Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 6 Liga
Spotkanie pomiędzy drużynami Elekcyjna FC i Sokil zapowiadało się na wyrównane i takie też od początku było. Głównie z racji tego, że obie ekipy grały na równie dobrym poziomie. Jedni i drudzy szli cios za cios, a dokładniej gol za gol. Żadna z ekip nie mogła wyjść na prowadzenie wyższe niż jedna bramka zaliczki. Pod koniec pierwszej części meczu to Sokil jednak zadał ostatni cios, przez co tablica wyników wskazywała 3:4 na ich korzyść. Obraz drugiej połowy był przeciwieństwem tego, co mogliśmy zobaczyć wcześniej. Gracze Sokila wręcz zdemolowali swoich oponentów. Bez wątpienia najbarwniejszą postacią w ich drużynie, a nawet na całym boisku, był Viacheslav Tkachuk, który zdobył jednego gola oraz zanotował 4 skuteczne podania do swoich kolegów. Co więcej, jak rasowy kapitan, dyrygował on poczynaniami zarówno defensywnymi, jak i ofensywnymi swojego zespołu, co przyniosło zamierzony efekt. Gracze Sokila pewnie wygrali z Elekcyjną pokonując ich 9:4, przez co 1 kolejkę zaczęli "z przytupem" i dorobkiem 3 punktów. Przegrani okazji do rehabilitacji muszą poszukać w drugiej serii.
FC Vikersonn miał na tyle dużo chętnych zawodników do gry, że do Ligi Letniej wystawił dwa zespoły. Drugi z nich rywalizację rozpoczął w 6.lidze, a jego pierwszym przeciwnikiem byli FC Patriot. Ciężko było tutaj wskazać faworyta, aczkolwiek pod względem jakości zawodników, ciut lepiej wyglądali Patrioci. Mecz zaczął się jednak od dobrej gry Vikersonna, który udokumentował ją bramką Yevhenija Kyrii. Przeciwnicy szybko otrząsnęli się po tym ciosie i zaczęli zdobywać coraz większą przewagę. Ilość sytuacji jakie sobie stwarzali podopieczni Dmytro Bobyra była naprawdę bardzo duża, co dość szybko pozwoliło wyjść na prowadzenie w stosunku 3:1. Tak naprawdę, to był to dość niski wymiar kary, a gdy nie wykorzystuje się okazji, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. I zamiast bezpiecznej przewagi, wynik do przerwy brzmiał tylko 4:3 dla FC Patriot. Druga połowa do pewnego czasu wyglądała podobnie jak pierwsza. Nadal zdecydowaną przewagę mieli gracze w niebieskich koszulkach, udało im się nawet zmienić wynik na 5:3, tylko co z tego, skoro równie dobrze mogli prowadzić 8:3. Wielokrotnie marnowali dogodne okoliczności, a czasami nie potrafili zmieścić piłki w pustej bramce! To znów się zemściło, bo Vikersonn złapał chwilowo wiatr w żagle i po dwóch golach z rzędu, rezultat przyjął postać 5:5. Patrioci byli więc naprawdę blisko, by mecz który obowiązkiem było wygrać, mógł się zakończyć remisem lub nawet porażką. Na szczęście w porę wzięli się w garść. Od momentu, gdy stracili ostatniego gola, ich koncentracja wreszcie weszła na wyższy poziom, co pozwoliło zdobyć kilka bramek z rzędu i uspokoić sytuację. Vikersonn popełniał proste błędy w obronie, brakowało już konsekwencji w grze i rywale zdobywając cztery kolejne trafienia zasłużenie odnieśli zwycięstwo w stosunku 9:5. Mogło być wyżej, natomiast na końcu liczą się punkty i o tych wszystkich niewykorzystanych okazjach nikt nie będzie pamiętał. Patrioci powinni mieć jednak na uwadze, że w starciach z trudniejszymi rywalami muszą być bardziej bezwzględni. Bo tutaj wszystko skończyło się dobrze, ale z innym przeciwnikiem niewykorzystanie tylu szans może mieć poważne konsekwencje.
Dla gospodarzy był to drużynowy debiut w Lidze Fanów. Przeciwnicy chyba chcieli im nieco ułatwić zadanie, bo stawili się na placu z zaledwie jedną zmianą. Początkowo obie ekipy grały dość nieśmiało i skupiły się na ostrzeliwaniu bramki rywala z dystansu. Ciekawie zrobiło się już w 5 minucie, kiedy Nagel wyszedł z kontrą i w sytuacji dwóch na jednego... górą był bramkarz FC Pers Saidzufar Firdavsi. Pierwszy gol padł dopiero w 14 minucie, a kontratak i podanie Matiego Musoeva na gola zamienił Sharifjon Obidov. Trzy minuty później było już 2:0, a tym razem Mati Musoev zapisał się w protokole jako strzelec. W ekipie Nagela jak zwykle bardzo aktywny był Maksimo Stasiuk, ale choć oddawał wiele strzałów, to wiele z nich było niecelnych. W 23 minucie gospodarze podwyższyli prowadzenie do trzech oczek, a swoje drugie trafienie zaliczył Mati Musoev. Po wznowieniu gry goście bardzo szybko zyskali chwilową inicjatywę i w ciągu dwóch minut zrobiło się 3:2 po golach Radosława Przybylskiego i Maksimo Stesiuka. Chwilę później kapitan Nagela został niekwestionowanym bohaterem tego meczu. W 35 minucie doprowadził do remisu, a już dwie minuty później wykorzystał zamieszanie pod bramką, zgarnął hat-tricka i wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a comeback gości stał się faktem. Choć do końca meczu zostało jeszcze sporo czasu, to tym razem gospodarze musieli gonić wynik i dało się zauważyć, że taki obrót spraw wyraźnie im nie leży. Na boisku zrobiła się nieco nerwowa atmosfera, ale ostatecznie sędzia nie musiał sięgać po żółty kartonik. Za to walki o piłkę nie zabrakło do ostatniego gwizdka. Gospodarze próbowali, ale obrona Nagela z golkiperem Damianem Sadkowskim na czele pozostała niewzruszona i nie dała się pokonać, a goście mogli cieszyć się z ciężko wypracowanych trzech punktów.
Zarówno Warsaw Pistons jak i Legion UA to drużyny debiutujące w rozgrywkach Ligi Fanów, więc ich poziom był dla nas jedną wielką niewiadomą. Wiadomo przed meczem natomiast było, że drużyna gości miała już doświadczenie w innych ligach szóstek, zaś gospodarze to dopiero tworząca się ekipa. Gustaw Kowalski i spółka na mecz przybyli w luźnej, koleżeńskiej atmosferze, natomiast po chłopakach z Legionu było widać koncentrację i chęć walki o najwyższe cele od pierwszego gwizdka. Drużyna z Ukrainy od razu przeszła do narzucenia swojego tempa gry, za którym Pistons nie mogli nadążyć. Pierwsze dwa ciosy w krótkim odstępie czasu zadał Valentyn Hordichuk, przy których asystował mu Vlad Seniuk. Nie trzeba było długo czekać, żeby ujrzeć kolejne trafienia dla Legionu i lada moment mieliśmy już 4:0. Wtedy do głosu na chwilę doszli gospodarze - po centrostrzale Kacpra Pilicha piłka wpadła do bramki, tym samym pierwsze trafienie w historii tej ekipy w LF stało się faktem. Jeszcze przed przerwą Legionowi udało się trzykrotnie odpowiedzieć i do przerwy schodzili prowadząc 7:1. Po przerwie worek z bramkami rozwiązał się na dobre a na listę strzelców oprócz Hordichuka i Seniuka wpisali się Korh, Kadlubitsky, Sadzhanytsia, Batiuk oraz Oskroba z trafieniem samobójczym. Na chwilę przed ostatnim gwizdkiem sędziego drugą bramkę tego dnia zdobyli gracze Pistons, a jej autorem został Dawid Zieliński. Mimo kiepskiego wyniku dała ona chłopakom wiele radości, co pokazuje, że atmosfera pomoże w budowaniu dobrej postawy w kolejnych meczach. Legion to drużyna, którą już teraz można śmiało traktować jako głównego faworyta do złotego medalu w szóstej lidze. Ekipa z Ukrainy ma wielu utalentowanych zawodników, którzy świetnie rozumieją się na boisku, są zdyscyplinowani i śmiało mogliby rywalizować o TOP 3 w wyższych ligach. Ekipie Warsaw Pistons życzymy powodzenia i aby się nie poddawali, bo trafili naprawdę ciężko na start rozgrywek. Jak już chłopaki lepiej się zgrają, to są w stanie podjąć walkę o dobre miejsce w 6. lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)