reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Poranek na Arenie AWF zapowiadał się interesująco, bowiem w 5. lidze Więcej Sprzętu Niż Talentu podejmowało Bartolini Pasta. Obie drużyny nie wygrały jeszcze meczu w rundzie rewanżowej, więc można było się spodziewać zaciętej walki o punkty.

Pierwsza połowa zaczęła się dość spokojnie. Obie strony próbowały atakować, ale brakowało skuteczności. Nie można było za to narzekać na liczbę fauli – było ich sporo z obu stron. Pierwszy gol padł dopiero w 20. minucie, kiedy Przemysław Kostrzycki wyłożył piłkę Damianowi Dąbrowskiemu, a ten pewnie uderzył sprzed pola karnego. Tuż przed przerwą Piotr Szczypek popisał się znakomitą interwencją, broniąc groźną sytuację gospodarzy.

Druga część spotkania rozpoczęła się od trafienia dla Bartolini Pasta. Po faulu w polu karnym do piłki podszedł Adam Kubajek i pewnie wykorzystał rzut karny. Gospodarze szybko odpowiedzieli – Kostrzycki zanotował drugą asystę, tym razem do Dariusza Piwowarskiego, który wbił piłkę do siatki z bliskiej odległości. Chwilę później Michał Siewierski zagrał z rzutu rożnego wprost do Piotra Winka, który doprowadził do remisu. Wznowienie od środka, trzy podania i Kostrzycki po raz trzeci otworzył drogę do bramki Dąbrowskiemu, który zdobył drugiego gola.

Goście nie zamierzali odpuszczać. Po przejęciu w środkowej strefie boiska, po podaniu Michała Cholewińskiego, do siatki trafił Rafał Zaremba i znowu mieliśmy remis. Chwilę później szczęście uśmiechnęło się do Bartolini – Mateusz Brożek przeciął podanie w polu karnym, a piłka po rykoszecie wpadła do bramki. Wydawało się, że to trafienie zapewni gościom zwycięstwo, ale gospodarze walczyli do końca. Po szybkim rozegraniu rzutu rożnego przez Kamila Pietrzykowskiego, Damian Dąbrowski skompletował hat-trick i ustalił wynik meczu na 4:4.

Obie drużyny nadal czekają na pierwsze zwycięstwo wiosną i pozostają w środku ligowej hierarchii.

2
09:00

Bez niespodzianki zakończyło się spotkanie Broke Boys z Hetman FC, choć gospodarze przez długi czas nie pozwalali drugiej drużynie tabeli na zbudowanie bezpiecznej przewagi. Strzelanie – zgodnie z planem – rozpoczęli goście. Po przechwycie piłkę do siatki skierował Grzegorz Himkowski. Chwilę później jednak odpowiedzieli gospodarze – Anton Liashuk wykorzystał zamieszanie w polu karnym oraz nieudane interwencje dwóch zawodników Hetmana, przejął piłkę i doprowadził do remisu 1:1.

Co więcej, końcówka pierwszej połowy należała do Broke Boys. Mieli więcej okazji strzeleckich niż Hetman FC, ale próby z dystansu nie były w stanie zaskoczyć dobrze dysponowanego Wiktora Stankowskiego.

Po przerwie Hetman – zgodnie z przewidywaniami – zaczął grać skuteczniej, choć gospodarze nadal nie odpuszczali. W 36. minucie znów był remis, tym razem 2:2, a później 3:3. Trzeba jednak przyznać, że podobnie jak w pierwszej odsłonie, „Spłukani” najwięcej okazji generowali po błędach rywali w rozegraniu.

Ostatecznie jednak lepiej zorganizowana i bardziej doświadczona drużyna gości przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę. W końcówce Hetman wrzucił piąty bieg i dołożył dwa gole, ustalając wynik meczu na 3:5.

Podsumowując – mimo różnicy w tabeli byliśmy świadkami ciekawego widowiska. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że Broke Boys nie leżą Hetmanowi – oba ich starcia w tym sezonie miały wyrównany przebieg. Mimo wszystko, goście zrobili swoje i zgarnęli pełną pulę. Patrząc na układ tabeli, na kolejny mecz ligowy z Broke Boysami będą musieli poczekać aż do jesieni 2026 roku – o ile w ogóle do niego dojdzie.

3
11:00

W trzecim meczu 5. ligi zmierzyły się drużyny Skorpionów i Tonie Majami. Gospodarze przystępowali do spotkania z czwartego miejsca w tabeli, natomiast niepokonani dotąd goście wciąż pewnie zajmowali fotel lidera. Przed meczem wiadomo było, że obie ekipy mają swoje kadrowe problemy – w drużynie Skorpionów zabrakło kilku zawodników z powodu kontuzji, a Tonie Majami musieli radzić sobie m.in. bez Dawida Zagrodzkiego.

Pomimo osłabień, gospodarze zaczęli z dużym zaangażowaniem, nie pozwalając liderowi na zbyt wiele. Skoncentrowali się przede wszystkim na wyłączeniu z gry Filipa Motyczyńskiego, co przez pewien czas skutecznie się udawało. Tonie Majami mieli problemy z kreowaniem sytuacji, ale im dalej w mecz, tym więcej przestrzeni zyskiwał ich najlepszy strzelec. W 14. minucie impas został przełamany – Motyczyński wykorzystał świetne dośrodkowanie Jarka Sadeckiego i z bliska wpakował piłkę do siatki. Dwie minuty później akcję rozpoczął Piotr Zmysłowski, a Motyczyński precyzyjnym strzałem podwyższył na 0:2. Skorpiony odpowiedziały jeszcze przed przerwą – po faulu w polu karnym, Marcus Eshun pewnie wykorzystał jedenastkę i do szatni schodziliśmy przy wyniku 1:2.

Druga połowa przebiegała już jednak pod dyktando Tonie Majami. Gospodarze walczyli, ale z każdą minutą opadali z sił. Kolejne dwie bramki Motyczyńskiego sprawiły, że lider odskoczył na bezpieczny dystans. W końcówce trafiali jeszcze Patryk Kamola i Kajetan Lipiński, ustalając wynik meczu na 1:6.

Podopieczni Artura Kałuskiego przez długi czas byli równorzędnym rywalem dla faworyta, ale ostatecznie zabrakło im sił i skuteczności. Tonie Majami dopisują kolejne trzy punkty i umacniają się na pozycji lidera. Gospodarze mimo porażki nadal pozostają blisko podium.

4
12:00

Aż trzy kolejki rundy wiosennej musiała czekać ekipa Old Eagles Koło, by w końcu zapisać na swoje konto pierwsze punkty. Od pierwszego gwizdka było jednak widać, że tym razem są mocno zdeterminowani, by przełamać złą passę.

Już w 4. minucie po podaniu Krzysztofa Józefiaka, bramkę otwierającą wynik zdobył Mariusz Żywek. Popularny „Bolo” rozegrał kapitalne zawody i od samego początku sprawiał sporo problemów defensorom Iglicy. W 10. minucie Old Eagles błyskawicznie rozegrali akcję kilkoma podaniami, po czym Żywek huknął z pełnej siły w poprzeczkę. Chwilę później dośrodkował z rzutu rożnego, a piłkę do siatki sprytnym strzałem skierował Krzysztof Józefiak, podwyższając na 2:0. Goście nie pozostali jednak dłużni – już w kolejnej akcji groźnie zaatakowali, ale na posterunku był Jan Drabik, który obronił trudny strzał. W 12. minucie boisko musiał opuścić Sylwester Madej, który doznał groźnie wyglądającego urazu nosa. Sytuacja była efektem przypadkowego zderzenia – spotkanie mimo intensywności toczone było w duchu fair play. W 23. minucie Iglica przeprowadziła szybką kontrę – Mateusz Fejcher urwał się obrońcom i pokonał bramkarza, zmniejszając stratę. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Old Eagles 3:1.

Po zmianie stron gospodarze nadal prowadzili grę, a Żywek po raz kolejny znalazł się w odpowiednim miejscu i wykorzystał zamieszanie w obronie rywala, trafiając po raz drugi. Michał Skalski miał świetną okazję po indywidualnym rajdzie przez pół boiska, ale dobrze ustawiony bramkarz uniemożliwił mu finalizację akcji. Iglica miała jeszcze kilka prób, jednak ofensywa gości raziła nieskutecznością, a golkiper Orzełków kilka razy uratował swój zespół. Old Eagles mądrze się bronili i kontrolowali tempo spotkania aż do samego końca. W 48. minucie Żywek skompletował hat-tricka i ustalił wynik meczu na 5:1.

Orzełki w końcu dopisują trzy punkty i z optymizmem mogą patrzeć na następne kolejki.

5
12:00

GLK w miniony weekend zmierzyło się z Georgian Team. Obie drużyny znajdowały się po przeciwnych stronach tabeli – gospodarze walczą o awans, natomiast goście toczą bój o utrzymanie. Mimo różnicy w pozycjach, od początku było widać, że nie będzie to jednostronne spotkanie.

Już od pierwszego gwizdka oglądaliśmy otwarty mecz bez kalkulacji – dużo biegania, presji na piłkę i wysokie tempo. GLK częściej grało szeroko, przenosząc ciężar gry ze skrzydła na skrzydło, natomiast Georgian Team próbował przedzierać się środkiem. Gospodarze jako pierwsi stworzyli groźne sytuacje – rzut wolny zakończony słupkiem oraz dwie niewykorzystane kontry. Jednak to goście pierwsi trafili do siatki – po silnym strzale Vakhtangiego objęli prowadzenie. Gol dodał Georgian Team pewności, a ich akcje wyglądały coraz lepiej. W tej fazie meczu nie brakowało przestrzeni i pojedynków jeden na jeden, choć często brakowało zespołowości i cierpliwości – zawodnicy próbowali strzałów z trudnych pozycji lub decydowali się na indywidualne rajdy. GLK z czasem zaczęło odzyskiwać kontrolę, a gdy goście opadli z sił, gospodarze przyspieszyli i wykorzystali swoje okazje, obejmując prowadzenie 5:2 przed przerwą.

Po zmianie stron w zespole Georgian Team nadal wyróżniali się Saba Lomia i Lasha Gabrichidze, którzy już w pierwszych minutach mieli okazję na zmniejszenie strat. Obie drużyny pokazały determinację i wolę walki – wymiany podań, szybkie akcje, ale też brak chłodnej głowy w kluczowych momentach. Kilka razy piłka była wybijana z linii bramkowej lub trafiała w słupek – wynik mógł być jeszcze bardziej bramkowy.

Na uwagę zasługują również bramkarze – szczególnie Mate, który kilkukrotnie ratował swój zespół w trudnych sytuacjach. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:5 dla GLK, co dobrze oddaje obraz gry – intensywnej, zaciętej i pełnej ofensywnych momentów.

Reklama