Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 4 Liga
Ogień Bielany, czyli młoda, przebojowa ekipa, która na pewno jeszcze sporo namiesza w Lidze Fanów, podejmowała borykający się z problemami kadrowymi LTM Warsaw. Tym razem "Ludzie Tego Miasta" stawili się w całkiem przyzwoitym zestawieniu, a przynajmniej pod względem frekwencji, jednak na wybieganych i zdolnych technicznie graczy z Bielan potrzebne było coś więcej, niż frekwencja. Od pierwszych minut zespół gospodarzy napierał na bramkę strzeżoną przez Mateusza Tuzina, czego efektem były dwie bardzo szybko zdobyte bramki autorstwa Adama Prejsnara oraz Kajetana Jasińskiego. Goście mieli okazję odbić się od dwubramkowego deficytu, kiedy po błędnej zmianie jednominutową karę dostał Jan Napiórkowski, jednak nie wykorzystali gry w przewadze. Co więcej, kolejne trafienia dla "Ognistych" były kwestią czasu. Szczególnie skutecznie spisywał się Kacper Cetlin, który jeszcze w pierwszej połowie zdołał ustrzelić klasycznego hat-tricka. LTM obudził się dopiero przy stanie 7:0, kiedy po podaniu Grześka Bogdańskiego piłkę do bramki głową skierował Krzysiek Mikulski. Niemniej, do przerwy było 8:1 i niewiele wskazywało, aby po zmianie stron obraz był inny. Nie myliliśmy się. Świetny fragment gry w pierwszych minutach drugiej odsłony zaliczył Karol Gozdalik, który brał udział przy kolejnych trzech trafieniach, raz serwując kluczowe podanie, a także dwukrotnie wpisując się na listę strzelców. Przebłysk talentu Krzyśka Kulibskiego miał miejsce dopiero przy stanie 12:1, kiedy to jego dwie asysty posłużyły jako paliwo do zdobycia bramek przez Grześka Bogdańskiego oraz Krzyśka Mikulskiego. Ostatnie słowa należały jednak do graczy z Bielan, którzy ostatecznie wygrali to spotkanie 15:3. Rewelacyjne statystyki zapisał na swoim koncie Kacper Cetlin, który aż siedmiokrotnie pokonywał golkipera rywali, a do tego dorzucił dwie asysty. LTM niestety nadal w czerwonej strefie spadkowej.
Zespół CompatibL gra w ostatnich tygodniach w kratkę, zwycięstwa przeplatając porażkami. I gdyby ta tendencja miała się utrzymać, to przeciwko ekipie Cosmos, drużynę Andrija Hryndy czekała niestety przegrana. Ale na boisku statystyki nie grają, a doskonale wiemy, że Compatybilni potrafią mobilizować się na lepsze zespoły, dlatego oczekiwaliśmy, że wysoko zawieszą poprzeczkę swoim niedzielnym oponentom. No ale niestety Kosmiczni okazali się zdecydowani za silni i tak naprawdę to spotkanie ledwo się zaczęło, a już wiedzieliśmy, że perspektywa jakiejkolwiek niespodzianki jest bliska zeru. Tym bardziej, że kapitan United Salvador de Fenix pokusił się o dwa bardzo cenne wzmocnienia – zwłaszcza Piotr Sadowski, który swojego czasu grał w naszej lidze w barwach Playboys Warszawa pokazał dużą, piłkarską jakość i na pewno przyda się w kolejnych spotkaniach. Trudno zresztą jednoznacznie wybrać najlepszego zawodnika w obozie Cosmosu, bo ich zespołowa gra doprowadziła do sytuacji, w której wielu graczy miało świetne liczby na koniec spotkania. W drużynie Compatibl starał się Artur Kustov, swoje wybiegał Anton Klymak, natomiast sama ambicja i determinacja to było po prostu zdecydowanie za mało na tak dobrze dysponowanego przeciwnika. Przewaga Cosmosu w żadnym momencie meczu nie podlegała dyskusji i mniej więcej cały czas utrzymywała się na poziomie pięciu bramek. Temu wszystkiemu tylko z boku przyglądał się Yauheni Volin, który niestety z powodu kontuzji nie mógł wystąpić w tym meczu. A szkoda, bo na pewno by się przydał, chociaż trudno wyrokować, czy z nim można byłoby tutaj powalczyć o coś więcej. Cosmos zaprezentował poziom godny ekipy z TOP3 4.ligi i dzięki wygranej zachował trzy punkty przewagi nad czwartą w tabeli Fuszerką, jednocześnie zachowując dystans do drużyn które są przed nim. Z kolei Compatibl chyba musi się pogodzić z myślą, że nie ma już szans na walkę o medale. W tym momencie chłopaki muszą już skoncentrować się na tym co dzieje się za ich plecami, bo może się okazać, że włączą się do walki o utrzymanie. A jest to o tyle prawdopodobne, że teraz czeka ich mecz z liderem i zakładając porażkę (czego im oczywiście nie życzymy) ich przewaga nad strefą spadkową może stopnieć do trzech punktów. A wtedy zrobi się bardzo nieciekawie…
Mobilis jest w tej rundzie postrachem faworytów. Chłopaki potrafili wygrać z FFK Oldboys, zremisować z Oldboys Derby a w niedzielę podejmowali kolejny zespół ze ścisłej czołówki – Fuszerkę. Dlatego chociaż w tabeli dzieliło te zespoły kilka dobrych miejsc, to żadnego scenariusza nie można było tutaj wykluczyć. Potwierdziło to zresztą boisko, bo chociaż optyczna przewaga należała w pierwszej połowie do przeciwników, to Mobilis był zdecydowanie bardziej konkretny i gdy już zapuszczał się pod bramkę oponenta, to zwykle ze skutkiem bramkowym. Ekipa Szymona Januły nie dość, że była skuteczna z przodu, to równie dobrą robotę wykonywała w defensywie. Tam dobrze spisywał się Paweł Janiszewski, z kolei nawet gdy zawodziła obrona, to bardzo czujny między słupkami był Łukasz Kulesza. To wszystko powodowało, że do przerwy było 2:0 dla Mobilisu i Fuszerka musiała się szybko wziąć do roboty, jeśli nie chciała stracić ważnych punktów. Jej gra trochę przyspieszyła, natomiast gęsta obrona rywala powodowała, że nie było łatwo wyklarować sobie dogodną sytuację. W sukurs przyszła im żółta kartka dla Kamila Lipskiego, którą Fuszerka wykorzystała w 200%, zdobywając dwa gole i doprowadzając do remisu. Wydawało się, że kolejne trafienie dla czwartej ekipy w tabeli jest tylko kwestią czasu, lecz gdy składy się wyrównały, nikomu nie udawało się zdobyć trafienia na 3:2, które mogło być decydujące. Wszystko rozstrzygnęło się więc w emocjonującej końcówce. Jednym z jej bohaterów był Bartłomiej Fabisiak, który początkowo zmarnował doskonałą okazję do zdobycia bramki, ale lada moment zrehabilitował się i wydawało się, że Mobilis wygra to spotkanie. Ta drużyna była chyba jednak tak podekscytowana perspektywą zgarnięcia całej puli, że pogubiła się po wznowieniu gry ze środka boiska przez rywali i Fuszerka doprowadziła do remisu. Takim wynikiem ten mecz się zakończył i w naszej ocenie jest on sprawiedliwy. Jedni i drudzy mogą odczuwać delikatny niedosyt, ale obydwie ekipy miały swoje lepsze i słabsze momenty, dlatego trzeba było obejść się smakiem w kwestii zwycięstwa. A co ten wynik oznacza? W przypadku Fuszerki powiększyła się strata do miejsc TOP 3, co może trochę skomplikować sytuację tej ekipy w kontekście medali. Z kolei Mobilis zgarnął cenny punkt, który może pomóc wywalczyć utrzymanie. Ale warunek jest jeden – ten zespół musi grać na takim poziomie nie tylko z tymi teoretycznie lepszymi. Zwłaszcza teraz, gdy czekają go starcia z bezpośrednimi rywalami do utrzymania, które zdecydują o ich „być albo nie być” na czwartym poziomie rozgrywkowym.
Patrząc na pozycję obu ekip w tabeli oraz ich wyniki w rundzie wiosennej, w teorii Oldboje powinni bez problemów poradzić sobie z Virtualnym Ń. I przynajmniej początek spotkania potwierdził status faworyta u drużyny gości. Kluczowy był okres pomiędzy 7 a 11 minutą, w którym to Oldboje zdobyli aż 3 gole. Najpierw zespołową akcję wykończył Paweł Repczuk, następnie świetnym strzałem z dystansu popisał się Jacek Pryjomski, a dzieła dokończył trafieniem nie mniejszej urody wspomniany wcześniej Paweł Repczuk. Wiele drużyn taki obrót spaw mógłby podłamać, ale Virtualni nie zamierzali dawać za wygraną. Michał Piątkowski musiał być bardzo czujny między słupkami i tylko dzięki jego dyspozycji i skutecznym interwencjom, gospodarze w pierwszych 25 minutach nie znaleźli drogi do bramki. Pomimo okazji z jednej i drugiej strony utrzymał się wynik 0:3. Niedługo po rozpoczęciu drugiej części po akcji Płotnicki – Kolasa Virtualni zdobyli swojego upragnionego gola, który mógł dać impuls do dalszej walki i nadzieję na odwrócenie losów meczu. Riposta rywala była jednak błyskawiczna. Minutę później mieliśmy już 1:4, po tym jak precyzyjnym strzałem przy słupku popisał się Jacek Łukasiewicz. Żadna z drużyn nie zamierzała odpuszczać i niekiedy dochodziło do małych spięć i po jednym z takich starć arbiter ukarał żółtą kartką zawodników obu drużyn. Na boisku zrobiło się więcej miejsca, co lepiej wykorzystali Oldboje, którzy podwyższyli swoje prowadzenie. Wynik 1:5 wydawał się komfortowy dla gości, ale gol Virtualnych na 2:5 na około 10 minut przed końcem zmotywował gospodarzy do dalszego atakowania i szukania kolejnych okazji. Ostatecznie Virtualnym udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki do stanu 3:5. Lider nie miał wcale tak łatwej przeprawy, choć zwycięstwo Oldboys Derby raczej nie podlegało dyskusji.
Dużo więcej emocji spodziewaliśmy się po spotkaniu Tartaka z FFK Oldboys. Niestety gospodarze nie mieli tego dnia kilku zawodników, którzy mogliby dodać jakości na boisku, a brak kapitana i menedżera Lucu Kończala był bardzo widoczny, bo Drwale nie mieli pomysłu na to by postraszyć drużynę, która ma aspirację zdobyć mistrzostwo czwartej ligi. Goście od początku kontrolowali wydarzenia na boisku i dość szybko objęli prowadzenie. W ofensywie świetnie funkcjonował duet Przemysław Szabat & Bartek Sosnówka i po kilku minutach gry było już 0:2 na tablicy wyników. Ekipa trenerów nie zatrzymywała się, stwarzała kolejne sytuacje i tak naprawdę gdyby nie bramkarz gospodarzy i Mateusz Wodnicki, który starał się jak mógł w defensywie wynik mógłby być o wiele wyższy. FFK Oldboys podwyższyło w końcu rezultat na 0:3 i chyba zadowolone z tego że ma wszystko pod kontrolą dało się zaskoczyć rywalom w końcówce pierwszej połowy. Gol na 1:3 dawał nadzieję, że druga odsłona może być lepsza w wykonaniu Drwali. Jednak goście błyskawicznie wybili z głowy nadzieję teamu Lucu Konczala. Szybko strzelona czwarta bramka i spokojna gra gdzie doświadczony zespół grający w pomarańczowych trykotach długo operował piłką skutecznie poskromiła zapędy przeciwników. Przy stanie 2:6 nastąpił jeszcze zryw przedstawicieli Tartaka, gdzie szybko potrafili zdobyć dwie bramki, ale Przemysław Szabat strzelając gola na 4:7 zamknął wynik tego spotkania. Goście zasłużenie wygrywają i nadal są w grze o mistrzostwo czwartej ligi. Gospodarze muszą z kolei lepiej organizować się na mecze, bo mają naprawdę spory potencjał, ale przychodząc bez kluczowych zawodników sami sobie odbierają szanse na punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)