NASI GRAJA NA MISTRZOSTWACH ŚWIATA W MEKSYKU!
Liga Fanów ma za sobą kapitalny rok. Na jego szczegółowe podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. Nim jednak to nastąpi czterech naszych reprezentantów – dosłownie reprezentantów – poleci na mistrzostwa świata piłki nożnej sześcioosobowej do słonecznego Meksyku, gdzie nad lazurowym wybrzeżem w Cancun, będą walczyli o przejście do historii. Cztery złote asy spośród naszej naszpikowanej dobrymi kartami talii to zawodnicy EXC Mobile Ochota: Krystian Nowakowski, Karol Bienias, Miłosz Nowakowski oraz – debiutant – Jan Grzybowski. Mimo, że dla zdecydowanej większości naszej społeczności z całą pewnością nie są to gracze anonimowi, to dla małej garstki niewtajemniczonych przygotowaliśmy krótką ściągawkę. Kim więc właściwie są ci czterej herosi minifutbolu, którzy na co dzień grają w rozgrywkach Ligi Fanów? Zapraszamy do artykułu.
KRYSTIAN NOWAKOWSKI
- EXC Mobile Ochota, Ekstraklasa (szóstki)
- Kadra Polski Socca 19m/11g (szóstki)
- Astra Leśniowice, Liga Okręgowa (jedenastki)
Naszym zdaniem Krystian zostanie wybrany najlepszym zawodnikiem w całym kraju za rok 2025 w corocznym wielkim plebiscycie Socca, który już wkrótce. Może nie wypada narzucać tak śmiałej narracji, kiedy dookoła tylu wybitnych zawodników, z tyloma wybitnymi osiągnięciami, ale my mamy swoje argumenty. A konkretniej: Nowy je ma. Na szybko znaleźliśmy pięć złotych oraz jeden srebrny, przemawiających za tym argumentów. I o nich chętnie zaraz opowiemy...
Rok temu plebiscyt współtworzony przez Polską Federację Socca zwyciężył Norbert Jaszczak, zostając w 2024 między innymi Królem Strzelców mistrzostw świata w Omanie oraz prowadząc BJM Kraków do wielkiego finału Socca Champions League na greckiej ziemi.
Nowy w 2025 nie tylko powtórzył wyczyn Jaszcza sprzed roku, docierając wraz ze swoim teamem ExC Mobile Ochota do finału Ligi Mistrzów Szóstek, ale poszedł w nim o krok dalej, wygrywając go. Co symboliczne, mając naprzeciwko siebie właśnie wyżej wspomnianego Norberta Jaszczaka, który tym razem gościnnie reprezentował barwy niemieckiego kolosa z Berlina. Owe spotkanie było niejako monumentalnym momentem przekazania sobie – raz jeszcze dodajmy, że naszym zdaniem – tego zaszczytnego pierwszego miejsca. A przecież 24-latek z Ligi Fanów nie tylko wziął udział w tym finale, nie tylko wraz z zespołem zwyciężył w nim 2:0, ale także zdobył obie historyczne bramki, z czego jedna – ta druga, która wieńczyła dzieło – stała się na masową (jak na szóstki) skalę kolportowanym viralem w sieci.
Nic dziwnego, że Krystian został wybrany MVP Socca Champions League 2025.
Do tego dorzucił:
- złoto w Kiszyniowie podczas czerwcowych mistrzostw Europy gdzie w finale... znów zdobył dwie bramki! Jak pierwsza ponownie była dość wątpliwej urody (choć ustawić się też trzeba umieć!), tak druga była już perfekcyjnym przyłożeniem po winklu na wagę zwycięstwa nad reprezentacją Francji.
- złoto mistrzostw Polski Socca
- złoto Pucharu Polski + MVP
- złoto Superbet CUP

24-latek to gracz uniwersalny. Świetnie sprawuje się, kiedy piłkę trzeba zarówno odebrać (wraz z innym Nowakowskim, Miłoszem, tworzą kapitalny, waleczny duet w destrukcji), jak i kiedy trzeba ją rozegrać. Charakterystyczne dla Krystiana są jego przekładki, nagłe zmiany toru biegu, kiedy długimi susami, dzięki szybkim zwinnym nogom, potrafi on momentalnie wrzucić rywala na karuzelę kołysząc oponentem raz do lewej raz do prawej i tak do chwili, gdy nie wyczuje słabości rywala. Może to dość dziwna analogia, ale te miksowanie Nowego raz w jedną stronę, raz w drugą, w jakimś sensie przypomina... "the crocodile death roll", czyli typowe dla krokodyli obezwładnienie swojej ofiary łapiąc ją w pas, a następnie wirując aż do momentu, kiedy ofiara padnie, robiąc przy tym serię piruetów wokół własnej osi. Mistrz Europy – może nieco w innych warunkach, nie tak ekstremalnych – również cierpliwie potrafi przeczekać do chwili, gdy instynkt nakaże mu działać, a taniec Nowego uśpi czujność oponenta.
Nowakowski rok temu, podczas mistrzostw świata w Omanie był takim zawodnikiem "pierwszym do zmiany" – ale zarówno tam, jak i potem w Mołdawii lub podczas MP oraz PP czy w Grecji udowodnił, że zasługuje na więcej. Czy już teraz? Wszystko zależy od selekcjonera Klaudiusza Hirscha, ale my byśmy na pewno nie byli zdziwieni widząc Krystiana w wyjściowym składzie na Łotyszy... 24-letni lider ExC Mobile Ochota ma za sobą fenomenalny rok, kosmiczny wręcz i trudno sobie wyobrazić, ażeby dało się wycisnąć z szóstkowego grania coś więcej w 365 dni. Do zamknięcia tej pięknej historii pozostał ostatni, meksykański akord, który wybrzmi już w przyszłym tygodniu w Cancun. Mamy nadzieję, że Krystian będzie głównym dyrygentem tej orkiestry, bo w ostatnim czasie chyba dość dobitnie udowodnił, że czego się nie dotknie, to zamienia w złoto.
MIŁOSZ NOWAKOWSKI
- EXC Mobile Ochota, Ekstraklasa (szóstki)
- Kadra Polski Socca 9m/0g (szóstki)
- Ożarowianka Ożarów Mazowiecki, IV liga Mazowsza (jedenastki)
Zostając przy tych dość specyficznych porównaniach rodem z animal planet, to przy Miłoszu można by się doszukiwać alegorii "wściekłego bulteriera", który potrafi być największą zmorą dla każdego napastnika drużyny przeciwnej. Kolokwialnie mówiąc wgryzie ci się taki w rywala i nie odpuści ani na chwilę. 23-letni zawodnik genialnie potrafi pracować w defensywie – balansując na granicy faulu a czystej gry – doprowadzając przy tym przeciwnika do "szewskiej pasji". Ku uciesze kolegów z drużyny czy trenera.
Miły – patrząc jednak na jego styl gry jego ksywkę możnaby rozpatrywać w kategorii lekkiej szydery, bo z pewnością nie jest to miłe spotkanie dla oponenta – swoje pierwsze kroki w naszych rozgrywkach Ligi Fanów stawiał w ekipie CF Lakoksy z Góry Kalwarii. Styl tej ekipy, przynajmniej na tamten moment, był idealnie skrojony pod grę Nowakowskiego. Silny, agresywny doskok, dużo walki wręcz, nieustępliwość, zadziorność, cechy wolicjonalne na najwyższym możliwym poziomie. W takich warunkach kształtował się waleczny charakter Miłosza, który zahartowany setkami takich bojów dziś nie ma obaw pojedynkować się z kimkolwiek.
I choć dotychczas Miły odnotowywał jedynie epizody w kadrze Klaudiusza Hirscha (dziewięć występów może być nieco mylące, bo można zagrać pięć występów od deski do deski, a można zagrać dziewięć spotkań po dwie minuty) często będąc kimś w rodzaju "zadaniowca" tak w Meksyku wierzymy, iż rola 23-latka będzie coraz większa. W naszej opinii jest na to szansa, gdyż Nowakowski po przenosinach do ExC zaczął rozwijać się pod wieloma kątami i już nie ogranicza swojej gry jedynie do destrukcji. W ostatnim czasie zespół z Ochoty testuje tego gracza w roli pivota, pod bramką rywali. Efekt? Nie jest to jeszcze perfekcja, czasem jeszcze przydarzy się lekki kiks, niedokładność, ale ma to też bez wątpienia zalążek powodzenia. Chociażby warto wspomnieć o ważnych golach strzelanych w Lidze Mistrzów Szóstek w październiku. Trzeba najwidoczniej kuć ile wlezie – czy w Cancun będzie na to szansa? I czy Miłosz tam zagra także z przodu? A może jednak bezpieczniej, z tyłu? O tym nam, postronnym widzom, przyjdzie się przekonać już niebawem.

Dla Nowakowskiego przenosiny do ExC Mobile Ochota okazały się strzałem w dziesiątkę. Złotą dziesiątkę. W kwartał wygrał – podobnie jak Krystian – wszystko, co było możliwe do wygrania. Zaczęło się od złota podczas mistrzostw Europy w Kiszyniowie (czerwiec), złota Pucharu Polski Socca (lipiec), złota mistrzostw Polski Socca (lipiec) oraz wszystko zostało spuentowano piękną klamrą w malowniczym Rethmyno, gdzie udało się zwyciężyć Klubowe Mistrzostwa Świata, czytaj Socca Champions League (październik). Cztery TAKIE złota w lekko ponad kwartał – abstrakcja – chyba zgoda?
Z pewnością każdy z was, interesujący się piłką, nieważne czy tą w wydaniu jedenastoosobowym czy sześcioosobowym, słyszał powiedzenie o "wnoszeniu fortepiana i graniu na nim". Na dziś, nie ma co ukrywać, Miłoszowi bliżej do tego pierwszego. Każdy trener chce mieć jednakowoż w swojej armii takiego zawodnika. Skorego do ciężkiej, momentami wręcz siermiężnej, tytanicznej pracy, ale też takiego, co z pokorą przyjmie powierzone mu role. Ego Miłosza, mimo że wygrał w ostatnim czasie w szóstkach tak wiele, nadal pozostaje dość przyziemne, a to ważne, w kontekście gwiazdozbioru kadry, który tak często unosi się dużo ponad ziemię. 23-latek to element układanki, który choć może nie jest postacią pierwszoplanową jest niezbędny, aby pełen obraz był taki, jaki dostajemy – najwyższej jakości. Aby machina dobrze pracowała, musi być także zrobiona robota u podstaw.
KAROL BIENIAS
- EXC Mobile Ochota, Ekstraklasa (szóstki)
- Kadra Polski Socca 16m/2g (szóstki)
- Marcovia Marki, IV liga Mazowsza (jedenastki)
Jak przed chwilą była mowa o wnoszeniu fortepiana i graniu na nim, tak tu mamy zdecydowanie do czynienia z tym drugim. Boiskowym artystą. Nie to żeby Karol migał się od harówy w defensywie (no... może troszkę... może czasami), ale jego głównym atutem jest przede wszystkim ten właśnie wyżej rzeczony artyzm. Kunszt, jakość, estetyka. Piłkarskie rzemiosło Karola Bieniasa sprawia, że z niczego potrafi zrobić coś wielkiego. Sztukę. Podobnie zresztą jak Janek Grzybowski, o którym zaraz. Miłosz ma więc łatkę walczaka, Krystian gracza uniwersalnego z świetnym balansem, zaś Bieniu ma równie kapitalną technikę, co... strzał.
I to właśnie te strzały z dystansu lub pół-dystansu są czymś zjawiskowym, czymś co może zaskoczyć dosłownie każdego przeciwnika. Idealny przykład mieliśmy podczas ostatniego szlagieru w Ekstraklasie, kiedy ExC Mobile Ochota podejmowało w hicie rundy jesiennej Gladiatorów Eternis. W pewnym momencie lekko przekroczywszy "połówkę" 23-latek oddał totalnie nie sygnalizowany strzał z lewej nogi tuż przy słupku zdezorientowanego oraz zaskoczonego bramkarza rywali, Bartka Gwoździa. Wystarczył wszak ułamek sekundy, metr wolnej przestrzeni wokół Bienia, a ten chirurgicznym strzałem z krótkiej nogi, przecinającym w atomowym tempie powietrze kopnięciem, otworzył wynik hitowej batalii. Zrobił to mając wzrok nieustannie wbity w ziemię – nie dając przy tym szans bramkarzowi rywala na wyłapanie sygnału, co się zaraz może przydarzyć. I tak jak mamy "no-look pass", tak w tym przypadku mieliśmy "no-look shot".

Bieniu, co napiszemy po raz trzeci, a zaraz będzie trzeba pisać i po raz czwarty miał zawrotne ostatnie cztery miesiące, na przestrzeni lipiec - październik wygrywając wszystko, jak leci. Wpierw bramka w Mołdawii podczas mistrzostw Europy, skąd udało się przywieźć złoto po ograniu w wielkim finale Trójkolorowych, następnie PP i MP Socca we Wrocławiu. Reset w sierpniu i wrześniu, kumulowanie sił na październik, a tam, już na greckiej ziemi, sen na jawie był kontynuowany. Prawdą jest, iż gol Nowego z finału był potężnym viralem, ale również zapętlane w nieskończoność było trafienie Bienia z półfinałowego starcia przeciwko Rumunom. Dawid Brewczyński spod własnej bramki zarzucił zawiesinkę w narożnik rywala, gdzie na swój wielki moment chwały, czekał już Karol Bienias. 23-latek odbił piłkę głową w taki sposób, iż ta wpadła jedyną dostępną na tysiące symulacji trajektorią w same widły bramki rywala. Tym samym kolejny raz goalkeeper przeciwnej ekipy był bezradny. To znamienne, kiedy naprzeciw staje taki futbolowy Artysta.
JAN GRZYBOWSKI
- EXC Mobile Ochota, Ekstraklasa (szóstki)
- Kadra Polski Socca, debiut (szóstki)
- Talent Warszawa, IV liga Mazowsze
A kiedy o futbolowych artystach mowa... Do gry w reprezentacji Polski Klaudiusz Hirscha wkracza nowy bohater sagi o Socca w Polsce. Nieco tajemniczy, dla niektórych wciąż anonimowy, swego rodzaju novum w półświatku szóstek. Brazylijski mikser, przekleństwo bramkarzy rywali i... własnych (o czym zaraz), nasz polski Jani Yamal – skrzyżowanie brawury z boiskową elegancją, momentami wręcz zakrawającą o piłkarską maestrię. Albo po prostu... Janek Grzybowski. Perła i notabene – patrząc na jego przynależność klubową – kolejny talent warszawskich boisk.
Janek to zawodnik w sumie dość absurdalny, bo równie dobrze, co potrafi podnieść tętno bramkarzowi rywali, tak i swojemu, miksując tymi swoimi kocimi ruchami nieraz nawet stojąc na równi ze swoim goalkeeperem i ochoczo mówiąc "sprawdzam" kolejnym wyzwaniom. Jakże cienka potrafi być granica między szaleństwem a geniuszem przyszło na tym padole przez tysiąclecia przekonać się wielu śmiertelnikom. Sęk w tym by mieć mimo wszystko odwagę ryzykować mając świadomość że tańczy się nad przepaścią. Na koniec oczywiście to tylko orlikowe kopanie, są na tym świecie rzeczy ważniejsze, o wiele ważniejsze, dlatego jeśli gdzieś dać ponosić się fantazji, to czemu nie tu? Grzybowski posiada w swoim arsenale broń obusieczną. Na dziesięć prób robionych w ekstremalnie skomplikowanych pozycjach osiem wyjdzie, ale wierząc w siłę Janka trzeba mieć także świadomość tego, iż raz na jakiś czas pokłosie ryzyka może nie oddać. To powinno być wkalkulowane w koszta. Jeśli zespoły chcą cieszyć się z jego błysku geniuszu, powinny także akceptować jego błędy, które czasem siłą rzeczy będą się zdarzały.
A że 19-latek, urodzony w 2006, potrafi robić rzeczy wielkie przekonał najdobitniej cały świat socca kradnąc show w lipcu tego roku. Był finał mistrzostw Polski Socca. Naprzeciw – wskazywanej mimo wszystko na porażkę ExC Mobile Ochota – stanęła dostojna i elegancka ekipa Bartistu Toruń naszpikowana tuzami piłki nożnej sześcioosobowej w naszym kraju. ExC było tuż po emocjonujących bataliach w poprzednich rundach, gdzie w turbodogrywkach w najważniejszych momentach karty rozdawał najmłodszy ze stawki Jan Grzybowski. Finał miał być jednak już ponad jego siły, bo przyszło grać na najlepszych z najlepszych – liderów Klaudiusza Hirscha Elsnera, Dębickiego czy Kucharskiego. W regulaminowym czasie gry mieliśmy 1:1, a o wszystkim znów miała zdecydować turbodogrywka. W niej 19-latek długo nie mógł się odnaleźć. Wpierw został ograny przy linii przez Olkowskiego, który asystował przy golu Dębickiego, a następnie młokos z Warszawy wpierw pomylił zasady w ostatniej minucie turbodogrywki źle rozpoczynając stały fragment gry, a następnie nieumyślnie faulował Kucharskiego (lub po prostu górę wzięło cwaniactwo Kamila).

I kiedy wydawało się, że nic z tego Grzybek... zbiegł do bazy. Na placu pozostał jedynie Elsnera z Krystianem Nowakowskim. Bartist miał do zagrania ostatnią akcję. Zamiast jednak szanować piłkę postanowili zamknąć spotkanie strzelając bramkę na 3:1. Jak jednak dobrze wiemy Nowy w destrukcji jest kapitalny, bezproblemowo wygrał pozycję bark w bark z Krzyśkiem, a piłka na dziesięć sekund przed końcem znów była dla ExC Mobile Ochota. Janek dostał od losu, ale i od swoich kolegów, którzy w niego wierzyli drugą szansę. Tym razem jej nie zmarnował, a nazwisko Grzybowski zapisało się złotymi głoskami w finałach mistrzostw Polski Socca.
Wpierw Janek mając ostatnią akcję nadziei zatańczył z legendą polskiej reprezentacji Socca Krzysztofem Elsnerem. Balans bez piłki w jedną, drugą, przekładka, w końcu w tych krokach pogubił się Krzysiek, co błyskawicznie zauważył 19-latek nawijając rywala do swojej prawej i pokonując strzałem po długim bramkarza rywali, Kollara. Szaleństwo? Nie dla Janka, dłoń do dołu studząca emocje – tym dopiero dał się porwać zaraz – jakby mówił przez to "calma, jest jeszcze robota do zrobienia". Ta została zrobiona chwilę później. Wpierw nieco próbując mądrze wyczekać rywala Janek zbiegł pod swoją bramkę minimalizując kłopoty po ewentualnej stracie, ale finalnie poszedł w to, co umie najlepiej, czyli w sprawdzenie rywala. Jedno przełożenie nogi nad piłką w nieco ospałym tempie, a następnie powtórzenie manewru, ale już w takim tempie, że Elsner nie zdołał dziubnąć futbolówki. Grzybowski w grze o złotego gola postanowił... podciąć piłkę nad bramkarzem... cały Janek – to jest właśnie ta cienka granica między geniuszem a szaleństwem. Zwycięzców się nie sądzi, a Grzybo nie wraz z drzwiami, a całą futryną zameldował się w panteonie gwiazd finałów mistrzostw Polski Socca przechodząc do futbolowej historii jako brylant. Tamtego dnia sięgnął po złoto mistrzostw Polski oraz MVP tego turnieju, chwilę wcześniej wrócił do stolicy z Pucharem Polski. Lokalna, warszawska scena znała go już od dawna, ogólnokrajowa przekonała się o jego nietuzinkowości niedawno, teraz czas, aby przekonał się o tym talencie także cały świat!




Warszawa
Łódź





