Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 8 Liga
Między 170, a 320 kg, moc silnika od 17 do 19 KM – to nie magazyn techniczny tylko opis fabryczny najcięższego czterosuwowego motocyklu Junak. Drużyna gości nosząca tą nazwę pokazała, że wybór nie był przypadkowy. W spotkaniu pomiędzy ekipami NAF Genduś, a Junakiem to właśnie goście powoli rozpędzali swoją maszynę. Mimo, iż początek meczu należał do gospodarzy, którzy objęli prowadzenie dzięki Pawłowi Madejowi w 13 minucie, gracze w pomarańczowych trykotach zdołali przejąć inicjatywę w późniejszych etapach rywalizacji. Wszystko dzięki postawie lidera drużyny Yuriyego Trusha, który zdołał pokonać golkipera rywali Jarosława Dusińskiego dwukrotnie, dając tym samym sygnał kolegom z drużyny, że przeciwnik jest na wyciągnięcie dłoni. Wynik 2:5 nie oznacza jednak, że był to dla nich łatwy sprawdzian. Gracze NAF Genduś dwoili się i troili aby przeszkodzić swoim rywalom, niejednokrotnie obijając obramowanie bramki przeciwnika. Mimo tego: spokój i koncentracja w kluczowych momentach zadecydowały o tym, że to właśnie Junak zdobył tego dnia komplet punktów. Pomogła im w tym niewątpliwie czerwona kartka dla bramkarza rywali – co osłabiło przeciwnika znacząco. Trafienia Sałajczyka wprost z rzutu wolnego, oraz Krzysztofa Krzewińskiego po asyście Bartłomieja Szrejnera z drugiej połowy zapewniły im komfort, który sprawił, że rywal mógł czuć się bezsilnie w obliczu tak dobrze zorganizowanej drużyny.
Starcie, w którym obie ekipy miały coś sobie do udowodnienia. Przed rokiem Borowiki szły jak burza, od zwycięstwa do zwycięstwa, ale Decco Team wygrało z nimi i opóźniło marsz Grzybków po tytuł. W tym sezonie te dwie ekipy znów mają okazję mierzyć się ze sobą w jednej lidze. Początek spotkania był wyjątkowo wyrównany, bo obie ekipy wymieniły się po „razie" i mieliśmy remis na tablicy wyników. Wtedy jednak Decco Team wrzuciło 5 bieg, a dzięki trafieniom Michała Janika i Piotra Srebro wyszli na prowadzenie 1:4. To wyraźnie zdenerwowały Borowików, którzy zaczęli grać dużo lepiej z przodu. W ofensywie przypomniał o sobie Mykola Senkiv, co poskutkowało tylko jednobramkową stratą w pierwszej połowie – 4:5. Gdy Michał Janik zdobył bramkę zaraz po przerwie wydawało się, że to Decco zgarnie pełną pulę w tym meczu. Jednak okazało się, że gospodarze nie zgadzają się z naszą tezą. Mykola Senkiv ruszył do ataku, wspomogli go Stachacz i Lechowicz, a to dało nam wynik 8:6. Wtedy myśleliśmy, że to jednak Borowiki wygrają, bo ich gra bardzo nam się podobała. Nic z tego. Decco Team się obudziło i wyrównało stan meczu. Ostatecznie wynik 8:8 uznajemy za sprawiedliwy, aczkolwiek tyle się działo, że sami nie wiemy, jak to opisać minuta po minucie.
Drużyna FC Po Nalewce od delikatnego falstartu rozpoczęła zmagania w jesiennej edycji ligi, ulegając wyraźnie swoim przeciwnikom. Ich rywal - Elitarni Gocław trochę lepiej wypadli w pierwszym meczu zdobywając jeden punkt. Chcąc walczyć o górną część tabeli obydwie drużyny liczyły na zdobycie kompletu punktów. Po pierwszych minutach bliżej realizacji tego planu byli goście, którzy za sprawą Łukasza Eljasiaka wyszli na prowadzenie. Ich radość trwała tylko kilka minut, ponieważ do wyrównania doprowadził Sławek Ogorzelski. Ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało jednak do gości, którzy strzelając bramkę na 2:1 ustalili wynik pierwszej połowy. Po krótkiej przerwie bramkę zdobyli gospodarze, dzięki czemu kolejny raz mieliśmy w tym meczu remis. W 35 minucie po raz trzeci na prowadzenie wyszli zawodnicy Elitarnych Gocław, którzy tym razem z prowadzenia cieszyli się prawie do ostatniego gwizdka sędziego. Jak to często bywa słowo "prawie " robi wielką różnicę. Przekonali się o tym zawodnicy gości, którzy w końcowych fragmentach spotkania kolejny raz stracili jednobramkowe prowadzenie. Po chwili sędzia zakończył ten bardzo wyrównany pojedynek, FC Po Nalewce jak i Elitarni Gocław mogli dopisać do swojego dorobku po punkcie. Obydwie drużyny nie mogą do końca być zadowolone ze zdobycia tylko jednego punktu, ponieważ ich strata do czołowych lokat w ligowej tabeli robi się coraz większa.
Ze względu na ubiegłotygodniowe wyniki minimalnym faworytem spotkania był zespół A.D.S. Scorpions, który w pierwszym pojedynku okazał się lepszy od swoich rywali. Gospodarz tego spotkania - Orły Białe Auuu wyraźnie przegrali swój pierwszy mecz i do tego spotkania przystępowali z zerowym dorobkiem punktowym. Na domiar złego na mecz stawili się tylko w sześcioosobowym składzie co mogło mieć duże znaczenie w końcowym rozrachunku. Początek meczu należał do gości, którzy byli bardziej aktywni pod bramką swoich rywali. Liczne ich ataki kończyły się niepowodzeniem. Z drugiej strony boiska skutecznością imponowali przeciwnicy, którzy większość akcji kończyli bramką. Efektem tego był niespodziewany wynik do przerwy 4:0 dla gospodarzy, którzy do bólu wykorzystali wszystkie błędy przeciwników nie tracąc przy tym bramki. Druga połowa zaczęła się od ponownych ataków zespołu Scorpionsów, jednak kolejne minuty nie przynosiły zmiany rezultatu. Pierwszą bramkę zespół ten strzelił dopiero w 33 minucie. W kolejnej akcji strzał zawodnika gości wylądował na słupku. Ostatnie dziesięć minut spotkania to rewelacyjna postawa zespołu gości, którzy w ostatniej części meczu zdołali czterokrotnie pokonać bramkarza rywali nie tracąc przy tym bramki i wyprowadzając swój zespół na prowadzenie, którego już do końca meczu nie oddali. Bohaterami spotkania okazali się rezerwowy bramkarz gości Jakub Rudnik, który nie dał się pokonać przeciwnikom oraz Aleksander Wawrowski - autor trzech ostatnich trafień swojej drużyny. Zawodnikom Orłów Białych Auuu należą się wielkie brawa za postawę przez większość meczu, jednak z powodu braków kadrowych nie zdołali utrzymać swojego prowadzenia do końca meczu. Natomiast postawa A.D.S. Scorpions pokazuje, że warto grać do końca i wierzyć w końcowy sukces.
W ramach drugiej kolejki rundy jesiennej Sportowe Zakapiory podejmowały Tsubasa Ozora na arenie Picassa. Obie drużyny przed tym spotkaniem nie odniosły porażki w pierwszym meczu tego sezonu, więc można było spodziewać się dość zaciętego meczu. Tego dnia w lepszej dyspozycji była jednak ekipa Sportowych Zakapiorów. Już w pierwszych minutach spotkania na 1:0 trafił Łukasz Warchoł po podaniu od Michała Podleckiego. Jednak nie musiał on czekać długo na kolejną bramkę, bo po chwili ponownie skierował piłkę do siatki, tym razem po akcji indywidualnej. Z minuty na minutę przewaga gospodarzy rosła, a z nią pojawiały się kolejne okazje na zdobycie bramek. Po wielu próbach na 3:0 strzelił Piotr Maciak. Festiwal strzelecki gospodarzy trwał, a kolejne trafienie dołożył Daniel Lasota. Przed końcem pierwszej części spotkania Sportowe Zakapiory podwyższyły swoje prowadzenie na 5:0 po trafieniu Marcina Sojczyńskiego, który przejął piłkę od obrońcy rywala. W drugiej połowie goście nieco zwolnili tempo gry, ale nie było to dla nich przeszkodą w zdobywaniu kolejnych bramek. Na 6:0 trafił Podlecki, a podawał do niego Łukasz Figura. Kilka minut później goście niespodziewanie wywalczyli rzut karny, którego nie wykorzystał Dariusz Gutkowski. Kolejna bramka była autorstwa Sojczyńskiego, któremu dogrywał Maciuk. Zawodnicy Sportowych Zakapiorów będąc pewnym zwycięstwa zaczęli odpuszczać krycie, co stwarzało okazję dla rywala. Przez kolejne minuty gracze Tsubasy rozstrzelali się i zanotowali trzy trafienia pod rząd. Niestety było już zbyt mało czasu na odrobieniu strat. Wynik spotkania na 8:3 ustalił Warchoł, a gospodarze odnieśli zasłużone zwycięstwo nad Tsubasą Ozora.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)