Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 4 Liga
FC Bulls podejmowali w weekend Team Ivulin i choć końcowy rezultat 8:6 wskazuje na ofensywną ucztę, w samym przebiegu meczu nie brakowało także ostrej walki i solidnej dawki fizyczności.
Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla gości. Już w pierwszych minutach Team Ivulin zanotował dwa samobójcze trafienia, które ustawiły ton rywalizacji. Taki obrót spraw wyraźnie podciął skrzydła przyjezdnym, a gospodarze z zimną krwią wykorzystali okazję do powiększenia przewagi. Do przerwy FC Bulls prowadzili 4:1 i wydawało się, że kontrolują wydarzenia na boisku.
Po zmianie stron mecz nabrał jeszcze większej dynamiki. Oba zespoły postawiły na atak, a defensywy nie zawsze nadążały z reakcją. W szeregach gospodarzy błyszczał Vadym Churiukanov – autor dwóch goli i asysty – który raz po raz nękał defensywę rywali swoją aktywnością. Ważne role odegrali również Arkadii Kozenko, strzelec dwóch bramek, oraz Vladislav Serheiev, który zanotował dwie kluczowe asysty.
Team Ivulin nie zamierzał się jednak poddawać. Kapitalne zawody rozegrał Antoś Lahviniec, zdobywca hat-tricka, który robił wszystko, aby utrzymać swój zespół w grze. Choć jego determinacja i skuteczność pozwoliły gościom zmniejszyć stratę, gospodarze zachowali chłodną głowę w decydujących momentach i ostatecznie dowieźli zwycięstwo 8:6.
Dla FC Bulls to cenne trzy punkty, które budują morale zespołu. Team Ivulin natomiast musi szybko wyciągnąć wnioski, szczególnie z niefortunnego początku, który w dużej mierze przesądził o końcowym wyniku.
W swoim pierwszym meczu Boca Seniors rozbiła Bad Boys aż 11:0, natomiast Zakapiory przegrały 3:11 z Hetmanem. Logika mogłaby więc podpowiadać, że Boca łatwo ogra rywali… ale futbol nie zna tak prostych scenariuszy.
Pierwsza połowa była dość wyrównana, jeśli chodzi o sytuacje bramkowe. Ciekawostką jest, że wszystkie gole Boca padły nie po finezyjnych kombinacjach, lecz po potężnych uderzeniach z dystansu – dwukrotnie bramkarza Zakapiorów zaskoczył Łukasz Pruszyński. Goście odpowiedzieli wysokim pressingiem i błyskawiczną akcją na jeden kontakt, którą na gola zamienił Michał Obstawski.
Początek drugiej połowy to chwila chwały dla bramkarza Zakapiorów. Andrzej Groszkowski trafił bezpośrednio z własnego pola karnego – czy była to wrzutka, czy świadomy strzał pod słońce, które oślepiło Jakuba Sidora, pozostanie tajemnicą, ale na tablicy widniał już remis 2:2. Radość gości trwała jednak krótko – minutę później Dariusz Piwowarski zakończył szybką, składną akcję Boca, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 3:2.
Przez kolejne dziesięć minut spotkanie mogło potoczyć się w obie strony, ale to Boca utrzymała kontrolę. Między 40 a 44. minutą fenomenalny Adrian Wolszczak ustrzelił hat-tricka, praktycznie rozstrzygając losy meczu. Zakapiory jeszcze zmniejszyły straty, lecz to było zbyt mało, by myśleć o punktach.
Ostatecznie Boca Seniors przedłużyła swoją zwycięską serię, choć tym razem nie wszystko układało się po ich myśli. Zakapiory natomiast wciąż czekają na pierwsze punkty, ale przy takiej grze można przypuszczać, że nadejdą one bardzo szybko.
Z pierwszym gwizdkiem Hetman FC przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Ich pressing, szybkie rozegranie i skuteczność były widoczne od samego startu – już do przerwy goście prowadzili aż 5:0. To była jasna dominacja: ofensywa Hetmana wchodziła w obronę Ukraine United jak w masło, a skuteczne wykończenia Damiana Kucharczyka i Oskara Kalickiego potwierdzały różnicę klas.
Gospodarze, mimo ofensywnego nastawienia, przez większość meczu nie potrafili przebić dobrze zorganizowanej defensywy rywala. Presja Hetmana uniemożliwiała spokojne budowanie akcji i prowadziła do strat, które były bezlitośnie karane. Dopiero w 38. minucie Levandovskyi symbolicznie uratował honor swojej drużyny, a chwilę później na 6:2 trafił Dmytro Kuzmin.
Reszta meczu przebiegła pod dyktando Hetmana – drużyna kontrolowała wydarzenia, ale nie brakowało też ambicji po stronie Ukraińców, którzy próbowali gry kombinacyjnej i szukali przełamań skrzydłami. Goście jednak odpowiadali z zimną krwią – kolejne gole Folca i Kucharczyka dopełniły dzieła.
Na wyróżnienie zasługuje Filip Motyczyński, który jako rozgrywający zanotował aż cztery asysty, świetnie uruchamiając swoich snajperów. Defensywa Hetmana również spisała się na medal, minimalizując błędy i neutralizując próby rywali.
Całe spotkanie było pokazem siły, organizacji i skuteczności Hetmana. Ukraine United nie zdołał postawić realnego oporu przez większą część meczu, a końcowy wynik 2:9 dobitnie pokazał, że obie drużyny znajdują się obecnie na przeciwnych biegunach.
W meczu 2. kolejki naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny, które nie mogły zaliczyć inauguracji sezonu do udanych. Zarówno Warszawska Ferajna, jak i Bad Boys przystępowały do rywalizacji bez punktów i obie ekipy miały apetyt na pierwsze zwycięstwo.
Od pierwszego gwizdka większą determinację pokazali goście, którzy już w 5. minucie prowadzili 2:0. Najpierw Damian Borowski popisał się celnym strzałem z rzutu wolnego, a chwilę później Kacper Stępień wykorzystał podanie od Kuby Soleckiego i podwyższył wynik. Warszawska Ferajna próbowała odpowiedzieć, jednak defensywa Bad Boys nie pozwalała na wiele. Jeszcze przed przerwą duet Michał Matynia – Kuba Solecki przeprowadził składną akcję zakończoną trzecim golem. Do szatni goście schodzili więc z komfortowym prowadzeniem 3:0.
Druga część meczu rozpoczęła się od kolejnego ciosu Bad Boys. Tym razem na listę strzelców wpisał się Krystian Stępień, podwyższając na 4:0. Gdy wydawało się, że losy spotkania są już przesądzone, gospodarze pokazali charakter. W krótkim odstępie czasu bramki zdobyli Kacper Domański i Anass El Ansari, zmniejszając straty do dwóch goli i dając Ferajnie nadzieję. Niestety dla goniących, ofensywa ta nie trwała długo. Bad Boys szybko odzyskali kontrolę i narzucili swoje tempo. Kolejne dwa trafienia skutecznie ostudziły zapał rywali i pozwoliły spokojnie kontrolować przebieg meczu.
W końcówce obie drużyny zdobyły jeszcze po jednym golu, a spotkanie zakończyło się wynikiem 7:3 dla Bad Boys, którzy dopisali do swojego konta pierwsze punkty w sezonie.
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia ze strony Furduncio – już w 1. minucie wynik otworzył Hugo Chariada. Na kolejnego gola trzeba było czekać aż kwadrans, ale wydarzenia na boisku były absolutnym przeciwieństwem nudy. Obie ekipy narzuciły sobie mordercze tempo i twarde warunki gry, które utrzymały się praktycznie do samego końca spotkania. Sędzia często sięgał po gwizdek, ale były to faule wynikające z walki o piłkę, a nie ze złośliwości.
W 16. minucie Furduncio podwyższyło prowadzenie – swoje pierwsze trafienie tego dnia zaliczył Luciano Sant’Ana. Minutę później Chariada obejrzał żółtą kartkę, a BJM wykorzystało grę w przewadze – kontaktowego gola zdobył Kuba Jóźwiak. Co ciekawe, sytuacja niemal dosłownie powtórzyła się w 22. minucie – druga żółta kartka dla Chariady i znów trafienie Jóźwiaka. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 2:2.
Po zmianie stron pierwszy cios ponownie zadali Canarinhos. W 30. minucie asystował Hubert Urbanek, a drugiego gola zdobył Sant’Ana. Chwilę później Brazylijczyk popisał się kapitalnym uderzeniem niemal z połowy boiska – piłka wpadła do siatki mimo rozpaczliwej interwencji Patryka Siczka. Był to solidny kandydat do miana bramki kolejki. Furduncio odskoczyło na dwa gole, ale w 36. minucie po indywidualnej akcji Filipa Odolińskiego zrobiło się 4:3.
Riposta gospodarzy przyszła błyskawicznie – podanie Jeremiego Szymańskiego wykończył Douglas Mesquita. Choć więcej bramek już nie padło, emocje nie opuszczały kibiców do ostatniego gwizdka. Dopiero wtedy Furduncio mogło odetchnąć z ulgą i cieszyć się z kompletu punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)