Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 3 Liga
Mocny skład, doświadczony trener i duża motywacja do walki o mistrzostwo. Tak najkrócej można opisać ekipą Wilanowskich Wilków, którzy podejmowali Awanturę Warszawa I. Mimo nieobecności kontuzjowanego Dmytro Zhdanova byliśmy pewni o jakość składu gospodarzy, tak więc przed „Awanturnikami” było bardzo trudne zadanie. Już początek meczu pokazał, kto w tym starciu będzie dyktował warunki. Marcin Siwy, Stas Oseledchenko oraz Volodymyr Humeniuk i już po dziesięciu minutach było aż 3:0. Po takim ciosie byłoby trudno pozbierać się każdej ekipie, jednak Awantura pokazała naprawdę kawał charakteru. Po golach Damiana Sawickiego i Patryka Dominiaka wynik brzmiał już tylko 3:2 i tak naprawdę można było śmiało stwierdzić, że goście wrócili do gry. Niestety, coś jednak pękło i Wilki zupełnie przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania. Jeszcze w pierwszej połowie zaaplikowali gościom aż cztery bramki, których autorami byli Marcin Siwy, Volodymyr Humeniuk oraz dwukrotnie Stas Oseledchenko, który tym samym skompletował klasycznego hat-tricka. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 7:2 i trzeba było być skrajnym optymistą, aby wierzyć, że losy tego meczu się odwrócą. Żeby odpowiednio określić, jak kiepski dzień mieli Awanturnicy trzeba wspomnieć o bramce, jaką zdobył Sebastian Dominiak. Etatowy snajper Awantury trafił… do własnej bramki. Ani jemu, ani jego kolegom w drugiej odsłonie nie udało się pokonać Oleksandra Petrovskyiego, natomiast Wilki jeszcze dwukrotnie zmuszały do kapitulacji Piotrka Białczaka i ostatecznie spotkanie zakończyło się wysoką wygraną Wilanowskich Wilków 10:2. Komplet punktów sprawił, że wskoczyli na drugą pozycję. Dla Awantury była to pierwsza porażka w sezonie i obecnie plasują się tuż za podium.
W swoim trzecim pojedynku w Lidze Fanów FC Kanonierzy podejmowali ekipę FC Ballers. Faworytem tego starcia byli goście, którzy w tym sezonie bardzo dobrze rozpoczęli ligowe zmagania. Mecz rozpoczął się zdecydowanie po myśli gości, którzy już na początku spotkania otworzyli wynik, kiedy to po stracie piłki w środku boiska bramkę zdobył Filip Jankowski. Kilka minut później ten sam zawodnik podwyższył rezultat meczu na 0:2. Gracze gospodarzy jednak dość szybko otrząsnęli się z szoku, jakim była strata dwóch bramek. Akcje całej drużyny po podaniu Marcela Micha zamienił na bramkę Dawid Chudź i mieliśmy 1:2. Niezrażona stratą gola ekipa FC Ballers kontynuowała swoją ofensywną grę. Świetny moment zanotował Artiom Pastushyk, który miał udział przy dwóch kolejnych trafieniach podając do dobrze ustawionych kolegów. W końcowych minutach pierwszej połowy do odrabiania strat wzięli się gospodarze. W tej części meczu w ekipie Kanonierów świetne zawody grał Marcel Mich i to głównie dzięki niemu gospodarze mieli jeszcze nadzieję na odrobienie strat. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:4. Po zmianie stron spotkanie jeszcze bardziej się otworzyło, obie ekipy postawiły na ofensywny styl gry dzięki czemu byliśmy świadkami prawdziwej strzelaniny. Na początku drugiej połowy goście punktowali rywala zdobywając kolejne bramki. Ponownie przypomniał o sobie Artiom Pastushyk, to jego akcje robiły wiele zamieszania w szykach obronnych gospodarzy. Goście dość mocno odjechali rywalom z wynikiem i pewnie prowadzili w tym spotkaniu. Honor gospodarzy indywidualnymi akcjami próbował jeszcze ratować Marcel Mich, który w drugiej połowie zaliczył trzy trafienia. Bardzo widowiskowe i przyjemne dla postronnego widza spotkanie kończy się ostatecznie wynikiem 6:10. Festiwal goli, wielka radość wygranych po wywalczeniu kompletu punktów, ale też brawa dla Kanonierów za walkę do końca! FC Ballers zasłużenie wygrywają i wskakują na trzecie miejsce w tabeli.
W zapowiedziach pisaliśmy, że o tempo meczu się na martwimy i liczymy, że oba zespoły pokażą nam kawał dobrego futbolu. I nie zwiedliśmy się, bo dostaliśmy i jedno i drugie. Już od pierwszego gwizdka obie ekipy wykazywały dużą chęć do gry. W pierwszych minutach lepsze wrażenie robili gospodarze. Mieli kilka dogodnych sytuacji, ale bardzo dobrze między słupkami interweniował bramkarz Furiozy. Jednak i on musiał w końcu skapitulować, gdy długim przerzutem został uruchomiony Andrei Trukhan, który świetnie przyjął piłkę klatką i precyzyjnym strzałem wyprowadził Goodfellas na prowadzenie. Furioza mogła wyrównać, miała swoje okazje, ale m.in. zawodnik tej drużyny w dogodnej sytuacji z 3 metrów przeniósł piłkę ponad bramkę. W końcu sprawy swoje ręce wziął Alek Janiszewski, który właściwie sam przeszedł z piłką całe boisko i doprowadził do upragnionego wyrównania. Goście długo z takiego obrotu sprawy się nie cieszyli, bo już dwie minuty później znów tracili do rywali jedną bramkę. Na domiar złego jeszcze przed przerwą stracili trzeciego gola. Uwalniające wybicie bramkarza Goodfellas spod własnej bramki przejął Andrei Trukhan, z łatwością ograł obrońców Furiozy i wyłożył piłkę do „pustaka” Yaraslau Sycheuskiemu. Po 25 minutach mieliśmy 3:1. Po zmianie stron dość szybko gospodarze musieli grać w osłabieniu – obrońca przerwał dobrze zapowiadającą się akcję 2 na 1, za co został ukarany żółtą kartką. Smoki wykorzystały grę w przewadze – na 3:2 strzelił Daniel Grzegory. Gdy obie ekipy grały już w równych składach, znów młodzi zawodnicy z Ukrainy odskoczyli na jedną bramkę – kapitalnym strzałem z dystansu popisał się Iaroslav Verboliuk. Ostatnie 7 minut było niesamowicie ciekawe. Najpierw w minutę Aleksander Janiszewski zdobył dwie bramki, jedną z rzutu wolnego, jedną z akcji, doprowadzając do remisu 4:4! Tyle tylko że już minutę później Goodfellas znów wyszło na prowadzenie 5:4. Bohaterem gospodarzy okazał się Andrei Trukhan. To właśnie on zaliczyły to piąte trafienie, a następnie miał udział przy kolejnych dwóch golach swojej drużyny, dzięki czemu Goodfellas zwyciężyło 7:4. Pojedynki właśnie Trukhana z Janiszewskim były ozdobą tego spotkania, bo są to zawodnicy o podobnej charakterystyce. Goodfellas zasłużenie wygrało to spotkanie, bo wynik i tak powinien być wyższy, ale kilkukrotnie bramkarz ratował zespół Furiozy.
W pojedynku pomiędzy drużyną FC Freedom a Old Eagles Koło faworytem byli ci drudzy. Popularne „Orzełki” to bardzo doświadczona ekipa, mająca w swoich szeregach zawodników o dużym potencjale piłkarskim. Spotkanie zaczęło się dość spokojnie, obydwie drużyny grały bezpiecznie i czekały na błąd rywala. W kolejnych minutach dość nieoczekiwanie to gospodarze jako pierwsi strzelają gola. Zamieszanie pod bramką rywala wykorzystał Bohdan Odonkoz. Niestety były to miłe złego początki. W kolejnych minutach FC Freedom zupełnie oddało pole gry rywalowi i bardziej niż na atakach skupiali się na wyprowadzeniu groźnych kontr. Taka taktyka niestety nie sprawdziła się i dość szybko Orzełki wyrównują. Przemek Długokęcki znalazł się idealnie w polu karnym przeciwnika i pewnie dobił piłkę odbitą przez przeciwnika. W kolejnych minutach przewaga Old Eagles Koło rosła jeszcze bardziej, zawodnicy gości napierali i ostrzeliwali bramkę zawodników z Ukrainy. Brylował w tym Piotr Parol który to raz po raz posyłał silne i precyzyjne strzały na bramkę gospodarzy. Jeszcze przed przerwą goście wychodzą na prowadzenie, podanie Piotra Parola pewnie zamienił na gola Mariusz Żywek i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1:2. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, FC Freedom próbowali atakować, ale dzięki solidnej obronie i dobrej postawie bramkarza odbijali się jak od ściany. Orzełki utrzymując korzystny rezultat prowadziły spokojną i rozważną grę punktując rywala. W tej części meczu ponownie z dobrej strony pokazał się doświadczony napastnik gości Mariusz Żywek, który zaliczył w tym spotkaniu drugie trafienie. Warto wspomnieć o postawie bramkarza gospodarzy, Anatolii Wasko pomimo wpuszczonych aż sześciu goli często desperacko ratował swój zespół przed stratą kolejnych trafień. Gospodarze ostatecznie przegrywają to spotkanie aż 1:6 i z jednym punktem znajdują się w dolnej części tabeli 3 ligi, w której to z kompletem zwycięstw prowadzą Orzełki.
Śmiało możemy stwierdzić, że w meczu East Teamu z Wiernym Służewcem widzowie dostali wszystko to, czego kibice piłkarscy oczekują: grad goli, dramaturgia i wielki powrót. Mecz lepiej zaczął się układać po myśli gospodarzy, kiedy to po bramkach Zhasulana Kamantaya oraz Dauleta Niyazova wyszli na prowadzenie 2:0. Odpowiedź przyszła w postaci akcji weteranów Ligi Fanów, Adriana Krzyżańskiego, który wypatrzył dobrze ustawionego Marcina Kowalskiego, a ten ze stoickim spokojem wpakował piłkę do siatki. Gracze ze Wschodu jednak wciąż napierali, i dzięki kolejnemu trafieniu Zhasulana Kamanataya zwiększyli przewagę do stanu 3:1. Jeszcze w pierwszej odsłonie obejrzeliśmy po jednej bramce dla każdej ze stron, a na listę strzelców wpisywali się ponownie: Marcin Kowalski (3:2) oraz Daulet Niyazov, którego trafienie ustaliło wynik pierwszej odsłony na 4:2. Początek drugiej części to zdecydowana dominacja East Teamu. Gracze Wiernego Służewca mieli swoje momenty, jak chociażby dwie 100% okazje, w których najpierw ich napastnik nie trafił na pustą bramkę, a następnie jego kolego obił silnym strzałem poprzeczkę. Nietrafione okazje zemściły się na gościach, a ozdobą meczu było trafienie na 5:2 autorstwa Zhasulana Kamantaya, który skierował piłkę do bramki piętą. Kiedy po golu Dmitriiego Karpiyenii zrobiło się 6:2 wydawało się, że jest „po meczu”. Jednak doświadczeni gracze ze Służewca radzili sobie już w gorszych sytuacjach. O swoim kunszcie strzeleckim znów przypomniał Marcin Kowalski. Popularny „Kowal” dwukrotnie z rzędu brał udział przy trafieniach, gdzie raz asystował Adrianowi Krzyżańskiemu oraz raz wpisał się na listę strzelców skracając dystans do stanu 6:4. Co prawda chwilę później wynik na 7:4 podwyższył Daulet Niyazov, ale ostatnie minuty meczu to koncert „Wiernych”. Po faulu w polu karnym „wapno” pewnie na bramkę zamienił Marcin Kowalski. Był on także autorem trafienia w po kontrze wyprowadzonej przez Adama Żychlińskiego i było już tylko 7:6. Goście zdecydowali się wprowadzić Adriana Krzyżańskiego jako „libero” na bramkę i był to strzał w dziesiątkę. Popularny „Adi”, po podaniu od swojego brata Tomka, huknął piłkę z dystansu w ostatniej akcji meczu, dając swojej ekipie upragniony remis! Wynik końcowy to 7:7 i trzeba przyznać, że doświadczyliśmy naprawdę spektakularnego widowiska!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)