Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Długo obie drużyny kazały nam czekać na pierwsze trafienie w tym spotkaniu. Do przerwy utrzymywał się wynik 0:0, jednak nie oznaczało to, że na boisku wiało nudą. Mogło się wydawać, że nieco więcej okazji miał Junak, ale Laga nie pozostawała w tym aspekcie dłużna. Problem była spora nieskuteczność, bo piłka po strzałach zazwyczaj przelatywała obok bramki, a gdy już trafiała w jej światło, to pewnie interweniowali bramkarze. Oba teamy miały różne pomysły na budowanie akcji. Junak często grał długie piłki od bramkarza, Laga próbowała rozgrywać większą ilością podań, jednak wciąż akcje pozostawały bez realizacji. Po pierwszej części mogliśmy śmiało stwierdzić, że obie defensywy działały bez zarzutu. W drugiej odsłonie Junak mógł szybko otworzyć wynik, jednak zmarnował dwie świetne okazje. To z kolei się na nich zemściło, bo to Laga jako pierwsza trafiła do siatki. Błąd w rozegraniu bramkarza wykorzystał Szymon Dudzik i mieliśmy 1:0. Goście odpowiedzieli golem z szybko rozegranego rzutu wolnego i mieliśmy remis. Zanim padły kolejne bramki, obie ekipy solidarnie trafiły w słupek, potwierdzając, że celowniki tego dnia były mocno rozregulowane. W końcu impas strzelecki przełamał Junak wychodząc na dwubramowe prowadzenie. To nie załamało Lagi, która najpierw zdobyła bramkę kontaktową, a następnie wyrównała i to w jakich okolicznościach! Sędzia w ostatnich sekundach pozwolił Ladze wykonać rzut rożny, po którym miał zakończyć spotkanie. I właśnie po tym stałym fragmencie gry Laga za sprawą Szymona Dudzika trafiła 3:3, po czym arbiter zagwizdał po raz ostatni. W naszej ocenie remis nikogo tu nie krzywdzi i podział punktów w tym przypadku był jak najbardziej sprawiedliwy.
Munja przed tygodniem zaliczyła mały falstart i przegrała arcyważne spotkanie z Lagą Warszawa. Bartolini Pasta zremisowała z Junakiem i liczyła na kolejne punkty w lidze potrzebne do utrzymania na tym poziomie rozgrywek. Od początku oba zespoły chciały narzucić swój styl gry. Dużo było walki i gra przenosiła się z jednej pod drugą bramkę, przez co z przyjemnością oglądało się to spotkanie. Pierwszy gol padł dopiero po błędzie w obronie Bartolini Pasta. Długa piłka przez całe boisko trafiła pod nogi Roberta Rzący, a ten pokonał golkipera rywali. Gospodarze starali się szybko odrobić straty ale ich akcje były nieskuteczne, a także dobrze spisywał się w bramce Kuba Ciuła, który kilka razy popisał się znakomitymi interwencjami. Przed przerwą wynik podwyższył Michał Konopka. Po 25 minutach rywalizacji było 0:2 i gospodarze musieli odrabiać straty. Po zmianie stron Bartolini Pasta ryzykowało nie mając nic do stracenia. Grając bardziej ofensywnie byli narażeni na kontry przeciwników. I po jednej z nich ponownie Robert Rząca trafił do siatki. Gdy wydawało się, że przy stanie 0:3 jest po meczu wówczas team Michała Cholewińskiego w zamieszaniu pod bramką strzelił gola na 1:3. Po chwili nieodpowiedzialny wślizg defensora Munji w polu karnym skutkował rzutem karnym. Jednak kapitan Bartolini Pasta nie wykorzystał "wapna" strzelając w słupek i to był moment, który być może zaważył o losach tego pojedynku. Goście w końcówce strzelili bramkę na 1:4 i zgarnęli cenne trzy punkty. W ostatnich minutach doszło do małej utarczki słownej między zawodnikami i sędzia musiał ukarać jednych i drugich żółtymi kartkami, ale po meczu na szczęście udało wyjaśnić sobie nieporozumienia i przybić piątki.
Ze zmiennym szczęściem rundę rewanżową rozpoczęły drużyny Sante oraz Mikstury. Gospodarze tego pojedynku pewnie pokonali swoich przeciwników, dzięki czemu zdobyli pierwszy komplet punktów w tym sezonie. Drużyna gości natomiast dosyć niespodziewanie przegrała swój mecz i porażka ta sprawiła, że powiększyła się ich strata punktowa do obecnego lidera. Zgodnie z przewidywaniami lepiej mecz rozpoczęli goście, którzy już w 1 minucie wyszli na prowadzenie. Pięć minut później był już remis, który utrzymał się tylko przez krótką chwilę, gdyż po raz drugi gospodarze wyszli na prowadzenie. Odpowiedź zawodników Sante była niemal natychmiastowa i dodając do tego po jednym trafieniu każdej z drużyn po pierwszym kwadransie mieliśmy wynik 3:3. Ostatnie słowo w pierwszej części spotkania należało do gospodarzy, którzy strzelając bramkę ustalili wynik pierwszej połowy na 4:3. W pierwszych fragmentach drugiej części meczu pomimo kilku dobrych sytuacji strzeleckich wynik nie ulegał zmianie. Pierwsze skuteczne akcje przeprowadzili zawodnicy gospodarzy, którzy w odstępie dwóch minut zdobyli kolejne dwie bramki. Na dziesięć minut do zakończenia spotkania niżej notowani w tabeli gospodarze prowadzili trzema bramkami, ale od tego momentu sprawy w swoje ręce wziął duet zawodników Mikstury: Sygitowicz & Zych, którzy raz po raz rozmontowywali obronę rywali. Efektem tych ataków było doprowadzenie do wyrównania a następnie wyjście na jednobramkowe prowadzenie, którego już do końca meczu nie oddali. Po bardzo ciekawym, pełnym zwrotów akcji spotkaniu zespół Mikstury pokonał drużynę Sante 7:6, ale wielkie brawa należą się dla obydwu ekip za stworzenie bardzo ciekawego widowiska.
Bardzo ciekawe spotkanie mogliśmy oglądać w 5 lidze. Sportowe Zakapiory podejmowali FC Melange. Obie ekipy dzieli różnica tylko 3 punktów, więc mecz ten miał duże znaczenie dla ich ligowego bytu. Już w 3 minucie popularny Slowinho zdobył sprytnym strzałem bramkę na 1-0 dla Melanżownikow. Minutę później ponownie ten sam napastnik próbował sprytnym strzałem zdobyć swoją drugą bramkę, ale bramkarz Zakapiorów obronił ten ładny strzał. Zakapiory próbowali atakować i kreować swoje akcje a Melange czekali na swoją drugą okazję. Doczekali się dosyć szybko. W 8 minucie Adrian Zegar wykorzystał ładne podanie Kamila Pietrzykowskiego i mieliśmy 2-0. Po tej bramce Melange zaczęli mocniej skupiać się na obronie, natomiast Zakapiory zaczęli mocno naciskać. Efektem tych ataków były trzy niebezpieczne okazje do zdobycia bramki, ale golkiper gości w każdej z tych sytuacji stanął na wysokości zadania i bronił jak w transie. Zakapiory dopięli jednak swego i w 15 minucie po samotnym rajdzie z własnej połowy, gdzie po drodze założył "siatkę" jednemu z rywali, bramkę kontaktową na 2-1 zdobył Robert Lach. Kilka minut później ten sam zawodnik po raz drugi wpisał się na listę strzelców i mieliśmy remis 2-2. Do końca pierwszej połowy inicjatywę miała drużyna gospodarzy, mocno naciskała i bardzo chciała strzelić trzecią bramkę. Jednak pomimo huraganowych ataków Zakapiorów defensywa Melange pozostała nienaruszonym monolitem i ta połowa zakończyła się wynikiem 2-2. Druga odsłona to natomiast drugi oddech ekipy Melange i szybkie 3-2 dla nich. Ładny wyrzut z autu zamienił na bramkę Kamil Marciniak. Kilka minut później Adrian Zegar idealnie podał do Kamila Pietrzykowskiego i ten drugi bez problemu trafił na 4-2. Wbrew pozorom i nie patrząc na wynik spotkanie zrobiło się bardzo wyrównane. Raz atakowała jedna drużyna, by za chwilę mogła skontrować druga. W tej części spotkania prawdziwy kunszt pokazali obaj bramkarze, broniąc wręcz niemożliwe sytuacje. Pod koniec meczu Zakapiory trafili do siatki rywala na 4-3, ale to goście wygrali po wyrównanym spotkaniu i zgarnęli cenne 3 punkty.
Zespół BJM Development wraz z każdym kolejnym zwycięstwem odniesionym w tym sezonie, stawiał sobie pewnie nowy cel. Początkowo to było TOP 3, po rundzie wiosennej (gdzie nie stracili ani jednego punktu) liczyło się pewnie już tylko mistrzostwo, a po pierwszym triumfie na wiosnę chcieli zapewne zrobić wszystko, by do końca sezonu pozostać nieskazitelnym. No ale w niedzielę na ich drodze stanął Bulbez. Ekipa Michała Rychlika, po tym jak tydzień wcześniej ograła wicelidera, teraz miała chęć ustawić do pionu również lidera zmagań. I zrobiła to! Ferajna z Bemowa zagrała znowu bardzo dobre zawody i w pewnym momencie prowadziła z BJM już 3:0! Można powiedzieć, że to był stary-dobry Bulbez, który nigdzie się nie spieszył, dobrze się organizował, skutecznie zabezpieczał drogę do własnej bramki i wykorzystywał część swoich okazji. Tych goli mogło być więcej, ale w świątyni BJM kapitalnie uwijał się Filip Białoruski. Było jednak pewne, że taki stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie. Rywale w drugiej połowie wrzucili wyższy bieg i zaczęli wykorzystywać słabszy moment Bulbezu. Dobrze prezentował się Marcin Skowroński, który był najgroźniejszą strzelbą lidera tabeli. Deweloperom udało się nawet doprowadzić do remisu, lecz ostatnie słowo należało do najlepszego zawodnika spotkania, Oliviera Wójcika. To on przy stanie 3:3 zadał decydujący cios, kończąc mecz z kompletem wszystkich czterech bramek dla Bulbezu! I trzeba powiedzieć, że zwycięzcy wygrali zasłużenie. Owszem, zdajemy sobie sprawę, że rywal nie miał optymalnego składu, ale to też trzeba było umieć wykorzystać. Bulbez to zrobił i pewnie myśli sobie, że skoro ograł dwie dotychczas najlepsze ekipy w lidze, to czemu miałby swojej passy nie kontynuować z tymi teoretycznie słabszymi. I to myślenie wcale nie jest pozbawione logiki. Z kolei BJM nie powinien się tą wpadką przejmować. Trzeba to traktować jako wypadek przy pracy i wrócić na właściwe dla siebie tory. Zwłaszcza, że kwestię mistrzostwa i awansu wciąż ma tylko i wyłącznie w swoich rękach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)