Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 2 Liga
Gracze Virtualnego Ń w meczu z After Wola od pierwszych minut narzucili swój styl gry i regulowali tempo. Mózgiem w środku pola był Patryk Zych, a w formacji ofensywnej nie miał sobie równych Szymon Kolasa. Początek spotkania to ataki gospodarzy, słupek a po chwili wyjście na prowadzenie 1:0. Następnie szybka odpowiedź After Wola, ale dwukrotnie na straży stanął Dziewulski, który uchronił od straty gola. Kolejna bramka gospodarzy, tym razem autorstwa Patrykca Zycha po podaniu Szymona Kolasy. Goście strzelili bramkę kontaktową, a po chwili z rożnego chcieli dołożyć kolejną, ale piłka zatrzymała się na słupku. Gospodarze mając szeroką kadrę ciągle rotowali, ale przy tym utrzymywali trzon drużyny, dzięki czemu akcje cały czas były w szybkim tempie, a liczne strzały zza pola karnego powodowały, że goście musieli być cały czas ”pod prądem”. W efekcie tych ciągłych ataków do przerwy Virtualni schodzili z prowadzeniem 6:1, a ostatnią bramkę z rzutu karnego wbił Szymon Kolasa. Po zmianie stron było więcej agresywności, goniący After Wola ze wsparciem swoich ludzi przebijali się coraz częściej przez obronę gospodarzy, którzy powoli tracili przewagę, jaka była widoczna w pierwszej połowie spotkania. Świetną robotę wykonywał u gości Radek Żukowski, który wyróżniał się na tle kolegów, ale bez nich by tego nie osiągnął, ponieważ grą zespołową pracowali na jego sytuacje. To był nietypowy mecz, ponieważ o ile pierwsza połowa była zdecydowanie na korzyść gospodarzy, tak drugą przegrali 4:5. Wybitne zawody rozegrali Patryk Zych oraz Szymon Kolasa, czyli liderzy zespołu. Gdyby nie pudła kolegów z drużyny ten mecz mógł się zakręcić bliżej 15 bramek gospodarzy. Finalnie spotkanie wygrali 10:6.
Sytuacja w drugiej lidze po siedmiu kolejkach jest bardzo interesująca a różnice punktowe wyjątkowo małe. W niedzielny wieczór ekipa Playboys Warszawa podejmowała Korsarzy. Wyżej w tabeli byli gospodarze, natomiast wiemy jak wysokie umiejętności prezentuje ekipa gości, dlatego faworytem w tym meczu wydawali się być właśnie oni. Zgodnie z oczekiwaniami wynik jako pierwsi otworzyli Korsarze, składną akcję zespołową wykorzystał Beniamin Chrapowicki. Spotkanie toczyło się pod dyktando gości, którzy prowadzili grę szukając kolejnych trafień. Gospodarze starali się spokojnie czekać i groźnie, a przede wszystkim skutecznie kontratakować. Kilka minut później mieliśmy już remis, po świetnym podaniu bramkę zdobył Włodarczyk. Playboysi ruszyli za ciosem i kolejna groźna akcja przyniosła następnego gola. Tym razem piłkę do siatki skierował Szymczak i gospodarze prowadzili 2-1. Po straconym golu goście starali się odrobić jednobramkową stratę. Niestety wraz z upływem kolejnych minut brakowało im sił a co za tym idzie dokładności. Warto również wspomnieć, że Korsarze przystąpili do tego meczu bez ławki rezerwowych, co w końcowej fazie meczu mogło być jednym z czynników, który wpłynie na końcowy rezultat. Gościom co prawda udało się wyrównać, ale do końca pierwszej połowy to Playboysi dominowali i punktowali doświadczonych oponentów. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4-2. Drugą odsłonę meczu od szybkiej bramki rozpoczęli gospodarze. Kacper Włodarczyk precyzyjnym strzałem ponownie pokonał bramkarza rywali i mieliśmy 5-2. Pomimo utraty sił i braku zmiennika Korsarze nie składali broni. Wynik determinował grę ofensywną a w takiej właśnie najlepiej czuli się goście. W końcówce udało im się zdobyć najpierw jedną a potem drugą bramkę, ale było to za mało żeby ugrać choćby punkt w rywalizacji z Playboysami. Dzięki wygranej ekipa Jakuba Tworka cały czas ma matematyczne szansę na mistrza 2.ligi.
Mecz Watahy z FC Patriot od pierwszych minut był utrzymywany w bardzo wysokiej temperaturze, oba zespoły mnóstwo musiały biegać, bronić blisko, ponieważ każda wolna strefa była wykorzystywana bez żadnych skrupułów. Początek na korzyść gospodarzy, którzy wysoko ruszyli na rywali, wyszli szybko na prowadzenie, po chwili presja rywali i szybki remis. Od tego momentu to goście byli konkretni w swoich poczynaniach, wiedzieli co mają robić, grali na maksa, a ze strefy rezerwowych cały czas otrzymywali podpowiedzi. Moment zdecydowanie pod kontrolą gości, którzy dwukrotnie trafili. Istotne było to, że gra była rozgrywana zgodnie z duchem fair play, mimo że było mnóstwo stykowych sytuacji. Oprócz tego warto podkreślić, że bramki jakie padały nie były przypadkowe. Gra z klepy, strzał z woleja, strzały z daleka, było wszystko! Do przerwy 3:4. Po zmianie stron pechowy samobój i znowu zaczęliśmy od remisu. Dalej była duża dynamika, wysokie tempo. Wataha miała sporo pecha, ponieważ dwukrotnie w krótkim odstępie czasowym trafiła w słupek. Następnie pojawiło się więcej nerwów i frustracji, czego efektem była żółta karta. Gospodarze dalej szukali swoich szans, byli bardziej zdyscyplinowani, a goście jakby tracili swoją przewagę fizyczną. Świetnie grał Kiełpsz, Bieniek i Salamon, którzy byli trzonem drużyny i to oni kreowali większość akcji w fazie ofensywnej. Kolejne minuty to świetna akcja skrzydłem i podanie po szerokości do pustej bramki. Goście od tego czasu grali all in, ale to się zemściło, kiedy szpilkę wbił Kiełpsz. W efekcie czego bardzo dobre spotkanie zakończyło się wynikiem 6:4.
Początek spotkania Sante z Warsaw Hunters był bardzo efektowny, obie drużyny nie oszczędzały się i mieliśmy akcje box to box, zero holowania piłki tylko ciągła presja na bramkę rywali. Od początku zarysowała się przewaga gości, którzy grali technicznie, dużo próbowali dryblingów i gry z kontry, ale to Sante było bardziej wyważone i skuteczne - mimo że jako pierwsi stracili bramkę. Przegrywający mogli jednak liczyć na swojego lidera Michała Aleksandrowicza, natomiast goście z pomocą Adriana Swatowskiego utrzymywali się w grze. Do przerwy to jednak gospodarze prowadzili 6:3. W drugiej części tego spotkania nadal mieliśmy popis pojedynczych graczy, dużo też było przechwytów, które skutkowały strzałami, zakończonymi bramkami. Żadna z ekip nic z tego sobie nie robiła, ich celem było po prostu zdobycie większej liczby bramek od przeciwnika, niezależnie od strat. Dodatkowo więcej spontaniczności pojawiło się na placu, a mniej odpowiedzialnej i ułożonej gry pozycyjnej. Sędzia nie miał za dużo pracy w tym meczu, choć zdarzały się sytuacje, gdzie musiał wskazać na wapno lub pokazać żółtą kartkę, ale ogólnie zawodnicy obu zespołów byli zdyscyplinowani. Podsumowując mecz i wygraną Sante 9:6 trzeba przyznać, że skuteczność i większy spokój spowodował, że to oni zasłużenie wygrali. Najlepiej u gospodarzy zagrał duet Michał Aleksandrowicz (6 bramek i 4 asysty) oraz Paweł Kowalski (2 bramki i 3 asysty). Z kolei u rywali Adrian Swatowski, autor 4 bramek oraz Filip Motyczyński, który zanotował 2 bramki i asystę.
Starcie Młodzieżowców z EAST CREW było przysłowiowym meczem o sześć punktów, gdyż tylko trzy oczka dzieliły obie ekipy przed tym pojedynkiem, a więc przy dobrym wyniku gospodarze mogli zrównać się punktami z dotychczasowym liderem. Mieszanka różnych pokoleń w ekipie Młodzieżowców to bardzo ciekawy eksperyment, który bardzo fajnie sprawdzał się od pierwszych minut gry. Sporo zamieszania robił duet Hubert Dubiel oraz Grzesiek Maciejewski, jednak nie przekuło się to na gola. Z kolei w szeregach gości dużo zamieszania w ofensywie wprowadzał Mikhailo Fedko, a swojej okazji na zapisanie asysty ciągle szukał Bohdan Havryliv. Trzeba także wspomnieć o bardzo dobrej postawie między słupkami obu bramkarzy: Wiktora Sławińskiego oraz Ivana Soboleva. Głównie dzięki ich postawie, wynik przez większość spotkania był bezbramkowy. To się jednak zmieniło po ładnej akcji dwóch wcześniej wymienionych graczy zza wschodniej granicy, kiedy to ładnym crossem popisał się Bohdan Havryliv, a jeszcze ładniej, bo strzałem w dalsze okienko bramki, akcję wykończył Mikhailo Fedko. Do przerwy skromne 0:1, jednak było widać, że żadna z ekip nie zamierzała oddać cennych punktów w tym starciu. Po zmianie stron nieco mocniej przycisnęli Młodzieżowcy, lecz nie mogli znaleźć sposobu na dobrze spisującego się Ivana Soboleva. To czego nie byli w stanie dokonać napastnicy gospodarzy, udało się... graczowi EAST CREW. W bardzo dużym zamieszaniu w polu karnym piłka najpierw odbiła się od słupka, a następnie uderzyła w zdezorientowanego Mariana Melnyka, po czym wpadła do bramki i mieliśmy 1:1. Końcowe dziesięć minut spotkania to desperackie próby przechylenia szali na swoją stronę obu zespołów, ale wciąż świetnie spisywali się bramkarze. Ostatecznie jednak golkiper gospodarzy musiał skapitulować, gdy po podaniu Ivana Soboleva pięknym, płaskim strzałem na dalszy słupek popisał się Mikhailo Fedko! Jego trafienie ustaliło wynik spotkania na 1:2, dzięki czemu EAST CREW utrzymała pozycję lidera, którą będą musieli jednak jeszcze obronić w ostatniej kolejce!







)
)
)
)
)
)
)
)
)