Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 11 Liga
W meczu rozpoczynającym szóstą serię gier zmierzyły się ekipy Lisy Bez Polisy oraz Force Fusion FC. Niekwestionowanym, wręcz żelaznym faworytem byli gracze gości. Wiadomo, że piłka nożna, szczególnie w Lidze Fanów, rządzi się swoimi prawami, lecz tutaj obyło się bez niespodzianek. Patrząc na przebieg pierwszej połowy można było mieć wrażenie, że będzie to zacięte widowisko, gdyż przez 25 minut oba zespoły szły cios za cios i żadna nie mogła przypieczętować swojej wyższości boiskowej. W drugiej połowie gracze Force Fusion rozwiali wszelkie wątpliwości związane z tym, kto w tym meczu jest lepszy i kto opuści boiska AWF-u z kompletem punktów. Faworyci wrzucili wyższy bieg, natomiast Lisy, mówiąc kolokwialnie, siadły. Połowę meczu rywalizowali jak równy z równym, lecz trzeba grać do końca, a później ewidentnie wdały się we znaki braki kondycyjne. Taki stan rzeczy nie mógł mieć innego finału i to ukraińska ekipa odniosła pewne zwycięstwo w stosunku 5:2. Ciężko jest tu wyszczególniać jednego zawodnika, który wyróżniał się na tle drużyny, ponieważ cała ekipa gości zagrała solidny i stabilny mecz, przez co zajmują oni aktualnie fotel lidera.
Niezwykle ważny mecz w kontekście układu tabeli przed przerwą świąteczną rozegrały zespoły Dżentelmenów i Legionu. Ci pierwsi byli wyżej w tabeli i aby podtrzymać dobre miejsce, musieli zdobyć punkty z teamem z Ukrainy. Goście jak dotąd wygrali dwa mecze oraz trzy przegrali i aby nie tracić kontaktu z czołówką, należało pokusić się o dobry rezultat. Pierwsze minuty to walka na całym boisku, ale niewiele wynikało z tego w kontekście bramek. Akcje z obu stron były chaotyczne i brakowało ostatniego dobrego podania. Oprócz walki nikt za bardzo nie chciał zaryzykować śmielszych ataków i dopiero w końcówce pierwszej połowy doczekaliśmy się goli. Gospodarze mieli słabszy moment w defensywie, a do tego doszły błędy bramkarza i obrońców, co z zimną krwią wykorzystali goście. Do przerwy było 0:4 i Dżentelmeni musieli coś zmienić, by powalczyć o korzystny wynik. W przerwie doszło do roszady na bramce i między słupkami pojawił się Maciej Mazur. Przegrywający w pierwszym fragmencie drugiej odsłony mieli swoje okazje, ale dobrze w bramce spisywał się Bartek Klimczak, który zachowywał czyste konto. Legion mając wynik czekał na to co zrobią rywale. Ci próbowali atakować, jednak byli tego dnia niezwykle nieskuteczni. Goście w drugiej połowie strzelili sześć bramek, żadnego nie stracili i nie pozostawili złudzeń, kto był w tej potyczce lepszy.
Spotkanie zespołów FC Astana i Borowiki było bez wątpienia jednym z najciekawszych pojedynków szóstej kolejki Ligi Fanów. Naprzeciw siebie stanęły drużyny z czołówki tabeli, które miały identyczną liczbę punktów i wyraźnie mierzyły w fotel lidera, co podniosło stawkę rywalizacji. Mecz rozpoczął się znakomicie dla gospodarzy – dwie szybko strzelone bramki w pierwszych minutach zapowiadały dominację Astany. Te błyskawiczne trafienia wyraźnie zdezorientowały Borowiki, które wyglądały na nieco zagubione i miały trudności z płynnym rozegraniem piłki. Przez większość pierwszej połowy Astana prezentowała się lepiej, przeważając w organizacji gry i dynamice akcji. Mimo to, Borowiki przed przerwą zdobyły kontaktową bramkę. Strzelcem na 2:1 był Marcin Stachacz, który ożywił nadzieje gości na korzystny wynik. Po zmianie stron Borowiki ruszyły z kopyta i szybko wyprowadziły skuteczną kontrę, która pozwoliła im wyrównać na 2:2. Jednak w miarę upływu czasu do głosu wróciła Astana. Aidyn Yessaly i Iliyas Aidarbek, znakomicie dysponowani tego dnia, wyróżniali się swoją pracą na całym boisku – zarówno w obronie, jak i w kreowaniu akcji ofensywnych. Ich dobra gra przechyliła szalę na korzyść gospodarzy, którzy zdobyli kolejne gole i odnieśli cenne zwycięstwo 7:4. Dla Borowików była to już druga porażka z rzędu, co stawia ich sytuację w tabeli pod znakiem zapytania. Choć nadal znajdują się w strefie premiowanej awansem, każda kolejna strata punktów może zagrozić ich pozycji i wyeliminować z wyścigu o najwyższe lokaty.
Jednym z pierwszych spotkań 6 kolejki 11 ligi, był mecz Joga Bonito kontra Boiskowy Folklor. Oba zespoły okupują dolną część tabeli, więc zapowiadało się zacięte starcie. Pierwsza do głosu doszła drużyna gości, która 2 minuty po rozpoczęciu spotkania wyszła na prowadzenie. Następnie Joga ma kilka odpowiednich sytuacji, aby odrobić stratę, ale to się ostatecznie nie udaje. Ponownie to goście strzelają bramkę, ale paradoksalnie może właśnie dzięki temu, w szeregach gospodarzy budzi się duch walki i to oni przejmują kontrolę nad meczem. Strzelają na 1:2 i kreują kolejne okazje, jednak ponownie (nie)skuteczność nie pozwala, aby dopaść oponenta. Do przerwy utrzymuje się różnica jednego trafienia. Po zmianie stron i konsultacjach wewnątrz drużyn, zespół grający w zielonych koszulkach zniszczył doszczętnie defensywę gospodarzy. Skutecznie wykorzystywali każdy błąd przeciwnika, a mimo straty bramki na 2:7, widać było, że Joga już się tutaj nie pozbiera. Mecz zakończył się wynikiem 2:8. Trochę wysokim, chociaż głównie ze względu na drugą połowę, wydaje się to sprawiedliwe rozstrzygnięcie.
Druga ekipa Furduncio wyraźnie nie może odnaleźć się w tej rundzie. Canarinhos nie zapunktowali do tej pory ani razu, a tym razem mieli naprzeciw siebie zdeterminowaną ekipę Shitable. Gospodarze bardzo szybko dali do zrozumienia, że to oni będą stawiali warunki w tym meczu. Już w 3 minucie wynik otworzył Alex Kohonen, a jego koledzy z napadu bezustannie napierali na bramkę Adama Czerwińskiego. W 5 minucie wyszedł on co prawda obronną ręką ze stałego fragmentu gry, ale już po chwili był zmuszony dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki po golach Fedira Ivanchenki i drugim trafieniu Alexa Kohonena. Można powiedzieć, że gościom gra się po prostu nie kleiła. Brazylijczycy mieli mało kontaktu z piłką, za to często przerywali akcje przeciwnika faulami. W 16 minucie żółty kartonik obejrzał Donnie Williams, ale, o dziwo, będące w gazie Shitable nie wykorzystało przewagi liczebnej. Mimo to w końcówce pierwszej połowy Yehor Holubko dołożył czwarte trafienie dla Shitable i ta część spotkania skończyła się dominacją gospodarzy 4:0. Po zmianie stron coś w końcu ruszyło w ekipie Furduncio i na pewno miał na to wpływ głośny doping Caio Francy. Brazylijczycy zagrali żywiej i w 30 minucie Donnie Williams zdobył nawet gola. Niestety chwilowy zryw szybko wyparował i inicjatywa powoli wracała na stronę Shitable. W porównaniu do pierwszej połowy Furduncio miało więcej podań i dłużej utrzymywało się przy piłce, ale niestety było przy tym potwornie czytelne i większość passów otwierających drogę do bramki Maksyma Marchenki, były zatrzymywane gdzieś w środku pola. W 40 minucie Alex Kohonen zgarnął hat-tricka, a chwilę później wynik meczu ustalił Fedir Ivanchenko i wobec przegranej Borowików, Shitable znalazło się na przedpolu podium 11 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)