Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 12 Liga
Będący na drugim miejscu z aspiracjami na sięgnięcie po mistrzowski tytuł dwunastej ligi zespół Weiti FC grał przeciwko Shitable, które zajmuje ostanie miejsce nad strefą spadkową. Patrząc na ligową tabelę gospodarze mogli się spodziewać „spacerku” w drodze po trzy punkty, lecz goście nie chcieli tanio skóry sprzedać. Pierwsza bramka po rozpoczęciu spotkania w 5 minucie padła łupem Shitable, które zaskoczyło lekko uśpionego rywala. Ten dość niespodziewany cios pobudził zawodników Weiti, którzy w dziesięć minut nie dość, że odrobili straty, to wysunęli się na dwubramkowe prowadzenie, które mimo naporów rywala zachowali do końca pierwszej połowy. Druga część spotkania to szybko powiększone prowadzenie za sprawą duetu Jakub Kałuski & Karol Rogoziński. Stracona bramka nie podcięła skrzydeł gościom grającym wyrównane spotkanie, które mimo przewagi bramkowej Weiti było pełne sportowej walki o każdy centymetr boiska. Finalnie gospodarze w ładnym stylu wygrali to spotkanie różnicą dwóch goli i awansowali na pierwsze miejsce mając tyle samo punktów, co drugi zespół w tabeli (w bezpośrednim pojedynku w 1. kolejce lepsi byli zawodnicy Weiti). Shitable mimo porażki zaprezentowali się z dobrej strony i nie można im odmówić serca do gry na naszych boiskach. Mając sześć punktów straty do czołówki i cały czas pozostają w grze o najwyższe cele, a coraz lepsze wyniki napawają optymizmem na przyszłość.
Mecz Złączonych z Nagel był pojedynkiem dwóch równorzędnych rywali. Od początku mogliśmy obserwować śmiałe ataki z jednej i drugiej strony i z przebiegu meczu trudno było wskazać drużynę, która by znacznie przeważała nad swoim oponentem. Z biegiem czasu coraz częściej do głosu zaczęli dochodzić goście, co przełożyło się na zdobycze bramkowe. Najpierw do siatki trafił Maksimo Stesiuk, a parę minut później mieliśmy już 0:2 po bramce Kamila Komorowskiego. Złączeni nie pozostawali dłużni, po składnej akcji zdobyli gola kontaktowego i na przerwę obie ekipy schodziły przy stanie 1:2. Druga część zaczęła się od ataków Złączonych, którzy czuli, że rywal jest absolutnie w ich zasięgu. Nie przyniosło to jednak oczekiwanego efektu w postaci remisu. Zabrakło skuteczności i lepszego wykończenia, a raz rywali uratowała poprzeczka. Za to Nagel wykorzystał jedną ze swoich sytuacji i podwyższył prowadzenie na 1:3. To nie podłamało ekipy z Grodziska, która dalej szukała swoich okazji i ta konsekwencja się opłaciła. Kilka minut później duet Piotr Gipsiak – Łukasz Wasiak doprowadził w krótkim czasie do stanu 3:3 i mecz zaczął się na nowo. Przy tym wyniku parokrotnie dobrze interweniował między słupkami Krzysztof Milczarek, utrzymując dla Złączonych wynik remisowy. Nagel jednak przyzwyczaił nas do emocjonujących końcówek i tak było również w tym spotkaniu. Na minutę przed końcem Mateusz Skalski oddał strzał z dystansu, po którym piłka najpierw odbiła się od słupka, a następnie dość pechowo od interweniującego bramkarza Złączonych, po czym wpadła do siatki. Goście mogli się cieszyć ze zwycięstwa, choć podział punktów nikogo by tu nie skrzywdził. Złączeni zagrali dobry mecz, brakowało im jednak trochę szczęścia w kluczowych momentach spotkania.
Gracze Sportano Football Club są jedną z najbardziej nieprzewidywalnych ekip w 12-tej Lidze Fanów i za każdym razem, gdy pojawiają się na boisku nie wiemy, czy spodziewać się zachowawczej gry z małą ilością bramek, czy też kanonady. Tym razem, w starciu z mającą bardzo ciężką przeprawę po powrocie do Ligi Fanów Gastro Spartą, znów odpalili armaty. Ekipa gości stawiła się na zawody w bardzo skromnym, siedmioosobowym składzie, co przy niemal pełnym zestawieniu gospodarzy stawiało ich w nierównej walce pod kątem kondycji. Gra w pierwszej połowie była w miarę wyrównana, z lekkim wskazaniem na Sportano, co zresztą udokumentowali w pierwszych minutach. Po przejęciu piłki przez Kacpra Czarneckiego obejrzeliśmy skuteczne wykończenie kontrataku i bramkę na 1:0. Podwyższenie na 2:0 miało miejsce, gdy do po wykonaniu "wapna" przez Filipa Motyczyńskiego piłkę z bramki wyciągał Marcin Kurek. Bramka ustalająca wynik pierwszej odsłony na 3:0 to indywidualny popis Kacpra Czarneckiego, dla którego było to już drugie trafienie tego dnia. Po zmianie stron gospodarze, po ładnej, zespołowej akcji, dość szybko podwyższyli prowadzenie do stanu 4:0 po golu Damiana Olejniczaka. Otuchy i wiary z umiejętności graczom Sparty dodał w odpowiedzi Bartek Bąk, który nie zmarnował podania Witka Kalinowskiego i zapisał na swoim koncie trafienie honorowe. Niestety, od tego momentu gospodarze, mimo ogromnego trudu włożonego w mecz przez rywali, przejęli zupełnie inicjatywę. Swoją przewagę w spotkaniu udokumentowali jeszcze pięcioma trafieniami, a na listę strzelców wpisywali się: Patryk Kamola - dwukrotnie, a także Łukasz Tyburc, Kacper Czarnecki (hat-trick) oraz Kamil Dąbrowski. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy 9:1, dzięki czemu nadal liczą się w walce o mistrzostwo. Gracze Gastro Sparty już w najbliższej kolejce na pewno zrobią wszystko, aby w końcu na swoim koncie zanotować pierwsze zwycięstwo i komplet punktów. Trzymamy kciuki!
Przed tym meczem Zaruby znajdowały się na podium 12 ligi, Kempton okupował miejsce trzecie, więc stawka tego spotkania była szalenie wysoka. Świadczyła o tym również gra obu ekip w pierwszej części spotkania – raczej zachowawcza i nastawiona na powolne budowanie przewagi. Bardziej aktywni byli jednak goście. Atakowali wyraźnie częściej, a ich akcje były groźniejsze, ale koszmarnie zawodziło wykończenie. Kempton dwukrotnie zmarnował stuprocentowe akcje, ale bramka wisiała w powietrzu. W końcu niemoc swojego zespołu przełamał Stydom Thondhlanga, który strzałem z dystansu pokonał golkipera gospodarzy. Choć na kolejnego gola czekaliśmy aż dziesięć minut, to inicjatywa gości rosła z minuty na minutę. Do tej pory chwaliliśmy Zaruby United za świetną grę zespołową, ale tego dnia coś zdecydowanie popsuło się w teamie Piotra Grzesikiewicza i gospodarze zupełnie nie mogli odnaleźć swojego rytmu. Kempton zagrał bardzo ofensywny futbol, a chłopaki nie bali się samotnych rajdów po skrzydłach, konstruowali dynamiczne akcje i walczyli do końca o każdą piłkę a taki styl wyraźnie Zarubom nie leżał. W 21 minucie na 2:0 podwyższył Desire Kamiayo, a zanim skończyła się pierwsza połowa było 3:0 po drugim trafieniu Stydoma Thondhlangi. Po przerwie niewiele zmieniło się w grze obu drużyn, ale Zaruby zaczęły grać nieco śmielej, czego efektem był gol kontaktowy w 30 minucie autorstwa Piotra Skwarskiego. Wydawało się, że gospodarze podłączą się do rywalizacji, ale goście bardzo szybko rozwiali wszelkie wątpliwości, szybko wrócili na właściwą ścieżkę i po kolejnych dziesięciu minutach prowadzili już 8:2. Gospodarze podjęli decyzję o zmianie golkipera i między słupkami stanął Artur Sęk. Zmiana okazała się dobrym pomysłem, bo Artur znany jest z głośnej komunikacji ze swoimi zawodnikami i taki doping spowodował, że Zarubom udało się trzykrotnie pokonać Muhammeda Sherifa. Na więcej zwyczajnie zabrakło czasu, kropkę nad i w ostatniej minucie postawił Desire Kamiayo i mecz zakończył się wynikiem 9:5.







)
)
)
)
)
)
)