Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 10 Liga
Zmagania na Arenie Grenady w ramach czwartej kolejki rozpoczęły się od starcia zespołu Predica z Awanturą Warszawa. Po prezentowanej formie w ostatnich kolejkach można było spodziewać się wyrównanego spotkania, gdzie detale przechylałyby szalę zwycięstwa. Obie drużyny od pierwszych minut weszły bardzo dynamicznie w mecz. Pomimo wczesnej godziny styl gry obu ekip charakteryzował się szybkością oraz dużą ilością odbiorów w środkowej części boiska. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gracze gości, którzy cieszyli się po bramce Patryka Dominiaka. Zarówno goście jak i gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa i porywali się na mocno ofensywną grę. Kilka minut później Miłosz Czarnecki z użyciem balansu ciała zszedł do środka i oddał kąśliwy strzał, który bramkarz wypluł do boku, gdzie wbiegał niepilnowany Paweł Boltuc umieszczając piłkę w siatce. Jednak radość gospodarzy nie trwała długo, gdyż Dominiak przechwycił futbolówkę od jednego z defensorów Predicy, następnie oddał mocny strzał po którym piłka kozłowała i po rykoszecie zmyliła golkipera gospodarzy. Kilka chwil później Predica miała znakomitą okazję do ponownego wyrównania stanu meczu, ale piłka obiła tylko poprzeczkę. Gra toczyła się od jednego pola karnego do drugiego, ale bez większego zagrożenia dla utraty bramki. Aż do momentu, gdy Mateusz Musiński obrócił się z piłką z rywalem na plecach i pokonał pewnie bramkarza. W następnych minutach spotkania gospodarze zdecydowanie grali niepewnie i często dochodziło do strat w środku pola. Natomiast Awantura Warszawa zaczęła przejmować inicjatywę w meczu, która pozwoliła im na wykorzystanie dwóch sytuacji bramkowych i oddalenie się bezpiecznie z wynikiem od rywala. Druga połowa spotkania była już dominacją gości, którzy w swojej drużynie mieli dwóch kluczowych piłkarzy dla tego meczu. Tymi zawodnikami byli Dominiak i Giroud, których gra przysparzała rywalom nerwów. Predice udało się dwukrotnie wykorzystać momenty rozkojarzenia u rywala i zmniejszyć trochę rozmiary porażki, która po przebiegu spotkania wydawała się już pewna. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:10.
FC Alliance od początku sezonu płynie na fali bardzo dobrej formy, czego efektem był komplet punktów w trzech pierwszych kolejkach. Drugi zespół Borowików był w zupełnie odmiennej sytuacji, bowiem tylko raz opuszczał murawę z rękami uniesionymi do góry. Tym bardziej cieszyliśmy się, że to spotkanie była tak bardzo zacięte, aczkolwiek początek meczu na to nie wskazywał. Doskonale w mecz weszli goście, którzy po serii udanych akcji ofensywnych wyszli na prowadzenie 0:3. Bramki strzelali wówczas Krzysiek Strzelec, Michał Miklaszewski oraz Marcin Kurek. W pierwszej połowie na listę strzelców po stronie FC Alliance wpisał się jedynie Mykola Sadowiec, jednak i to trafienie znalazło odpowiedź w szeregach rywali w postaci bramki na 1:4 autorstwa Dawida Bilskiego, które zamknęło pierwszą odsłonę meczu. Po zmianie stron oglądaliśmy chyba jeden z najlepszych spektakli w tym sezonie, a jego głównym bohaterem był Ilya Shyla. Ten doceniany w poprzednich kolejkach zdolny gracz po raz kolejny przesądził o losach spotkania niemal w pojedynkę. Jego dwa trafienia, a także asysta, jaką obsłużył Mykolę Sadowca doprowadziły do stanu 4:4. Jego gra odwróciła także obraz potyczki, która w pierwszej połowie toczyła się zdecydowanie pod dyktando gości. Kiedy po akcji wykreowanej przez Ilyę do bramki trafił Sergii Polinkin, „Alianci" po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie. Kiedy wspomniany bohater wpisał się na listę strzelców przy bramce na 6:4, utonął w uściskach kolegów z zespołu, przekonanych, że już nikt im nie wydrze zwycięstwa. Musieli się mocno zdziwić kolejnymi minutami, gdyż po bramkach Michała Miklaszewskiego oraz Dawida Bilskiego znów był remis, tym razem 6:6! Podział punktów był już niemal pewne, kiedy do akcji wkroczył – po raz kolejny i tym razem ostatni w tej batalii – Ilya Shyla. To właśnie jego bramka na 7:6 spowodowała, że gracze FC Alliance po ostatnim gwizdku mogli nosić swojego bohatera na rękach, a całe spotkanie na długo zapadnie wszystkim uczestnikom i kibicom!
Sezon nie zaczął się zbyt pomyślnie dla gospodarzy tego meczu, czyli Fuszerki II. W pierwszych dwóch spotkaniach zanotowali dwie porażki, jednak już tydzień temu pokazali swój potencjał pokonując rywali różnicą trzech bramek. Tym razem ich rywalem była ekipa FC Warsaw Wilanów, która do tej pory nie przegrała meczu, raz zwyciężając i dwukrotnie remisując. Spotkanie miało bardzo spokojny przebieg, gdyż żaden z zespołów nie zamierzał rzucać się do szaleńczych ataków, ani tez nie stawiał na nadmierną agresję w odbiorze piłki. Trzeba wręcz przyznać, że wszystko odbywało się w duchu wzajemnego szacunku i fair-play. Uprzejmości skończyły się jednak, kiedy to po dokładnym podaniu Damiana Słojkowskiego do piłki dopadł brawurowy napastnik Fuszerki, Szymon Owczarek. Piłka po jego strzale pewnie poszybowała do bramki rywali i mieliśmy 1:0. Wynik pierwszej odsłony na 2:0 ustalił Łukasz Półchłopek, który nie zmarnował sytuacji wykreowanej podaniem Michała Sidora. Przerwa najwyraźniej dodała mocy Aleksandrowi Goc, który niemal z połowy uderzył piłkę na bramkę strzeżoną przez Piotrka Kęskę, a ten, mimo wysiłku, nie sięgnął precyzyjnie i bardzo silnie uderzonej piłki. Gracze z Wilanowa znaleźli w końcu sposób na przebicie się przez defensywę rywali, kiedy po pięknej „klepce" Kuby Świtalskiego oraz Marcina Sieradzkiego na listę strzelców wpisał się drugi z wymienionych Panów. Było to jednak trafienie na 3:1, które nie zmieniło losów meczu i gracze rezerw Fuszerki mogli świętować komplet punktów.
Mecz na szczycie - tak śmiało możemy opisać pojedynek drużyn FFK Oldboys II z Polskim Drewnem. Obydwie drużyny bardzo dobrze rozpoczęły sezon i już po pierwszych kolejkach widać, że będą walczyły o górne rejony tabeli. Stawka spotkania sprawiła, że zawodnicy na początku meczu nie forsowali tempa i bardziej niż na akcjach ofensywnych skupili się na obronie. Pod koniec pierwszych dziesięciu minut spotkania wynik meczu otworzył gracz gości, Maciej Zarod. Kilka minut później grę w przewadze jednego zawodnika wykorzystali gospodarze i doprowadzili do remisu. Pod koniec pierwszej części spotkania obydwie drużyny po razie pokonały bramkarzy swoich rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem remisowym. Na początku drugiej połowy pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Piotr Kruszyński i ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Kolejne minuty należały zdecydowanie do gości, którzy najpierw oddali strzał w poprzeczkę aby chwile później ponownie doprowadzić do remisu. Najwięcej działo się w ostatnich dziesięciu minutach spotkania, a zaczęło się od faulu na zawodniku gospodarzy, który próbował sam wymierzyć sprawiedliwość. Efektem tej sytuacji były kartki dla obydwu zawodników - faulujący za swój atak dostał żółtą kartkę a nadpobudliwy gracz gości czerwony kartonik. Grę w pomniejszonych składach lepiej wykorzystali Oldboysi, którzy dwukrotnie pokonali bramkarza rywali. Goście grający końcowe minuty w przewadze jednego zawodnika w krótkim odstępie czasowym doprowadzili do wyrównania. Ostatnie słowo należało jednak do grających w osłabieniu gospodarzy, którzy za sprawą najlepszego na boisku Vitaliia Yakovenko strzelili zwycięską bramkę w tym spotkaniu. Chwilę po strzelonej bramce znowu było gorąco na boisku i sędzia zmuszony był pokazać jeszcze trzy żółte kartki. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6-5 dla FFK Oldboys II, dzięki czemu przeskoczyli w tabeli swoich rywali. Drużyna Polskiego Drewna może być po meczu bardzo rozczarowana, ponieważ zwycięstwo pod koniec spotkania mieli na wyciągniecie ręki, ale z tej okazji nie skorzystali.
Gospodarze, czyli Wólczańskie Smoki, w poprzedni weekend złapali wiatr w żagle po emocjonującym meczu, zakończonym po ich myśli. FC Jordanek póki co walczy, jak potrafi, ale jeszcze, póki co, punktów nie zdobył. Od początku spotkania lepiej prezentowali się gracze Smoków, jednak w pierwszych kilku minutach nie byli w stanie tego przekuć na bramkę. Udało się to jednak Mateuszowi Nagrabie, który otworzył wynik spotkania skutecznym wykonaniem rzutu karnego. Pięć minut później dobrym instynktem łowcy wykazał się Krzysiek Roguski, który przejął niefrasobliwie prowadzoną piłkę przez rywali i podał celnie do Daniela Filipowicza, a ten pewnie podwyższył na 2:0. Ten zawodnik był autorem trafienia na 3:0, kiedy po kolejnym nieporozumieniu w bloku defensywnym rywali dostał podanie od kolegi z pomocy i wpisał się na listę strzelców. Chwilę później ładnym crossem popisał się Sebastian Uzarski, a dobrego podania nie zmarnował Adrian Piórkowski i mieliśmy już 4:0. W ostatniej minucie pierwszej połowy bramkę dla gości, po ładnym, prostopadłym podaniu Jana Wojtyczka, zdobył Staszek Herman, ustalając wynik tej części gry na 4:1. Zmiana stron to napór ekipy Wólczańskich Smoków, sporo niedokładności w wykończeniu i ofiarna obrona Jordanka. Goście niespecjalnie potrafili znaleźć sposób na rozbicie obrony gospodarzy, a sami jeszcze dwukrotnie dali się ograć napastnikom Smoków. Trafienia na 5:1 i 6:1 były dziełem – odpowiednio: Mateusza Nagraby oraz Janka Grzybowskiego. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:1 i raczej uczciwie odzwierciedlał on sytuację z boiska.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)