Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 3 Liga
W zupełnie różnych nastrojach do spotkania przystępowały drużyny East Team i AFC Goodfellas. Gospodarze po niezłym początku sezonu ostatnie dwa spotkania przegrali i strata do miejsca gwarantującego awans trochę się powiększyła. Goście natomiast ostatnie mecze zakończyli zwycięsko zdobywając 6 punktów i to oni byli małym faworytem w tej potyczce. Mimo wczesnej pory meczu obydwie drużyny od początku wskoczyły na wysokie obroty i tempo było imponujące. Warto zwrócić uwagę, że pomimo dużej intensywności drużyny grały fair i mało było sytuacji, w których sędzia musiał interweniować. Pierwsza bramka wpadła w 7 minucie, kiedy to do odbitej piłki przez bramkarza doskoczył Daulet Niyazov i otworzył wynik. Minutę później identyczna sytuacja ponownie zakończyła się celnym trafieniem wcześniej wspomnianego zawodnika i jego drużyna wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Stracone bramki podrażniły zespół rywali, który coraz częściej gościł na połowie zespołu gospodarzy. Efektem tych ataków były dwa zdobyte gole, dzięki którym w protokole meczowym widniał wynik remisowy. Ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało do gości, którzy tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę wykorzystali błąd bramkarza i ponownie wyszli na prowadzenie. Druga połowa spotkania rozpoczęła się od żółtej kartki zawodnika gości, jednak rywale nie byli w stanie wykorzystać gry w przewadze i wynik nie ulegał zmianie. Najlepszą szansę do wyrównania goście mieli w 45 minucie, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. W ostatnich sekundach spotkania nerwów na wodzy nie utrzymał Yaroslav Manzhaliy, który obrażając sędziego otrzymał czerwony kartonik i tym akcentem zakończyła się ta batalia. Zespół East Team po bardzo dobrym spotkaniu zdobywa trzy punkty i nadal liczy się w walce o awans. Zespół AFC Goodfellas nie dość, że nie zdobywa punktów to jeszcze traci na jakiś czas swojego najlepszego zawodnika.
Zdecydowanym faworytem spotkania pomiędzy FC Freedom z Awanturą Warszawa I byli goście, którzy są na dobrej drodze do gry na wyższym szczeblu rozgrywkowym. Ich rywal nie tak wyobrażał sobie start sezonu i tylko raz z boiska schodził z kompletem punktów. Lepiej mecz rozpoczęli goście, ale byli bardzo nieskuteczni. Piłka po ich strzałach nie chciała wpaść do bramki, lądując między innymi na spojeniu czy słupku. Dopiero po upływie pierwszego kwadransa swoją przewagę udokumentowali strzeloną bramką. To czego nie udało się zrobić na początku meczu udało się wykonać w ostatnich minutach pierwszej połowy, kiedy to dwa gole zdobył Damian Sawicki, który ustalił wynik pierwszej części spotkania na 0:3. Kolejna bramka padła już na początku drugiej części meczu i ponownie była autorstwa zespołu gości. W kolejnych minutach zespół Awantury spokojnie kontrolował przebieg spotkania i skutecznie blokował dostęp do swojego pola karnego. W ostatnich dziesięciu minutach spotkania obydwie drużyny coraz bardziej się otwierały, dzięki czemu byliśmy świadkami dużej ilości sytuacji bramkowych. Znacznie częściej piłka znajdowała się na połowie gospodarzy, którzy jeszcze trzykrotnie zmuszeni byli do wyjmowania piłki ze swojej bramki. W międzyczasie Andrzej Rykalov zdobył gola dla swojej ekipy, ale jak się później okazało było to jedynie trafienie honorowe i mecz zakończył się wynikiem 8:1 dla zespołu Awantury Warszawa I. Zespół ten po zdobyciu kolejnych trzech punktów umocnił się na drugiej pozycji w tabeli. Kolejna porażka zespołu FC Freedom powoduje, że ich strata do bezpiecznego miejsca w tabeli zaczyna się powiększać.
Tabela prawdę ci powie. Ale czy na pewno? Znajdujący się tuż nad strefą spadkową zespół Old Eagles Koło aspiracje z pewnością miał większe. Wygrali trzy pierwsze spotkania sezonu 2022/23, ale… od tamtej pory pięciokrotnie przegrywali! Nie zmieniło się to w starciu z Wilanowskimi Wilkami, którzy smaku porażki jeszcze w tej rundzie nie zaznali. Ba, zazwyczaj to oni zgarniają trzy punkty i dzięki temu zajmują pierwsze miejsce w tabeli. No ale właśnie - układ punktów to nie wszystko. Dlatego też strzelanie rozpoczęli gospodarze, choć pechowo po golu na 1:0 przyszedł też samobójczy strzał na 1:1. To podłamało zespół Orzełków, a napędziło ekipę Wilków. Na prowadzenie goście wyszli za sprawą Boiko, który wykonał indywidualny rajd. Trzeciego gola dla WW strzelił Vasylenko, uderzając na pustą bramkę. Chwilę później ten sam zawodnik uderzył w poprzeczkę, ale czujnością popisał się Dankiv, który dobił ten strzał. W drugiej połowie bramkę obijano nieraz - najpierw goście trafili w obramowanie po strzale lobem, a później po przewrotce. W tę część bramki trafili też gospodarze, a piłka odbiła się od pleców golkipera i prawie przekroczyła linię. Bramkarz gości miał więcej szczęścia niż Dusan Kuciak, który w poprzednich spotkaniach Ekstraklasy dwukrotnie posyłał futbolówkę do własnej bramki. Wilki były w lepszej formie niż Lechia Gdańsk i strzelali kolejne gole. Siwy przejął piłkę i trafił na 1:5, a niedługo później o zwycięstwie gości przesądził Dankiv, finalizując zespołową akcję gości. I choć ostatecznie przewaga lidera nie była tak wysoka (3:6), to okazało się, że statystyki nie kłamały.
W spotkaniu ósmej kolejki trzeciej ligi mierzyły się z sobą ekipy Kanonierów oraz Wiernego Służewca. Ekipa gości w tym sezonie spisuje się raczej średnio zajmując dopiero ósme miejsce z czteroma punktami, lecz mają jeden zaległy mecz z FC Ballers, który rozgrywali parę godzin później tego samego dnia i musieli dobrze rozłożyć siły na oba spotkania. Gospodarze natomiast nie mogą zaliczyć tej rundy do udanej. Braki kadrowe powodują, że zajmują ostanie miejsce z tylko jedną wygraną nad Smoczą Furiozą. Mimo wyrównanej pierwszej połowy i zaledwie jednej bramki przewagi za sprawą dwóch najlepszych, bramkostrzelnych zawodników gości – Adama Biegaja oraz Marcina Kowalskiego druga odsłona rywalizacji przebiegała w podobnym scenariuszu do 46 minuty, w której bramkarz Kanonierów otrzymał czerwoną kartkę. Strata zawodnika strzegącego bramki okazała się kluczowa dla ostatnich minut spotkania, które bez pardonu wykorzystali zawodnicy Wiernego powiększając swoje jednobramkowe prowadzenie do bezpiecznych trzech goli, wygrywając po raz drugi w sezonie. Na pochwałę zasługuje gra Michała Kowalskiego, który z powodu braku bramkarza rozegrał całe spotkanie w jego roli i walnie przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny. Mamy jednak nadzieje, że zespół Kanonierów podniesie się z kolan i w dalszej części rozgrywek jeszcze nas zaskoczy, a Wierny Służewiec utrzyma się na zwycięskiej ścieżce.
Starcie Wiernego Służewca z FC Ballers było wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze - w bramce gospodarzy stanął Michał Kowalski, którego zazwyczaj oglądamy w polu. Po drugie, obie ekipy tego dnia miały do rozegrania dwa mecze, a więc trzeba było dość precyzyjnie zaplanować rozkład sił. Pierwsza połowa zaczęła się od lekkiej przewagi gości, którzy udokumentowali to golem Filipa Jankowskiego. Filip sprytnie wyłuskał piłkę rywalowi i nie dał szans bramkarzowi. Z odsieczą przyszedł Adrian Krzyżański, który dopadł do bezpańskiej piłki przed polem karnym i celnym "rogalem" posłał piłkę do bramki. "Wierni" dzielnie się bronili, przeprowadzając od czasu do czasu groźne kontry. Po jednej z nich, napastnik gospodarzy oddał strzał, który pierwotnie został wybroniony przez golkipera przeciwników, jednak niefortunna interwencja obrońcy Ballersów sprawiła, że ekipa ze Służewca prowadziła 2:1. Gol na 3:1 to zimna krew weterana Ligi Fanów, Marcina Kowalskiego i sprytny, płaski strzał obok interweniującego bramkarza. Wynik pierwszej połowy na 3:2 ustalił Filip Jankowski, a więc po zmianie stron zapowiadało się dobre widowisko. Druga odsłona to nieco wolniejsze tempo i sporo mądrej gry, a przede wszystkim uniemożliwianie rywalom stwarzanie 100% okazji bramkowych. Jednak receptę na dobrze zorganizowaną defensywę znowu znalazł popularny "Kowal". Najpierw po podaniu Adriana Krzyżańskiego pewnie umieścił futbolówkę w bramce rywali, a następnie wykorzystał "wapno" podyktowane na nim samym, po którym wynik brzmiał 5:2. Do końca meczu rezultat nie uległ zmianie i ekipa ze Służewca mogła cieszyć się z pokonania wyżej notowanej ekipy FC Ballers. Dzięki temu gospodarze oddalili się nieco od strefy spadkowej. FC Ballers nadal na podium.
Nagranie VEO: https://app.veo.co/matches/20221120-wierny-6843efc1/
W trzeciej lidze w ten weekend ekipę Ballers czekały dwie konfrontacje. Po niespodziewanej porażce z Wiernym Służewcem w niedzielny wieczór kolejnym rywalem była Smocza Furioza. Goście w poprzedniej serii pokonali team Piotra Gratkowskiego i chcieli zrobić kolejny krok, by zbliżyć się do ekip z czołówki. Początek spotkania niezwykle zacięty i obie ekipy były nastawione na walkę o komplet punktów. W pierwszej fazie spotkania nikt nie osiągnął jakiejś znaczącej przewagi i mimo kilku okazji długo musieliśmy czekać na pierwsze trafienie. Na prowadzenie wyszli po strzale z dystansu gospodarze. Dobrze spisujący się w bramce Michał Baranowski nie miał szans na obronę i Balllersi prowadzili 1:0. Smocza Furioza jednak od tego momentu stwarzała coraz więcej sytuacji czego efektem był gol wyrównujący. Przy stanie 1:1 wydawało się, że mimo kilku szans z obu stron nic się już nie zmieni w pierwszej odsłonie, ale ponownie to Balllersi potrafili zaskoczyć przeciwników. Wynikiem 2:1 zakończyła się pierwsza połowa i to zwiastowało spore emocje w drugich 25 minutach. Rzeczywiście po zmianie stron na boisku sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Smocza Furioza potrafiła nawet prowadzić w tym spotkaniu, lecz gospodarze byli zdeterminowani, by jednak zdobyć komplet punktów. Od stanu 4:4 sprawy w swoje nogi wziął Filip Jankowski. To właśnie jego dwa trafienia w końcówce dały zwycięstwo gospodarzom. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:4 co dało cenne trzy punkty teamowi Artioma Pastushyka. Trzeba podkreślić że szczególnie druga połowa była kapitalna. Sporo walki i znakomitych sytuacji z jednej jak i z drugiej strony i dramaturgia spotkania, która trzymała nas w niepewności do ostatnich sekund meczu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)