Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 10 Liga
W niedzielne poranek na boisku A.D.S. Scorpion's II podejmował FC Mokrywilly Cartel. Gospodarze czyli ostatnia drużyna w tabeli, podejmowała zespół znajdujący się tuż nad strefą spadkową. Od samego początku meczu było wiadome, że to A.D.S. Scorpion's II będą musieli wejść na swój najwyższy poziom, aby zdobyć choćby punkt w tym meczu. Początek spotkania należał właśnie do gospodarzy, którzy stworzyli kilka dobrych sytuacji i już na początku objęli prowadzenie po dobitce Dominika Dedka. Chwilę później Olek Markowski zdobył drugiego gola dla swojej drużyny, pokonując bramkarza sprytnym i silnym strzale po ziemi. Wydawało się, że gospodarze kontrolują przebieg gry i są bliżej zwycięstwa. Niestety dla nich, Mokrywilly szybko odpowiedział na stratę dwóch bramek i w 15 minucie meczu goście zdołali zdobyć kontaktowego gola po strzale Bartosza Kisielewskiego. To trafienie zmotywowało gości, którzy zaczęli grać z większą determinacją i zaangażowaniem. Kilka minut później udało im się wyrównać wynik po trafieniu Łukasza Kobusa, który zdołał wykorzystać rzut wolny. Od tego momentu to goście przejęli inicjatywę i zdecydowanie zaczęli dominować na boisku, dokumentując to kolejnymi trafieniami. Jeszcze przed przerwą goście dokładają 3 bramki i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 2:5. W drugiej połowie to już Mokrywilly Cartel zdecydowanie narzucił swoje warunki gry. Szybko padające bramki mocno podcięły skrzydła młodym zawodnikom gospodarzy. Gdy wynik był wysoki, popularne "Skorpiony" nie podejmowały już walki i wydawały się być pogodzeni z porażką. Goście natomiast zyskali jeszcze większą pewność siebie i kontynuowali ofensywną grę, która przyniosła im kolejne bramki. W końcowej fazie meczu FC Mokrywilly Cartel strzelili pięć goli, w tym jeden po indywidualnej akcji Adriana Rutkowskiego. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:14 na korzyść Mokrywilly Cartel. Goście zdominowali drugą połowę, prezentując lepszą grę i wykorzystując swoje szanse. Gospodarze natomiast mieli problemy z utrzymaniem piłki w posiadaniu i nie wykorzystywali swoich okazji, zwłaszcza w pierwszej połowie. Warto wspomnieć o duecie Łukasz Kobus i Mateusz Mućka z drużyny gości, którzy odegrali w tym meczu szczególną rolę. To oni tworzyli większość akcji ofensywnych i stanowili największe zagrożenie dla bramki przeciwnika. A.D.S. Scorpion's II może jedynie żałować niewykorzystanych okazji i koncentrować się na poprawieniu swojej gry przed kolejnymi meczami, ponieważ ta porażka utrudniła im jeszcze bardziej walkę o utrzymanie w lidze.
Przed tym spotkaniem można było łatwo obstawić, że faworytem na papierze jest Na2Nóżkę. Przerwę pomiędzy rundami przezimowali na pewnym drugim stopniu podium. Za to ich rywal WKS Bęgal z dorobkiem zaledwie 9 punktów mógł obawiać się tej potyczki. Mecz rozpoczął się zgodnie z założeniami gospodarzy. Po faulu już w pierwszej akcji, karnego wykorzystał bramkarz Aleksander Sordyl i otworzył wynik spotkania. Kolejną świetną bramkę strzelił Patryk Opęchowski bezpośrednio z rzutu wolnego i wyrównał na 1:1. Na uwagę w pierwszej części spotkania zasługuje na pewno kolejny gol bramkarza gospodarzy Sordyla, który strzelił bramkę… bezpośrednio ze swojej połowy. Do końca pierwszej połowy sytuacja wyglądała podobnie. N2N strzelało, a WKS starał się gonić. Wynik do przerwy wyniósł 5:3. Druga część spotkania również obfitowała w niespodzianki. Strzelone gole przez bramkarza nie były jedyną nietypową sytuacją w tym meczu. Strzelali też zawodnicy z pola, tylko, że… do swojej bramki. Niechlubnego hat-tricka zanotował Artur Szawerdak co finalnie na pewno pomogło wygrać gościom. Wynik końcowy wyniósł 5:7 i WKS Bęgal zdobył 3 punkty. Na wyróżnienie u zwycięzców zasługuje Ernest Iwan, który zdobył MVP 10. kolejki i dołożył swoją cegiełkę do zdobycia 3 oczek. Dzięki temu spotkaniu WKS Bęgal awansował o jedno miejsce w tabeli. Sytuacja u gospodarzy pozostała bez zmian.
Brak porażki przez całą pierwszą rundę? Tak, to możliwe. Deluxe Barbershop, czyli fenomen 10 ligi idzie jak burza, pokonując co tydzień kolejnych rywali. W miniony weekend przyszło im się mierzyć z aspirującym do walki o podium FC Warsaw Wilanów. Mimo sporej różnicy w zdobytych punktach i bilansie bramkowym mecz nie należał do nudnych, a tym bardziej jednostronnych. Gospodarze czynnie przeciwstawili się liderowi, napędzając im przy tym nie lada strachu. Kapitalna i przede wszystkim kolektywna gra ekipy z Wilanowa zaowocowała prowadzeniem 2:0. Mimo tak fantastycznego wejścia w mecz, Maciej Dobrowolski nie zdołał zatrzymać zmasowanych ataków rywala, przez co do przerwy mieliśmy remis. Druga odsłona tego widowiska obfitowała w podobne, a może i nawet większe emocje. Wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie, a kolejne trafienia przeplatały się nam – obserwatorom – z wybitnymi paradami obydwu bramkarzy. To właśnie oni byli pierwszoplanowymi postaciami w tym zaciętym meczu. Finalnie to golkiper z Azerbejdżanu okazał się lepszy, wpuszczając o jedną bramkę mniej, niż jego polski rywal. Mimo tego do ostatniego momentu ważyły się losy tego spotkania, które zakończyło się wynikiem 6:7. Opisując rywalizację nie sposób nie wspomnieć o Jakubie Świtalskim i Khazarze Narimanlim. Obydwaj byli wiodącymi postaciami w ofensywie, o czym świadczą ich boiskowe statystyki oraz tytuł „zawodnika meczu”.
Mecz sąsiadów w tabeli był bardzo ważny z punktu widzenia walki o podium w tym sezonie. Ta rywalizacja miała kilka podtekstów. Piwo Po Meczu chciało przerwać serię porażek, ciągnącą się jeszcze z jesieni, w dodatku zawodnicy mogli mieć w pamięci wysoką porażkę w pierwszym meczu z Kozicami aż 10:0. O ile gospodarze stawili się dość licznie, o tyle goście przez cały mecz grali bez zmian, jedynie Michał Izydorczyk i Jakub Królik zamiennie bronili dostępu do bramki. Lepiej w mecz weszli zawodnicy Piwa, którzy objęli prowadzenie po golu Michała Kukulskiego. Były to jednak miłe złego początki, bo kolejne gole trafiały już na konto Kozic, choć nie obyło się bez pomocy rywala, który raz skierował piłkę do własnej bramki. Na domiar złego pod koniec pierwszej części jeden z zawodników Piwa został ukarany żółtą kartą, osłabiając zespół na 3 minuty. Do przerwy padł wynik 4:1 i niewiele wskazywało na to, by losy meczu odwróciły się w drugiej odsłonie. Po zmianie stron Kozice odskoczyły z wynikiem do stanu 8:1 i wiadomo było, że już nie dadzą sobie wydrzeć tego zwycięstwa. Dobrą robotę wykonywał w ofensywie Valentine Chekwube, strzelec czterech bramek. Gości stać było jeszcze na jeden zryw, kiedy to po bramkach Majeckiego i Zakrzewskiego z rzutu karnego zmniejszyli straty do stanu 8:3, ale przewaga Kozic była już za wysoka, by cokolwiek ugrać. Ostatecznie skończyło się na wyniku 10:4. Gospodarze wykorzystali porażkę Warsaw Wilanów i wskoczyli na podium. Goście niestety przedłużyli serię porażek do pięciu z rzędu.







)
)
)
)
)
)
)
)