reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

ZAKŁAD POGRZEBOWY E.W. WINNICCY ZWYCIĘZCĄ DECATHLON CUP 2026!

Patrzysz na Milesa, a ten łagodnie uśmiechnięty. Wie bowiem, że cały ten piłkarski ambaras, futbolowe szaleństwo przy Marymonckiej 34, rozpoczyna się na nowo. Panie! Wiosna wszak wróciła! A co za tym idzie, po 118 dniach rozłąki, niemal czterech miesiącach niebytu, Liga Fanów znów nadaje z pełną mocą! Na sam start, aby ruszyć z przytupem, fanfarami i należytą pompą zaserwowaliśmy Wam turbo solidną dawkę potężnego grania w postaci turnieju DECATHLON CUP. Aż 84 zespoły, wiele narodowości, multum zawodników i tylko jeden cel – wygrać turniej, zdobyć przepustkę na Puchar Polski Socca i przejść do historii. Kto ją napisał złotymi zgłoskami? Kto zawiódł? Kto zaskoczył? Zapraszamy do podsumowania niedzielnego wydarzenia! 

Wyniki Turnieju 

https://ligafanow.pl/puchar/live?id=31

Galeria zdjęć

https://ligafanow.pl/galeria/zobacz/433

VEO z Turnieju

https://ligafanow.pl/waw/Decathlon2026_VEO

-------------------------------------------------

FAZA GRUPOWA

GRUPA A

Przed turniejem gdyby zapytać osoby "siedzące w socca nie od dziś" te, bez wahania, powinny wskazać duet Ogień-Żbik jako głównych faworytów do awansu. I wyprzedzając fakty: nie pomyliliby się. Od początku do końca prym, który wiodła ta dwójka był niepodważalny. Jedyną zagadką pozostawało to, kto zajmie pierwsze miejsce. Tu, w meczu bezpośrednim Ogień Bielany zwyciężył 1:0, co miało naprawdę wielkie znacznie i nie chodzi tylko o to że "miło wygrać grupę". Bowiem gracze z Łomianek, możnaby rzec że po części byli gracze FC Po Kielichu, czyli FC Żbik przegrywając ten mecz zesłali się do bardzo trudnej części drabinki. Pozostałe spotkania, zarówno jedni jak i drudzy bezproblemowo wygrali. Trzecie miejsce zajęła Kresowia Warszawa. Białoruski team dowodzony przez "naszego człowieka" Daniela, prezentował się tego dnia przyzwoicie. W starciu z Ogniem i Żbikami trudno było nawiązać rywalizację, ale za to w grach przeciw Folklorowi oraz Lisom już jak najbardziej. Finalnie cztery oczka i trzecie miejsce to solidny występ naszych wschodnich sąsiadów. Boiskowy Folklor do dwóch porażek z wiadomym duetem dorzucił dwa remisy. Z jednej więc strony nie przegrał ani razu z ekipami "na swoim poziomie" z drugiej zaś strony – też ani razu nie wygrał. Dlatego nastroje po tym evencie mogą być mieszane. Z pewnością gracze tego teamu, którzy mieli za sobą kapitalną jesień, liczyli na więcej. Lisy Bez Polisy z kolei znów skończyły i bez rzeczonej polisy i bez zwycięstwa. Czy to im w jakimś stopniu przeszkadza? W jakimś na pewno... ale wiemy, że ta sympatyczna pomarańczowa ekipa ma z tym luz i jesteśmy przekonani, że niezrażeni ostatnim miejscem jeszcze do nas powrócą...

 Awans: Ogień Bielany, FC Żbik 

GRUPA B

Cóż, tak jak i w sąsiedniej, przed chwilą omawianej grupie, tak i tu mieliśmy wyraźny podział na dwójkę która była murowanym faworytem oraz trio, które miało między sobą rozstrzygnąć pozostałe miejsca. Trochę taka ocena sytuacji jest brutalna, ale prawdziwa. I znów, tak jak w grupie A faworyci nie zawiedli. Zakład Pogrzebowy Winniccy bez większego trudu zgarnął komplet punktów, zaś Elektrowózniak II oprócztej jednej skromnej porażki 0:1 z Zakładem pozostałe trzy gry wygrał, co zapewniło im bezpieczny awans. Z bardzo dobrej strony pokazał się zespół na co dzień występujący w dziesiątej dywizji Ligi Fanów – FC Polska Górom, co prawda nie byli górą w starciach z faworytami, ale przegrane 1:2 z Winnicckimi oraz 0:1 z Elektro oraz dodając do tego dwa zwycięstwa w pozostałych meczach robią wrażenie. Naprawdę po takim evencie mimo wszystko, a co – nie bójmy się tego określenia – duma powinna przysłaniać ewentualny niedosyt. Heavyweight Heroes bohaterskowalczyli z Gorillaz, czego efektem było przekonywujące zwycięstwo 2:0, ale niestety to by było na tyle. Trzy kolejne mecze to porażki 1:4, 0:3 oraz 0:2, więc takie, które nie pozostawiały większych złudzeń. Ostatnie miejsce w grupie zajął młody zespół Night Gorrilaz, któryniestety tym razem nie zdobył ani punktu, ale wierzymy, że dzięki temu gracze tego zespołu kiedyś do nas powrócą, aby udowodnić nam, że był to tylko gorszy dzień i że stać ich na więcej.

Awans: Zakład Pogrzebowy Winniccy, Elektrowoźniak II

GRUPA C

Jak w dwóch pierwszych grupach mogliśmy mówić o wyraźnym podziale "dwóch faworytów i trzech goniących" tak tu podział ów nie był już tak klarowny. Bezsprzecznie Orły Maciejki wzmocnione graczami Wściekłych Psów (srebrni medaliści Ligi Bemowskiej) byli pewniakiem do awansu i naszych przedturniejowych predykcji nie zepsuli. 6:0, 4:0, 1:0 i znów 1:0, czyli bilans 12:0 mówi wszystko. Jak przy pierwszej lokacie nie było więc większych wątpliwości tak gra o drugie premiowane awansem miejsce była już kwestią otwartą. BM powracający do gry po pół roku nieobecności z siedmioma oczkami na koncie już przed ostatnią kolejką był pewny awansu. I to właśnie wtedy, w ostatniej serii gier, przegrali po raz pierwszy. Zwycięstwa 2:1 z Hetmanem i 3:1 z Georgian oraz remis 1:1 z Synami Księdza dało awans do Fazy Pucharowej. Dało kosztem niepokonanego lidera z jesieni drużyny Hetman FC. Mimo że "Królowa" miała iście piorunujący koniec, dwa razy wygrywając pięcioma golami (6:1 i 5:0) finalnie o punkt przegrała dalszy udział w turnieju. Gorzka pigułka do przełknięcia, ale nie ma mowy o wstydzie. To był dobry turniej i potwierdzenie wysokich aspiracji przed wiosennymi ligowymi meczami. Synowie Księdza mieli ultratrudny start albowiem już na początku trzeba było podjąć mocarne Orły Maciejki. 0:4 na "dzień dobry" raczej się gryzły ze słowem "dobry" ale na szczęście w drugiej kolejce przyszło odkupienie grzechów i pewne 2:0 z Gruzińskim teamem. Jak jeszcze remis 1:1 z BM podtrzymywał nadzieję, tak jednak brutalne 0:5 z Hetmanem FC całkowicie je pogrzebało. Ostatnie miejsce w grupie zajął Georgian Team, któreniestety tym razem nasz czempionat zakończyło bez choćby ani jednego punktu, a bilans minus piętnaście w bramkach jest przykrym odzwierciedleniem niedzielnej formy. Spokojnie Panowie, późną wiosną będzie już lepiej. My w to wierzymy!

Awans: Orły Maciejki, BM

GRUPA D

Jak w przypadku Alliance oraz Dynamo awans do Fazy Pucharowej byłby odbierany w kontekście małego cudu, tak KS Iglica Warszawa będąca jesienią w fenomenalnej formie mogła się łudzić o sprawienie niespodzianki. I mimo że "Igliczanie" walczyli dzielnie kosząc bilans 2-1-1, to jednak siedem punktów, które zdobyli, okazało się niewystarczające w kontekście awansu dalej. Mimo wszystko ich forma nadal imponuje, a ten turniej był potwierdzeniem ich wysokiej formy. Warunki jakie postawiły DHO Fiber Cyrkulatka oraz FC Dziki Z Lasu okazały się nie do przeskoczenia. Pierwsi, dowodzeni spoza linii bocznej przez Damiana Sokołowskiego, nie przegrali żadnego meczu, raz tylko remisując z Iglicą, drudzy zaś nie licząc porażki w ostatni meczu "o życie" dla żółto-niebieskich 1:3 także byli tego poranka bezbłędni. Nagrodą dla jednych, jak i drugich był awans do Fazy Pucharowej. Z czasem okazało się że zarówno Cyrkulatka, jak i Dziki rozegrały w wyżej rzeczonej Fazie Pucharowej niestety tylko po jednym meczu. Ale do tego jeszcze przejdziemy. Wracając do zmagań grupowych, czwarte miejsce w tym zestawie padło łupem ukraińskiego FC Alliance które do trzech porażek z czołówką dołożyło zwycięstwo 2:1 po fajnym, wyrównanym boju. Jednak to by było na tyle, co chodzi o jakiekolwiek zdobycze punktowe. Jeszcze skromniej wyglądało to w przypadku Dynamo Wołomin, któreniestety tym razem nie zapunktowało ani razu. Nie licząc jednak pogromu z pierwszej serii gier, trzy następne mecze z Cyrkulatą, Dzikami oraz Alliance były na naprawdę solidnym, wyrównanym poziomie i dają nadzieję na przyszłość. 

 Awans: DHO Fiber Cyrkulatka, FC Dziki z Lasu

GRUPA E 

W tym zestawieniuzdecydowanym faworytem byłby zespół, który finalnie zajął... czwarte miejsce. Byłby – gdyby dojechał. Nazwa Młode Wilki pozostała, ale w ich miejsce do gry, dosłownie w ostatniej chwili, wskoczył inny zespół. Tym samym, co naturalne, prawo "zdecydowanego faworyta" przejęło Bobritos Banditos i owe miano dowieźli w całej tego słowa okazałości. Cztery mecze cztery zwycięstwa świetny bilans bramkowy – nie ma więcej pytań – Panom już dziękujemy i do zobaczenia w Fazie Pucharowej. Pozostała więc gra o miejsce numer dwa, które również było premiowane awansem dalej. Walka o nie rozegrała się między 1926 oraz FC Patriot. Cóż, jak widać jednak to stuletnie doświadczenie wzięło górę, bo 1926 w meczu o awans wygrało w ostatniej serii gier z ukraińskim zespołem 1:0. Do tego meczu oba kluby szły dokładnie tym samym szlakiem – pewne zwycięstwa z Łowcami II oraz Młodymi Wilkami oraz porażka z Bobrami. Czwarte miejsce zajęły wyżej rzeczone Wilki, które wilkami wcale nie były. Patrząc po wynikach bardziej... dobra, to można sobie darować. Ale i tak ekipa która wbiła na turniej last minute w meczu "o honor" pokonała Łowcy II 2:1 tym samym nie zajmując ostatniego miejsca, które przypadło pomarańczowo-czarnym. 

 Awans: Bobritos Banditos, 1926

GRUPA F

Trzy ukraińskie oraz dwa polskie zespoły grały o promocję do następnej fazy i emocje nim się na dobre zaczęły... już się skończyły. Niemal od początku było bowiem jasne, że dalej zagra FC Temp Shepetivka oraz Rock N Roll. Pytanie otwarte pozostawało jedynie o to, kto zajmie pierwsze, a kto drugie miejsce. Tu, w meczu bezpośrednim, górą byli "niebiescy" ogrywając "złotych" 3:1. Niemniej tak czy siak zarówno zespół Geni, jak i Vlada mogły być bardzo zadowolone po porannym segmencie. Dnipro mimo że swój pierwszy mecz wygrało dopiero w... ostatnim meczu, to zajęło trzecie miejsce. Wcześniej zremisowali z Cockpit Country oraz ulegli w swoich "bratobójczych" bojach. Tym samym ekipa ta turniej może uznać za przyzwoity. W odróżnieniu od Mocny Narket i Cockpit Country, które zakończyły turniej z bilansem bramek kolejno minus dwanaście i minus dziesięć. Mocny w meczu o czwarte miejsce ograli Cockpit, a ci z kolei event zakończyli z jednym punktem wywalczonym z Dnipro. Mimo wszystko oczekiwaliśmy po tych dwóch zespołach ciut więcej – może to co najlepsze zostawili jednak na rundę wiosenną Ligi Fanów?

 Awans: FC Temp Shepetivka, Rock"n Roll Warsaw

GRUPA G

W tym zestawietylko jedna drużyna przed startem turnieju wydawała się murowanym faworytem do awansu. I była to rzecz jasna ukraińska banda FC Otamany. Nie że bezproblemowo, bo właściwie do ostatniej kolejki trzeba było liczyć gole, ale misja zakończyła się sukcesem. Pewne 5:0 w ostatnim meczu przyklepało awans z pierwszego miejsca. Pech jednak polegał na tym, że oznaczało to sparowanie się już w 1/16 z bardzo silnym łódzkim EtPromo. Ale do tego jeszcze przejdziemy. Wróćmy do grupy G. W niej fantastyczny rajd uskutecznił Q-Ice Warszawa nie przegrywając ani razu! A pierwsze miejsce rozstrzygnąć musiał bilans goli. Taki rezultat robił duże wrażenie i z przyjemnością zastanawialiśmy się, jak "lodowaci" odnajdą się w Fazie Pucharowej. Tonie Majami zakończyłozmagania na trzecim miejscu, więc teoretycznie blisko awansu, ale w praktyce cztery oczka straty były wyraźną stratą. Niemniej ich występ podczas Decathlon CUP trzeba uznać za bardzo przyzwoity, o czym świadczy bilans meczów na zero (2-0-2) oraz... także bilans na zero w bramkach. Czwarte miejsce zajął klub – tak to nazwijmy – satelicki Cyrkulatki czyli projekt M4. W rozwinięciu Stowarzyszenie Starszych Chłopców. Pary i werwy tym razem jednak starczyło tylko na honorowe trzy oczka w starciu "o honor" z legendarną drużyną Los Rogalos które wbrew wszystkim hejterom zdobyło aż dwie bramki podczas niedzielnych zmagań. Do awansu tym razem jednak troszkę zabrakło, ale zdaje się, że to była kwestia złego wejścia w imprezę (1:7), a następnie kultywowanie złych nawyków przegrywania. Pozytywy? Oprócz oczywiście dwóch goli wbitych rywalom także dwa mecze przegrane raptem jedynie dwoma golami!

 Awans: FC Otamany, Q-Ice Warszawa 

GRUPA H

Los Campeones faktycznie w sposób mistrzowski poradzili sobie z pozostałymi ekipami w grupie nie przegrywając ani razu. Stracone punkty? Tylko raz! I to na "dzień dobry", kiedy przyszło im zremisować 1:1 z Zryte Czosnki – zespołem który tak jak i Campeones w grupie nie przegrały ani razu, ale w odróżnieniu od LC Czosnki polubownie, w geście fair play - wiadomo, punktami podzieliły się aż dwukrotnie. Do dwóch zwycięstw nad Królewscy Wola i Warsaw Sinaola dorzucili także remis z Joga Bonito 2:2. Tak czy siak występ Czosnków w fazie grupowej trzeba uznać za porządny i z zasłużoną promocją do dalszej części gry. Mimo że bramkarz Królewscy Wola dwoił się i troił to finalnie jego interwencje nie pomogły awansować do Fazy Pucharowej. Mimo to – oprócz dwóch meczów w których Królewscy wyraźnie odstawali – wygrana 2:0 nad Warsaw Sinaolą oraz remis z Joga Bonito trzeba uznać za mały sukces. Bonito z kolei... przegrało tylko raz (!) a mimo to zajęli przedostatnie miejsce. Powód? Zero zwycięstw i aż trzy remisy! To się dopiero nazywa przyjacielskie usposobienie. Za nie jednak promocji do Fazy Pucharowej nie dają... tak samo jak za ostatnie miejsce, które zajęła trzecioligowa Warsaw Sinaola. Od zespołu grającego tak wysoko w Lidze Fanów oczekuje się więcej, niż raptem jednego punktu na dwanaście możliwych...

 Awans: Los Campeones, Zryte Czosnki 

GRUPA I

Wydawałoby się że kiedy rozgrywamy turniej w stolicy Polski to trudno będzie doświadczyć całkowicie nie-polskiej grupy. W przypadku tego zestawu tak się jednak stało. Mieliśmy bowiem trzy ukraińskie teamy oraz dwa... kolumbijskie. Przy czym oczywistym dla nas było, że każde inne miejsce FC Łowców, faworyta turnieju, niż pierwsze, będzie dużą niespodzianką. Jej – spoilerując – nie było. Team Aleksego zmiażdżył wręcz konkurencję robiąc dwanaście na dwanaście punktów i nabijając przy tym aż trzynaście goli na plusie. Jedno słowo: formalność. FC Bulls choć z Łowcamiwalczyło dzielnie (porażka tylko 1:2) to w efekcie zremisowanego wcześniej meczu z Leones 1:1 praktycznie przekreśliło swoje szanse na pierwszą lokatę. Jedyną opcją było ograć Łowcy, bo remis, w dalszej perspektywie nic by nie dał. W każdym razie ukraińskie byki pokazały rogi dwukrotnie posyłając swoich rywali na deski. Wpierw CIAL ogrywając 2:1, a następnie zwyciężając i stawiając kropkę nad i z Telegi 3:0. Trzecie miejsce przypadło naszym przyjaciołom z Kolumbii czyli Leones FC (jedno zwycięstwo, jeden remis, dwie porażki), przedostatnia lokata ukraińskiemu FC Telegi (jedno zwycięstwo, trzy porażki) oraz ostatnie miejsce zespołowi CIAL, które niestety tego dnia – mimo kilku wyrównanych walk – nie zdobyło ani jednego punktu.

 Awans: FC Łowcy, FC Bulls

GRUPA J

Jeśli mielibyśmy wskazać grupę, której byłoby najbliżej do miana "grupy śmierci" to byłby to właśnie ten zestaw drużyn. Co ciekawe jest to w całości ukraińska grupa. Poziom tabeli? Arcytrudny. Ugrean dla niewtajemniczonych mógł być wielką niewiadomą. Ale nie dla nas. My doskonale wiedzieliśmy o jakim potencjale mowa. O ich sile wszak stanowili zawodnicy Legii Futsal. Dlatego nie dziwi nas, że przez tę "ścieżkę zdrowia" przeszli suchą stopą nie przegrywając ani razu. Jedyna strata punktów? Bezbramkowy remis z piekielnie silnym Sirius. Wicelider pierwszej ligi nie zawiódł nas i zaprezentował w niedzielę kapitalny poziom. Ani razu nie przegrał, a może jedyną małą wpadką było zremisowanie meczu z drugim zespołem Ternovitsii. Ponadto dwie wygrane z Niko UA 1:0 oraz aż 4:0 w "meczu o wszystko" z Vibe Warszawa. Wysoka porażka, która przydarzyła się pomarańczowym w ostatniej serii gier absolutnie nie może przekreślać bardzo dobrego wrażenia, które tego dnia drużyna ta na nas wywarła. Dwie pewne wygrane z Ternovitsiią II 3:1 i Niko UA 3:0 oraz dwie dobre gry z przecież nie byle kim. Gratulujemy Vibe FC świetnej postawy – robili tego dnia duże wrażenie. Także i drugi zespół Ternovitsii mówiąc kolokwialnie: dojechał tego dnia. Trudno było rywalizować z tak silnym rywalami, a im udało się przegrać "tylko" dwa razy. Remis z Sirius oraz wygrana z Niko – co tu dużo gadać – było dobrze! Jedynym mocno niepocieszonym zespołem jest Niko UA które niestety tego dnia nie zdobyło ani jednego punktu, ale tak jak wyżej wspomnieliśmy: trafili do naprawdę diabelnie trudnej grupy. I warto mieć to na uwadze. 

 Awans: Ugrean, Sirius 

GRUPA K 

Jest to kolejna z grup, o której możemy powiedzieć, iż miała klarowny podział. Od początku było wiadome, że duet Explo Team oraz Alpha Vision oraz ich piłkarskie "akcje" stoją wyżej, niż pozostałego trio. I słowo ciałem się stało. Zarówno jedni jak i drudzy już przed ostatnią serią gier byli pewni tego, że grają dalej. Jedyną kwestią pozostawało to kto które miejsce zajmie. Rozstrzygnąć miał mecz bezpośredni. A w nim lepsi okazali się gracze z pierwszej dywizji Ligi Fanów Explo Team ogrywając Alphę 3:1. Od jednych i drugich oczekiwaliśmy dużo i się na nich nie zawiedliśmy. Dobrze obrazują to bramki. Explo Team z kompletem zwycięstw i i bramkami 16:1, zaś Alpha z dziewięcioma oczkami i bramkami 16:4. Mimo że droga do awansu była bardzo odległa i wyboista to zespół MWSP jako jedyny postawił realne problemy powyższemu duo... Przynajmniej jeśli chodzi o zdobycz punktową... bo jeśli spojrzeć na mecze bezpośrednie – no cóż, może lepiej nie. Warto tu jednak odnotować że zespół Brama Olsztyn do nas nie dojechał, więc każdy miał z urzędu dopisane plus trzy punkty i bilans bramek +5. W meczu więc o trzecie miejsce MWSP ograł Smakołysze FC wynikiem 4:1. I przy całym szacunku zarówno dla jednych, jak i drugich, tak uznane ekipy jak Explo Team oraz Alpha Vision, po prostu nie miały prawa nie awansować z tej grupy. 

 Awans: Explo Team, Alpha Vision 

GRUPA L

I znów! I znów możemy powiedzieć to samo, co w przypadku grup A, B, E, F, G, H, I oraz K. Czyli klarowny podział między faworytami a potencjalnymi "underdogami" – w tym zestawieniu z racji na pozycję w świecie socca najwyżej akcje były ulokowane mokotowskiej Husarii oraz wrocławskiego Electrico-Work. I tak jak w poprzednich grupach, tak i tu, faworyci nie zawiedli. Oba teamy grupę skończyły bez porażki i z bilansem bramek +10 (Electrico) oraz +9 (Husaria) – różnica więc była subtelna, niemal wręcz zerowa, ale to jednak ona zdecydowała o tym, że goście z Wrocławia poszli na stronę z parą Winniccy/Sirius, a miejscowi na stronę z Ugrean. Mimo że Rzeźnia Marki finalnie wyraźnie odstawało od powyższego tandemu tak ich sześć oczek oraz w miarę wyrównany mecz z Husarią Mokotów robi pozytywne wrażenie. Zwłaszcza po tym, co miało miejsce w styczniu w Ożarowie. Tym razem progres był namacalny i widoczny w punktach. Fioletowi wygrali z duetem Koncpetbud i Team Beauty, który– jak czas pokazał – musiał między sobą rozstrzygnąć kwestie ostatniego i przedostatniego miejsca. W tym meczu "o honor" górą byli gracze z Białegostoku pewnie wygrywając 2:0 tym samym lekko umilając sobie powrót na Białostocczyznę. 

 Awans: Electrico-Work Wrocław, BetterStyle Husaria Mokotów Warszawa 

GRUPA M

Nie chcemy się w kółko powtarzać, ale takie są fakty. Grupa M, to kolejna z grup, gdzie podział był klarowny. Od początku faworytem do awansu był duet słowacko-ukraiński czyli Perevozka i Impuls UA. Oba teamy to brzemię faworyta udźwignęli, a tak jak w przypadku wielu poprzednich grup o miejscu pierwszym i drugim miał zadecydować mecz bezpośredni. W nim padł bezbramkowy remis, a co za tym idzie o kolejności decydowały gole. W nich, o dwie bramki strzelone więcej, okazali się lepsi gracze przyjezdni, z Bratysławy. Ponadto obie ekipy nie przegrały ani razu, notując świetny bilans 4-1-0. Najbliżej tego duetu był Ajaks Warszawa, który na co dzień gra w naszych rozgrywkach. Ajaks miał dobry terminarz, gdyż zaczął od spotkań z S04 II oraz Dream Teamem i wykorzystał ten fakt kosząc na tym duecie cztery oczka. Niestety dwie następne serie gier z czołówką tej grupy jasno pokazały miejsce w szeregu. Tym samym ostatni mecz z Tequilą był już w zasadzie o nic. Siedem punktów, które zanotował Ajaks to bardzo solidny dorobek, za co należą się słowa uznania! Dream Team okazał się zespołem może nie "marzeń", ale bardzo solidnym raz remisując, a raz wygrywając. Dzięki temu w pokonamy polu zostawił dwie ekipy. Były nimi Tequila Pruszków oraz drugi zespół S04. Cieszy nas fakt, że nie pozostały te drużyny jednak bez zwycięstwa. Mając po trzy oczka na swoim koncie nie opuścili obiektu AWF Warszawa bez "honorowych zwycięstw". Zawodnicy z Pruszkowa zrobili to ogrywając S04 II aż 5:0, natomiast S04 II uczyniło to ogrywając Dream Team po szalonym meczu 3:2. 

 Awans: FC Perevozka, FC Impuls UA 

GRUPA N

Jedna z bardziej ciekawszy grup, gdyż nie mieliśmy przed turniejem klasycznego podziału ról. Tu każdy wydawało się że może wygrać z każdym, a poziom był najbardziej zbliżony ku sobie ze wszystkich zestawów. W tym całym piłkarskim kotle najlepiej odnalazł się młody zespół S04 nie przegrywając ani jednego spotkania! Team ten, który był wielką niespodzianką podczas turnieju Nocnej Ligi Halowej notując bilans meczów 4-1-0 z trzynastoma oczkami na koncie pewnie awansował do Fazy Pucharowej – wszystkie ich mecze były wyrównane i nie było ani jednego spotkania, gdzie różnica goli byłaby znacząca. Najważniejsze na końcu są punkty i wygrane spotkania, a w nich młodzi byli bezbłędni! Gonić ich próbował ukraiński Defenders, ale w tym przypadku – jak się z czasem okazało – zadecydował bezpośredni mecz przegrany z S04 0:2. Ponadto Defenders jeszcze raz podzieliło się punktami remisując z SFV 0:0. Pozostałe trzy mecze to wygrane i zasłużony awans do następnej rundy. Zrobili to kosztem zespołu Blavbud, którypodobnie jak to miało miejsce wyżej przegrał sprawę meczem bezpośrednim. Tym razem to jednak Defenders był górą, a Blavbud między innymi tym meczem zamknął sobie drzwi do dalszej fazy gry. Mimo wszystko ich występ w niedzielę był bardzo udany, a bilans meczów w ich przypadku wyszedł na totalne zero 2-1-2. Niemałym rozczarowaniem był natomiast zespół Ternovitsii, bo mowa wszak o liderze piekielnie silnej drugiej dywizji w naszych rozgrywkach! Tak mocarny gracz musi meldować się w Fazie Pucharowej, a kończenie rozgrywek na pierwszym etapie, z bilansem 2-0-3, nie przystoi. Przedostatnie miejsce zajęło SFV wygrywając w pięciu meczach tylko raz, ale w odróżnieniu od ostatniego zespołu Win Win SFV do trzech punktów dorzuciło remis z Defenders dzięki czemu wyprzedzili młody zespół, grający na co dzień w rozgrywkach Legii Biznes w walce o honorowe piąte miejsce. Tym samym zespoł Win Win miał więcej zwycięstw w nazwie, niż podczas Decathlon CUP. A szkoda, bo potencjał był na więcej. 

 Awans: S04, Defenders 

GRUPA O

W przedostatniej grupie oczywistym było, że łódzkie ETPromo musi zająć pierwsze miejsce. Mając taką renomę na ogólnopolskiej scenie socca było to koniecznością. Tak się jednak nie stało, gdyż przyjezdni musieli uznać wyższość innych przyjezdnych – tyle że z Radomia. Znaliśmy siłę Kapfor Radom, ale mimo wszystko ich pierwsze miejsce kosztem łódzkiej ekipy było dla nas niemałym zaskoczeniem. Ekipa z Radomia całkowicie na to pierwsze miejsce jednak zasłużyła, bo ani razu nie dała się pokonać. I to na pięć prób! Jedyna utrata punktów to bezbramkowy remis z EtPromo, które trzeba uznać jako "małe zwycięstwo". Wszak Łodzianie zgubili już wcześniej punkty remisując z Street Football Rzeszów. I w tamtym momencie wydawało się że to właśnie SFR "pójdzie po awans". Po trzech kolejkach mieli pięć punktów na koncie (1-2-0) i mecz z EtPromo za sobą. Jak czas jednak pokazał dość nieoczekiwanie dziesiątoligowe FC Wczorajsi sprawili nam, rywalom z Rzeszowa i kto wie czy nie samym sobie niezłego psikusa wygrywając aż dwa mecze i dorzucając do tego remis. Tym samym dzięki bilansowi meczów 2-1-2 i bardzo dobrym występie z ich strony to właśnie im przypadło trzecie miejsce w tej grupie, za co należą się ogromne gratulacje! Tabelę zamykały natomiast zespoły z południa Polski (The Gunners Nowa-Huta – 4 pkt.) oraz nasz warszawski Gawulon FC, który tak jak Wczorajsi na co dzień gra u nas w dziesiątej dywizji. Aktualnie trzeci zespół tej dywizji niestety dość mocno nas rozczarował zerem przypisanym do ich konta. Oczekiwaliśmy więcej. 

 Awans: Kapfor Radom, ETPromo Łódź

GRUPA P

I przechodzimy już do ostatniej grupy niedzielnych zmagań. Grupy, w której patrząc po nazwach i historii drużyn, faworytem do awansu bezsprzecznie wydawało się Inferno Team oraz Warsaw Bandziors. Pierwsi z nich – mimo dość sporego falstartu i bezbramkowego remisu – pewnie poradzili sobie z mianem faworyta notując bardzo dobry bilans czterech meczów, jednego remisu i zero porażek, natomiast drudzy... gigantyczne nas zawiedli. Piąte, przedostatnie miejsce w niezbyt wymagającej grupie, to dla drugoligowca powód do sporego rozczarowania. Bandziorsi wygrali tylko raz i to skromnie, bo 2:1 z WKS. Pozostałe mecze to trzy porażki i jeden remis. Sporych gabarytów niespodzianka. Kto w takim razie przejął ten drugi slot premiowany awansem? Długo wydawało się, że uczyni to Kebab United, ale przez porażkę w przedostatniej serii gier układ sił w tej tabeli mocno się zmienił. Skorzystał z tego zespół przyjezdnych Piorunów,  którzy może nie mieli piorunującego startu, wszak na sześć punktów zdobyli tylko jeden, ale jak w końcu ruszyli z pełnią mocy to sypnęły się gromy z jasnego nieba. Mianowicie trzy zwycięstwa z rzędu (w tym 7:0) i awans do Fazy Pucharowej stał się faktem. Wyżej rzeczony Kebab United, o ironio, musiał się więc obejść smakiem. Z perspektywy czasu wydaje się, iż kluczowa była porażka 0:2 z WKS. Wybrzeże Klatki Schodowej zaczęło świetnie, bo od zwycięstwa, ale ich dwa następne mecze to zero punktów i aż 1-9 w bramkach, w głównej mierze za sprawą aż 0:7 z Piorunami. Na osłodę udało się w czwartym meczu znów zwyciężyć, ale było to za mało, aby awansować dalej. Ostatnie miejsce zajęło Na2Nóżkę, które niestetyw niedzielę nie wygrało ani razu. Bilans czterech porażek i jednego remisu z Warsaw Bandziors mówi wszystko. Początek był obiecujący, ale im dalej w Bielański Las, tym było tylko gorzej...

 Awans: Inferno Team, Pioruny 

Rzadko zdarza się tak, aby niemal w komplecie wszyscy faworyci nie zawiedli na etapie fazy grupowej. Podczas niedzielnego Decathlon Cup tak jednak było. Prawie. Od totalnego kompletu zabrakło, aby Ternovitsia grupa N (4. miejsce) oraz Warsaw Bandziors (5. miejsce) grupa P stanęły na wysokości zadania. Wszystkie pozostałe grupy to awanse faworytów, gdzie w znakomitej większości o końcowym pierwszym i drugim miejscu decydowały mecze bezpośrednie. Tak było w grupach A, B, E, F, G, H, K, L, M, N, O czy P, czyli aż 12 z 16. To tylko pokazuje, że podział na koszyki został przeprowadzony jak najbardziej poprawnie. Z 84 zespołów w grze pozostało już tylko 32 uczestników – jak sobie poradzili na etapie, gdzie przegrany mecz oznaczał koniec zabawy?

1/16 FAZY PUCHAROWEJ

Ogień Bielany – FC Bulls 2:0

Nie było wątpliwości kto do tego spotkania podchodzi w roli faworyta. Ogień, to nadal aktualny medalista Ligi Fanów Ekstraklasa. Co więcej, w obecnej kampanii do brązowych medali w elicie rozgrywkowej tracą tylko trzy oczka. To zespół stabilny i z górnej stawki. Ukraińskie czerwone byki walczyły dzielnie, ale na team Janka Napiórkowskiego okazało się to zbyt mało. 

Explo Team – BM 5:0

BM zapamiętaliśmy z zeszłej kampanii jako zespół śmiało aspirujący do bycia w szóstkowym topie. Mecz z pierwszoligowcem jednak pokazał, iż droga do tego topu – po dłuższej rozłące z Ligą Fanów – jest jednak nadal dość odległa. Mimo wszystko fajnie było zobaczyć BM ponownie w akcji, a awans z grupy trzeba uznać już za jakiś tam minimalny sukces. Co zaś tyczy się Explo – profesura. 

FC Temp Shepetivka – Defenders 4:2

Starcie dwóch ukraińskich ekip przy czym to nominalnie gospodarze tego starcia mają już dobrą, wyrobioną piłkarską renomę w świecie socca. Przykład? Medal międzynarodowej imprezy. To powinno mówić wszystko. Defenders wcale nie ograniczało się jednak do obrony, a ich grę należy uznać za ambitną. Wstydu na sto procent nie było, ale na tak silny team, jak Temp, "solidność" to za mało. 

FC Perevozka – 1926 3:0

Słowacko-ukraińska piłka, jak dobrze wiemy, w ostatnich latach poczyniła bardzo duże postępy! W dodatku w Europie nie ma już słabych drużyn! A Perevozka to przecież zdobywca Pucharu Słowacji! Uhh, team z Bratysławy okazał się najzwyczajniej w świecie minimum o to pięterko lub dwa lepszy od 1926 i tym razem na nic zespołowi na co dzień w Lidze Bemowskiej zdało się to stuletnie doświadczenie. Wygrała czysta piłkarska jakość. Mimo wszystko 1926 – solidny występ – dzięki!

Electrico-Work – FC Dziki Z Lasu 3:2

Goście z Wrocławia w mecz weszli genialnie. Szybko wpakowany samobój, jeśli tak to można nazwać, a następnie podwyższenie prowadzenia na 2:0. Kiedy wydawało się, że już po temacie "czerwoni" wrócili do gry. Ekipa dowodzona z boiska przez Jamro dzielnie dążyła do comebacku i tak też uczyniła. Mimo doprowadzenia do stanu 2:2, to koniec końców jednak "pomarańczowi" zadali ten nokautujący, finalny cios. Po golu na 3:2 dla Electrico Dziki już się nie podniosły, ale i tak brawo za walkę do końca! 

Zakład Pogrzebowy E.W. – Sirius 0:0 (2:0k.)

Naszym zdaniem najlepszy, najbardziej wyrównany i najbardziej jakościowy pojedynek w tej części fazy pucharowej. Mimo że spotkanie zakończone bezbramkowym remisem, to na brak nudy nie mieliśmy prawa narzekać. Fenomenalne interwencje bramkarza Sirius, ogrom walki i jakości. Siłowanie się i próby przechylenia na swoje. Nikt jednak nie dał rady tego zrobić w regulaminowym czasie gry. O wszystkim musiały więc zadecydować karne, a w nich bezsprzecznie królem został Krzyś Jabłoński broniąc obie sztuki. Co kocur, to jednak szef. 

Kapafor Radom – Q-ICE Warszawa 1:0

"Niebiescy" mogli i bardzo chcieli napisać piękną historię. Wpierw "łeb w łeb" z FC Otamanami w grupie, a następnie "łeb w łeb" z Kapafor Radom. W obu przypadkach rywal ich był na wyciągnięcie ręki. Dwukrotnie jednak oponent w najważniejszym momencie zdołał "zgubić ogon". Jak w grupie był jeszcze bufor na przegranie pojedynku z jednym rywalem, tak w fazie pucharowej takowego już nie było. Przyjezdni z Radomia tym samym pożegnali skromnym, ale jakże cennym 1:0 gospodarzy z Warszawy.

Los Campeones – Pioruny 4:2

Grzmiało, błyskało, iskrzyło. Powrót na właściwe ścieżki Piorunów w grupie był imponujący i... piorunujący. Natomiast, kiedy przyszło grać na prawdziwych mistrzów, prądu brakło. Co prawda dwa strzelone gole zwiastowały sukces, ale niestety – cztery sztuki zaaplikowane przez Campeones nie pozostawiło złudzeń. Mimo wszystko przyjezdne Pioruny pokazały się z ambitnej i jakościowej strony, to był dobry występ. 

FC Łowcy – FC Żbik 1:0

Długimi fragmentami szachy, suwanki. Łowcy przeważnie próbowały sforsować rywala zakładając hokejowy zamek i licząc na błysk geniuszu nieobliczalnego Blanka, zaś Żbiki z Łomianek postawiły na bardziej bezpośrednio futbol, posyłając dużo długich piłek. I kiedy wydawało się, iż niechybnie zmierzamy w stronę konkursu rzutów karnych wyjątkowo pechowe wybicie obrońcy Żbików odbiło się od nogi Dudzina – bramkarz "czarnych" był bez szans – a tuż po tym niefortunnym zagraniu arbiter zakończył owy mecz. Oj będzie bolało graczy z Łomianek, oj będzie – my to wiemy, my to doskonale znamy...

ORŁY Maciejki – Alpha Vision 2:0

Alpha już opuchnięta, wybrakowana (trzech zawodników zakończyło zmagania na fazie grupowej) musiała stawić czoła nowemu projektowi, o którego sile niewątpliwie jeszcze nie raz, nie dwa, przyjdzie nam się przekonać. Miks jakościowych graczy z zawodnikami Wściekłych Psów na czele rozkręcił medalistę brązowego Legia Biznes Ekstraklasa i zakończył marzenia o rajdzie po złote medale. Bardzo łatwa grupa, jaką miała Alpha, też nie pomogła im wejść na odpowiednie obroty, a nim się turniej rozkręcił na dobre, niestety trzeba było już się z nim żegnać. 

S04 FC – Rock"n Roll Warszawa 1:2

Bardzo emocjonujący mecz, z nagłymi zwrotami akcji, dużą wolą walki, ambicją i młodzieńczą energią, werwą. Oba zespoły zaprezentowały futbol totalny, grając piłkę bez hamulców, ale po tym kurzu bitewnym, który długo unosił się nad murawą finalnie pozostał tylko jeden gracz – Rock"n Roll Warszawa. Tym samym banda Vlada Vornova mogła z uśmiechem na ustach wyczekiwać kolejnych wyzwań, zaś młodzi zawodnicy w różowych trykotach niestety pożegnali się z nami już na etapie 1/16 Fazy Pucharowej.

FC Bobritos Banditos – FC Impuls UA 0:0 (0:2k.)

Piłkarskie szachy, próby badania sił, suwanki i szukanie choćby tej jednej najmniejszej dziury w obozie rywala. Bezskutecznie. Ani jeden, ani drugi zespół nie zdołał w kwadrans przełamać oponenta, a to oznaczało serie rzutów karnych. W nich bezbłędni okazali się gracze Ekstraklasy Ligi Fanów, zaś dzielnie walczące Bobry dwukrotnie pudłując musiały pożegnać się z marzeniami o topowych miejscach. Szkoda, bo wiemy, iż potencjał tych chłopaków jest duży. Nie tylko nocą na mieście. 

 

DHO Fiber Cyrkulatka – Husaria Mokotów 0:2

Dwóch starych wyjadaczy, którzy mimo że w świecie socca funkcjonują już jakiś czas, bo po dziesięć lat, nadal grają z tą samą ambicją i chęcią grania wyżej i wyżej. Zespół żółto-niebieskich wybrał taktykę jak najszybszego doskoku na graczy z Mokotowa, co chyba ekipę z pierwszej ligi dość mocno zaskoczyło, bo będąc zaskoczonym takim obrotem spraw i tak śmiałymi atakami Cyrkulatki nie bardzo wiedzieli jak się odgryźć. Kiedy jednak to zrobili, rolę się odwróciły, a doświadczona Husaria już tylko czekała aż rywal zmuszony zaryzykować w końcu przesadzi. I tak też właśnie się stało...

Elektrowózniak II – Ugrean 1:5

Drugi zespół Elektrowoźniaka miał pecha gdyż trafił na jednego z najgorszych rywali na jakich mógł trafić na tym etapie turnieju. "Czerwoni" zawodnicy z Ukrainy mieli zbyt dużo jakości w szeregach, aby dać choć cień szansy swoim oponentom. Mądra, futsalowa gra popłaciła, a wynik 5:1 na rzecz Ugreanu mówi wszystko. Mimo wszystko Elektro może uznać tę ostatnią niedzielę na obiektach AWF Warszawa za względnie udaną. W fazie pucharowej natrafili na ścianę, której nie szło przeskoczyć. 

FC Otamany – Et Promo Łódź 1:2

Para Winniccy versus Sirius naszym zdaniem była najsilniejsza, ale ten zestaw w 1/16 bez wątpienia także był tym, w którym trzeba było uznać, że trafiło na siebie dwóch ultra kozaków. Naparzanka była świetna, ale koniec końców to ukraińskie Otamany wyszły z niej na tarczy, a nie z tarczą. Zespoły ów znają się już doskonale i zapewne jeszcze niejedna rywalizacja przed nimi. Tym razem to jednak przyjezdni z Łodzi mogli zakończyć mecz z wysoko uniesionymi dłońmi w geście triumfu. A jak będzie następnym razem?

Inferno Team – Zryte Czosnki 3:0

Segment meczów o TOP16 zamykał lider pierwszej dywizji Ligi Fanów, a co za tym idzie, z urzędu był on murowanym faworytem. I owe miano ekipy piłkarsko lepszej dowiózł wygrywając bardzo przekonywująco aż 3:0. Jedynym słabym momentem tejże rywalizacji było spięcie zakończone czerwonymi kartkami, które z pewnością można było uniknąć. Na boisku jednak nie było wątpliwości i to Inferno zasłużenie awansowało dalej.


FAZA PUCHAROWA 1/8

 Ogień Bielany – Explo Team 4:0

Wydawało się, że ten mecz będzie wyrównaną batalią i partią boiskowych szachów z najwyższego poziomu. Grały wszak drużyny z czołówki Ekstraklasy i pierwszej ligi. Tymczasem Explo, dla którego w sumie był to pierwszy tak poważny sprawdzian tego dnia, niestety nie dojechało do tej potyczki. Mecz się ułożył źle, a potem nie było jak tego odkręcić. Efekt? Przykre zero do czterech. Szkoda, bo Explo nie zasłużyło po tak obiecującym starcie na tak gorzki finał. Ogień z kolei udowodnił, że jednak co klasa, to klasa.

FC Temp Shepetivka – FC Perevozka 2:2 (3:1k.)

Jeden z najciekawszych meczów tej fazy. Oczywiście, na tym etapie przy stole pozostali już tylko najlepsi, dlatego jakościowych par mieliśmy aż osiem. Natomiast, wola walki, ambicja, a przede wszystkim jakość, która była na bardzo podobnym poziomie sprawiła, iż był to genialny mecz do oglądania. Oba teamy pokazały ogromną klasę, a ich poziom był na tyle wyrównany, że o dalszym losie obu zespołów musiały decydować karne. W nich lepsi okazali się miejscowi. Z kolei drużynę z Bratysławy musieliśmy pożegnać jako team, który dotarł aż do TOP16 prezentując świetny styl – brawo!

Electrico-Work – Zakład Pogrzebowy E.W. 2:4

Wynik może tego nie obrazować, ale przebieg meczu był jednostronny. Niemal od początku do końca Zakład miał wszystko pod kontrolą i był drużyną o minimum półkę wyżej. Goście z Wrocławia dopiero w końcówce zdołali wbić gole, niejako osładzając sobie tę gorycz odpadnięcia z turnieju. Trzeba uczciwie przyznać, że "pomarańczowi" mieli pecha, iż trafili na tak mocarnego gracza, jak miks Gladiatorów z Ochotą. Może gdyby na tym etapie sparowało ich z kimś innym, to ten dzień mógłby potrwać na boiskach warszawskiego AWF jeszcze nieco dłużej...

Kapafor Radom – Los Campeones 4:0

Nieomylne dotychczas Los Campeones, do tego meczu prezentując formę iście mistrzowską w końcu został trafiony-zatopiony. A jak już zaczęło okręt przelewać, powoli posyłając na dno, to na całego – obnażając dziurę za dziurą. Był to przykry obrazek widząc tak solidnie prezentującą się ekipę tego dnia tak drastycznie odpadającą z czempionatu. Natomiast co się tyczy Kapafor, to tam zagrało wszystko, a wynik chyba najlepiej mówi w jak genialnej dyspozycji był ten team podczas niedzielnych zmagań na Marymonckiej. 

FC Łowcy – Orły Maciejki 1:4

Wynik nie byłby zaskoczeniem gdyby był odwrotny. To Łowcy, mimo niewątpliwej klasy Orłów, były zdecydowanym faworytem tego meczu. Można śmiało powiedzieć, iż było to spotkanie klasy premium. Orły, co prawda niektórym mogłyby mówić tyle, co nic, ale dla tych, co trochę piłkę szóstkową śledzą nie był to team anonimowy. Stary sznyt silnego Red Stars został zastąpiony nową szatą, a jak debiutować z nowym projektem to tylko w takim stylu. Co ciekawe, już w tę niedzielę Łowcy będą miały okazję udowodnić, iż był to jedynie wypadek przy pracy i że są zespołem znacznie lepszym. Oba teamy zagrają wszak w ramach dziesiątej kolejki pierwszej dywizji Ligi Fanów. Pierwsze starcie? Nokaut Orłów. Drugie rewanżowe? Oj wyczuwamy potężne ciężary dla Maciejków...

Rock"n Roll Warszawa – FC Impuls UA 4:0

Impuls do turnieju przystąpił w dość okrojonym, wąskim składzie, ale mimo wszystko aż tak duże rozmiary porażki są dość szokujące. Rock"n Roll to drużyna nowa, ambitna – zarządzają nią ludzie z wielką pasją w sercu. Natomiast czasem same chęci, to za mało. W tym przypadku jednak "złocistym" ułożyło się wszystko. Vlady oraz Dima Kaszuba chcieli potężnie namieszać jako underdog i trzeba przyznać, iż na etapie 1/8 fazy pucharowej wyszło im to doskonale. A co było dalej? Do tego jeszcze przejdziemy. Dla Impulsu sposób w jaki odpadli był niegodny miana pierwszoligowca. Ale o tym chyba nie musimy przekonywać, domyślamy się, że sami gracze silnego Impulsu to czują. Może, o ironio, da im to jakiś impuls przed rundą rewanżową Ekstraklasy, bo tam na takie oznaki słabości też nie będzie miejsca.

Husaria Mokotów – Ugrean 1:3

Gracze ukraińskiej sklejki wzmocnieni dwoma polskimi zawodnikami z Legii Futsal (łącznie czterech takowych) w składzie byli faworytem tego meczu, choć to Husaria jest z całą pewnością bardziej znana w środowisku szóstek. Sam przebieg meczu wydawało się, że będzie przebiegał pod dyktando Ugreanu, który – jak na futsalowców przystało – lubią mieć piłkę przy nodze i konstruować ataki pozycyjne. Tymczasem przebieg meczu był zgoła odmienny, bo to Husaria była stroną dominującą. Multum strzałów, dużo zagrożenia i sporo wygrywanych pojedynków jeden na jeden. Finalnie, co jednak z tego, skoro to gole liczą się najbardziej? A w tej najważniejszej statystyce to "czerwoni" byli o dwa gole lepsi. Tym samym mokotowska Husaria przegrywając w szóstym spotkaniu tego dnia po raz pierwszy, musiała się z naszym turniejem pożegnać na etapie TOP16.

Et Promo Łódź – Inferno Team 0:0 (3:2k.)

Infernoto team, który raczej nie ma w swoim zwyczaju murować i zabezpieczać tyłu. Raczej to ekipa, która chętnie idzie na wymianę ciosów wiedząc, ile jakości posiada w kadrze. Z kolei łódzkie EtPromo to raczej ich odwrotność. Wyrachowana, mądra, doświadczona gra. Przede wszystkim świetny blok defensywny oraz przeświadczenie, że przecież "z przodu zawsze wpadnie". I w spotkaniu tych dwóch zgoła odmiennych filozofii, to jednak EtPromo zdołało narzucić swoją grę. Kwadrans nie przyniósł nam żadnych goli, więc o awansie miał zadecydować konkursów rzutów karnych. W nich lepsi okazali się gracze przyjezdnych, tym samym eliminując ekipę Igora Patkowskiego z turnieju.

 

ĆWIERĆFINAŁY

 Ogień Bielany – FC Temp Shepetivka 1:0

Starcie dwóch zespołów, które kojarzą nam się z raczej odmiennymi stylami gry. Temp to agresywny, szybki doskok. Dużo gry przez ich dziesiątkę, która świetnym balansem ciała potrafi łatwo zrobić przewagę. Z kolei Ogień to mądry szóstkowy futbol. Przede wszystkim solidność, zabezpieczenie tyłu, a do tego trochę młodzieńczej fantazji i manianki. Ogień doskonale wie, jak grać wielkie mecze, chociażby w zeszłym sezonie w spotkaniu roku (dla nich) nie dali sobie odebrać brązowych medali wówczas jeszcze ExC Mobile Ochota. Chyba trudno o lepszą reklamę. I ten sam Ogień... w oczach i działaniach graczy z Bielan widzieliśmy w niedzielę podczas starcia z ukraińskim Temp Shepetivka. "Niebiescy" zagrali kapitalny turniej, ale niestety dla nich, tuż przed strefą medalową, po jednym "złotym golu" Ekstraklasowicza, musieli się z nim pożegnać. 

Zakład Pogrzebowy E.W. – Kapafor Radom 3:0

Kapafor na własnej skórze mógł doświadczyć tego, czego sam fundował dotychczas. Chociażby w rundzie poprzedzając ograł swojego rywala aż 4:0. I tak z roli kata sam stał się z ofiarą, kiedy Pogrzebowy pogrzebał ich szanse na cokolwiek więcej. Kojarzenie jedno z gorszych, jakie mogli tylko dostać, wszak nie jest żadną tajemnicą, że Winniccy to szóstkowy dream team. Panteon orlikowych nazwisk. Przyjezdni z Radomia dzielnie próbowali, ale na tę chwilę jest to o minimum level niżej, niż team dowodzony z boiska przez Nowakowskiego, Bieniasa czy francuskie TGV Michała Dryńskiego. Mimo wszystko Kapafor do domów mógł się rozjechać z wysoko podniesioną głową, bo znalezienie się w TOP8 turnieju, kiedy udział w nim bierze aż 84 zespołów, to mówiąc kolokwialnie kozak wynik. Dla Zakładu z kolei bardziej przystawka przed daniem głównym, aniżeli piłkarska uczta.

Orły Maciejki – Rock"n Roll Warszawa 3:0

Piękny sen złocistych chłopców Rock"n Roll Vlada, tuż przed strefą medalową, został brutalnie zatrzymany, przerwany. Paliwa w baku starczyło na bardzo długą podróż, ale w kluczowym momencie – patrząc z perspektywy RnR – niestety trochę pary brakło. Tak czy siak ten niedługo istniejący zespół może być z siebie dumny, bo już teraz wyraźnie odciska swoje piętno istnienia na bardziej "możnych" szóstkowego uniwersum. Znamy ambicje Voronova i wiemy, że będzie dążył do tego, aby przebić się na sam szczyt wraz ze swoimi kompanami – czy mu to się uda? To już czas pokaże. My na tę chwilę gratulujemy super wyniku w minioną niedzielę, zaś Orły Maciejki... o nich jeszcze będzie czas popisać, gdyż znów; pewnie, przekonywująco i z klasą odprawili z kwitkiem kolejną ukraińską ekipie pewnie meldując się w strefie medalowej. 

Ugrean – Et Promo Łódź 4:2

Przyjezdni z Łodzi zaczęli świetnie i długo wydawało się, iż to oni będą rozdawać karty. Oczywiście, co chodzi o umiejętności, zwłaszcza że futsalowi najbliżej do szóstek, to te były raczej na korzyść nominalnych gospodarzy. Wszak granie w Ekstraklasie Futsalu w barwach Legii Warszawa do czegoś zobowiązuje. Natomiast EtPromo ma w swoim CV wiele tuz małego boiska czy Socca Champions League w Grecji na rozkładzie, więc dla nich nie ma murów nie do przeskoczenia. Wydawało się, że tak samo będzie i tym razem. Niedoczekanie. W derbach "czerwonych" trykotów Ugrean nie tylko powrócił do rywalizacji, ale i lotem błyskawicy zdołał ją przechylić na swoją korzyść tym samym awansując do strefy medalowej i odsyłając przyjezdnych z powrotem do Łodzi. Tak czy siak EtPromo może Decathlon Cup zaliczyć do kolejnych dobrych turniejów, które mają na swoim koncie. Być w czołowej ósemce, kiedy do gry przystępuje 84 zespołów, to powód do dumy, nawet jeśli ambicje nakazują zawsze grać o więcej i więcej. 

 

PÓŁFINAŁY

Ogień Bielany – Zakład Pogrzebowy E.W. 1:2

Mimo że oba kluby z dużą dozą prawdopodobieństwa, a właściwie to i z pełnym przekonaniem, nigdy ze sobą nie zagrały, to prawda jest taka, iż zawodnicy obu klubów znają się na wylot. Gracze ognistych doskonale wiedzieli, że trzeba uważać na strzały z dystansu Bienia, na przekładki Nowego, który świetnie nawija kolejnych rywali swoimi zamaszystymi, długimi susami. Nie obce były także umiejętności graczy Gladiatorów Dryny czy Kaki. Z kolei Pogrzebowy także doskonale wiedział, co i jak w ekipie nominalnych gospodarzy działa, a co może troszkę mniej. No i ta zadra. Gdzieś tam miała prawo jeszcze kotwiczyć na sercu. W końcu to ekipa z Bielan rok temu na ostatniej prostej odparła atak wówczas jeszcze ExC Mobile Ochota i zgarnęła ich kosztem podium Ekstraklasy Ligi Fanów wbrew wszystkim i wszystkiemu, co na tym świecie uchodzi za pewne. Przechodząc do samego meczu, to mieliśmy miłą suwankę, próbę założenia piłkarskiej dźwigni bądź znalezienia dziury w bloku defensywnym rywala. Był to godny mecz o wielki finał, obie ekipy dowiozły, ale to Winniccy o tę jedną sztukę zaaplikowaną więcej mogły z ów starcia wyjść z zaciśniętą ku górze pięścią w geście triumfu. Cel minimum, medal, był już więc zaklepany, zaś dla teamu Janka Napiórkowskiego pozostawał on jeszcze kwestią niepewną, do czego zaraz przejdziemy.

Orły Maciejki – Ugrean 1:1 (2:3k.)

Orły w Ligę Fanów wleciały na pełnej, z pazurem i z buta udawadniając, iż dodanie ich do pierwszej dywizji Ligi Fanów było dobrym pomysłem. Włodek, jak to Włodek, między słupkami nieraz wyczyniał cuda, a i zawodnicy z pola długimi fragmentami tłamsili oponenta nie dając mu prawa do złapania oddechu na dłużej. Ugrean jednak, to mimo wszystko nie chłopiec do bicia, a ich rezultaty dotychczasowe mówiły same za siebie. Na swoim rozkładzie mieli już bardzo silną Husarię Warszawa czy EtPromo Łódź. I to pomimo tego, że w obu meczach wyglądali... gorzej od swoich rywali. Na końcu jednak liczy się tylko jedno: rezultat. Cierpliwość, czekanie na swoje momenty, dojrzałość. Głównie to tego dnia cechowało "czerwonych". I nie inaczej było w starciu o wielki finał. Fajerwerków w tym meczu może nie mieliśmy, ale na nie, w tym konkretnym momencie, zbytnio nie było czasu. W regulaminowym czasie gry mieliśmy wynik remisowy, więc o wszystkim musiały zadecydować rzuty karne. A w nich lepsi okazali się gracze z ukraińskim rodowodem. Znowu!

MECZ O BRĄZ

Ogień Bielany – Orły Maciejki 5:2

W pokonanym polu pozostawione 80 ekip. Cały dzień w nogach. Trud który został włożony w niedzielne zmagania jednym meczem mógł zostać w jakimś stopniu zaprzepaszczony. Wszak chyba się zgodzimy, iż czwarte miejsce, to pierwsze spoza podium, pierwsze przegrane, że to mimo wszystko duże rozczarowanie. Oczywiście biorąc to na chłodno: wielka sprawa. Ale kiedy jesteś już tak blisko wielkiego finału, medali, to skończenie z pustymi dłońmi ma prawo trochę zakłuć... I tak się stało w przypadku Orłów Maciejki. Choć też tak... nie do końca. Bo Jan Włodek, który między słupkami dwoił się i troił został wybrany bramkarzem turnieju. Niemniej, drużynowo, z pewnością ekipa która kontynuuje historię Red Stars mogła poczuć spore rozczarowanie. Czerwone Gwiazdy na swoim rozkładzie mieli już faworyta turnieju – Łowców. Mieli też Rock"n Roll Warszawa, Alpha Vision, nie mówiąc już o grupowych rywalach. Za każdym razem robili to z rozmachem i bezproblemowo. Hegemonia w grupie, a w pucharowej kolejno 2:0, 4:1 i 3:0 i tak aż do półfinału. W każdym razie zespół ten zagrał fantastyczny turniej i cieszy nas tak mocne przywitanie z naszym rozgrywkami. Jednak tym razem trzeba było uznać wyższość ognistych z Bielan. Co klasa, to klasa, jak to już wcześniej pisaliśmy. Doświadczenie zebrane mimo młodego wieku, sporo jakości i znajomość realiów rozgrywania takich gierek – wszystko to przemawiało za Ogień Bielany i toteż potwierdzili. Fenomenalny dzień w ich wykonaniu. Grupa - formalność, jedna jedyna porażka z późniejszym triumfatorem skromnym 1:2 i pewne 5:2 w "małym finale" – Ogień znów w gazie – i super, bo już zaraz wracamy do grania w Ekstraklasie!

FINAŁ 

Zakład Pogrzebowy E.W – Ugrean 2:1

I tak jak powyżej napisaliśmy, tak i tu można wyrecytować tę samą śpiewkę: 82 ekipy pozostawione w pokonanym polu, cały dzień zmagań w nogach (patrząc na szerokość ławki jednych i drugich miało prawo mieć to znacznie, dodatkowo w finale widzieliśmy już choćby Kacpra Cetlina, który dojechał na ten mecz po spotkaniu w jedenastkach), sporo zaciętych batalii, gdzie momentami wisiało się nad przepaścią (Zakład kiedy miał karne z Sirius na przykład, Ugrean zaś który męczył się z EtPromo i Husarią), ale za każdym razem – koniec końców – z napotykanych problemów wychodziło się obronną ręką. I to cechuje prawdziwych mistrzów. Tym razem nie mogło się jednak obejść bez wyłonienia tego, który jako jedyny pozostanie niepokonany. Musiał zapaść werdykt – Winniccy czy Ugrean, Ugrean czy Winniccy. I kiedy wydawało się, iż o wszystkim zadecydują rzuty karne... rzutem na taśmę, na chwilę przed końcem, gol na 2:1 wywrócił losy meczu do góry nogami i zamknął kwestię tej najlepszej ekipy Decathlon Cup. To zespół Witolda przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Który to już raz? Eksperci od seryjnego kolekcjonowania kolejnych skalpów znów to zrobili, znów zaatakowali, znów ukąsili, ze stołu zgarniając całą dostępną flotę. Ugrean długo balansował ze swoimi meczami, bo wbrew dobrym wynikom te nie zawsze były takie oczywiste patrząc na same przebieg spotkania. W ostatniej próbie znalazł się ktoś, kto powiedział w końcu sprawdzam, tudzież obnażył niedostatki. Tak czy siak, wielkie wyrazy uznania dla "czerwonych" że mimo tak wąskiej kadry zdołali przebojem wlecieć aż do finału, kosząc srebro i będąc górą nad osiemdziesięcioma dwoma zespołami tego dnia. Był i jest to bez wątpienia wielki wyczyn, za co ogromne gratulacje!

Klasyfikacja końcowa turnieju:
  1. Zakład Pogrzebowy E.W.Winniccy
  2. Ugrean
  3. Ogień Bielany
Nagrody indywidualne:
  • Najlepszy zawodnik – Karol Bienias (Zakład Pogrzebowy E.W.Winniccy)
  • Najlepszy bramkarz - Jan Włodek (Orły Maciejki)

Dziękujemy wszystkim drużynom za udział w turnieju DECATHLON CUP 2026. Wasze zaangażowanie, sportowa rywalizacja i świetna

atmosfera sprawiły, że to wydarzenie było naprawdę wyjątkowe. Już dziś zapraszamy Was za rok!

Szczególne podziękowania kierujemy firmy DECATHLON POLSKA. Bardzo cieszymy się, że udało nam się znaleźć tak solidnego i zaangażowanego partnera, na którego mogliśmy liczyć na każdym etapie organizacji. Mamy nadzieję, że ta współpraca będzie dalej się rozwijać i wspólnie zrealizujemy kolejne sportowe wydarzenia na najwyższym poziomie.

Dziękujemy i do zobaczenia na następnej edycji!

Galeria - ZAKŁAD POGRZEBOWY E.W. WINNICCY ZWYCIĘZCĄ DECATHLON CUP 2026!

Facebook

Reklama

Tabela

Social Media

Youtube

Reklama