Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 4 Liga
Bardzo interesująco zapowiadał się pojedynek pomiędzy zespołami Compatibl z Fuszerką. Obydwie drużyny miały do tej pory tyle samo zdobytych punktów i trudno było wskazać wyraźnego faworyta. Od początku mecz był bardzo wyrównany i żadna drużyna mimo kilku sytuacji bramkowych nie potrafiła znaleźć drogi piłki do bramki rywali. Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska i pierwszy kwadrans zakończył się wynikiem bezbramkowym. Chwilę później pierwszą skuteczną akcję przeprowadzili goście i to oni wyszli na prowadzenie. Lada moment dał o sobie znać Łukasz Prusik, który najpierw z rzutu karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu a następnie zdobył bramkę z akcji. Chwilę przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę po raz czwarty bramkarz gospodarzy musiał wyjmować piłkę z bramki i obydwa zespoły schodziły na przerwę z wynikiem 0:4 dla gości. W drugiej połowie bardzo szybko zespół Fuszerki powiększył prowadzenie zdobywając kolejne dwie bramki i sytuacja na boisku była przez nich w pełni kontrolowana. Wysokie prowadzenie nieco uśpiło jednak ich czujność, co doskonale wykorzystali rywale strzelając trzy bramki. Ostatnie słowo należało jednak do gości, którzy strzelając bramkę ustalili wynik spotkania na 3:7. Zespół Fuszerki zdobył bardzo cenne trzy punkty, dzięki którym nadal liczą się w walce o medale. Porażka zawodników Compatibl-u sprawiła, że strata do miejsca premiowanego awansem nieco się powiększyła. Na szczęście dla nich zostało jeszcze do rozegrania sporo spotkań i wszystko jest w ich zasięgu.
Zdecydowanym faworytem pojedynku pomiędzy zespołami LTM Warsaw oraz Oldboys Derby byli goście, którzy po serii zwycięstw znaleźli się na drugiej pozycji w ligowej tabeli. Gospodarze natomiast cały czas mają problem ze skompletowaniem kadry, przez co zamykają tabelę na tym poziomie rozgrywkowym. Dodatkowo po raz kolejny pojawili się w składzie tylko sześcioosobowym bez nominalnego bramkarza. Początkowo niżej notowany zespół bardzo dobrze radził sobie z rozbijaniem pojedynczych akcji przeciwników, ale już w minucie siódmej dał o sobie znać duet Pryjomski - Wiktoruk, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Chwilę później był ponownie remis, kiedy to jedną z nielicznych sytuacji wykorzystali gospodarze i mecz rozpoczął się od początku. Końcówka pierwszej połowy to koncertowa gra zespołu Oldboyów, którzy aż trzykrotnie pokonali golkipera rywali. Drugą część meczu lepiej rozpoczęli gospodarze, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Chwilę później odpowiedzieli goście, ale tym razem futbolówka wylądowała na poprzeczce. Pierwszą bramkę w tej części meczu zdobyli zawodnicy LTM-u, ale jak się później okazało było to ich ostatnie trafienie w tym spotkaniu. Zespół ten z czasem opadał z sił, co doskonale wykorzystali goście aplikując im kolejne bramki. Bardzo aktywny cały czas był wyżej wspomniany duet, który razem zdobył siedem bramek i dołożył do tego cztery asysty. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 10:2 dla zespołu Oldboys Derby, który umocnił się na drugiej pozycji w tabeli. LTM Warsaw poniósł kolejną porażkę i ich strata do bezpiecznego miejsca robi się coraz większa.
Tego starcia byliśmy bardzo ciekawi. Historycznie ani razu nie udało się jeszcze Mobilisowi ograć Cosmos United, więc ekipa Szymona Januły na pewno bardzo ambitnie podeszła do tego spotkania. Goście za to dokonali bardzo ciekawych transferów zimowych, pozyskując między innymi Mateusza Szymczaka i Kacpra Włodarczyka, który mają spore doświadczenie w grze w Lidze Fanów. Początek meczu zdecydowanie należał do ekipy Salvadora De Fenixa. Wydawało się nawet, że może to być mecz do jednej bramki, bo pierwszy gol padł już w 2 minucie, a po niecałym kwadransie było już 0:4. Maciej Bogusz potrzebował raptem dziesięciu minut, żeby skompletować hat-tricka, swoje dołożył Kacper Włodarczyk i wydawało się, że Cosmos przejdzie przez ten mecz spacerkiem. Jednak gospodarze mieli jeszcze coś do powiedzenia – w 18 minucie podanie przez całe boisko posłał Paweł Janiszewski, a celny strzał oddał Ireneusz Kowal i piłka zatrzepotała w siatce Cosmosu. Goście odpowiedzieli golem Bartka Kuby, ale riposta ze strony niebieskich nadeszła błyskawicznie i zapunktował Daniel Czerwonka. Przed przerwą udało się Mobilisowi trafić jeszcze raz i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 3:5. W drugiej połowie gospodarze grali zdecydowanie lepiej. Stwarzali więcej groźnych i bardziej pomysłowych akcji i inicjatywa była raczej po ich stronie. Obie ekipy obiły słupek bramki przeciwnika, a Kacper Włodarczyk w akcji sam na sam trafił w poprzeczkę. W 35 minucie impas strzelecki przełamali goście – Daniel Czerwonka trafił na 4:5 i mecz nabrał kolorów. Obie ekipy bezskutecznie próbowały przechylić szalę na swoją stronę i dopiero na 5 minut przed końcem spotkania atmosferę rozładował Mateusz Szymczak, który zdobył arcyważnego gola dla Cosmosu. Goście błyskawicznie dołożyli trafienie na 4:7 i choć Mobilis się nie poddawał, to zwyczajnie zabrakło czasu, żeby dogonić wynik. W ostatniej akcji wynik meczu ustalił Rafał Duda i mimo ofiarnej pogoni Mobilis uległ ostatecznie Cosmos United 6:8.
Mecz lidera tabeli z drużyną z jej środka. Od samego początku toczony w bardzo szybkim tempie z wieloma sytuacjami strzeleckimi. I tak o to już w 4 minucie po podaniu Przemysława Szabata gola zdobył Przemyslaw Nieszporek. Szybko odpowiedzieli goście a konkretnie Michał Płotnicki, który mocnym strzałem z rzutu wolnego pokonał Piotra Domańskiego. Kilka chwil później na 2:1 strzelił Yakovenko a do wyrównania doprowadził Kolasa. I w zasadzie taki obrazek widzieliśmy przez całą pierwszą część spotkania. FFK Oldboys wychodziło na prowadzenie a Virtualne Ń doprowadzało do wyrównania. Ostatnie słowo należało jednak do lidera i to oni schodzili na przerwę z jednobramkową przewagą a wynik brzmiał 5:4. W kolejnych 25 minutach sytuacji podbramkowych było jeszcze więcej i wynik zmieniał się jeszcze częściej. W drużynie gospodarzy brylowali zwłaszcza Przemysław Szabat, Vitalii Yakovenko oraz Przemysław Nieszporek i to oni odpowiadali za poczynania ofensywne swojej ekipy. Łącznie wymieniona wcześniej trójka zdobyła w tym meczu 10 z 11 goli swojego zespołu. U rywali zdecydowanie najlepsi byli Szymon Kolasa i Michał Płotnicki, na których opierała się cała gra drużyny i którzy strzelili 8 z 9 goli dla gości. Sam mecz był wyrównany i do samego końca nie wiedzieliśmy kto wyjdzie z niego zwycięsko. Tak jak w pierwszej części gry tak i w drugiej ostateczne słowo należało do FFK Oldboys, którzy wygrali 11:9.
FC Tartak jako pierwszy miał okazję zmierzyć się z debiutantami Ligi Fanów, czyli ekipą Ogień Bielany. Trzeba przyznać, że goście rozpoczęli sezon z wysokiego C. Kontynuując muzyczną metaforę można powiedzieć, że team Jana Napiórkowskiego zagrał koncertowo, a o swojej wirtuozerii dali znać Kacper Cetlin i Karol Gozdalik. Karol już pierwszej minucie meczu otworzył wynik, a po niecałym kwadransie Ogień prowadził już 0:3 po dwóch trafieniach Kacpra. Goście dyktowali swoje warunki od pierwszego gwizdka i szybko dało się zauważyć, że Tartak po prostu nie nadąża za błyskotliwymi pomysłami w ofensywie gości. Mimo wyraźnej przewagi przeciwników gospodarze szukali okazji strzeleckich i w 17 minucie rozegrali rzut rożny na jeden kontakt i gola zdobył Piotr Kusaj. Minutę później żółty kartonik obejrzał Jan Napiórkowski i gospodarze stanęli przed szansą odrobienia strat. Ogień nie tylko mądrze rozgrywał piłkę grając w osłabieniu, to na dodatek kilkukrotnie wyprowadził groźny kontratak i gospodarze nie wykorzystali gry w przewadze. Wynik do przerwy nie zmienił się, a sam początek drugiej połowy pokazał totalną dominację zawodników z Bielan. W niecałe trzy minuty Karol Gozdalik, Antoni Sidor i Kacper Cetlin kompletnie rozmontowali defensywę gospodarzy i przy stanie 1:7 było już praktycznie po meczu. Nie był to najlepszy występ napastników Tartaku, ale trzeba dodać, że sporo do powiedzenia miał też golkiper gości Aleksander Górecki, który popisał się kilkoma fenomenalnymi interwencjami. W rezultacie Ogień Bielany kontrolował dalszy przebieg meczu i zgarnął swoje pierwsze punkty w Lidze Fanów, a styl w jaki tego dokonał pozwala zakładać, że jest to ekipa, która sporo namiesza w tabeli 4 ligi. Dla Tartaka był to kubeł zimnej wody i drużyna Luca Kończala będzie musiała odbudować swoją reputację w kolejnych spotkaniach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)