Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 11 Liga
Ostatni czas nie był łaskawy zarówno dla Furduncio, jak i Borowików. Brazylijczykom właściwie od samego początku nie idzie najlepiej, jako jedyna drużyna z ligi nie mieli jeszcze punktu na swoim koncie, a po ostatniej wysokiej porażce z Force Fusion, pojawiły się głosy, że jednak przeskok z 13 ligi to zdecydowanie za wysoko. Morale zatem przed tym starciem nie były najwyższe, ale i rywal borykał się ze sporymi problemami. Po czterech meczach miał komplet 12 punktów na koncie, ale od tego momentu coś się zacięło i z pierwszego miejsca spadli na piątą lokatę. Oba teamy chciały się zatem przełamać i początkowo bliżsi celu byli gracze Borowików. Już w 4 minucie wynik otworzył Daniel Władek, ale im dalej w mecz, tym stawał się on coraz bardziej wyrównany. Kolejną bramkę zobaczyliśmy dopiero w 15 minucie, gdy Donnie Williams doprowadził do wyrównania. Chwilę później Brazylijczycy strzelili drugą bramkę, ale sędzia jej nie uznał – napastnik przy strzale wykonał wślizg. Jednak co się odwlecze… Przed końcem pierwszej części Carlitos Moreira dał Furduncio upragnione prowadzenie. W drugiej części Borowiki zagrały bardziej ofensywnie, z wysoko wysuniętym bramkarzem, który miał stworzyć przewagę. I tak też było, bo Furduncio musiało się cofnąć i taki wariant gry rywala, był dla nich mocno niewygodny. Do czasu, gdy golkiper Borowików stracił piłkę w środku boiska, a Brazylijczycy z zimną krwią wykorzystali dogodną okazję. Nominalni goście musieli jeszcze bardziej się otworzyć, a przeciwnik skutecznie to wykorzystał, dorzucając kolejne dwa gole. Dopiero w końcówce Borowiki odpowiedziały dwoma trafieniami, ale było już za późno, by jeszcze cokolwiek ugrać w tym spotkaniu. Tym samym Brazylijczycy, zasłużenie wygrywają po raz pierwszy w sezonie, natomiast Borowiki zaliczyły czwartą porażkę z rzędu. Ale jeżeli z dziesięciu anonsowanych do gry zawodników pojawia się jedynie siedmiu, nawet z ostatnią drużyną w tabeli można mieć problemy.
Pojedynek Force Fusion z Shitable był hitem tej serii gier w 11 lidze. Lider podejmował trzecią drużynę w tabeli, a pomiędzy tymi zespołami było jedynie 3 punkty różnicy. Nominalni goście zagrali bez Stanislaua Krayeuskiego, co wydawało się sporym osłabieniem, ale na boisku nie było tego widać. Od samego początku mecz był wyrównany, widać było, że drużyny podeszły do spotkania maksymalnie skoncentrowane. Było sporo męskiej walki i mnóstwo zaangażowania. Na pierwszego gola czekaliśmy do 9 minuty, kiedy to z rzutu wolnego trafił Alex Kochonen. Potem znów przed dłuższy czas znów mieliśmy strzelecki impas, gdzie żadna ze stron nie mogła znaleźć drogi do siatki. Początkowo jedynym skutecznym sposobem na zdobycie gola okazały się stałe fragmenty. Volodymyr Klodnytskyi, wykorzystał podanie z autu od Aleksandra Marzana i doprowadził do remisu. Force Fusion nie cieszyło się z takiego stanu rzeczy zbyt długo, bo tuż przed przerwą piłkę do siatki skierował Yehor Holubko. Pierwsza część, pomimo dość wyrównanej walki, należała więc do Shitable. Po zmianie stron znów Volodymyr Klodnytskyi dał swojej drużynie remis. I ponownie Shitable odpowiedziało w najlepszy możliwy sposób. Chłopaki poszli za ciosem i Yehor Holubko wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Gospodarze szukali swoich szans i trzeba przyznać, że kilkukrotnie mieli okazję do zmiany wyniku, ale szwankowała skuteczność. Jeszcze na parę minut przed końcem Force Fusion zdobyło bramkę kontaktową, ale pomimo usilnych starań, zabrakło czasu na wywalczenie korzystnego rezultatu. Ostatecznie Shitable wygrywa 3:4 i wskakuje na drugie miejsce. Na pewno z tego meczu można wyróżnić Alexa Kochonena, który sprawiał spore trudności formacji defensywnej rywala czy Yehora Holubko, który również zagrał świetne zawody. Do tego cała drużyna Shitable spisała się bardzo dobrze w defensywie. Force Fusion zagrało chyba trochę poniżej swoich możliwości i bez wątpienia rewanż na wiosnę zapowiada się na równie ciekawe spotkanie.
Boiskowy Folklor do tej pory zdobył tylko trzy punkty i zajmuje miejsce w strefie spadkowej. O wiele lepiej idzie ich rywalom, zespołowi Lisy Bez Polisy, którzy w swoim dorobku mieli 10 punktów. Od początku spotkanie było bardzo wyrównane i żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu w defensywie. Przez to sytuacji bramkowych nie mieliśmy zbyt dużo a wynik długo nie ulegał zmianie. Pierwsi drogę piłki do bramki znaleźli gospodarze, którzy w 13 minucie objęli prowadzenie. Chwilę później zawodnik tej drużyny otrzymał żółty kartonik, jednak gry w przewadze nie wykorzystali rywale. Grając już w pełnych składach, zespół Lisów dopiął swego i strzelając bramkę ustalił wynik pierwszej połowy na 1:1. Drugą połowę lepiej rozpoczęli goście, którzy szybko wyrobili sobie gola przewagi. Doskonałą szansę na podwyższenie mieli chwilę później, ale ponownie nie wykorzystali okoliczności, w których mieli zawodnika więcej. W ostatnich minutach inicjatywa przeszła na stronę osiągnęli Folkloru. Najpierw nie wykorzystali rzutu karnego a następnie piłka po ich strzale wylądowała na słupku. W zdobyciu bramki wyręczył ich ostatecznie zawodnik przeciwników, który pokonując swojego golkipera ustalił rezultat na 2:2. Uczciwie trzeba przyznać, że Boiskowy Folklor oraz Lisy Bez Polisy stoczyły między sobą bardzo wyrównany pojedynek i remis jest jak najbardziej zasłużony.
Choć murowanym faworytem tego spotkania była FC Astana, to boisko szybko zweryfikowało ten pogląd na niekorzyść gospodarzy i musieli się oni srogo napracować, aby ostatecznie zgarnąć trzy punkty. Zaczęło się dość zaskakująco, bo w 6 minucie Dżentelmeni objęli prowadzenie – bramkarz Astany niedokładnie podał podczas rozegrania, piłka wpadła pod nogi Michała Krukowskiego, a ten nie dał szans Daniyarowi Seidakhmetowi. Wyrównanie przyszło dopiero w 17 minucie, głownie za sprawą świetnej dyspozycji golkipera Dżentelmenów Łukasza Więckowskiego, ale i blok defensywny gości spisywał się całkiem nieźle. Mimo to chwila braku koncentracji skończyła się dwoma ciosami i po golach Aidyna Yessaly i Darkana Nurkassyma gospodarze prowadzili 2:1. Wynik ten nie utrzymał się i jeszcze przed przerwą Karol Oleszczuk dostał prezent w postaci rzutu karnego, który potężnym strzałem zamienił na gola. W ostatniej akcji pierwszej połowy Łukasz Więckowski fatalnie wybił piłkę i znalazł się w sytuacji jeden na jednego, ale cudem obronił strzał napastnika Astany i sędzia odgwizdał przerwę przy wyniku 2:2. Gra gości wyglądała naprawdę obiecująco, za to czegoś wyraźnie brakowało w szeregach gospodarzy, ale po zmianie stron inicjatywa powoli przechodziła na stronę Astany. Już w 26 minucie na 3:2 trafił Nurlykhan Yessenzhan, a chwilę później podwyższył Nikita Galenchenko. W 33 na 4:3 trafił Gabriel Francini, ale Astana dość szybko odpowiedziała golem Aidynbeka Adalbeka. Michał Krukowski strzelił na 5:4 i znów gospodarze zripostowali, a na protokole zapisał się Bakbergen Yeletan. Dżentelmenom nie zabrakło w tym meczu ani ducha walki, ani determinacji i gonili wynik praktycznie do samego końca. Konstruowali dużo ładnych, dynamicznych i zespołowych akcji, i naprawdę niewiele zabrakło, aby doprowadzili do remisu. W 49 minucie na 6:5 trafił Gabriel Francini, a zawodnicy Astany musieli pozostać czujni do ostatniego gwizdka, ale ostatecznie cieszyli się z wywalczonych trzech punktów. Mimo przegranej ekipa Karola Oleszczuka pokazała się z bardzo dobrej strony i jeśli uda się utrzymać taką formę, to przyszłość może wyglądać dużo lepiej.
Będący ostatnio w bardzo dobrej formie FC Legion UA, stanął do rywalizacji z przetrzebioną w kryzysie Jogą Bonito. Faworyt tego meczu był dość oczywisty i szybko potwierdziło się to na boisku. Gospodarze dużo lepiej operowali piłką, ich akcje były bardziej płynne i znalazło to odzwierciedlenie w bramkach, bo w samej pierwszej połowie FC Legion UA aż pięć razy cieszył się z gola i nie było to żadnym zaskoczeniem. Goście w premierowej odsłonie zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem i to w dodatku samobójczym, bo piłkę do własnej siatki skierował Mikalai Filimonau. Druga połowa nie zmieniła ani trochę obrazu gry. To faworyci stwarzali sobie okazje do zdobyczy bramkowych, a największe zagrożenie siał duet Dima Vysotskyi - Mikalai Filimonau. Ten pierwszy ustrzelił aż 4 bramki, a drugi dodał do tego 4 asysty. Mecz zakończył się wynikiem 9:2 dla gospodarzy, co sprawiło, że walka tego zespołu o awans, może tylko nabrać rozpędu, bo ich gra może się podobać. Z kolei Joga Bonito musi do rundy rewanżowej przygotować się najlepiej jak potrafi, być może trzeba też pomyśleć o jakichś transferach, bo widmo spadku zagląda im w oczy coraz głębiej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)