Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 10 Liga
10 kolejka, 10. liga i... ponad 10 bramek. Tak rozpoczęły się niedzielne zmagania po przerwie zimowej. O godzinie 9:30 FC Alliance podejmowali drugą drużynę Awantury Warszawa.To właśnie goście lepiej weszli w mecz - głównie za sprawą duetu Księżopolski + Dydecki. Na 0:1 gola zdobył ten pierwszy, dobijając uderzenie tego drugiego! Chwilę później role się odwróciły, gdy do siatki trafił Dydecki po podaniu Księżopolskiego. Nieco gorszy początek nie zdeprymował zespołu gospodarzy. Jeszcze w pierwszej połowie zdobyli bramkę kontaktową, a także dającą wyrównanie. Poirytowani gracze Awantury za wszelką cenę chcieli wyjść na prowadzenie. Udało im się to po trafieniu Szadkowskiego, ale sytuacji było wiele więcej. O tym, że do przerwy było tylko 2:3 „zadecydował” bramkarz FCA, Paszko, który kilkukrotnie popisał się doskonałym instynktem. W drugiej części meczu emocji było równie wiele. Mistrzami główek okazali się gospodarze - na 3:3 trafił Borodin, który przyczaił się na długim słupku i zamknął dośrodkowanie kolegi z drużyny. Uderzenie Dydeckiego z daleka dało gościom prowadzenie i chwilowo onieśmieliło oba zespoły, bo najpierw FC Alliance zmarnowało stu procentową sytuację, a później Awantura Warszawa II uderzyła w poprzeczkę (po strzale spod własnego pola karnego!). Pamiętacie fragment o Borodinie i uderzeniach głową? Tak właśnie padła bramka na 4:4! O ostatecznym zwycięstwie gospodarzy zadecydowały jednak stałe fragmenty gry Stefanovicha. Najpierw uderzył w okienko bezpośrednio z rzutu wolnego, a później wkręcił z... rzutu rożnego! Kontaktowa bramka AWII nie wystarczyła, aby dogonić rywali, a mecz zakończył się zwycięstwem Alliance 6:5.
W spotkaniu 10 kolejki 10 ligi stanęły naprzeciwko siebie ekipy rezerw Borowików oraz Więcej Sprzętu Niż Talentu. Borykający się z problemami kadrowymi goście przystąpili do rywalizacji w osłabieniu. Honorowa postawa przeciwnika spowodowała, że do momentu pojawienia się wsparcia obydwie ekipy zdecydowały się na grę o jednego mniej. Mimo pozornego zmniejszenia atrakcyjności tego meczu dało się zauważyć ogromne połacie przestrzeni, które udostępniły graczom obydwu drużyn sporo możliwości. Wynik tego widowiska zmieniał się jak w kalejdoskopie. Od pierwszej bramki Folca, przez wyrównanie oraz wyjście na prowadzenie Więcej Sprzętu Niż Talentu, aż po zamknięcie pierwszej odsłony w wykonaniu Rzeczkowskiego. Druga połowa rozgrzewała postronnych obserwatorów nawet chyba jeszcze bardziej. Wyrównana rywalizacja, wielkie emocje i spektakularne bramki rozbudziły bez wątpienia wszystkich zainteresowanych oraz sprawiły, że mecz oglądało się z zapartym tchem. Niestety dla gości, zbyt krótka ławka rezerwowych okazała się przysłowiowym gwoździem do trumny. Pod koniec zawodnicy Borowików zdołali wyrwać się rywalom i uciec na bezpieczną odległość trzech bramek, której nie oddali do końca trwania zawodów. Niewątpliwie ogromny wpływ na stan rzeczy miała postawa wcześniej wymienionych Bartłomieja Folca oraz Michała Rzeczkowskiego, którzy walnie przyczynili się do zwycięstwa zdobywając razem 6 bramek i 4 asysty. Drogą podsumowania oraz z kronikarskiego obowiązku wynik to 9:5.
Niezwykle wyrównane spotkanie rozegrały ze sobą ekipy Fuszerki II oraz Polskiego Drewna. Gospodarzy stawialiśmy w roli faworyta i dość szybko nasze przewidywania zostały potwierdzone, bo już w 4 minucie Marek Malenka dostał podanie ze skrzydła i strzałem z pierwszej piłki pokonał Roberta Sadrena. Szybko zdobyty gol spowodował, że inicjatywa przeszła zdecydowanie na stronę Fuszerki i po kilku minutach rajd i podanie Janusza Nieznanego znów wykorzystał Marek Malenka. Strata drugiego oczka zadziałała jak kubeł zimnej wody na zawodników Polskiego Drewna, którzy zacieśnili obronę i atakowali coraz śmielej. Gra wyraźnie wyrównała się, obie strony bezskutecznie ostrzeliwały bramkę przeciwnika, aż w 23 minucie Paweł Szydziak zdobył gola kontaktowego dla gości. Akcję później Polskie Drewno nieco zaspało w obronie i swoje trzecie trafienie zaliczył Marek Malenka. Fuszerka w dobrych nastrojach i z pewnym prowadzeniem schodziła na przerwę, ale w drugiej połowie obraz gry zupełnie się odmienił. Polskie Drewno grało zdecydowanie żywiej i coraz skuteczniej napierało na bramkę Artura Macka. Fuszerka za to sprawiała wrażenie, jakby skończyły się jej pomysły na przebrnięcie przez obronę przeciwnika. Bohaterami drugiej połowy zostali Paweł Szydziak i Michał Trzciński. Najpierw w 35 minucie sędzia odgwizdał faul na Michale w polu karnym, który Paweł pewnym strzałem zamienił na drugą bramkę, a już minutę później był remis 3:3, kiedy Michał dośrodkował z rzutu rożnego, a pięknym strzałem głową Paweł nie dał szans bramkarzowi Fuszerki. Co ciekawe Artur Macek miał potem kilka błyskotliwych interwencji i głównie dzięki jego dyspozycji Fuszerka była w stanie dowieźć remis do ostatniego gwizdka.
Spotkanie pomiędzy drużynami FFK Oldboys II oraz FC Warsaw Wilanów miało jednego zdecydowanego faworyta. Była nim drużyna gospodarzy, która po rundzie jesiennej zajmowała pozycję lidera. Ich przeciwnik znajdował się po drugiej stronie tabeli zajmując miejsce spadkowe. Jednak już pierwsze minuty pokazały, że futbol często jest nieprzewidywalny. Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gości, którzy już w pierwszej minucie objęli prowadzenie. Chwilę później obejrzeliśmy kolejne dwa trafienia w ich wykonaniu. Gospodarze długimi fragmentami spotkania nie byli w stanie zrobić żadnej składnej akcji. Dodatkowo popełniali sporo błędów w obronie i nie może nikogo obserwującego ten mecz dziwić wynik jakim skończyła się pierwsza połowa. Szczerze przyznać trzeba, że dawno nie pamiętamy spotkania, w którym "papierowy" faworyt przegrywał do przerwy aż 0:9. W przerwie gospodarze próbowali jeszcze się pobudzić rozmowami motywacyjnymi, ale efekt nie był taki jak się tego spodziewali. Pierwsza akcja drugiej połowy to kolejna stracona przez nich bramka. Dopiero w 30 minucie Oldboysi przeprowadzili skuteczną akcję zakończoną bramką. Chwilę później zrobili to ponownie, jednak na tego gola aż czterokrotnie odpowiedzieli zawodnicy z Wilanowa. Ostanie słowo należało do gospodarzy, którzy dwukrotnie pokonali bramkarza rywali ustalając wynik na 4:14. FFK Oldboys muszą jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu i skupić się na walce o miejsce na najwyższym stopniu podium. Drużynie FC Warsaw Wilanów należą się ogromne brawa za ten mecz, a w szczególności bardzo dobrze dysponowanemu tego dnia Karolowi Kowalskiemu, który oprócz sześciu strzelonych bramek dołożył tyle samo asyst.
Do tego spotkania obydwie ekipy podchodziły z nadzieją przerwania złej passy z rundy jesiennej, którą kończyły porażkami. Zajmująca przed tym meczem przedostatnie miejsce Predica chciała przerwać złą passę sześciu porażek z rzędu oraz zrewanżować się Smokom za wysoką przegraną w ich pierwszym spotkaniu. Pierwsza część meczu okazała się bardzo wyrównana o czym świadczy wynik do przerwy 1:1. Obie ekipy naprzemiennie przeprowadzały składne akcje pod bramkami. Bramkarze obydwu drużyn nie mogli narzekać na brak zajęcia w tym meczu i głownie dzięki ich dobrym interwencjom tylko po jednym razie wyciągali piłkę z siatki. Kiedy wszyscy myśleli, że druga połowa będzie przebiegała w podobnym rytmie i scenariuszu zawodnicy gospodarzy nie pozwolili rozłożyć skrzydeł Smokom i wznieść im się wysoko. Głównie za sprawą Dominika Surackiego, który wielokrotnie asystował swoim kolegom i sam wpisał się na listę strzelców. Drużyna Gości starała się jak mogła aby nie pozwolić odskoczyć na zbyt wysoką przewagę Gospodarzą, lecz nie przynosiło to wymiernych efektów. W tej części spotkania widzieliśmy już tylko trafienia Predici i to aż pięć, które pozwoliły wygrać to spotkanie 6:1 i przerwać passę sześciu porażek z rzędu, oraz zmniejszyć stratę do wyjścia z strefy spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)