reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00
( 4 : 0 )
11 : 1
Raport

W niedzielny poranek na Grenady  w czwartej lidze mierzyły się ekipy Awantury z Iglicą. Gospodarze grają kapitalnie w tej rundzie i walczą o mistrzostwo. Goście walczą o utrzymanie i w każdym spotkaniu muszą liczyć na punkty. Początek meczu był wyrównany i mieliśmy nadzieję,  że w tym starciu będziemy się emocjonować do ostatniej minuty. Jednak pierwsze dwie bramki dla Awantury  ustawiły losy tego pojedynku. W  zasadzie pierwszy poważny błąd spowodował rzut karny dla gospodarzy i to totalnie rozbiło taktykę gości. Później na boisku uaktywnił się Grzegorz Himkowski , któremu tego dnia wychodziło praktycznie wszystko. Akcje zespołowe, strzały z dystansu, dryblingi, to wszystko powodowało sporo zamieszania w defensywie rywali. Do przerwy mieliśmy wynik 4:0. Po przerwie Awanturnicy mieli  mecz pod kontrolą. Nie dawali rozwinąć skrzydeł rywalom i co najważniejsze potrafili powiększać swoją przewagę. Iglica próbowała ratować wynik ale w tym dniu nie miała za wiele argumentów. Starał się Krystian Zbrzeski, ale wobec dobrej obrony przeciwników nie mógł za wiele zdziałać. W końcówce Radek Sówka strzelił gola honorowego i to by było na tyle dobrego ze strony Iglicy. Awantura pokazała moc w ofensywie i praktycznie każdy z zawodników dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa. Skończyło się 11:1 i to był najniższy wymiar kary. Gospodarze wygrywają i nadal mają duże szanse na mistrzostwo. Iglica musi w ostatnich dwóch kolejkach wygrać i jednocześnie liczyć na wpadkę rywali walczących o pozostanie na tym szczeblu rozgrywek.

2
16:30

Absolutny hit 4-tej Ligi Fanów, czyli starcie LTM Warsaw z liderem, Byczkami Stare Babice, zapowiadał się na solidną batalię. Oba zespoły podeszły do starcia bardzo zmotywowane, gdyż dla obu z nich stawką jest walka o mistrzostwo! Strzelanie zaczęli goście, kiedy to po stracie jednego z obrońców LTM piłkę przejął Dawid Głowacki i mocnym strzałem otworzył listę strzelców w tym spotkaniu. Kilka minut później w polu karnym padł Krzysiek Kulibski. Popularny „Kula” zarzekał się, że był faulowany, ale nie musiał tego robić, gdyż już wcześniej arbiter spotkania podjął decyzję o przyznaniu rzutu karnego. Sam poszkodowany skutecznie wykonał „wapno” chociaż trzeba przyznać, że bardzo bliski obrony był Dominik Trzaskowski. Niesamowitą bramkę na 1:2 oglądaliśmy w sytuacji, w której strzałem z okolic własnego pola karnego popisał się Dawid Głowacki. Piłka lecąca lobem spadła „za kołnierz” Artura Jędrycha, co wywołało euforię w szeregach „Byczków”. Dwie minuty później potężny napastnik gości znów wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:3. Druga połowa to kolejna bramka Dawida, który tym razem wcielił się w rolę egzekutora rzutu karnego. Dosłownie o włos od skutecznej obrony był Artur Jędrych, jednak piłka po jego rękach ostatecznie wpadła do bramki i mieliśmy 1:4. Graczom LTM-u udało się skrócić dystans do wymiaru 2:4, kiedy to po zamieszaniu pod bramką gości przy piłce znalazł się Grzesiek Bogdański i pewnym strzałem pokonał golkipera gości. Ostatnie słowo należało jednak ekipy ze Starych Babic. Dawid Głowacki, tym razem w roli asystenta, stworzył świetną sytuację strzelecką, której nie zmarnował Dominik Łuczak i pewnym wykończeniem ustalił rezultat potyczki na 2:6. Świetne zawody w wykonaniu Dawida Głowackiego, który skompletował cztery trafienia oraz asystę, a więc miał udział przy prawie wszystkich golach swojego zespołu!

3
17:00
( 0 : 2 )
1 : 6
Raport

Dla Popalonych Styków ten mecz był praktycznie ostatnią szansą na załapanie się do pierwszej piątki, która daje przepustkę do Pucharu Ligi Fanów. Z kolei strata punktów przez Wiernego oznaczałaby wypadnięcie z wyścigu o awans, więc obie ekipy miały o co grać. Być może waga tego spotkania sprawiła, że obie drużyny w mecz weszły dość niemrawo. Popalone Styki zaczęły cofnięte, czekając na to co zrobi rywal. Mogło to być podyktowane tym, że posiadali jedynie jedną zmianę i musieli umiejętnie rozłożyć siły na 50 minut, a dodatkowo występowali jeszcze bez nominalnego bramkarza. Wierny niby próbował tworzyć sytuacje, ale akcje gości nie miały odpowiedniego tempa i też nie bardzo mieli pomysł jak ominąć szczelną defensywę Styków. Przez to dłuższy czas utrzymywał się wynik bezbramkowy. Rezultat w końcu, po około 10 minutach, otworzył Adrian Krzyżański. Jeszcze w pierwszej części wynik podwyższył Piotr Gratkowski i po 25 minutach mieliśmy 0:2. W drugiej części, Popalone Styki musiały mocniej zaatakować nie mając już nic do stracenia, co otworzyło szansę przed Wiernym. Ten miał parę sytuacji, ale też nie były one stuprocentowe. W końcu na 0:3 podwyższył Adam Biegaj, a chwilę później świetnym strzałem z dystansu popisał się Michał Komorowski i właściwie stało się jasne, że Wierny tego zwycięstwa raczej nie wypuści. Popalone Styki nie zamierzały odpuszczać i ruszyły odważniej do pressingu. Złapały krycie indywidualne na całym boisku i to przyniosło efekt. Po przechwycie na połowie rywala, Mateusz Kostylew zdobył gola na 1:4. Tyle tylko, że była to pierwsza i niestety ostatnia już bramka gospodarzy tego dnia. Dopiero w końcówce goście jeszcze dwukrotnie trafili do bramki i mecz zakończył się wynikiem 1:6. Choć wydaje się, patrząc na końcowy rezultat, że Wierny miał w tym meczu przewagę, to tak naprawdę nie zagrał wybitnego spotkania. Popalone Styki zagrały trochę za bardzo zachowawczo, bo zaryzykowali dopiero w późniejszej fazie meczu, a miały szanse na znacznie lepszy wynik.

4
19:00

Radler Świętokrzyski który już od dłuższego czasu jest pogodzony ze spadkiem do niższej klasy rozgrywkowej dzielnie walczy o zachowanie dobrej twarzy na boiskach Ligi Fanów. Minimalne porażki, jakie do tej pory notowali na swoim koncie gospodarze tego meczu pozwoliły sądzić, że mecz z Margeritą, która znacznie obniżyła ostatnio swoje loty, w końcu przyniesie upragnione 3 punkty. Margerita nie chciała jednak dopuścić do sytuacji, że po tym meczu spadłaby w ligowej tabeli w strefę zagrażającą degradacją do niższej klasy rozgrywkowej i od pierwszego gwizdka ruszyła do ataku. Udało im się to perfekcyjnie, nie minęło 5 minut meczu, a goście już mieli na swoim koncie dwubramkowe prowadzenie, a po pierwszym kwadransie i bramce najlepszego tego dnia na boisku Mateusza Łukiewicza odskoczyli na trzy bramki. Radler w odróżnieniu do innych meczów w rundzie wiosennej tym razem niemal nie zagrażał bramce rywali. Do przerwy goście zdobyli jeszcze jedną bramkę i na odpoczynek schodzili z wysokim prowadzeniem 4:0. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, w ataku brylował Mateusz Łukiewicz, w pomocy piłki rozdzielał Piotr Pielak, a obrona praktycznie mogła przejść się na spacer do Parku Moczydło. Łącznie w drugiej połowie Margerita zdobyła jeszcze 5 bramek zamykając swój dorobek na 9 golach przy żadnej straconej. Pewne zdobyte 3 punkty gości i walka o utrzymanie trwa w najlepsze.

5
21:30
( 6 : 0 )
11 : 0
Raport

Sytuacja w tabeli 4. ligi wygląda wyjątkowo ciekawie. W walkę o awans zaangażowana jest de facto cała górna połowa, a o utrzymanie biją się pozostałe ekipy. Po 16. kolejce drużynie Oldboys Derby brakuje jednego punktu, by znaleźć się na podium, a tymczasem zespół Virtualne Ń dzieli pięć oczek do miejsca, dającego ligowy byt w kolejnym sezonie. Sytuacja mogła wyglądać nieco lepiej, gdyby w ostatniej majowej kolejce spisali się nieco bardziej przekonująco. Tymczasem gracze gości kiepsko weszli w mecz, co bezlitośnie wykorzystywali gospodarze. Strzelanie rozpoczął Marcin Wiktoruk, gdy zmieścił piłkę przy samym słupku. Chwilę później Oldboysi mogli podwyższyć prowadzenie, gdy po uderzeniu  w obramowanie bramki piłka odbiła się od pleców bramkarza VŃ, ale ostatecznie nie przekroczyła linii bramkowej. Wątpliwości nie było w kolejnej akcji, gdy Pryjomski wykorzystał podanie Wiktoruka i wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Marcin zanotował asysty również przy dwóch kolejnych golach gospodarzy. Do przerwy wynik wskazywał 6:0, podkreślając jednostronność tego starcia. Niewiele zmieniło się w drugiej połowie. Dalej strzelał Łukasz Łukasiewicz, a także Wiktoruk. Jego gol na 9:0 był książkowym przykładem dobrze wyprowadzonej kontry, przy użyciu kilku szybkich podań. Gra gospodarzy ogólnie mogłaby służyć na trenerskich szkoleniach, bo Oldboysi zagrali tego dnia bezbłędnie. Mecz zakończył się wynikiem 11:0, boleśnie ukazując różnicę pomiędzy górną i dolną połową tabeli.

Reklama