Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 5 Liga
Starcie sąsiadów z tabeli to zawsze gratka dla wszystkich obserwatorów. Nie inaczej było w starciu Lagi Warszawa z Miksturą. Przetrzebieni problemami kadrowymi goście, przed meczem obawiali się porażki, ale początek meczu napawał ich optymizmem. Dość szybko wyszli na prowadzenie, gdy do siatki trafił Patryk Zych. Gol, którego zdobył w starciu z Lagą Warszawa należał do wyjątkowych. Patryk uderzył piłkę w taki sposób, że odbiła się ona od dwóch słupków zanim wpadła do siatki. Chwilę później goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie, gdy do siatki trafił Pawlik. Gospodarze nie pozostali im jednak dłużni i prędko strzelili gola kontaktowego. Autorem został Patryk Szeligowski, który uderzył mocno po długim słupku. Potężnym uderzeniem popisał się również Rafał Jochemski, gdy podwyższył przewagę Mikstury strzałem w okienko. W drugiej części meczu ten napastnik zdobył jeszcze dwie bramki - najpierw zakręcił “kółeczko” i płaskim kopnięciem pokonał bramkarza, a następnie wrzucił golkiperowi piłkę za kołnierz, po sprytnym lobie. I choć goście też strzelali ładne gole (Dmitriuk na 2:5 trafił z dużego dystansu), to goście byli tego dnia bezlitośni. Skowroński wykończył “sam na sam”, Szeligowski skorzystał z błędu rywala, a Jochemski skompletował hat-tricka. Dzięki tym trafieniom mecz zakończył się wynikiem 2:7, a Mikstura odskoczyła sąsiadom na cztery punkty.
Pojedynek dinozaurów, czyli ekip które w Lidze Fanów oglądamy od dekady lub nawet dłużej. FC Melange podejmował Junaka, a składy obu ekip były skrajnie inne, gdyż gospodarze nie mieli nikogo na zmianę, natomiast w ekipie Krzyśka Krzewińskiego na mecz stawili się wszyscy gracze! Nic nie zapowiadało, że ten pojedynek będzie wyrównany, jednak na przekór temu, co było „na papierze” obie ekipy zafundowały nam genialne, pełne emocji widowisko. Lepiej zaczęli goście, którzy otworzyli wynik spotkania po kontrze wyprowadzonej przez Kacpra Chimczuka, a wykończonej przez Pawła Groszkowskiego. Jednak czym byłby w tym sezonie FC Melange, gdyby nie Filip Junowicz. „Juno” sprytnie wyczuł słabe zagranie rywali i po przejęciu piłki pewnie skierował piłkę do siatki, dając wyrównanie. Jednak doskonale w pierwszej odsłownie spisywał się duet, który przeprowadził akcję na 0:1, a tym razem, w bardzo podobnych okolicznościach, na 1:2. Bramka na 2:2 to sprytne rozegranie rzutu wolnego przez Bartka Podobasa, który wypatrzył dobrze ustawionego Filipa Junowicza, a ten znów ze spokojem pokonał Andrzeja Groszkowskiego. Ostatnie słowo, tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, należało do graczy Junaka, a konkretnie do Pawła Groszkowskiego, który po przeprowadzeniu imponującej kontry w wykonaniu swojego taty, Andrzeja, wpakował piłkę do siatki, ustalając wynik pierwszej odsłony na 2:3. Druga połowa rozpoczęła się od podwyższenia prowadzenia przez gości do stanu 2:4 i wydawało się, że grający bez zmian Melange nie złapie już oddechu, aby gonić wynik. Jednakże weterani FCM w zadziwiający sposób się zmobilizowali i rozpoczęli pogoń za rezultatem. Oczywiście pierwsze skrzypce grał Filip Junowicz, którego dwie akcje z rzędu, w tym jedna zakończona golem Bartka Podobasa, doprowadziły do wyrównania. Kiedy „Juno” wpisał się na listę strzelców dając gospodarzom prowadzenie 5:4, gra naprawdę nabrała rumieńców. Tuż przed końcem spotkania Paweł Groszkowski, po podaniu Krzyśka Krzewińskiego zmienił rezultat na 5:5, jednak ku zdumieniu wszystkich, ostatnie słowo należało do „Melanżowników”. Po dwójkowej akcji Łukasza Słowika i oczywiście, Filipa Junowicza, bramkę na 6:5 zdobył drugi z wymienionych Panów. Świetne spotkanie, cenne punkty dla FC Melange, dzięki którym wyszli ze strefy spadkowej i mają realne szanse na włączenie się do walki o górną część tabeli.
Przed tą kolejką Bulbez i Sportowe Zakapiory były w tabeli zaznaczone na czerwono. Doświadczyliśmy więc spotkania zespołów, które prawdopodobnie aż do końca sezonu będą uwikłane w niewdzięczną batalię dotyczącą utrzymania. A po niedzieli o krok bliżej celu będą zawodnicy Bulbezu, bo to oni rozstrzygnęli tę bezpośrednią konfrontację na swoją stronę. I zrobili to jak najbardziej zasłużenie, widać było duże doświadczenie tej ekipy, która od premierowego gwizdka grała konsekwentnie i punktowała swoich przeciwników. Początkowo zespół Zakapiorów trzymał w grze ich nowy bramkarz Karol Chmielewski, lecz z biegiem czasu i on nie był w stanie odbijać wszystkiego. Jego katem był przede wszystkim Olivier Wójcik. Ten zawodnik łącznie zdobył cztery gole, fajnie pokazywał się na wolnych pozycjach i miał naprawdę wysoką skuteczność. Ale błędem byłoby pochwalić tylko jego. Wszyscy gracze w zielonych koszulkach zagrali na naprawdę solidnym poziomie, choć tak naprawdę nie mieli wyjścia, bo każde odstępstwo od normy było surowo komentowane przez Marcina Osowskiego. Popularny „Osa” poziom decybeli zmniejszył dopiero wtedy, gdy w drugiej połowie wszedł do pola i mimo, że jednego gola zdobył, to nie był w swoich zagraniach nieskazitelny. Ale nie miało to większego znaczenia. Ten sukces, chociaż drobny, na pewno cieszy. Odmienne nastroje panują pewnie w obozie Zakapiorów, jakkolwiek warto im oddać, że mimo iż mecz się nie układał, to wciąż próbowali grać po ziemi, podaniami i szkoda, że tego dnia nie było im dane skorzystać ze wszystkich swoich najlepszych graczy. Oby za tydzień wyglądało to lepiej, bo potencjał w tej ekipie zdecydowanie jest.
W niedzielny poranek w 5 lidze zmierzyły się ekipy Sante oraz Munja. Gospodarze w tym sezonie zawodzą i z zerowym dorobkiem punktowym znajdują się na ostatnim miejscu w lidze. Goście natomiast zapewne liczyli na zdecydowanie więcej, ale z czterema punktami okupują lokatę tuż nad strefą spadkową. Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęli zawodnicy Munji, którzy już po kilku minutach wyszli na prowadzenie 0-1, a po chwili prowadzili już dwoma bramkami. Gospodarze zupełnie nie radzili sobie w obronie, często popełniali indywidualne błędy co wykorzystywali zawodnicy gości. Sante ewidentnie nie „dojechało” na to spotkanie, bramki padały bardzo szybko i wynik meczu był już rozstrzygnięty tak naprawdę po kilku minutach. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:6. Po zmianie stron gospodarze zupełnie opadli już z sił i nie nadążali z powrotem do defensywy co skutkowało kolejnymi bramkami gości. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:14. Munja dopisuje kolejne 3 punkty i dzięki temu oddała się od strefy spadkowej. Gospodarze natomiast muszą solidnie wziąć się do pracy, by w końcówce sezonu powalczyć o utrzymanie w 5 lidze.
Lider, który w tym sezonie wygrywał wszystkie mecze i zespół, który niewielką zaliczką punktową utrzymuje się nad strefą spadkową. BJM Development zmierzył się z Bartolini Pasta i pozostawał faworytem jeszcze na długo przed startem spotkania. Boisko zweryfikowało jednak przewidywania ekspertów - a przynajmniej chwilowo. Wynik otworzył bowiem zawodnik Bartolini, gdy wykorzystał niskie dośrodkowanie jednego z partnerów z drużyny. Sześć minut gospodarze utrzymywali prowadzenie, aż Olivier Aleksander płaskim strzałem z dystansu doprowadził do wyrównania. Na początku drugiej połowy zawodnicy zaprezentowali nam nowatorski sposób rozegrania rzutu wolnego. Do stojącej piłki podeszło dwóch graczy, po czym obaj przeskoczyli futbolówkę. Zaledwie chwilkę później mieli okazję do poprawy i tym razem Skowroński wziął sprawy w swoje ręce i kąśliwym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy posłał piłkę do bramki. W 32 minucie Aleksander zaliczył udane przejęcie, a następnie popisał się efektowną podcinką i BJM prowadziło 3:1. Czwarta bramka nas zachwyciła, bo obrońca gości, Piotr Sobieszek, wybiegł za plecy defensorów rywala i bez przyjęcia skorzystał z dośrodkowania jednego z kolegów. Piłkę uderzył kolanem, obracając się w biegu. Następne minuty definitywnie pozbawiły gospodarzy szans, bo do 48 minuty utrzymywał się wynik 1:6. I choć w ostatnich chwilach Bartolini Pasta zdobyła dwie bramki, to rezultat 3:6 mógł zadowolić jedynie lidera.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)