reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00
( 2 : 3 )
6 : 5
Raport

Mecz pomiędzy LTM Warsaw a Compatibl zapowiadał się bardzo ciekawie. Obie ekipy prezentują podobny poziom sportowy, dlatego o rezultacie mogły zdecydować indywidualne umiejętności poszczególnych zawodników. Sam mecz toczony był w szybkim tempie. Stroną częściej będącą przy piłce i grającą atakiem pozycyjnym byli gospodarze. W ekipie LTM Warsaw szczególnie wyróżniał się Grzegorz Bogdański. Goście nastawiali się raczej na grę z kontry, co w pierwszej części meczu doskonale się sprawdzało. W pierwszej odsłonie obie ekipy wymieniały się bramka za bramkę i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2-3 dla dla gości. Warto też dodać o doskonałych interwencjach obu bramkarzu. Prowadzenie w pierwszej połowie goście zawdzięczają głównie Oleksandrowi Fedusiukowi, który to wybronił w ostatnich minutach pierwszej połowy rzut karny strzelany przez Krzysztofa Kulibskiego. Druga część spotkania to ponownie szybka, intensywna gra z obu stron. W tej części meczu obie podobnie jak w pierwszej na każdą straconą bramkę odpowiadali rywalowi golem zdobytym po swojej stronie. Żadna z drużyn nie wyszła nawet na chwilę na dwu bramkowe prowadzenie. W końcówce meczu więcej spokoju zachowali doświadczeni gospodarze, najpierw za sprawą Grzegorza Bogdańskiego doprowadzili do remisu 5-5, a następnie ten sam zawodnik przysłowiowym „centrostrzałem” pokonał bezradnego bramkarza gości. LTM ostatecznie wygrywa to bardzo emocjonujące spotkanie 6-5 i zgarnia pierwsze trzy punkty w sezonie. Goście z taką grą nie mają powodów do zmartwień i na wygraną muszą poczekać co najmniej do najbliższej kolejki.

2
19:00
( 3 : 6 )
10 : 9
Raport

Grad bramek padł w spotkaniu FFK Oldboys z Mobilisem. Spodziewaliśmy się zaciętej potyczki, ale chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, że walka o zwycięstwo będzie tu trwała do niemal ostatniej akcji. Ekipa gospodarzy musiała łatać skład na ostatnią chwilę, ale szybkie transfery okazały się być strzałem w dziesiątkę. Początek spotkania został jednak zdominowany przez drużynę gości. Już niemal pierwszy kontakt z piłką ekipy Szymona Januły skończył się bramką – kapitan podał do Kuby Grunasa, a ten otworzył wynik. Nie minęło nawet pięć minut i było już 0:2 po golu Szymona, ale chwila nieuwagi skończyła się błyskawicznym odrobieniem strat i po golach Vitalija Yakovenko i Kamila Kurka mieliśmy remis, a gra przenosiła się od bramki do bramki. Inicjatywa powoli przechodziła na stronę Mobilisu – w 12 minucie kolejnego gola trafił Kuba Grunas, a po kolejnych dziesięciu zaliczył hat-tricka, a do tego dwukrotnie trafił Bartłomiej Zawadzki. W ostatniej akcji pierwszej połowy zapunktował Vitalii Yakovenko i na tablicy widniał wynik 3:6. Duża w tym zasługa fatalnej skuteczności napadu FFK, bo groźnych akcji nie brakowało, za to ich wykończenie pozostawiało sporo do życzenia. W czasie przerwy Piotr Domański poukładał swoją drużynę, bo tuż po wznowieniu gry inicjatywa przeszła na stronę gospodarzy. Vitalii Yakovenko jak natchniony pociągnął kolegów do ataku i po kilku minutach mieliśmy remis! Od tego momentu mecz tylko nabrał kolorów – W 35 minucie sędzia podyktował rzut karny, a Vitalii strzelił nie do obrony. Po chwili było już 8:6 dla FFK po golu Adriana Kądzieli, ale Mobilis ani myślał się poddawać – w 40 minucie trafił Daniel Czerwonka, a dwie minuty później był remis po golu Bartłomieja Zawadzkiego. Mobilis mógł wyjść na prowadzenie, ale sytuacji jeden na jednego nie wykorzystał Aleksander Janiszewski. Końcówka meczu to istna wojna nerwów – w 43 minucie FFK znów wyszło na prowadzenie, ale wyrównał Rafał Duda. Gdy wydawało się, że drużyny podzielą się punktami Łukasz Kobus strzelił zwycięskiego gola dla FFK. Mobilisowi zwyczajnie nie starczyło już czasu na wyrównanie i mecz zakończył się wynikiem 10:9.

3
19:00
( 5 : 2 )
12 : 5
Raport

Pisaliśmy w zapowiedziach że ekipa Cosmosu choć dopiero awansowała do czwartej ligi będzie groźna dla każdego. Boleśnie o sile ekipy Salvadora De Fenixa przekonała się drużyna Oldboys Derby. Wydawało się że zaprawieni w bojach gracze z Białołęki z Marcinem Wiktorukiem i Jackiem Pryjomskim w składzie zagrają lepiej, jednak poza kilkoma fragmentami meczu ta inauguracja po prostu im nie wyszła. Już na początku spotkania gospodarze wypracowali sobie przewagę. Szczególnie aktywny był kapitan Cosmosu,  który brał udział w pierwszych dwóch akcjach otwierających wynik meczu. Skutecznością w pierwszej fazie spotkania imponował Artur Zawadziński, który już w pierwszej połowie ustrzelił hat-tricka. Przy stanie 3:0 obudzili się goście. Marcin Wiktoruk przeprowadził akcję z Wojciechem Nowakiem i ten zdobył premierowego gola w tym sezonie dla swojej ekipy. Do przerwy było 5:2 i goście mieli nadzieję, że drugie 25 minut będzie lepsze w ich wykonaniu. Po zmianie stron szybko Cosmos pozbawił złudzeń rywali na korzystny swoich rywali. Szczególnie aktywni w ofensywie byli Salwador de Fenix i Hubert Cichocki. Ich akcje były niezwykle skuteczne i zazwyczaj Michał Piątkowski musiał wyciągać piłkę z siatki. Gospodarze byli lepsi w każdej formacji i w ich grze widać było pomysł, czego nie można było powiedzieć o gościach. W defensywie panował chaos i błędy jakie popełnili gracze Oldboysów w prostych sytuacjach były skrzętnie wykorzystywane przez rywali. Do tego praktycznie każdy zawodnik miał coś do powiedzenia tylko nie przekładało się to na realizację na boisku. Cosmos zasłużenie wygrał spotkanie 11:5 i w naszej ocenie będzie czarnym koniem rozgrywek w czwartej lidze. Oldboys Derby to klasowa drużyna i w kolejnych meczach udowodni, że będzie się liczyła w walce o najwyższe cele w tym sezonie.

4
22:00
( 3 : 4 )
12 : 7
Raport

Ostatnia potyczka piłkarska tego dnia na naszym boisku odbyła się pomiędzy Fuszerką a Virtualne Ń i od pierwszej sekundy zapowiadała się bardzo wyrównana gra. Szybko zdobyta dwu-bramkowa przewaga przez drużynę gospodarzy zmusiła Virtualnych do odrabiania strat. Nieustępliwość gości w pogoni za wynikiem, oraz chęć powiększenia prowadzenia przez zawodników Fuszerki pozwoliła nam oglądać zaciętą i otwartą grę obu zespołów. Za odrabianie strat wziął się powracający po kontuzji Szymon Kolasa, dzięki któremu jego drużyna schodziła na przerwę prowadząc 4:3. Strata jednej bramki zwiastowała, że po zamianie stron będziemy dalej oglądać zaciętą grę na całej przestrzeni boiska. Zaraz po wznowieniu meczu przez sędziego do odrabiania strat ruszyła Fuszerka, lecz drużyna gości nie pozwalała na wyprzedzenie się i na tablicy wyników cały czas widniała coraz większa liczba goli współdzielona przez oba zespoły. Do przełamania doszło na pięć minut przed końcem spotkania, kiedy to po niewykorzystanym (obronionym przez bramkarza Virtualnych) rzucie karnym rozsierdzona ekipa Fuszerki skutecznie przeprowadzała akcie ofensywne pod bramką rywala i wyszła na prowadzenie, którego nie oddała do ostatniego gwizdka. Pomimo porażki swojej drużyny bardzo dobry występ można zapisać na konto wcześniej wspomnianego Szymona Kolasy, który dzięki swoim umiejętnościom i dobrym podaniom od kolegów zdobył aż siedem bramek. Mamy nadzieję, że nadchodzące mecze obu zespołów przyniosą nam, co najmniej tyle samo emocji i obie ekipy będą walczyć o najwyższe cele.

Reklama