zagubiona taktycznie drużyna rywali nie zdołała tego wyniku odwrócić.

Reklama