Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 4 Liga
Na pierwszy rzut oka zdecydowanym faworytem tego spotkania powinna być drużyna Awantury, która walczy o mistrzostwo czwartej ligi. Niekiedy jednak losy meczu mogą potoczyć się różnie. Tak było i tym razem, kiedy to niespodziewanie FC Radler Świetokrzyski wyszedł jako pierwszy na prowadzenie. Bramka padła po rozegraniu rzutu wolnego, kiedy to Paweł Cielak przerzucił piłkę nad murem defensywy Awantury, a nie pilnowany Michał Główczyk skierował pewnie piłkę do siatki. Od tej chwili Goście chcieli jak najszybciej zdobyć bramkę wyrównującą. Udało się to Damianowi Sawickiemu, któremu z bocznego sektora boiska wypatrzył Arkadiusz Kibler. Stosowany w późniejszych minutach wysoki pressing przez graczy Awantury doprowadził do straty piłki przez obrońcę Radlera, co skutkowało kolejną utratą gola. Tym razem w roli egzekutora odnalazł się Sebastian Dydecki. Po wznowieniu gry Radler nie zamierzał odpuścić. Determinacja jego zawodników przyczyniła się do wywalczenia rzutu karnego, którego wykorzystał Adrian Romańczyk. Od tej chwili ciężar i trudność gry na swoje barki wziął Sawicki. W niespełna minutę udało mu się ponownie wyprowadzić drużynę na prowadzenie. Pomimo przewagi piłkarskiej po stronie Gości mecz przybrał wyrównany charakter, gdzie jeden błąd mógł zdecydować o jego losach. Zawodnikom Radlera do ostatnich minut nie brakowało determinacji, ale kondycji już tak. Tym samym zostawiali już więcej wolnej przestrzeni rywalowi i coraz rzadziej wychodzili za swoją połowę. W końcówce spotkania Sawicki zwieńczył swój świetny występ trzecim trafieniem i zamknięciem wyniku na 2:4.
Mecze lidera tabeli zazwyczaj wzbudzają wiele emocji. Zazwyczaj też bardzo dużo się w nich dzieje. Nie inaczej było w spotkaniu FC Popalone Styki – Byczki Stare Babice. Gospodarze przystępowali do tego pojedynku mocno zdziesiątkowani, co spowodowało, że przez dłuższą część potyczki nie mieli żadnej zmiany. Goście dla odmiany pojawili się na al. Picassa aż w 14 osób. Wiemy, że nie zawsze ilość równa się jakość, w tym przypadku było jednak inaczej. Od początku spotkania lider tabeli starał się dyktować warunki na boisku, stwarzał więcej groźnych akcji podbramkowych oraz częściej utrzymywał się przy piłce. Ta taktyka opłaciła się w 5 minucie meczu, kiedy to gola zdobył Dawid Głowacki. Dalsza część pierwszej połowy była dość wyrównana. Obie ekipy miały swoje szanse aby pokonać bramkarza rywali. Ta sztuka udała się w 17 minucie gospodarzom, kiedy to Mateusz Kostylew po podaniu Konrada Dzięciołowskiego doprowadził do wyrównania. Chwilę później na prowadzenie ponownie wyszli goście, Dominik Łuczak po zamieszaniu w polu karnym i dobitce zdobył gola dającego prowadzenie jego drużynie. Do przerwy stan meczu się nie zmienił. Od wysokiego „C” zaczął drugą część pojedynku lider tabeli. Już minutę po gwizdku oznajmiającym początek połowy Bartek Matejczuk zdobył gola na 1:3, a chwilę po nim na 1:4 podwyższył Trybus. Można było przypuszczać, że to będzie początek końca gospodarzy w tym meczu. Nic bardziej mylnego, w 4 minuty zdobyli 2 gole, czym doprowadzili do stanu 3:4 i bardzo „gorącej” końcówki. Tą jednak lepiej rozegrały Byczki Stare Babice, bo w ostatnich minutach drugiego gola dla swojej ekipy strzelił Dawid Głowacki ustalając końcowy wynik na 3:5.
Zarówno dla LTMu jak i dla Virtualne Ń nie ma i raczej nie będzie już meczów o przysłowiową pietruszkę. Goście, którzy cały czas pozostają w grze o mistrzostwo musieli przełamać swoją tragiczną serie 3 porażek z rzędu, natomiast Szymon Kolasa i spółka toczą interesującą batalię o utrzymanie w 4 lidze. Wspomniany Szymon Kolasa już w pierwszych minutach meczu otworzył wynik spotkania. Gospodarze długo nie nacieszyli się z prowadzenia, bo zawodnicy LTMu chwilę po wznowieniu gry doprowadzili do wyrównania. Pierwsza połowa to typowa walka gladiatorów, dużo walki, ambicji, siły i wymian cios za cios. Najlepszy w Virtualnych Szymon Kolasa zdobył 2 bramki dorzucając do tego asystę, z kolei w ekipie gości dużo dobrego w ataku robił Jakub Lipnicki. Pod koniec pierwszej połowy sfaulowany został Szymon Kolasa, który zszedł z boiska i już do końca meczu nie zdołał wrócić na plac gry. Wynik do przerwy to 3:2 dla Virtualnych. W drugiej połowie głos mieli tylko zawodnicy w białych trykotach. Zaangażowanie i determinacja w dążeniu do celu cechowała Krzysztofa Kulibskiego i resztę zawodników LTMu. W krótkim czasie udało się odrobić straty, a nawet wyjść na prowadzenie, którego już nie oddali do końca spotkania. Ostatecznie LTM wygrał mecz 6:3, choć nie wiadomo jakby to spotkanie się potoczyło gdyby nie uraz Szymona Kolasy. Uraz Szymona okazał się bardzo poważny, jest prawdopodobieństwo zerwania wiązadeł krzyżowych co oznacza koniec sezonu dla Szymona. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.
Mecz ekip z dwóch różnych biegunów. Margerita Team do samego końca będzie bić się o pozostanie w 4 lidze natomiast Oldboys Derby cały czas mają bardzo duże szanse na awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Początek spotkania to wielki błąd Michała Piątkowskiego, który skiksował po strzale Aleksandra Celucha co spowodowało utratę gola przez faworytów tego pojedynku. W 11 minucie po rzucie z autu wykonywanym przez Marcina Wiktoruka bramkarza gospodarzy strzałem głową pokonał Jacek Pryjomski. Kilku minut później kapitalnym uderzeniem z dystansu popisał się Radosław Rogaliński i ponownie na prowadzeniu była ekipa Margerita Team. Podrażnieni goście cały czas starali się doprowadzić do wyrównania. Udało im się to w 22 minucie po golu Wiktoruka. Sześćdziesiąt sekund później Pryjomski trafił po raz drugi i do przerwy Oldboys Derby prowadziło 3:2. Druga połowa zaczęła się od dwóch goli. Najpierw Wiktoruk sprawił, że jego drużyna odskoczyła na 2 trafienia, później kontaktową bramkę zdobył Gabriel Ciepiel. Przez kolejne kilka chwil raz jedni raz drudzy mieli swoje szanse do tego aby zaskoczyć przeciwników. W 40 minucie gola na 3:5 zdobył Łukasz Łukasiewicz, ale moment później rywale znowu odpowiedzieli, tym razem niepewny chwyt bramkarza wykorzystał Patryk Czajkowski. Ostatnie słowo należało jednak do gości. Najlepszy na boisku Pryjomski wykorzystał podanie Jacka Łukasiewicza i zdobył gola na 4:6. Mimo dużej rangi tego meczu można było odczuć bardzo przyjacielską postawę zawodników. Fair Play było na pierwszym miejscu i za to wielkie ukłony.
Iglica po ostatnich dobrych występach mogła być stawiana w roli faworyta w starciu z Wiernym Służewcem. Przynajmniej na początku nasze przewidywania się urzeczywistniały, bo po złym wybiciu piłki przez obrońcę ekipy ze Służewca, Radek Sówka kapitalnym strzałem z dystansu pokonał bramkarza rywali i otworzył wynik meczu. Ten gol podziałał otrzeźwiająco na zespół gości, którzy może nie od razu rzucili się do odrabiania strat, ale cierpliwie szukali swoich szans. W końcu jedną z nich wykorzystał Marcin Kowalski, po podaniu Tomasza Krzyżańskiego. Jeszcze przed przerwą ten sam zawodnik podwoił swój stan posiadania, kiedy to zdobył swoją drugą bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego. Do przerwy mieliśmy wynik 1:2, który odzwierciedlał przebieg pierwszej części. W drugiej połowie w zespole gości zobaczyliśmy Bartosza Konckiego, który w przeliczeniu zdobytych bramek na minuty spędzone na boisku osiągnął nad wyraz dobry rezultat. Był on zdobywcą goli na 1:3 i 2:4 na początku drugiej części i wtedy właściwie Wierny mógł zamknąć to spotkanie. Jednak nieskuteczność i zbyt długie rozgrywanie piłki pod bramką rywala skutkowało tym, że to przeciwnicy zdobyli kolejnego gola kontaktowego. Po stracie piłki przez gości Iglica wyszła z kontrą 4 na 2, którą precyzyjnym, mocnym strzałem wykończył Daniel Szmańda. Zwycięstwo Wiernego stanęło pod znakiem zapytania, ale kolejne dwie bramki gości uspokoiły już wydarzenia boiskowe. Iglica próbowała jeszcze odwrócić losy meczu, ale wydaje się, że zbyt często próbowali zagrań górnymi piłkami, z którymi dość skutecznie radzili sobie obrońcy teamu ze Służewca. Wynik na 3:7 ustalił Adam Żychliński i Wierny, raczej zasłużenie, zdobył w tym starciu 3 pkt.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)