Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 12 Liga
Niewiele zabrakło, aby spotkanie CF Kempton ze Sportano Football Club skończyło się rzadkim w szóstkach wynikiem 0:0. Obie ekipy zaprezentowały bardzo zbliżony poziom i na pierwszego gola musieliśmy długo czekać, ale wcale nie oznacza to, że na boisku nic się nie działo. Wręcz przeciwnie – całą pierwszą połowę oglądaliśmy mnóstwo walki w środku pola i gry przenoszącej się od bramki do bramki. Obie drużyny miały trochę inny plan ofensywny – Sportano skupiało się na cierpliwym konstruowaniu akcji z własnej połowy, Kempton postawił na dalekie wyrzuty bramkarza i próby dynamicznego wykończenia. Niestety w obu przypadkach zabrakło skuteczności, choć zdecydowanie groźniejsze ataki wyprowadzali gospodarze, golkiper Sportano Dominik Kędzierski miał ręce pełne roboty i kilkukrotnie uchronił swój zespół przed utratą gola. W dosłownie ostatniej akcji pierwszej połowy Damian Olejniczak został ukarany żółtą kartką za zatrzymanie akcji ręką, ale gospodarze nie wykorzystali rzutu wolnego i pierwsza część spotkania skończyła się bezbramkowym remisem. Początek drugiej połowy powinien pójść gładko dla gospodarzy, ale to Sportano wyprowadziło akcję ofensywną, która nieomal skończyła się strzeleniem gola w osłabieniu. Po wyrównaniu się składów Kempton urządził sobie oblężenie bramki Dominika Kędzierskiego, ale golkiper rywali zachowywał czujność i nie dał się pokonać. Zwrot akcji nastąpił dopiero w 37 minucie. Daleki wyrzut bramkarza Kempton przyjął Blessing Dongo, wyłożył piłkę Michaelowi Musiwago, a ten sprytnym strzałem w długi róg zapakował piłkę do siatki. Po chwili mogło być już 2:0, ale znów cuda wyczyniał Dominik Kędzierski. Bez szans był w 41 minucie – bramkarz Kemtpon Panache Mandanga przerzucił piłkę przez całe boisko, a niekryty Prince Tafara wykończył akcję i gospodarze zaliczyli dwubramkowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. Goście gonili wynik, ale zabrakło pomysłów na przełamanie defensywy gospodarzy i afrykańska ekipa wyszła zwycięsko z tego niezwykle wyrównanego spotkania.
Spotkanie Shitable z Zaruby United toczyło się zdecydowanie pod dyktando gości. Już w 2 minucie meczu podanie z rzutu rożnego Andriya Voloshczuka na gola zamienił Vlad Fedyukovich, a trzy minuty później Andriy zapakował piłkę do siatki potężnym strzałem z dystansu i Zaruby błyskawicznie złapały inicjatywę, której nie oddały praktycznie do samego końca. Wprawdzie przy stanie 0:2 rywalizacja była wciąż otwarta, a gospodarze nabrali trochę animuszu i oglądaliśmy sporo walki w środku pola, to jedyną drużyną punktującą tego dnia był team Piotra Grzesikiewicza. W 15 minucie obejrzeliśmy kalkę pierwszego gola. Tym razem podawał Kornel Tłaczała, a strzelał Michał Zdanowski. W 18 minucie fatalne niezdecydowanie bramkarza Shitable wykorzystał Marcin Gródkowski, a przed przerwą trafił jeszcze Andriy Voloshchuk i na przerwę Zaruby schodziły prowadząc 0:5. Zasadniczo nie ma w tym żadnego zaskoczenia. Gospodarze choć waleczni, grali trochę swawolny i niepoukładany futbol. Zaruby zupełnie na odwrót – ciasne krycie, pressing, dyscyplina, pomysłowość i zespołowe rozgrywanie piłki. Pierwsza połowa pokazała słuszność takiego planu taktycznego, a druga część spotkania tylko przypieczętowała wyższość gości. W 28 minucie po raz trzeci team Piotra Grzesikiewicza zdobył gola z rzutu rożnego. Shitable zdecydowało się na zmianę bramkarza i w rolę golkipera wcielił się kapitan drużyny Luka Danylenko. Początkowo przyniosło to nawet sensowny efekt – gospodarze nawiązali walkę, ale nie mieli pomysłów na przełamanie świetnie poukładanego bloku defensywnego ZU. Ostatnie 10 minut to kompletna kontrola ze strony zespołu przyjezdnego, którego napastnicy wrzucili kolejny bieg i pakowali gola za golem. Wynik 0:12 dużo mówi o tym spotkaniu. Po takim występie nie mamy już wątpliwości, że Zaruby United czeka świetlana przyszłość w naszej lidze. Chłopakom z Shitable nie brakuje umiejętności i charakteru, ale muszą nieco poukładać swoją taktykę, bo poziom 12 ligi okazuje się dość wysoki i nie wybacza prostych błędów.
W 12. lidze ciężko po jednej rozegranej kolejce typować lidera, ale obie drużyny wygrały swoje pierwsze mecze i przystępowały do tego pojedynku w bojowym nastawieniu. Było to niezwykle wyrównane spotkanie, w którym padło wiele widowiskowych bramek. Pierwszy umieścił piłkę w siatce Karol Rogoziński, który nie był kryty w polu karnym i bardzo sprytnie wykorzystał gapiostwo obrońców. Z kolei bardzo efektowną bramkę dla Nagela zdobył Radosław Przybylski główką po wyrzucie z autu Kuby Rutkowskiego. Gra Radka zasługuje na wyróżnienie w tym spotkaniu. Strzelił on aż cztery bramki i zanotował asystę. Z każdą minutą emocje rosły, a dogodne sytuacje były zamieniane na gole. Do przerwy jednak Weiti FC nie pozostawiło złudzeń rywalowi, bo wynik wynosił 2:6. Nie byli drużyną, która kontrolowała pierwszą połowę, jednak skrupulatnie wykorzystywali stworzone sytuacje. Nie jest łatwo przy takim wyniku z podniesioną głową wyjść na drugą część i pokazać na co stać drużynę, ale właśnie tak zrobił Nagel. W drugiej połowie strzelili aż pięć bramek i dzielnie walczyli. Nie było to jednak wystarczające, aby zdobyć trzy punkty. Spotkanie zakończyło się wynikiem 7:8 i pozostawiło gospodarzom spory niedosyt. Nagel miał problemy przede wszystkim z Jakubem Kałuskim z drużyny gości, który upolował hat-tricka i zanotował dwie asysty. Dzięki temu znalazł się w szóstce kolejki, czego mu serdecznie gratulujemy!
Obie ekipy w pierwszym spotkaniu nie zdobyły punktów i w bezpośrednim starciu liczyły na przełamanie. Goście znakomicie zaczęli spotkanie i otworzyli wynik meczu. Jednak po szybko strzelonej bramce coś się zacięło i do głosu doszli gospodarze. Znakomita współpraca w ofensywie Karola Rodaka i Ivana Khomyna dała szybkie wyrównanie i co więcej Gastro Sparta złapała rytm i seryjnie trafiała do bramki rywali. Słabszy moment miał też golkiper Złączonych, który kilka razy mógł się lepiej zachować przy sytuacjach przeciwników. W pewnym momencie na tablicy wyników było już 6:2 i nic nie zwiastowało niczego złego dla ekipy gospodarzy. Team Mariusza Niedźwiadka jednak jeszcze przed przerwą ponownie zaczął grać lepiej i dwie bramki strzelone na przestrzeni kilku minut zniwelowały straty przed drugą połową. Do przerwy było 6:4 i sprawa ostatecznego wyniku pozostawała jak najbardziej otwarta. Po zmianie stron uaktywnił się Piotr Gipsiak. Jego bramki i asysty dały impuls drużynie, która potrzebowała zaledwie osiem minut by wyjść na prowadzenie. To napędziło Złączonych do jeszcze lepszej gry i totalnie podcięło skrzydła rywalom. Tych stać było na jeszcze jeden zryw, lecz ekipa z Grodziska wypracowała sobie przewagę której nie oddała już do końcowego gwizdka. Gastro Sparta po raz kolejny zagrała niezły mecz, gdzie była równorzędnym rywalem ale na razie nie zdobyła jeszcze punktów. Jednak w naszej ocenie to kwestia czasu jak ta ekipa zacznie wygrywać. Złączeni mogą być z kolei zadowoleni, bo nie tylko punkty ale i sama gra wygląda coraz lepiej. Dlatego przypuszczamy, że ta drużyna powalczy w tym sezonie o najcenniejsze laury.







)
)
)
)
)
)
)